zloty.strzal
31.03.09, 00:43
Wracałam uczciwie do domu, komunikacją miejską tak z godzinkę temu. Jeden
przystanek przed moim docelowym koleś nahaftował na podłogę i to centralnie
przy kabinie kierowcy. Kierowca oczywiście myk, zamknął drzwi, zadzwonił po
policję, zaczął się wykłócać z tym hafciarzem i po nastu minutach stania
stwierdził, że nikogo nie wypuści dopóki policja nie przyjedzie. Ktoś
przekręcił tę wajchę od awaryjnego otwierania drzwi, na zewnątrz byłam
pierwsza, ale zastanawiam się ile tam tak jeszcze stali (koleś po ucieczce
kilku osób znowu zamknął drzwi).
To taka przypowieść na dobranoc jest.