liisa.valo
20.06.09, 19:43
Lezę jutro zamówić kwiaty na obronę.
Przyjęty zwyczaj mówi, że promotorowi kupuje się bukiet okazalszy,
recenzentowi mniej okazały. Podobno. Tyle, że u mnie promo jest mężczyzną,
recenzent kobietą, więc stwierdziłam, że to niegrzeczne. Postanowiłam kupić
zatem dwa różne bukiety. I tero...
Padło, żeby kupić jej róże, a jemu... właśnie nie wiadomo. On potem jeszcze
dostanie Łiskacza, tyle że o tym nie wie. Ale skupmy się na kwiatach..
Myślałam o słonecznikowym bukiecie, ale on jest egzystencjalistą i nihilistą,
to nie bardzo chyba. Współlokatorka mówiła, że żółte róże najlepsze, będzie
wiadomo, żem o niego zazdrosna :)
Ale ja wymyśliłam, żeby jemu kupić czerwone róże, jako klasykę elegancji, a
jej jakieś takie słoneczniki właśnie. Co sądzita?