mary_ann
15.02.13, 12:04
(BTW - na pieczątce widnieje nazwa IT Store)
Nie jestem wredną konkurencją z branży, jeśli się komu chce, może sprawdzić moje wpisy na tym forum i (znacznie bogatszy) dorobek na innych forach gazetowych. Po prostu nie lubię nieuczciwości, bezczelności i chciałabym oszczędzić innym moich doświadczeń.
Tak naprawdę powinnam była zwrócić się do innego serwisu już po pierwszym z nią doświadczeniu - kiepskim, ale nie dramatycznym: drogiej, niezbyt sprawnej, mało uprzejmej i nie całkiem lege artis (brak oryginalnej gwarancji na wymienioną część) wymianie płyty głównej w komputerze.
Popełniłam jednak błąd i zignorowałam nienajlepsze pierwsze wrażenie, gdyż chciałam szybko i przede wszystkim blisko domu naprawić pogwarancyjnie monitor. Naprawa nie była tania (na tle innych serwisów), ale odbyła się sprawnie. Zaskoczyła mnie nieprzyjemnie informacja o kuriozalnej długości gwarancji na naprawę, jaką skonstatowałam przy odbiorze - 30 dni. Na szczęście:-) monitor zepsuł się ponownie w identyczny sposób już po ok. dwóch tygodniach i został przyjęty do naprawy. Tu zaczęły się schody, bo panom nagle w sposób widoczny opadł zapał i przestało się spieszyć - naprawa trwała tym razem dwa tygodnie, komputer wrócił z uwagą, że pewien element został wymieniony na "mocniejszy niż oryginalny" i teraz będzie dobrze. Niestety, monitor w domu nawet się nie włączył i natychmiast trafił ponownie do serwisu. Od tej pory zaczął się kabaret. Termin oddania - teoretycznie 2 tyg. Oczywiście nikt się nie odzywa, to ja muszę dzwonić. Nigdy nie kończy się na jednym telefonie, bo panowie są b. zajęci, to nie jest dobry moment, teraz nie ma możliwości sprawdzenia, o jaki sprzęt chodzi, należy zadzwonić za pół godziny, a najlepiej jutro.... Zabawa w zbywanie rozkręca się, po jakimś czasie pojawia się argument, że " nie wiadomo, co się stało, sprawdzają po kolei", potem, że "w hurtowni brak odpowiedniej części" i od tej pory przez pięć miesięcy (sic!) będę częstowana gadką o tajemniczym egzotycznym elemencie. Monitor najtypowszy z typowych, więc trudno argument przyjąć poważnie - ewidentnie chodzi o to, żebym dała sobie spokój z naprawą, na której serwis już nie zarobi. Kłopot w tym, że nie wiem, co panowie w monitorze schrzanili, wkładając "mocniejszą część" (tak mocną, że monitor padł na amen) i ile będzie mnie kosztować naprawa gdzie indziej, o ile w ogóle będzie jeszcze możliwa...
Żeby streścić - po prawie pół roku przeciągania liny i wysłuchiwania łgania w żywe oczy o mitycznej części, po konsultacji z prawnikiem z Federacji Konsumentów, zmęczona decyduję się na odbiór urządzenia i zwrot kosztów niedokonanej naprawy. To jednak nie koniec, gdyż słyszę: "Nie mamy w sklepie gotówki (ojej, a przyjmujecie tylko gotówkę, nawet tysiące złotych....:-)), żeby zwrócić koszty naprawy, możemy ew. przelać należność na konto". Proszę o pisemne zobowiązanie z datą, które otrzymuję. Po upływie terminu pieniędzy na koncie - surprise, surprise - brak. Jeszcze jedna wycieczka do serwisu, tym razem ze świadkiem i dyktafonem - i po ostrym, acz uprzejmym żądaniu tym razem jakoś pieniądze pan bez problemu wyciąga z tylnej kieszeni spodni:-)))Żegnam się, nie słysząc nawet małego "przepraszam".
Biznes po polsku?
Szanowni Panowie - nie mam pretensji o nienaprawienie, choć nisko oceniam Wasze kompetencje, mam pretensje o brak szacunku dla cudzego czasu, pracy (pięć miesięcy bez komputera), kłamstwa w żywe oczy, próbę zwyczajnego oszustwa (bo duża szansa, że klient w sądzie o stówę czy półtorej walczyć nie będzie, co?) oraz bezinteresowanie demonstrowany przy każdej okazji (od kiedy w grę przestał wchodzić Wasz zarobek) brak wychowania. Chciałam Wam powiedzieć, że na dłuższą metę na pewno taka strategia Wam się nie opłaci.
P.S. Monitor został naprawiony w wyspecjalizowanym serwisie na drugim końcu Warszawy. Za połowę sumy, bez tajemniczych nieosiągalnych części, przemiło i w ciągu 1h. Gwarancja - 270 dni.