kajkausia
03.10.08, 18:10
Witam, pewnie napiszecie, że to wszystko moja wina...
...ale proszę o radę bo jestem załamana.
Pierwszego października rozpoczęłyśmy adaptacje córcia ma 8,5 miesiąca. Tego
dnia ruszyła nasza grupa maluszków (żłobek był w remoncie).
Pierwszego dnia otrzymałam informację od pani opiekunki, że mam bardzo mądre i
wesołe dziecko. Zalecenia: przyprowadzić wcześniej.
Mała po żłobku była wyjątkowo marudna i histeryczna jak nigdy. Z tym się
liczyłam i wiedziałam, że trzeba przetrwać i przeczekać.
Wieczorem podczas kąpieli zauważyłam, że cale ciało córki jest pokryte
czerwonymi plamami z białym bąblem w środku. Ponieważ nie miała nigdy wysypki
ani alergii pierwsza myśl, że została pogryziona przez jakiegoś robala.
Rano zaprowadziłam małą wcześniej i postanowiłam porozmawiać z kierowniczką.
Ta jednak wyśmiała mnie i odwróciła się na pięcie, podsyłała mi co chwila inną
panią. Byłam zdezorientowana i zdenerwowana czwarty raz opowiadając tą samą
historię kolejnej pani. A ta odsyłała mnie do następnej. Wszystko to odbywało
się przy dziecku.
W końcu ostatnia pani wzięła nas do pokoiku do karmienia. Rozmowa nie była
miła. Zabrała małą i brutalnie, na prawdę, zaczęła rozbierać i przerzucać jak
kurczaka na wszystkie strony.
Mała zaniosła się płaczem i wpadła w histerie.
Dodam, że nigdy nie płaczę bez powodu.
Tego południa jak odbierałam małą dowiedziałam się od tej samej Pani, że mała
"darła się" na przewijaku i płakała przy jedzeniu. Wręcz zanosiła się płaczem.
Po czym dowiedziałam się też, że jest rozpieszczona i nie przygotowana do żłobka.
Starałam się miło rozmawiać z tą panią, ale jak jej powiedziałam że
przestraszyła się na tym przewijaku bo było zbyt nerwowo i teraz po prostu się
boi to był kolejny zarzut i tylko pogorszyłam naszą sytuację. Pani nie rozumie
czego ona się przestraszyła.
Dziś trzeci dzień i też było jeszcze gorzej. Pani w ogóle nie chciała
rozmawiać. Jak chciałam powiedzieć jak można małą zająć na przewijaku żeby nie
płakała powiedziała że ona nie ma czasu bo ma inne dzieci. Jak powiedziałam że
mała jest pogodna i towarzyska to usłyszałam tylko, że mają 8 miesięcznego
Krzysia, który jest pogodny i raczkuje. No cóż Mała nie raczkuje i nie sądzę
żeby w tym była wina moja albo jej oraz żeby to miało wpływ na pogodę ducha.
Moja mama radzi zabrać dziecko ze żłobka i zostać w domu.
Ja muszę wrócić do pracy jestem samotną mamą.
Koleżanka radzi żeby iść do kierowniczki - nie chcę robić zadymy już i tak
wyszło nieporozumienie na samym początku.
Lekarka u której byłam dziś (pediatra córeczki) twierdzi, że mała jest bardzo
bystra i towarzyska i stworzona do żłobka. No i radzi zagłaskać Panią i
przeprosić nawet wbrew sobie.
Ja już na prawdę nerwowo nie mogę wytrzymać. Potrzebuję żłobka i wiem że po
okresie adaptacji mała będzie tam uwielbiała chodzić. Boję się wykonać
jakikowliek ruch żeby poprawić jej sytuacje. Obawiam się, że jeszcze bardziej
nas pogrążę.
Rozpisałam się ale jeszcze ważne informacje, żłobek nie jest wcale frontem do
dziecka. Nie chcą podawać mleka matki, nie chcą dziecka bujać do snu. Nie chcą
nosić.
Pani teraz nadaje na Małą, że ta wymaga dużo uwagi.
Pomocy Droga Lwico, Wesprzyj mnie radą, proszę.