privus
17.01.17, 23:33
Beata Szydło przyznała dzisiaj, że "w kwietniu dokonany zostanie przegląd 500+". Funkcjonowanie dotychczas największego powodu do dumy dla tego rządu staje pod znakiem zapytania. "Zapewne po tym przeglądzie będziemy wyciągać również wnioski z jego funkcjonowania" - uprzedza przezornie i taktycznie Szydło. A jeszcze nie tak dawno twierdziła, że "Nas stać na 500+ i ten program bez problemu został zrealizowany w ubiegłym roku. I również są zabezpieczone środki na 500+ w tym roku w budżecie państwa, mimo że opozycja straszyła i mówiła, że nie stać Polski na to i że na pewno nie uda się spiąć budżetu.".
Jednak już na początku listopada ub.r. okazało się, że w kasach województw zabrakło ponad 600 mln zł na wypłaty świadczeń. W tym roku na wydatki związane z 500+ zaplanowano w budżecie 23 mld zł powiększając deficyt budżetowy. Trudno nie kryć zaniepokojenia lekceważeniam długu dochodzącego niemal do 60 mld zł. Dzisiaj oczywiście problemów jeszcze nie ma, ale za rok może się to skończyć katastrofą.
Bardzo zaangażowana w sprawie 500+ Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Elżbieta Rafalska tłumaczy sytuację lakonicznie, że "nie ma powodów do niepokoju", a same świadczenie przyznawane jest na określony czas, bo "później program przyjmie już docelową formę". PiS dał więc sobie furtkę, by dokonać ewentualnych zmian w programie "Rodzina 500+" a na decyzjach o przyznaniu świadczenia wychowawczego widniała data: do 2017.09.30. . Dlatego też jesienią rodzice dwójki lub większej liczby dzieci będą musieli kolejny raz składać wnioski o świadczenie. Samorządowcy już się boją tłumów, jakie pojawią się w urzędach, bo jest to niestety jedyna realna zapowiedź przewidywanych zmian. Wiosną ubiegłego roku - gdy trwało składanie wniosków o świadczenie - wielu rodziców zaniepokoiło się tym, że 500 złotych będzie dostawać tylko przez półtora roku.
W efekcie świadczenia trafiają albo do osób, które spokojnie by sobie bez nich poradziły. Rząd jak z tego widać planuje zmiany w "Rodzinie 500+", ale raczej nie takie, które wyeliminują te patologie. Bardzo prawdopodobne jest też wprowadzenie jednolitej zasady, że wnioski o zasiłki dla dzieci oraz wnioski o pieniądze z 500+ mają być składane w tym samym terminie. W tym samym czasie w urzędach przyjmowane będą dokumenty potrzebne do uzyskania pieniędzy z Funduszu Alimentacyjnego. A to oznacza, że będzie to kumulacja petentów spadająca na głowy samorządowców. Uroki biurokracji rządowo-samorządowej nabierają kolorystyki nieuchwytnej tęczy.
Jak się wydaje, realia funkcjonowania "dobrej zmiany" przegrywają dotychczas nawet z tzw. chłopskim rozumem. Trudno jest bowiem w aktualnym pędzie "uzdrawiania kraju" wpaść na pomysł, by po prostu zwyczajnie podwyższyć zasiłek na dziecko. Można by było uniknąć cyklicznego występowania o zgodę na świadczenia rodzinne, ponieważ przyznawane by było na mocy ustawy kazdemu dziecku. Chyba że w tym wszystkim chodzi o miejsca pracy dla Misiewiczów a koszty administracji i bezsensowne straty czasu się nie liczą. Wprawdzie propagandowo nie wyglądałoby najlepiej, bo 500 + brzmi znacznie lepiej i lepiej się sprzedaje, niz 400 plus. A to byłaby tragedia pijarowa tego nierządu. Nie dość, że na niekażde dziecko to jeszcze i nie każdemu dziecku. Jak "wicie, rozumicie", odwołać tej Beciowej zmiany się nie da, bo jak nie prawo, TK itp.
Szykują się nam chyba w codziennych realiach nawiązania do znanych ptaków z filmu Alfreda Hitchcocka :)