Gość: Uwielbiam MPK
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
16.09.06, 09:07
W dni powszednie, około godz 7.13 z punktu A (Witosa) do punktu B (Redykajny)
wyjeżdża autobus MPK linii 27. Jest to tzw. „przegumowiec”, jak nazywano takie
„Ikarusy”. Kierowcą tego autobusu jest człowiek o dziwnej osobowości. Brak mi
słów, żeby to ocenić, więc opiszę.
Najpierw oćwiczał „buractwo” tym, że nie otwierał drzwi na przystankach. OK!
Takie jego inteligenckie prawo i po tygodniu pasażerowie otwierają sobie sami.
Przycisk jest widoczny i wystarczy raz postać jak ciele przed zamkniętymi
drzwiami, żeby potem już pamiętać.
Następnie, olewał pasażerów, którzy prosili o sprzedaż biletów. OK!
Prawdopodobnie ma takie prawo, żeby nie sprzedawać w trakcie nasilonego ruchu,
ale jeśli jest niemową, to niech MPK wywiesi duży napis, że ten oto gentelmen
nie sprzedaje biletów. Nikt nie miałby pretensji do niego, gdyby było to
powszechne w MPK. Inni jakoś idą na rękę pasażerom. Tym bardziej, że co chwila
autobus stoi w kolejce.
I teraz ciąg zdarzeń kryminalnych. Gdzieś na Wilczyńskiego wsiadł uczeń i
poprosił o bilet. Kierowca nie odpowiedział oż do Straży Pożarnej. Tam uczeń
wysiadł komentując głośno: „STARY KOMUCH” wzmacniając w dodatku słowa gestem
Balcerowicza, czyli środkowym palcem lewej dłoni. Kierowca ożywił się i
powiedział: „Czekaj tu s...synu!”. Po tym zwrocie wszyscy ożywili się, że nie
wiezie nas jakiś inwalida...
Uczniowi nie dziwię się, bo już niedługo szkoła będzie go uczyć tylko takich
słów i takich gestów. Dziwię się kierowcy – coś sobą powinien reprezentować,
reprezentując dużą firmę. Sprawa ma jednak ciąg dalszy. Dwa dni później do
tego samego autobusu wsiadł ten sam uczeń, tym razem z biletem – nauka nie
poszła więc w las... Kierowca autobusu zapamiętał go i publicznie rozpoczął
obrzucanie groźbami, moim zdaniem, karalnymi. Padła opowieść o czterech synach
wychowanych na słoninie i smalcu, którzy będą wiedzieli co mu zrobić... O
takich głupotach, że jego synowie, w odróżnieniu od uczniaka, nie byli palcem
robieni, tylko wspomnę, bo tego to się raczej domyślam. I jeszcze wiele innych
takich..., które pozwalają sądzić, że ten komandos z MPK wylądował o jeden
most za daleko.
Szanowni Państwo! Sądzę, że tego „komandosa” należałoby autorytatywnie pouczyć
niezależnie od tego, do jakiej partii w młodości należał. OK?