misio_zalogowany
29.04.05, 12:08
Ten facet konsekwentnie (chyba ma doradców PR) dąży do nagrody Hieny
Dziennikarskiej. Najpierw rzucił podejrzenie na księdza Malińskiego, a teraz
kiedy już wiadomo kto naprawdę donosił na papieża próbuje w dalszym ciągu
robić ludziom wodę z mózgu. Kochani moi z "GW", skąd żeście wytrzasnęli tego
łobuza? Bo już nawet Wroński i Lizut odpuścili sobie temat lustracji.
===========================================
Kto podrzucił teczkę o. Hejmo Kieresowi?
w
29-04-2005, ostatnia aktualizacja 29-04-2005 09:09
- Odkrycie tych dokumentów nie było przypadkowe. Uważam, że ktoś te materiały
celowo podsunął prezesowi Kieresowi. Ta sprawa powinna zostać wyjaśniona -
powiedział "Gazecie" proszący o zachowanie anonimowości członek Kolegium IPN
Sam prezes Leon Kieres poza potwierdzeniem, że o teczce Hejmy dowiedział się
ok. 16 kwietnia, nie chciał powiedzieć, kto mu ją przekazał.
- Są dwie drogi poszukiwania dokumentów: albo do archiwum zwraca się o nie
Biuro Edukacji Publicznej, albo zostają znalezione w wyniku kwerendy
dokonywanej na wniosek osoby pokrzywdzonej. Jeśli chodzi o teczkę o. Hejmy,
żaden z tych dwóch przypadków nie miał miejsca - mówi pracownik IPN. I
dodaje: te materiały były wśród tysięcy nieprzejrzanych jeszcze teczek. Można
je było odkryć rok temu albo za kilka miesięcy.
Z informacji uzyskanych przez "Gazetę" wynika, że teczkę przekazała Kieresowi
szefowa archiwum IPN Bernadetta Gronek. Gronek do 9 maja jest na urlopie,
dlatego nie mogła odpowiedzieć na pytanie, kto wskazał jej materiał.
- Czy do IPN trafiają na przykład anonimy, donosy wskazujące, że na
kogoś "jest teczka"?
Pracownik IPN: - Trafiają. Nie wiem, czy są wykorzystywane.
Jan Draus z Kolegium IPN, które w środę na posiedzeniu z Kieresem podjęło
decyzję o ujawnieniu nazwiska Hejmy, przyznaje, że prezesa nie wypytywano,
jak dokumenty trafiły w jego ręce. - Ważniejsza była kwestia, czy ujawnić
nazwisko, które jest w aktach - mówi Draus.
- Wystarczyła nam informacja, że między 14 a 15 kwietnia tego roku archiwiści
znaleźli te materiały. Nie snułbym tu żadnej teorii spisku - twierdzi
przewodniczący Kolegium IPN dr Sławomir Radoń i dodaje, że z własnego
doświadczenia w pracy w archiwach wie, że takie odkrycia mogą się zdarzyć. -
Rzeczywiście czas jest niezręczny. Przyjmujemy, że to zbieg okoliczności,
chociaż niezbyt szczęśliwy.
===============================================