Gość: kamil m
IP: S1:* / 192.168.33.*
26.08.03, 23:51
To miały być moje najlepsze wakacje, spośród oferowanych przez BIG BLUE
hoteli wybrałem Long Beach (blisko morza, duży basen, bliskość rafy
koralowej), ale jakie było moje zaskoczenie na lotnisku, gdy pan rezydent Arek
( czytaj: ZWYKŁY HAM) oświadczył, że miejsca w hotelu nie ma, ale za to
załatwił nam miejsce w dużo lepszym hotelu.
Zaczynając od samego początku było to tak:
-godz. 16.30 :lądujemy na lotnisku i niczego nie podejrzewając, zachwycając
się pogodą, podążamy do autokaru, gdzie dowiadujemy się, że zamiast do
Hurghady do hotelu Long Beach mamy być zakwaterowani w El Guanie w hotelu
Capitan Inn.
-godz 16.30 – 20.00 : bezczelny rezydent BIG BLUE próbuje wmówić nam (29
osób), że zakwateruje nas w dużo lepszym hotelu i napewno nie będziemy
żałować. Jego zapewnienia nam nie wystarczają i jak „jeden mąż” czekamy dalej
na nasz hotel. W między czasie pan rezydent straszy nas jak dzieci na
koloniach, że zostawi na lotnisku, a wtedy zajmie się nami policja egipska.
Po pewnym czasie na miejsce podjeżdża starym, amerykańskim „trupem” egipski
organizator wczasów (jak się okazało równie bezczelny jak nasz pan rezydent)
i jeszcze bardziej niż jego poprzednik zaczyna nas przekonywać do tego
hotelu. Po wielu burzliwych dyskusjach i próbach skontaktowanie się z Big
Blue w Polsce (wyłączali telefony) ze względu na to, że byliśmy już dosyć
zmęczeni postanowiliśmy jechać zobaczyć ten zastępczy hotel.
- godz.21.00 : zajeżdżamy na miejsce i naszym oczom ukazuje się zajazd (widok
na śmierdzący port, brak basenu, brak dostępu do morza) w którym w najlepsze
bawią się arabowie i tańczące rosyjskie dziwki (pan rezydent przedstawił to
jako atrakcję mimo, że wśród nas była rodzina z dziećmi). Kategorycznie
odrzucamy ofertę rezydenta i jego arabskiego odpowiednika, który wraz ze
swoimi arabskimi współpracownikami coraz bardziej zaczyna na nas pokrzykiwać.
Na nasze pytanie gdzie są te cztery gwiazdki, pan rezydent stwierdził, że
właśnie ściągnięto trzy żeby dosztukować czwartą (niezła organizacja pracy).
-godz. 24.00 :po wezwaniu policji turystycznej (czytaj: mafia współpracująca
z egipskimi hotelarzami), która oczywiście nic nie załatwiła zgadzamy się na
jedną noc w tym zajeździe żądając jego zamiany na drugi dzień (Grażyna i
Krzysiek robią to dopiero o godz.6.00)
-godz. 10.00 : przeprowadzamy się do hotelu nieopodal z małym basenem, bez
dostępu do morza, a od Hurghady jesteśmy oddaleni o 30km. Ze względu na to,
że hotel leży w zatoce o rafie koralowej przy brzegu można tylko pomarzyć.
Reasumując: Big Blue próbuje wykorzystać naiwność ludzi, aby upchnąć ich w
tańszych hotelach znacznie odbiegających od tych, które zostały przez nich
wykupione. Dzięki temu,że byliśmy bardzo zgraną grupą (mimo, że w ogóle się
nie znaliśmy)wywalczyliśmy lepszy hotel, mimo że odbiegał on znacznie od
tego, który wybraliśmy z katalogu BIG BLUE.
Chciałem wrócić jeszcze do pana Arka – naszego rezydenta: bezczelny
ham jakich mało na świecie, dorosłym ludziom próbował wcisnąć niezły kit,
zachowując przy tym stoicki spokój ,nie dając się sprowokować (było kilku
chętnych żeby mu dać w mordę)
Niech mój post będzie przestrogą dla wyjeżdżających z BIG BLUE do Egiptu, a w
szczególności do hotelu Long Beach.
PS. Pozdrawiam moich wszystkich towarzyszy niedoli.