Dodaj do ulubionych

Stomil - prawdziwa historia

IP: *.olsztyn.mm.pl 26.05.05, 14:09
Zastraszenia, przekupstwa, pobicia, wymuszenia - to zwyczaje panujące w
znanym klubie piłkarskim. Jest to historia sezonu 2004/2005 w trzecioligowym
klubie OKS 1945 Olsztyn.

Ten sezon miał być przełomowym w historii olsztyńskiej piłki. Po okresie
marazmu, klub odbudował się i zaczął występy w III lidze. Jednak już od
samego początku panowały w nim niezdrowe układy. Działaczom nie zależało na
budowaniu drużyny, a jedynie na prowadzeniu własnych interesów. Konflikt z
kibicami pojawił się tuż po pierwszym gwizdku. Przed sezonem ustalono, iż
Stowarzyszenie Sympatyków Klubu miało brać czynny udział w działaniach klubu,
poprzez posiadanie swojego przedstawiciela w zarządzie. Stało się inaczej. Do
zarządu oddelegowana została jedynie osoba odpowiedzialna za kontakt z
kibicami. Artur Lewandowski, znany olsztyński dziennikarz, był pełen zapału i
optymizmu. Do czasu? Bardzo szybko zauważył, że jego stanowisko jest fikcyjne
i nie przedstawia żadnej wartości. Po tym jak kolejny raz jego pomysł na
poprawę wizerunku klubu i zachęcenie kibiców do przyjścia na stadion został
potraktowany odmowną decyzją, złożył rezygnację z zajmowanego stanowiska.
Role kontaktu z kibicami przejął po nim piastujący funkcję dyrektora -
Zbigniew Miklas. Jego pierwszy wywiad dla znanej gazety zakończył się słynnym
cytatem "to może zacznę robić striptiz by zaczęli przychodzić kibice". Tą
wypowiedzią pokazał swój pseudoprofesjonalizm oraz całkowity brak pojęcia o
nowoczesnym marketingu sportowym.

Zespół po bardzo udanym początku sezonu przegrał "w końcu" pierwszy od 36
spotkań mecz i to wystarczyło by klub zaczął szukać nowego trenera.
Wtajemniczone osoby już wcześniej wiedziały, że klub tylko czeka, by się
pozbyć trenera Biedrzyckiego. Ta legendarna postać w naszym mieście, była
nielubiana przez władze klubu z powodu zbytniego zżycia z zawodnikami. Trener
Biedrzycki był przyjacielem i wzorem dla młodych piłkarzy. Zawsze stawał po
ich stronie. Jednak wrogiem dla działaczy stał się po słynnym wyjeździe do
Warszawy, kiedy to pijany działacz zaatakował na postoju młodego piłkarza,
który chciał jedynie zostać tego dnia w Warszawie, by spotkać się z
dziewczyną. W obronie zawodnika stanął trener i od tego momentu jego dni były
juz policzone. Nowym trenerem został Dariusz Janowski, co nie powinno dziwić,
gdyż plotka głosi, że od pewnego czasu jeździł po regionie kopiąc dołki pod
innymi trenerami. Nie ukrywał swoich zamiarów. Podczas meczu ŁKS Łomża w
Olsztynie robił już nawet notatki, mimo że Biedrzycki spisywał się
znakomicie. Jednak po porażce w tym meczu, działacze dostali upragniony
pretekst do jego zwolnienia i Janowski został trenerem. Cóż, przegrywał mecz
za meczem i zimą uciekł do Radomiaka. Bardzo dobrym krokiem Prezesa Klubu
było pozyskanie rosyjskiego trenera z Baltiki Kaliningrad Wiktora Karmana.
Jest to doskonały fachowiec, jednak jego zapał stygnie przy działaczach,
którzy mają własną wizję prowadzenia drużyny. Bryluje w tym Kierownik drużyny
Mieczysław Angielczyk, słynący ze swojego aroganckiego zachowania i
wulgarnego słownictwa. Lubuje się on w obrażaniu wszystkich znajdujących się
w jego pobliżu? I chyba sprawia mu to niekłamaną radość. Cierpi jednak na tym
wizerunek klubu. Zaświadczyć o tym mogą dziennikarze, którzy są wrogiem nr 2
dla klubu, tuż po kibicach. Często są wyrzucani z treningów, obrażani, a
nawet pouczani co maja pisać. Niepochlebna ocena jego poczynań wiąże się z
utratą akredytacji a zamieszczenie informacji o terminie rozgrywania sparingu
skutkuje groźbami pobicia. Bezpiecznie nie mogą czuć się nawet zawodnicy! Pan
Kierownik wielokrotnie dawał upust swoim emocjom, wyładowując drzemiące w nim
pokłady agresji na własnych podopiecznych? Ta kwestia także przeszła bez
echa.

Należy stwierdzić, że olsztyńscy działacze są ewenementem w skali kraju!
Nie utożsamiają klubu z jego przeszłością i tradycją. Twierdzą, że klub
powstał w 2002 roku, a liczbę 1945 w herbie i nazwie zręcznie tłumaczyli w
kolejnym pamiętnym cytacie: "Dlaczego nazwaliśmy klub OKS 1945? A po to by
kibice się od nas odpier...li". Prowadzą na szeroką skale działania
zmierzające do wyeliminowania wszelkich klubów kibica. Wspomniane już
wcześniej Stowarzyszenie Sympatyków Klubu skupiające ponad 200 osób z różnych
środowisk, jest przez nich nazywane "bandą gó..arzy", mimo że większą cześć
stanowią studenci i osoby z wyższym wykształceniem. Wśród nich są min.
ekonomiści, historycy, informatycy, specjaliści od marketingu, prawnicy,
nauczyciele czy bankowcy. Są to często zdecydowanie bardziej kompetentne
osoby od klubowych działaczy, którzy to sami z racji zachowania, powinni być
nazywani "gó..arzami". Klub oczywiście zaprzecza i broni się takimi faktami
jak rozwieszanie 50 plakatów przed każdym meczem, gdzie samo stowarzyszenie
rozwiesza ich 200 na własną rękę, pokrywając koszty ze składek członków.
Drugą, a zarazem ostatnią rzeczą, którą zrobił klub by "zaspokoić" kibiców,
było otwarcie po bardzo długich rozmowach tzw. "Sektora Biało-Niebieskiego".
Warto dodać, że pierwszym pomysłem działaczy było umieszczenie własnych
kibiców w sektorze przeznaczonym dla przyjezdnych. O mało nie doszło do
abstrakcyjnej sytuacji, gdzie kibice czuli by się gośćmi na własnym
stadionie? Wstęp na trybunę odkrytą jest o połowę tańszy niż na część
zadaszoną, jednak jest to obwarowane wieloma zakazami. Przede wszystkim jest
stosowana selekcja na bramce. Jest to nic innego, jak przeniesiona z klubów
nocnych selekcja potencjalnych kibiców. Jednak odbywa się to się w sposób
całkowicie abstrakcyjny. Odprawieni z kwitkiem często słyszeli, że są pijani,
pod wpływem narkotyków, że powinny być w szkole o tej porze, a najczęściej,
że zwyczajnie nie wejdą i już. Nie, bo nie. Oczywiście żadna z tych osób nie
uzyskała zwrotu pieniędzy za zakupiony wcześniej bilet. Grupie ochroniarzy
szefuje "Siwy" osoba apodyktyczna i wybuchowa. Wielokrotnie zwracano uwagę
władzom klubu, że ochroniarze w sposób nagminny nadużywają swoich uprawnień.
Sprawa przeszła bez echa.

Następną kwestią wartą poruszenia jest sprawa opraw meczowych, czyli tego,
co sprawia, że na stadiony ciągną tłumy. Olsztyński stadion jest obecnie
jedynym w kraju, na którym istnieje zakaz organizowania opraw meczowych.
Wprowadzony zakaz wzbudził powszechne zdziwienia, gdyż na trybunie odkrytej
króluje beton, który ponoć stanowi zagrożenie pożarowe. Powyższy problem
pojawił się z momentem kłopotów zdrowotnych prezesa Alojzego Jarguza. Jego
funkcję przejął Marian Świniarski, który w bezpośrednim kontakcie sprawia
wrażenia osoby kompetentnej, budzącej bardzo pozytywne odczucia. Jednak
kilkukrotnie ustalane z nim kwestie, były zawsze odwoływane w dniu meczu
przez dyrektora Miklasa. To stanowi bardzo dobry przykład, kto tak naprawdę
sprawuje władze w klubie. Kwestia opraw jest tak ważna, gdyż wiąże się
bezpośrednio z dopingiem dla piłkarzy, który stanowi oparcie w
najtrudniejszych momentach meczu. Jednak zapał olsztyńskich kibiców brał
zawsze górę nad uprzykrzającymi życie ochroniarzami.

Okres zimowy tchnął nadzieję w serca olsztyńskich kibiców! Wydawało się,
że wszystko idzie ku lepszemu. Piłkarze doskonale spisywali się w sparingach
pod wodzą nowego trenera, kibice zorganizowali wspaniały turniej piłkarski
dla fanów klubu. Stowarzyszenie wydało kolejną partie szalików oraz
wyprodukowało klubowe koszulki (wszystkie te inicjatywy odbyły się bez
jakiegokolwiek udziału klubu).

Nadeszła ciężka wiosna. Drużyna znacznie poprawiła grę i wydawało się, że
do osiągnięcia celu, jakim jest utrzymanie w III lidze wystarczy ambitna
postawa piłkarzy. Jednak po kilku pierwszych udanych meczach niektórzy
zawodnicy "stanęli". Pojawiły się wówczas tłumaczenia, że to efekt zmęczenia,
wina systemu gry środa-sobota itp. Mecz na własnym boisku z Ceramiką Paradyż
otworzył o
Obserwuj wątek
    • mameluch Re: Stomil - prawdziwa historia 26.05.05, 22:37
      a gdzie dalsza czesc? ciekawe to co wyzej. i smutne.
    • mameluch ciąg dalszy 27.05.05, 11:01
      Mecz na własnym boisku z Ceramiką Paradyż otworzył oczy kibicom. Wszyscy
      przekonali się, że to nie zmęczenie zespołu, a zwyczajny brak ambicji powoduje
      słabe wyniki. Potem okazało się, że III liga tylko w małym stopniu rozgrywa się
      na boisku. Już w meczu otwierającym sezon z Warmią Grajewo, piłkarze obu drużyn
      wiedzieli przed meczem jaki będzie wynik. Sędzia zbulwersowany ich zachowaniem
      wyciął numer dyktując rzut karny w 90 minucie spotkania. Ponieważ karny to nie
      bramka, olsztyński zawodnik wykonał strzał spotykany częściej na boiskach rugby.
      Oczywiście sprawa przeszła bez echa� Kolejnym ciekawym wydarzeniem był mecz w
      Olsztynie z zespołem z Kozienic. Drużyna gości po słabych spotkaniach musiała
      zdobyć w Olsztynie punkty, bo w innym wypadku sponsor mógł stracić cierpliwość.
      Ustalono, że w najgorszym przypadku zespoły podzielą się punktami. W końcówce
      meczu doszło do przedziwnej sytuacji. Po strzale zawodnika Kozienic piłka
      zmierzała do olsztyńskiej bramki... jednak młody obrońca, nie zorientowany w
      sytuacji wybił ją w ostatnim momencie. Reakcja działaczy była niesmaczna,
      wystarczy powiedzieć, że Pan Angielczyk miał okazje by się pokazać. Wspomniany
      mecz z Ceramiką był przełomowy. Od tego czasu piłkarze przestali udawać, że nic
      się nie dzieje. Atmosfera w drużynie stała się daleka od dobrej. Piłkarze
      bardziej niż o utrzymaniu zespołu myśleli o zmianie otoczenia. Część z nich
      związana silnie z Olsztynem i kibicami, nie bała się głośno powiedzieć o tym co
      myśli. W zamian za lojalność wobec klubu zostali odsunięci od składu bez
      możliwości powrotu. Mają teraz jedynie doczekać końca kontraktu i wtedy zostaną
      usunięci z zespołu. W meczu z Unią Skierniewice miała miejsce kolejna dziwna
      sytuacja, chociaż akurat w naszym kraju takie praktyki są na porządku dziennym.
      W przerwie meczu zadzwonił telefon od zespołu grającego z naszym bezpośrednim
      rywalem w walce o utrzymanie. Padła szybka oferta urwania punktów rywalowi w
      zamian za korzyść majątkową. Tego dnia nie byliśmy jedynym klubem, który
      usłyszał tą propozycję. Z naszej strony padła odpowiedź odmowna i zespół
      dzwoniący ostatecznie przegrał mecz, tracą dwie bramki w końcówce...

      Przed meczem z Drwęcą krążyły plotki jakoby dwóch środkowych obrońców miało
      sprzedać mecz zespołowi, który walczy o awans do drugiej ligi. Sprawa nabrała
      rozgłosu i w meczu zagrał tylko jeden z nich. Jednak szybko się okazało, że
      znalazł on zastępstwo i kibice olsztyńscy przebywający na tym meczu mieli okazje
      po raz pierwszy zobaczyć piłkarza, który przez cały mecz nie dotknął ani piłki
      ani nawet przeciwnika. Po tym meczu piłkarze przestali być zespołem i mimo, że
      do utrzymania się w lidze zostały 3 kolejki i tylko 2 punkty do odrobienia, to
      wszyscy (prawie wszyscy) są juz pogodzeni ze spadkiem. W szatni część piłkarzy
      tryska humorem cieszą się, że sezon ma się ku końcowi i będą mogli odejść z
      zespołu. Pozostali nic już nie mówią, bo widzą czym to grozi. Poza tym mają
      świadomość, że aby się utrzymać, muszą wygrywać nie tylko z przeciwnikami, ale
      także z własnymi kolegami z zespołu. To właśnie głębokie podziały w zespole
      psują atmosferę.

      To wszystko się dzieje w klubie, który jeszcze niedawno grał o najwyższe cele
      w ekstraklasie. Jednak ten klub to ewenement, bo odcina się od wszelkich
      sukcesów z przeszłości, od kibiców, dziennikarzy, oraz wszelkich możliwych
      skojarzeń z historią. Jednak jest coś, co nie pozwoli mu nigdy zniknąć. Są to
      wspaniali kibice, którzy nigdy go nie opuścili i którzy zawsze walczą o jego
      dobro. Od dawna wspierają drużynę na meczach w Olsztynie czy też na wyjazdach.
      Prowadzą akcje zachęcające do chodzenia na stadion, a także organizują
      inicjatywy poza stadionowe - jak turnieje, czy też wyjazdy na mecze
      reprezentacji. Ta kilkusetosobowa grupa stanowi największy kapitał klubu i
      jeszcze nie raz będzie dla niego walczyć.

      Dnia 19 maja w Olsztynie odbyła się Konferencja "Marketing w Sporcie".
      Głównym celem seminarium była analiza zagadnień dotyczących nowoczesnych metod
      zarządzania w sporcie, klubie sportowym i wykorzystywania w nim instrumentów
      marketingu. Wydawać się mogło, że osobami najbardziej zainteresowanymi tematem
      powinny być osoby prowadzące klub sportowy na co dzień, jak np. OKS 1945
      Olsztyn. Nic bardziej mylnego. Mimo zaproszenia nikt z klubu się nie zjawił...
      Na auli natomiast w sporej liczbie zasiedli "gó..arze".

      Ta historia nie wymaga komentarza, bo najlepszy komentarz podał sam dyrektor
      Miklas: "Oni nie są kibicami naszego klubu. Pełna nazwa ich organizacji brzmi
      Stowarzyszenie Sympatyków Klubu OKS Stomil 1945 Olsztyn, a takiego klubu, jak
      Stomil, juz przecież nie ma. Jest OKS 1945 Olsztyn. Dlatego nie można
      identyfikować naszego klubu z tymi ludźmi."

      Podpisano
      "Grupa na rzecz odbudowy piłkarstwa w Olsztynie"

      źródło: stomil.olsztyn.pl/art_01.php3
    • Gość: swiatowy Re: Stomil - prawdziwa historia IP: *.in-addr.btopenworld.com 28.05.05, 12:11
      Niestety Stomil nigdy nie mial szczescia do dzialaczy(w I lidze tez)te
      wszystkie "zarzady" czy jak une tam to zwykla masa ciemniakow nie majaca
      zielonego pojecia o pilce ani ze jest cos takiego jak historia
      klubu,tradycje,barwy klubowe itd.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka