... mnie się nigdy nie udają. W każdym razie nie za jednym zamachem. Ilekroć zabieram się za układanie książek na półkach, porządkowanie szuflad z dokumentami, rachunkami i ze wszystkim, co w szufladach poupychałam (syndrom chomika), zawsze kończy się to całkowitym rozpierniczeniem całego pokoju. Po prostu rozgrzebuję wszystko, bo zaczynam czytać... a to książkę, której dawno nie widziałam, a to stary dziennik albo czasopismo z ciekawym artykułem, notatki ze studiów i stare eseje, listy, nawet paragon z restauracji, w której byłam na lunchu z rok temu! Że o przeglądaniu dawno nieoglądanych zdjęć nie wspomnę...
To jest jak choroba

Czy po prostu prokrastynacja?

Teraz też tak mam: za niecały tydzień się wyprowadzam i wypadałoby poupychać swoje szpargały w pudłach i powstawiać do szafy, ale gdzie tam! Na podłodze piękny rozpiździelec, że przejść się nie da. I jeszcze tyyyleeee ciekawych rzeczy do przeczytania w tej stercie papierzysk!

Brzmi to dla kogoś znajomo?