Dodaj do ulubionych

i stalo sie..

04.10.08, 19:36
i jest jakby nigdy nic nie bylo.
i nic nie mowi mi, ze "jeszcze wszystko bedzie mozliwe".
moze wy powiecie?
Obserwuj wątek
    • kontik_71 Re: i stalo sie.. 04.10.08, 19:40
      Jesli rozstanie to witamy w klubie.. chyba bedzie trzeba podforum
      zalozyc :)
      • asqe Re: i stalo sie.. 04.10.08, 19:44
        a to juz caly klub takich:)?
        a juz tak wszystko bylo niby dobrze: tydzien spedzony razem w
        polsce, krystalizowaly sie plany wspolnego zamieszkania.
        hej, takie zycie.
        • kontik_71 Re: i stalo sie.. 04.10.08, 19:45
          Narazie nas dwoje, wiec takie ekskluzywny klub :)
          Nie martw sie.. u mnie jest 8 lat w plecy...
          • asqe Re: i stalo sie.. 04.10.08, 19:51
            no, szczesciara ze mnie:)
            u mnie tylko 16 miesiecy.

            oboje naprawde probowalismy. coz nie wyszlo. moze latwiej by bylo
            gdyby on kogos mial, bo tak dziwnie, kiedy dwoje ludzi, ktorzy sie
            kochaja rozstaja sie, bo po prostu nie umieja z roznych wzgledow ze
            soba byc. smutne to jest jakies takie i przygnebiajace.
            • kontik_71 Re: i stalo sie.. 04.10.08, 19:52
              Chyba bardziej przygnebiajace byloby meczenie sie ze soba przez cale
              lata... A teraz przynajmniej oboje macie okazje na znalezienie kogos
              z kim nie bedzie az takich roznic.. Trzymaj sie..
            • puszysta_gimnazjalistka Re: i stalo sie.. 04.10.08, 21:04
              Tak, to chyba najgorszy przypadek kiedy najpoważniejsze przeszkody tkwią nie w
              obiektywnej rzeczywistości a gdzieś głęboko u tych dwojga ludzi. Niby oboje chcą
              a mimo to oboje nie potrafią ze sobą być.
            • cytrynka_ltd Re: i stalo sie.. 05.10.08, 17:49
              "miłość wszystko zwycięży". to jest straszne uczucie.
              poczekaj, jeśli to było prawdziwe.
              a, jeśli nie, to szukaj dalej.
              takie jest życie.
          • thank_you Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:27
            U mnie 4. Wszystko można przeżyć :-)
            • kontik_71 Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:28
              O i trojkacik nam sie wlasnie utworzyl :)
              • thank_you Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:40
                Figura idealna, ale ja bym do dwóch mężczyzn wolała dołączyć niż do parki:-) Ale ok, nie będę wybrzydzać:D
                • kontik_71 Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:42
                  No i to jest odpowiednie podejscie do zagadnienia :)
                  • thank_you Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:44
                    Nie zadręczam się czymś na co nie mam zbyt wielkiego wpływu;-)
                    • asqe Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:50
                      dobre podejscie. zazdraszczam, bo ja tak nie umiem. no ale to
                      dopiero pare godzin,moze przyjdzie z czasem.
                      • kontik_71 Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:51
                        Asqe.. troche to potrwa, ale dobrze wiesz, ze to co teraz czujesz,
                        nie bedzie trwalo wiecznie..
                        • asqe Re: i stalo sie.. 04.10.08, 21:00
                          wiem.
                          ale ciezko, bo on byl takze moim najlepszym przyjacielem i teraz
                          chcialabym do niego zadzwonic i opowiedziec mu o tym co sie stalo i
                          jak sie czuje, takie dziwne uczucie.
                          • kontik_71 Re: i stalo sie.. 04.10.08, 21:02
                            No tak.. ale wiesz co.. masz nas a to juz cos :)
                            • thank_you Re: i stalo sie.. 04.10.08, 21:46
                              Właśnie:-)))) Dobrze prawisz:-)
                      • thank_you Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:56
                        Nie zazdraszczaj tylko wcielaj w życie:-)
                        Miałam teraz okazję powrotu do faceta ale stwierdziłam, że nasze zejście i tak nic nie zmieni i będzie tak jak zawsze. Więc po co przedłużać farsę?
                • asqe Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:42
                  no to witaj:)
                  • thank_you Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:46
                    ;-)
          • gapuchna Nas Troje... 05.10.08, 10:02
            a najgorsze jest to, ze jakoś nie umiem wyjść:(
            Cholera.
    • anna_heche Re: i stalo sie.. 04.10.08, 19:43
      Wszystko będzie i jest możliwe. Czasem się wydaje, że jest tak jak
      gdyby nigdy nic...a za chwilę jest już inaczej.
    • sorrento_8 Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:11
      asqe napisała:

      > i jest jakby nigdy nic nie bylo.

      Tak z pewnością nie jest, 16 miesięcy to kawałek Twojego życia, zawsze
      zostanie jakiś ślad, wspomnienia wywołujące uśmiech i te po których
      wzrok się rozmazuje.

      > i nic nie mowi mi, ze "jeszcze wszystko bedzie mozliwe".
      > moze wy powiecie?

      "Robiłam" ostatnio za wsparcie w takie samej sytuacji. Trzymaj się
      ciepło.
      • asqe Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:41
        masz racje, nie jest, bo boli.
        i teraz wolalbym, zeby tych wspomnien nie bylo.
        chodzilo mi o to, ze teraz my bedziemy jak obcy dla siebie ludzie,
        tzn. nie bedzie NAS wcale, tak jakbys sie nigdy nie spotkali.
        • sorrento_8 Re: i stalo sie.. 04.10.08, 22:59
          Będzie jeszcze jakiś czas bolało, usłyszałam ostatnio, że podobno
          dopiero po 2 miesiącach akceptujemy sam fakt rozstania się, czasu
          trzeba na wszystko.
          • thank_you Re: i stalo sie.. 05.10.08, 13:01
            Najgorsze jest przyzwyczajenie.. Na początku jesteśmy w szoku po rozstaniu a później zaczyna brakować jego butów na przedpokoju, jego całusów przed wyjściem do pracy itp. Ja wyparłam mojego eks z mojego mózgu, codziennie powtarzałam sobie, że go już nie kocham i że życzę mu szczęścia i... tak się stało chyba;-)
    • razzmatazzy Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:23
      Świat się wali, ale tylko na chwilę, po to żeby później zaskoczyć nas czymś,
      czego nie można było dojrzeć w tamtym „starym” świecie.

      Dla tych, co liżą rany:
      pl.youtube.com/watch?v=TBO6_u6Mb6s&feature=related
      I uśmiechnąć się, choćby przez łzy! :)


    • lubie.blekit Re: i stalo sie.. 04.10.08, 20:59
      asqe napisała:

      > i jest jakby nigdy nic nie bylo.
      > i nic nie mowi mi, ze "jeszcze wszystko bedzie mozliwe".
      > moze wy powiecie?

      Niedawno myślałam jak Ty. Było, jak gdyby nic nie było. Istniałam,
      ale nie miałam poczucia istnienia. Godziny przepływały, zamieniając
      się w dni i nic nie znaczyły, ale nawet wtedy przeczuwałam, że
      wszystko jest możliwe, że przecież nie mogę trwać w stanie
      hibernacji już zawsze, więc czekałam...Wyszło słońce:)
      Tak jest zawsze, uwierz mi:)
    • funny_game Re: i stalo sie.. 04.10.08, 22:24
      Oqrcze :/
      To Wy niedawno kupowaliście nowe łóżko, czy mi się coś pochrzaniło?
      • asqe Re: i stalo sie.. 04.10.08, 23:03
        no kupowalismy:)
        nie to, zeby to byla dla mnie jakas niespodzianka, totalne
        zaskoczenie, ale moze w swojej romantycznej naiwnosci(albo naiwnym
        romantyzmie) wierzylam, ze nam sie uda, bo sie kochamy i chcemy. ale
        juz mialam dosyc jego "jazd".
        i moje ostatnie slowa do niego:
        you are so fucked up, but you just won't acknowledge that.
        i to w autobusie, a potem byl juz nasz przystanek i on jak szalony
        pognal prosto do biura nawet sie na mnie nie ogladajac.
        • kontik_71 Re: i stalo sie.. 04.10.08, 23:06
          A tak z niezdrowej ciekawosci zapytam.. co on takiego narobil? Co to
          za jazdy byly?
          • asqe Re: i stalo sie.. 04.10.08, 23:31
            nic takiego nie narobil:)
            on sie chyba po prostu boi bardziej zaangazowac. wiele jego
            wczesniejszych zwiazkow rozpadlo sie ot tak wlasnie po kilku
            miesiacach. wszystko wydaje sie super ukladac, potem on zaczyna miec
            watpliwosci i sie wycofuje. ze mna bylo troche inaczej, bo probowal
            to zmienic, stwierdzil, ze musi cos z tym zrobic, bo tak po prostu
            nie moze dalej zyc no i mu na mnie zalezalo. wiec przychodzily takie
            momenty, ze sie wycofywal, potem byla ta przerwa. kiedys powiedzial,
            ze czasem ma uczucie, ze jego stopy tkwia w zastygnietym cemencie i
            on nie ma mozliwosci ruchu w zadna strone. ja wiem, ze on probowal.
            i wedlug mnie to jest strach, ale on by tego nigdy nie przyznal (po
            ang. to fear of commitment). no wiec co jakis czas go cos takiego
            nachodzi. nawet pytal mnie co on ma zrobic, prosil o pomoc, ale jak
            ja moge mu pomoc, skoro nawet on tego nie rozumie? skomplikowane to
            jest troche. wedlug mnie to on sie na terapie nadaje, serio. i ja
            pewnie tez:)
            ale facet ma 41 lat i jego najdluzszy zwiazek to cos kolo roku, no i
            teraz te 16 mies(tylko nie wiem jak te 2 mies. przerwy liczyc).
            tym razem pierwszy raz sie wysilil, ale i tak sie nie udalo.
            ciezko mi to zrozumiec i wiem, ze jemu tez. przyznal dzis, ze nie
            wie co o tym wszystkim myslec i tego nie rozumie, ale ze na moim
            miejscu to by kogos takiego jak on kopnal w dupe(choc tak wulgarnie
            sie nie wyrazil).
            • thank_you Re: i stalo sie.. 04.10.08, 23:37
              41 letni facet i najdłuższy związek to 16 miesięczny związek... W tej sytuacji to chyba nie jest wina kobiet, które spotykał na swojej drodze...
              Cóż, musisz być bardzo dzielna...:-)
              • asqe Re: i stalo sie.. 04.10.08, 23:49
                albo moze nie spotkal tej JEDNEJ WLASCIWEJ, bratniej duszy, swojej
                drugiej idealnej polowki. on wierzy w te teorie i chyba tego wlasnie
                szuka: idealu. a ja coz idealem nie jestem, ja jestem taki mixed up
                kid albo kielbasa(jak mnie pieszczotliwie nazywal).
                wiec pewnie jeszcze tylko jedno spotkanie, zeby sobie rzeczy
                pooddawac i zyczyc szczesliwego zycia.
                • thank_you Re: i stalo sie.. 04.10.08, 23:53
                  Jeśli szuka ideału to obawiam się, że może mieć z tym spory problem:-)
                • cytrynka_ltd Re: i stalo sie.. 05.10.08, 17:58
                  żyje złudzeniami i tak tłumaczy siebie.
                  mój 8 lat tak mieszał. raz chciał, a raz uciekał.
                  ale, to on musiał zmienić się samemu. miłość jest silniejsza.
                  "tego kwiata jest pół świata".
            • kontik_71 Re: i stalo sie.. 05.10.08, 10:00
              Eee to w sumie taki dzieciak jest.. od faceta w jego wieku mozna by
              oczekiwac, ze wie czego chce i potrafi podejmowac decyzje i to nie
              tylko o ucieczce... Strasznie mnie draznia tacy ludzie bo de facto
              bawia sie inna osoba...
    • gapuchna Re: i stalo sie.. 05.10.08, 10:35
      Asqe, jak ja ciebie dobrze rozumiem - tak dosłownie: dobrze! Tylko u mnie był
      trochę młodszy, ale zachowanie identyczne. To boli bardzo, bo wiem, że nadal
      jest sam, i to chyba jeszcze bardziej jest niezrozumiałe.
    • asqe Re: i stalo sie.. 05.10.08, 11:54
      rozmawialismy wczoraj w nocy przez telefon, przyznal mi racje.
      a ja chyba wciaz czekam na jakis cud, ale przeciez dobrze wiem, ze
      nic takiego sie nie stanie.
      • kontik_71 Re: i stalo sie.. 05.10.08, 11:56
        Takie cuda nawet jesli sie przytrafiaja, maja jeden duuuuzy
        mankament.. Niepewnosc zostaje i strasznie ciezko sie jej pozbyc..
        :(
      • gapuchna Re: i stalo sie.. 05.10.08, 12:16
        My mieliśmy trzy takie podejścia. Źle robiłam, ze walczyłam. Zostaje osad i
        teraz wstyd. Bo mi to wypomniał. Więc uważaj z powrotami, Aś..., mogą nie być
        najlepsze.
        Inna rzecz, ze nadal nie umiem się wyzwolić z tęsknoty za nim, za nami. Byliśmy
        wobec siebie ogromnie czuli i serdeczni. Tego brak mi najbardziej.
        • gapuchna Re: i stalo sie.. 05.10.08, 12:18
          Aaaa, i jeszcze usłyszałam, ze jestem brzydka. Tak więc uważaj, lepiej nie
          naciskać, bo słowa głęboko ranią.
          • asqe Re: i stalo sie.. 05.10.08, 12:41
            wiem, nie ma sie co upierac przy czyms co i tak nie ma szans.
            po co przedluzac agonie i samemu zadawac sobie bol?
            oboje dalismy sobie druga szanse, oboje walczylismy o NAS i oboje
            przegralismy.
            • thank_you Re: i stalo sie.. 05.10.08, 12:49
              A można rozpatrywać to w ten sposób? Wygrana - przegrana ..?
              • asqe Re: i stalo sie.. 05.10.08, 13:03
                nie wiem, no bo kiedy mozna by mowic o wygranej?
                ale ja w tym momencie czuje sie przegrana. ja tez pierwszy raz teraz
                sie wysililam, bo wczesniej ucinalam wszystko , kiedy tylko
                pojawialy sie jakiekolwiek problemy albo nawet wczesniej. i to byl
                moj pierwszy "powazny i dorosly" zwiazek a mam "juz" 27 lat.
                chyba musze sie po prostu nauczyc na czym to wszystko polega :)
    • stedo Re: i stalo sie.. 05.10.08, 13:53
      Ja nie rozumiem takiej mentalności, takiego braku odpowiedzialności za słowa. Bo
      facet gada coś o dzieciach, o miejscu ich wychowywania gdy byliście w Polsce,
      potem proponuje Ci byś rzuciła pracę, mieszkanie i zamieszkała z nim, będzie
      finansował Twoją naukę, by po miesiącu stwierdzić że to nie to.Facet ma coś nie
      tak pod sufitem, albo to są te różnice w mentalności charakterystyczne dla
      południowców bo ja nie mogę tego inaczej wytłumaczyć, takiej niefrasobliwości i
      rzucania słów na wiatr. Daj sobie spokój bo to typ nie z tej planety. I dobrze
      że tak się stało, bo co by było gdybyś poczyniła jakieś stanowcze kroki, a
      jeszcze gdyby pojawiło się dziecko.
      • asqe Re: i stalo sie.. 05.10.08, 14:16
        wlasnie tak ciezko mi to zrozumiec. a bardzo bym chciala, zeby moc
        to sobie poukladac w glowie. zapytalam go dlaczego mowil te
        wszystkie rzeczy, dlaczego jeszcze kilka dni temu zaczal planowac
        jak to bedzie jak razem zamieszkamy. odpowiedzial, ze wtedy tak
        wlasnie czul i tego chcial bardziej niz czegokolwiek innego. no coz
        minelo kilka dni i mu sie zmienilo.
        taka jestem rozczarowana:(
        • stedo Re: i stalo sie.. 05.10.08, 15:48
          No to widzisz że niepoważny facet. Daj sobie z nim spokój, nawet gdyby mu się
          odmieniło, bo z takim nic nie wiadomo.Takie zachowania można tolerować u
          nastolatków a nie u faceta 40letniego. On zatrzymał się mentalnie na tamtym etapie.
        • gapuchna Re: i stalo sie.. 05.10.08, 22:54
          Nie sądziłam, ze to takie częste. To zdanie: kiedy to mówiłem, tak właśnie czułem.

          Wiesz, jak wiele odnalazłam osób - kobiet, które tu, na forach, opisywały
          podobne doświadczenia. Zaczęłam też poczytywać ciut psychologii. Naprawdę, tego
          typu zjawiska, podejście do życia, jest efektem jakiegoś defektu psychicznego.
          Chwiejność, brak woli, zmienność nastrojów, jakaś nostalgia, nadmierne zwracanie
          uwagi na siebie i swoje odczucia. Jestem przeszkolona.

          Wiem, ze to mierne pocieszenie, ale chyba lepiej, ze.....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka