Dodaj do ulubionych

odgrzewane kotlety

09.12.08, 14:30
nadarza się okazja, by wrócić do byłego. co robisz?
czy skoro raz nie wyszło to nie ma sensu próbować raz jeszcze?
Obserwuj wątek
    • niski.oktan Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 14:37
      Sklejone to nie to samo, co całe.
    • karka831 Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 14:43
      Eh, już myślałam, że będzie kulinarnie. :P

      A czemu się rozstaliście? I jak dawno? Myślę, ze zarówno przyczyna rozstania jak
      i upływ czasu ma tu duże znaczenie.



      • konstancja.wilde Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 14:46
        sytuacja nie mnie dotyczy, a kogoś mi bliskiego. a was pytam się
        hipotetycznie. co byście zrobiły/li w takiej sytuacji i czy zdarzało
        wam się kotlecik włożyć do mikrofali.
        • 3.14-czy-klak Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 14:48
          nie, wpieprzam na zimno:)
        • karka831 Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 14:50
          Zdarzało. :)

          Nie mogę powiedzieć jednoznacznie.
          Raz wróciłam bo mi się wydawało, że kocham i żyć bez niego nie mogę (minął
          krótki okres i po prostu ciężko mi było przestawić się na życie w pojedynkę).
          Wróciliśmy do siebie i to była porażka.
          Z moim obecnym, też wróciliśmy po rozstaniu. Tyle, ze tu sytuacja była zgoła
          inna. Póki co jest ok, planujemy wspólną przyszłość.

          Chyba Ci nie pomogłam. :P
    • milleniusz Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 14:51

      > nadarza się okazja, by wrócić do byłego.

      Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ale ja to się nie bardzo znam.
      • konstancja.wilde Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 14:53
        w sensie, że nie zdarzyło ci się nigdy?

        bo mi tak i owszem i bez sensu.
        • tora83 Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 15:04
          Dla mnie bez sensu ... wracalam tak kiedys, niewiele dobrego
          przynioslo.
          Nie bylismy juz tymi samymi ludzmi, wbrew pozorom oboje mocno sie
          zmienilismy. Trudno tez bylo zapomniec to, co bylo zle...
          Osobiscie raczej sensu nie widze ...
        • milleniusz Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 15:07
          konstancja.wilde napisała:

          > w sensie, że nie zdarzyło ci się nigdy?
          > bo mi tak i owszem i bez sensu.

          Zależy co uważać za rozstanie. Jeśli takie konkretne, co najmniej paromiesięczne
          z kimś pomiędzy, to nie, nie zdarzyło się. I to chyba właśnie jest bez sensu. A
          jeśli takie hamletyzowanie z rzuceniem zabawkami, to chyba nigdy nie przestanie
          mi się zdarzać. ;)
          • puszysta_gimnazjalistka Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 15:31
            O ja jestem w tym bardzo dobry, w hamletyzowaniu i rzucaniu zabawkami.
            • milleniusz Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 15:40

              > O ja jestem w tym bardzo dobry, w hamletyzowaniu i rzucaniu zabawkami.

              Oj, nie chwal dnia przed zachodem. Nigdy nie wiesz, kiedy możesz się natknąć na
              mistrza. Czy tam - w Twoim przypadku - na mistrzynię. :D
      • akkknes Re: odgrzewane kotlety 10.12.08, 17:35
        rzeka nigdy nie jest taka sama - w koncu woda to zywiol.

        WRACAC WRACAC WRACAC
        ja wrocilam,
        pewnie ze nie jest bajkowo i kolorowo ciagle - ale teraz sa inne
        problemy, (tzw 'dorosle') i teraz oboje juz potrafimy powiedziec na
        glos 'o co my sie w ogole klocimy?'. generalnie niby ci sami ale
        jednaj inni, inni ale jednak tacy sami.
        i powiem wam nie ma to jak uslyszec 'kocham cie' jak on cos pod
        nosem steka ze mu cos nie pasuje, i nie robi tego co kiedys.
        no i tez zalezy czy wracac do siebie, bo w sumie to nikogo nie ma na
        widoku a fajnie miec kogos - i wtedy nie wazny jest kto, wazne byle
        byl ---> dla mnie odpada. i czy bedziecie umieli oboje patrzec w
        jedna strone...
        np miesiac przerwy to malo. u nas naprawde wieeeele musialo sie
        wydarzyc zebysmy znowu na siebie trafili.
        aha i koniec koncow ja sie juz poddalam i w momencie kiedy juz
        zapomnialam, nagle on sie przypomnial - dlugo bylam zimna i udawalam
        ze mi to lata. az w koncu sie poddalam - a mialam przeciw sobie caly
        swiat. i wiedzialam ze jesli on nie stawi czola temu mojemu swiatowi
        to klops.
        szczypal sie, bal sie, ale widze ze sie stara i wiem ile go to
        kosztuje.
        ale generalnie WRACAC.
      • pawel1940 Re: odgrzewane kotlety 11.12.08, 10:22
        > Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

        Bo rzeka nigdy nie jest juz taka sama ;-).
    • puszysta_gimnazjalistka Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 15:05
      Odgrzewanym kotletom mówimy zdecydowane NIE!
    • asqe Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 15:06
      mnie tez sie zdarzylo. i tez bylo to bezsensu, bo po pewnym czasie,
      wcale nie takim dlugim, powrocily te same problemy.
      i dzis mam jakis dzien refleksyjny i nawet jestem zla na sama
      siebie, ze zmarnowalam moj czas na cos, co nie bylo tego zupelnie
      warte. ale moze musialm sie o tym przekonac w taki wlasnie sposob.
    • funny_game Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 15:10
      konstancja.wilde napisała:

      > nadarza się okazja

      Czyt. skamle biedaczek na wycieraczce, że on już będzie taki i smaki? Noł łej,
      dziękuję.

      Do żadnego z moich byłych nie czuję już niczego, co usprawiedliwiałoby użycie
      słowa "okazja". Możemy być znajomymi i niech się cieszą.
    • etwas-geheimnis Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 15:11
      jest okazja i przyzwolenie to koniecznie wracaj, jesli portfel nie schudł za
      bardzo;-)
      • konstancja.wilde Re: odgrzewane kotlety 10.12.08, 13:33
        po pierwsze mam swój portfel. po drugie nie o mnie tu chodzi.
        chciałabym odradzić komuś taką opcję i chciałam się upewnić, czy mam
        rację.
    • 2szarozielone Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 17:45
      Do jednego mojego byłego - największej miłości - pewnie bym wróciła, bo to, co
      nas rozdzieliło zniknęło. Ale pojawiły się inne przeszkody, więc po kilku
      pijackich nocach, tuleniu się do siebie nad rzeką, dwóch łóżkowych wyskokach-
      przemyśleliśmy temat i do niego nie wracamy. Pozostając przy modelu bliskiej
      przyjaźni.

      Do pozostałych nie wróciłabym. Generalnie jak odchodzę od faceta, to wiem
      dlaczego - i powrót zazwyczaj nie ma sensu, bo ludzie rzadko się zmieniają.
      Tylko ten jeden łoś sie zmienił...
    • baba_krk Re: odgrzewane kotlety 09.12.08, 19:44
      zdarzyło mi się wrócić do tego samego faceta 3 razy, więc chyba nie muszę nic
      więcej pisać ;)
      • konstancja.wilde Re: odgrzewane kotlety 10.12.08, 13:34
        baba_krk napisała:

        > zdarzyło mi się wrócić do tego samego faceta 3 razy, więc chyba
        nie muszę nic
        > więcej pisać ;)

        właśnie, że musisz :D jesteście teraz ze sobą? szczęśliwi? zmęczeni?
        • baba_krk Re: odgrzewane kotlety 10.12.08, 16:24
          Nie jesteśmy razem.
      • kirke18 Re: odgrzewane kotlety 10.12.08, 13:37
        Bywa różnie, ja kiedyś wróciłam do mojej WIELKIEJ miłości i mi
        całkiem wychłódło. Zdaje się, że to nie była TA , teraz jest TA.
        • konstancja.wilde Re: odgrzewane kotlety 10.12.08, 13:40
          co to "wychłódło"?
          • kirke18 Re: odgrzewane kotlety 10.12.08, 16:07
            to z Boy'a-Żeleńskiego:
            "(...)ale potem mu wychłódło,
            bo już była stare pudło."
            no mnie się zdaje, że to w sensie- wystudziło, jeśli można tłumaczyć poetę :) )
            to o malarzu co pijał alasz (likier kminkowy)
    • thank_you Re: odgrzewane kotlety 10.12.08, 13:43
      Ja wiem, ja wiem.
      Czasami się udaje, a czasami nie :D
    • myshorrek Re: odgrzewane kotlety 10.12.08, 22:10
      ja nie weszlam. a kusilo - nie powiem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka