Forum Kobieta Moda
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda z ..

    14.01.06, 21:43
    Witam
    Jest juz wątek o urażonych kupujących , a konkretnie o złej obsłudze w
    sklepach ( prawda to lub nie :P ) to teraz proszę o wpisy sprzedawcznie ,
    konsultantki i inne osoby sprzedające . Jak to wygląda z za lady , może
    pamiętacie jakieś śmieszne i nie śmieszne historyjki związane z brakiem
    kultury i złym zachowaniem klientów? Piszcie te negatywne i pozytywne.
    pozdrawiam
    Obserwuj wątek
      • ana258 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 14.01.06, 21:51
        ostatnio do mnie do sklepu przyszedł facet, taki kozak po 40-tce. kupował
        koszulke polo. przy kasie mi pokazal portfel pełen pieniędzy i kluczyki od
        samochodu z breloczkiem Mercedesa (dosłownie pokazał)no i powiedział że
        zazwyczaj się ubiera w stanach. Żałosne
        • delicja11 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 14.01.06, 22:04
          ..... ja też mam takiego klienta , jak placi to pokazuje pęk pieniążków
          oplecionych gumką, zawsze sporo kupuje, ale na portfel to juz go nie stać haha
          • ana258 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 14.01.06, 22:11
            no i niestety ludzie strasznie kradną. nie przylapalam nikogo na goracym
            uczynku, ale jak mi sie to przydarzy to bedę bezwzględna. Podobno najbardziej
            kradną starsi ludzie (emeryci).Boże do czego to doszło w tym kraju
          • d.blue Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 14.01.06, 22:30
            dokładnie identyczna sytuacja i mi się przydarzyła... facet niby szukał czegoś
            w portfelu... wyciągał dolary, różnej maści karty a na końcu kluczyki od
            samochodu z kieszeni... żałosne
            • magdaksp Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 14.01.06, 22:50
              ja pracowalam w ciucholandzie i tam faktycznie ludzie kradli.pozatymm zdarzalo
              mi sie ze sie czepiali ze nie mam kasy wydac.bylam tam sama jedna,nie moglam
              wyjsc, bo zostawilabym sklep bez opieki i jeszcze awantury ze nie mam
              drobnych.zero wyrozumialosci.przeciez nie moge tak sobie wyjsc i szukac miejsca
              gdzie mi rozmienia kase.tym bardziej ze wokolo byl tylko jeden sklep i to ze
              zdroqa zywnoscia.
              • delicja11 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 14.01.06, 23:53
                boże co za ludzie wstrętni !!!
      • delicja11 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 14.01.06, 23:53
        Ja też przyłapałam panią dobrze ubraną która kradła zabawki dla dzieci a
        konkretnie zestawik spineczek. Tlumaczyla się tym , że jest biedna i ma 3
        dzieci, a ja na to , że to jesli się wogóle cos kradnie to w takiej sytuacji
        żywność a nie zabawki !
        • frantic_lady Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 20:49
          a pamietaszj jak bylas dzieckiem... ile dla dziecka znaczyla nawet najmniejsza
          zabawka. wspolczuje tej kobiecie ze niestety zapewne z milosci do malenst byla
          zmuszona ukrasc. nie mam dziecie i pewnie do czasu w miare stabilnej sytuacj
          materialnej na nie sobei nie pozwole ale rozumiem ze szczescie dziecka jest dla
          matek cholernie wazne. wstydz sie swojej przycinki. jestes bardzo nieczula.
          tez pracowalm w sklepie i napewno bym tak nie powiedziala :/ a na boku to moja
          mam tez sie bardzo dobrze ubiera a wyobraz sobei ze czasami nie ma pieniedzy na
          zestawy spineczek, wiec nie wiem co piernik do wiatraka
          • drinkit Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 09:51
            frantic_lady napisała: a pamietaszj jak bylas dzieckiem... ile dla dziecka
            znaczyla nawet najmniejsza
            > zabawka. wspolczuje tej kobiecie ze niestety zapewne z milosci do malenst byla
            > zmuszona ukrasc. nie mam dziecie i pewnie do czasu w miare stabilnej sytuacj
            > materialnej na nie sobei nie pozwole ale rozumiem ze szczescie dziecka jest dla
            >
            > matek cholernie wazne. wstydz sie swojej przycinki. jestes bardzo nieczula.
            > tez pracowalm w sklepie i napewno bym tak nie powiedziala :/ a na boku to moja
            > mam tez sie bardzo dobrze ubiera a wyobraz sobei ze czasami nie ma pieniedzy na
            >
            > zestawy spineczek, wiec nie wiem co piernik do wiatraka

            Czyli usprawiedliwiasz kradziez? Spineczki nie sa artykulem pierwszej potrzeby,
            mozna bez nich zyc. Co z tego ze biedna matka kocha swoje dzieci, to wcale jej
            nie usprawiedliwia.
      • beretzantenka Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 03:31
        Niektorzy maja takie hobby wejsc do sklepu i cos wyniesc .
        Mialam znajoma bardzo dobrze sytowana kobiete i kolezanka ostrzegla mnie , ze
        kiedys byla z nia na zakupach i ona wyniosla kapelusz ze sklepu na glowie .
        Po wyjciu ze sklepu niby "zorientowala " sie ze nie zaplacila ale co tam ,
        trudno .
        Tak , ze mialam juz na nia oko i jak kiedys poprosila mnie o pojscie na zakupy
        obserwowalam ja caly czas i widzialam jak chowa rajstopy pod kurtke .
        Wyszlam ze sklepu pierwsza zeby nie bylo , ze sie znamy .
        Innym razem wpadla do mnie zaszokowana i powiedziala , ze wiecej jej nie
        wpuszcza do supermaketu w ktorym zwykle robi zakupy bo miala obciach przed
        ludzmi przy kasie , sluzba ja zwinela bo miala w kieszeni dezodorant ona nie
        wie skad sie tam wzial pamieta tylko , ze go ogladala ale czy odlozyla na polke
        czy do kieszeni nie pamieta i o co ludziom chodzi przeciez miala przy sobie
        duzo pieniedzy i stac ja na to a poza tym co powie mezowi , ze ma zakaz do
        sklepu ?
        Kleptomania , hobby ?
        Slyszy sie duzo wlasnie o ludziach eleganckich ze kradna po sklepach a na
        takich nalezy uwazac najbardziej .
        A ja kiedys tak zupelnie przypadkiem wpadlam do butiku z futrami , chcialam
        przymierzyc bo cos mi wpadlo w oko a sprzedawca powiedzial , ze to jest bardzo
        drogie i czy mnie na to stac ?
        Moze powinnam wylozyc zastaw za przymierzenie jego drogocennego towaru jednak
        wyszlam ze sklepu a mialam taka zlosc , ze poszlam tam na drugi dzien
        odpowiednio ubrana , przymierzalam co chcialam i pokazalam money a on skakal
        przy mnie uprzejmie .
        Normalnie sytuacja jak z Pretty Woman ale ja mu sie przypomnialam i wyszlam :-)
        Pol postu o zlych klientach pol o sprzedawcach to jest fifty -fifty i taka jest
        prawda .
      • ania107 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 10:12
        pracowalam w butiku, w galerii. Standard to "wypindrzone" klientki z malym
        pieskiem - koszmar. Jeszcze potrafiły poprosić o wodę dla psa!!!Swoją drogą na
        drzwiach galerii wielki znak z zakazem wprowadzania zwierzat, a gdzie Panowie
        ochroniarze??
        Druga sprawa to odkladanie tony ciuchów na rezerwacjii (była taka mozliwosc - na
        2 dni) a za 2 dni albo nikt sie nie zjawia albo przychodzi Pani i z 15
        odlozonych ciuchow bierze jeden t-shirt.Ale byly i Klientki ktore dzwonily i
        prosily o przedluzenie rezerwacji bo akurat tego dnia nie moga przyjsc...albo
        prosily zeby jednak odwiesic bo...ale to niestety zadkosc, a co to za problem
        zadzwonic!!!!
        Zdażały się też nam bardzo miłe sytuacje. Czekoladki na swieta, jak sciagnęłyśmy
        jakis wymarzony ciuch z innego sklepu bo u nas nie bylo rozmiaru (mamy 3 sklepy
        w Polsce) itp.
        Pol roku temu zmienilam pracę, ale zawsze na zakupach pamiętam że sprzedawca to
        ciężki zawód. W sklepie (nawet dla najbardziej naburmuszonej ekspedientki)
        jestem mila i uśmiecham się i powiem Wam że wtedy sprzedawca odwzajemnia się tym
        samym. A jak w sklepie zrobią dla mnie cos czego nie musialyby robic (dluzsza
        rezerwacja, zapis na ciuch z następnej dostawy itp) to zawsze pamietam zeby sie
        odwdzieczyc. Czekolada kosztuje 2 zl. pamiętajcie drogie Klientki ze sprzedawca
        to nie sluzba ktora bedzie biegac i wymieniac wam rozmiary w przymierzalni, w
        wielu sklepach nie ma takiego obowiazku. dziewczyny najczesciej mają doradzic w
        znalezieniu czegos, skladać na bierzaco ciuchy i co najwazniejsze obserwowac
        klientow czy nie kradną, wiec nastepnym razem nie wkurzajcie się gdy ktos chodzi
        za wami jak cien- te dziewczyny z wlasnych pieniędzy (obcięta wyplata) placą za
        ciuchy które zginą. A zlodzieje w butikach to po prostu plaga!!!!
        • gocha221 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 10:25
          czekolada za ściagniecie dopowiedniego rozmiaru/koloru??
          To żart?
          Toz to nie PRL, gdzie pani ekspedientce trzeba było przynięśc łapówę, zeby cos
          kupic a panie "sklepowe" były królowymi.
          To przede wszytstkim sklepowi powinno zależec, zeby ten ciuch zdobyc, sprzedać,
          zarobić i mieć zadowolonego klienta, który może zakup powtorzy, przyprowadzi
          znajomego.

          Co do wydawania reszty, o której któras dziewczyna wspominała: to jest
          obowiązkiem sklepu wydanie reszty i posiadanie na ten cel odpowiednich srodkow.
          Więc teoretycznie to klienci maja prawo sie złościć. Ja np. nigdy tego nie
          robie, ale jestem bliska, kiedy pani zza lady z obrażona miną stwierdza "to nie
          wydam!!!!!".
          Ok, rozumiem, ze nie ma drobnych, nie ma jak wyjśc itp. ale to jej wina i
          usmiech i słowo przepraszam nie zaszkodziłyby, a wrecz powinny byc standardem w
          takich sytuacjach, kiedy klient cos wybrał, postał w kolejce i dowiaduje się, ze
          albo nic nie kupi albo ma zrobić rundke po okolicy w poszukiwaniu drobnych.

          Warto pamiętac o jednej zasadzie, ze to ekspedientka i sklep sa dla klienta a
          nie odwrotnie.
          Choć zgadzam się, ze niektórzy klienci przesdzaja, o zlodziejach juz nie
          wspominam, bo to oczywiste.

          • sabriel Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 13:52
            Ciekawie się tego czyta:)))
            No książkę by można napisać.Są miłe klientki, z którymi fajnie się rozmawia,ale
            zdarzają się naburmuszone pindy, które mają wieczne pretensje.Nie lubie takich
            które traktuja mnie jak służącą.
            Najgorsi są nowobogaccy którzy tanim kosztem się wzbogacili i udowadniają
            otoczeniu, że nic nie znaczy.To przeważnie ludzie z kompleksami.No i wytłumacz
            takiemu prostakowi,że jak w sklepie powiedzmy co "4 karta" jest srebrna czy
            złota to już na ciebie nie robi to dużego wrażenia,ot kawałek plastiku.
            Ludzie w dalszym ciągu nie rozumieją że tak naprawdę od sprzedawcy niewiele
            zależy,to nie on podejmuje większość kluczowych decyzji.
            Klienci pytają-a dlaczego tak jest a nie inaczej,zadają wiele pytań na które my
            nie znamy odpowiedzi.
            Jest taka, a nie inna polityka firmy i pracownik musi ją realizować.
            Z drobnymi faktycznie jest problem-no ale przepraszam bardzo jak kazdy płaci
            grubymi, a nigdzie nie mają rozmienić to co ja mam reszty z nieba wziąć czy co?
            Złodziejstwo faktycznie plaga.Kradną wszyscy-od elegancko ubranej pani po
            mamusie.Chyba tylko prawo hamurabiego rozwiązałoby w Polsce ten problem raz na
            zawsze.To co mnie też razi do niedbalstwo pań o rzeczy które przymierzają-
            ubrudzi,podrze,zepsuje zamek.Może gdyby za te szkody zapłaciła to by dbała o to
            jak należy.Weźmie buty do przymierzenia rzuci je na ubrania,albo zostawi na
            środku sklepu.Tak trudno odwiesić na miejsce? Też jestem klientka i jakoś nie
            stanowi to dla mnie problemu.
            Pieski w sklepie mi nie przeszkadzają,może dlatego że je lubię.
            Czekoladek nie dostaje i byłabym zmieszana jakbym coś takiego dostała.Jak mogę
            idę klientkom na rękę,nie oczekuje za to specjalnych suwenirów(sama napiwków
            też nie płacę).
            Niecierpie jeszcze jednej rzeczy-jak jest już po zamknięciu sklepu a panie
            sobie bezstresowo idą z ciuchami do przymierzalni.Nie spieszą się do wyjścia.No
            coż,godzina zamkniecia sklepu nie jest końcem mojej pracy,a za nadgodziny nikt
            mi nie płaci.Sklep jest otwarty wystarczająco długo aby każdy mógł zrobić
            zakupy.
            Pracowałam już w kliku sklepach i wiem jedno-trzeba mieć nerwy ze stali,dużo
            cierpliwości bo ma się do czynienia z róznymi ludźmi niestety.Na gruncie
            neutralnym niektórzy z nich nie pozwolili by sobie na bezczelne zachowania(no a
            ja tym bardziej nie),ale że jestem w pracy hamulce im puszczają.
          • seganiren Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 17:17
            ok, masz racje, sklep powinien być przygotowany do wydawania reszty. Tylko co
            zrobić jeśli 9 na 10 klientów płaci banknotami po 100 i 200 pln? nie
            przesadzam, 9 na 10 klientów tak płaciło w jeden z weeków. momo naszych
            najszczerszych checi drobne zwyczajnie sie skonczyly. a na pytanie "moze ma
            pani drobne" okazywalo sie ze 6 na 10 klientow te drobne ma i sa w stanie
            zaplacic odliczona kwote, czasami tylko latwiej wyciagnac z portfela kolejna
            100 niz troche pogrzebac po kieszeniach...
          • magdaksp Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 18:07
            ale robienie awantury z powodu braku drobnej kasy to przesada.ok to sklepy sa
            dla klientow anie na odwrot ale trzeba sobie uswiadomic ze klient nie jest
            bogiem i nie ma prawa traktowac sprzedawcy jak kogos nizszej kategorii kto musi
            spelniac wszystkie zachcianki.
            • zettrzy Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 18:32
              magdaksp napisała:

              > ale robienie awantury z powodu braku drobnej kasy to przesada.ok to sklepy sa
              > dla klientow anie na odwrot ale trzeba sobie uswiadomic ze klient nie jest
              > bogiem i nie ma prawa traktowac sprzedawcy jak kogos nizszej kategorii kto musi
              > spelniac wszystkie zachcianki.

              nie wiedzialam ze wydanie reszty to jest zachcianka
              LOL
              • magdaksp Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 18:36
                no tak chyba bys chora byla gdybys sie nie przychrzanila.przeczytaj uwaznie
                poprzednie posty to moze zrozumiesz.
                • pianazludzen a propos drobnych 15.01.06, 18:46
                  wiesz co magdo, może zet dogadała ci w złośliwy sposób, ale co do treści jej
                  wypowiedzi się zgodze. odpowiedzialna za to że nie ma drobnych w kasie jesteś
                  TYLKO I WYŁĄCZNIE ty, czy tak trudno to zrozumieć?

                  w ogóle nie pojmuję twoich pretensji nt. reszty. tak się składa, że
                  wykonywałam "summer job" w jednym z brytyjskich sklepów. w przypadku gdy
                  kończyła mi się reszta, musiałam zadzwonić po managera i on mi przynosił
                  drobne, ale sama musiałam dopilnować tego odpowiednio wcześnie, zanim w kasie
                  były pustki.

                  za stuację z brakiem drobnych jest odpowiedzialny tylko i wyłącznie sprzedawca
                  i to on powinien dopilnować odpowiednio wcześniew jakikolwiek sposób (jeśli nie
                  ma managera, po ktorego można zadzwonić, trzeba znależć inną metodę).

                  gdybym pozwoliła sobie podczas mojej pracy na taki "światopodgląd" odnośnie
                  drobnych w kasie jaki ty reprezentujesz, spotkałoby mnie niezadowolenie nie
                  tylko ze strony moich klientów, ale i przełożonych.
                  • magdaksp Re: a propos drobnych 15.01.06, 18:57
                    akurat z zetrzy to jest dluzsza historia.jesli ktos robi mi w chamski sposob
                    awantury za to ze ja nie mam drobnych to przepraszam ale to poprostu zle
                    wychowanie tej osoby.doskonale zdaje sobie sprawe ztego ze to moj problem ale
                    nie pozwole zeby ktos pomiatal mna za takie rzeczy.pozatym sytuacja taka
                    zdarzyla mi sie raz ,zwykle ludzie sa wyrozumiali .wiesz jak sie pracuje w
                    malym sklepiku i jest sie tam jedyna osoba bez mozliwosci telefonu do menagera
                    to jest to troche inna sytuacja niz gdy pracujesz np. wh&m.jak masz utarg 500
                    zl i 3 osoby pod rzad chca placic setka to jest problem rozmienic ta
                    kase.pozatym piszac o zachciankach niemialam na mysli kwestii drobnych.tylko
                    skomentowalam sytuacje jakie opisaly inne dziewczyny.
                    • magdaksp Re: a propos drobnych 15.01.06, 19:00
                      np sabriel.
                      • pianazludzen aha 15.01.06, 19:12
                        no to dobrze, rozumiem. wierzę że gdy zaistnieje taka sytuacja to informujesz o
                        tym klientów uprzejmie. mam szacunek dla pracy i gdy sprzedawca nie ma drobnych
                        to staram się podchodzić do tego z wyrozumiałością, ale gotuje się we mnie gdy
                        sprzedawca informuje mnie o braku drobnych w kasie z pretensją. uważam że obie
                        strony powinny być wyrozumiałe.

                        natomiast co do klientów reagujących tak gwałtownie - to też mnie razi,
                        niemniej od naburmuszonych sprzedawców :)

                        pozdr.
                        • magdaksp Re: aha 15.01.06, 19:19
                          naprawde jestem cierpliwa w stosunku do takich ludzi.i uprzejma.teraz pracuje
                          czasem u mojej mamy w sklepie spozywczym gdzie zwykle mamy stalych klientow i
                          problem braku reszty rozwiazuje sie tak ze zapisujesz kogos na tzw.zeszyt:)
                        • zettrzy Re: aha 15.01.06, 20:08
                          pianazludzen napisała:

                          gdy sprzedawca nie ma drobnych
                          > to staram się podchodzić do tego z wyrozumiałością, ale gotuje się we mnie gdy
                          > sprzedawca informuje mnie o braku drobnych w kasie z pretensją.

                          o to to - zauwaz, ze magdaksp pokazuje w postach bardzo nieprzyjemna, klotliwa
                          osobowosc; obawiam sie ze poza forum tez zachowuje sie czesto rownie nerwicowo,
                          wywolujac w ten sposob owe chamskie awantury na ktore sie potem skarzy
                          • magdaksp Re: aha 15.01.06, 20:33
                            idz kochana zajmij sie wklejaniem swoich uroczych ciuszków na forum galeria mody
                            (czyt.forum wzajemnej adoracji)i odczep sie odemnie wkoncu.bardzo mi pochlebia
                            za taka znawczyni mody zajmuje sie moja skromna osoba ale nic omnie nie wiesz
                            wiec zamilknij kobieto.naprawde zabawna z ciebie osoba.ciekawe gdzie sa te moje
                            nerwicowe(sic!) posty.zreszta nie powinnam odpisywac bo jak mi poradzila
                            tralalumpek w pewnym skasowanym watku na gm :glupszym sie ustepuje.
                            • zettrzy Re: aha 15.01.06, 20:50
                              nerwicowy jest np. ten caly post:

                              magdaksp napisała:

                              > idz kochana zajmij sie wklejaniem swoich uroczych ciuszków na forum galeria mod
                              > y
                              > (czyt.forum wzajemnej adoracji)i odczep sie odemnie wkoncu.bardzo mi pochlebia
                              > za taka znawczyni mody zajmuje sie moja skromna osoba ale nic omnie nie wiesz
                              > wiec zamilknij kobieto.naprawde zabawna z ciebie osoba.ciekawe gdzie sa te moje
                              >
                              > nerwicowe(sic!) posty.zreszta nie powinnam odpisywac bo jak mi poradzila
                              > tralalumpek w pewnym skasowanym watku na gm :glupszym sie ustepuje.


                              to mowisz ze masz kiepskie doswiadczenia z klientkami? buahahaha, szokujace
                              dlaczego ...
                              • bez.wyksztalcenia Re: aha 16.01.06, 11:48
                                Zettrzy, Twoje wypowiedzi pojawiaja sie b.czesto na FM i trudno je przeoczyc.
                                Niestety wiele razy zauwazylam, ze jesli ktos ma inne zdanie niz Ty - jestes
                                dla takiej osoby dosc nieprzyjemna. Nie zawsze masz racje, a po obejrzeniu
                                Twoich ciuchow na galerii moda, naprawde sie zastanawiam, co Ty robisz na FM.
                                • zettrzy Re: aha 17.01.06, 01:27
                                  bez.wyksztalcenia napisała:

                                  Nie zawsze masz racje, a po obejrzeniu
                                  > Twoich ciuchow na galerii moda, naprawde sie zastanawiam, co Ty robisz na FM.

                                  raz w zyciu SAMA przyszyj guzik to sie bedziesz wypowiadac o kims kto potrafi
                                  uszyc np. caly zimowy plaszcz
                                  moze sama pokaz swoje ciuchy, to zobaczymy co Ty robisz na FM
        • miss.hyde Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 14:44
          > A jak w sklepie zrobią dla mnie cos czego nie musialyby robic (dluzsza
          > rezerwacja, zapis na ciuch z następnej dostawy itp) to zawsze pamietam zeby
          sie
          > odwdzieczyc. Czekolada kosztuje 2 zl. pamiętajcie drogie Klientki ze
          sprzedawca
          > to nie sluzba ktora bedzie biegac i wymieniac wam rozmiary w przymierzalni, w
          > wielu sklepach nie ma takiego obowiazku.

          Że co??? Po pierwsze - te wszystkie rzeczy za które rzekomo nalezy się
          czekolada:))) są psim obowiazkiem sprzedawcy. To tak samo jakbym miala kupować
          upominek dlatego, że wpuściła mnie do sklepu i pozwoliła przymierzać ciuch. No
          ludzie!
          Poza tym rolą sprzedawcy jest również bieganie i wymienianie rozmiarów w
          przymieżalni.
          Do szewskiej pasji mnie doprowadza gdy coś przymierzam, chcę wymienić na inny
          rozmiar, wychylam się z za zasłony a tu jednej czy drugiej ani widu ani słychu
          (bo przecież trzeba cosmopolitam przejrzeć i paznokcie wypiłować). Muszę sie
          wtedy ubierać, odwiesić daną rzecz i sama wziąc inny rozmiar - co robię tylko
          gdy dany ciuch mi sie bardzo podoba, bo najczęściej po prostu rezygnuję z
          zakupów w tym sklepie.
          • miss.hyde Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 14:46
            *przymierzalni
      • de-brie Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 17:29
        Na studiach pracowałąm w galerii sztuki współczesnej. Sprzedawałam obrazy,
        rzeźby za majątej ale i drobiazgi po kilkanaście złotych. Wystrój był lekko
        nadęty, dużo antyków, ale zawsze staraliśmy się, żeby wszyscy klienci dobrze
        sięczuli. W ofercie była też kawa i ciastka, można było wypić siedząc na tych
        fajnych mebelkach.
        Najfajniejszymi klientkami były emerytki, starsze panie, które umawiały się u
        nas tylko na kawkę. Gadały godzinami, znały się na malarstwie i choć nie
        wtdawały u nas kupy kasy, były "złotymi klientami". Zawsze wpadały przed
        świętami złożyć życzenia, znały nasze imiona.
        Klienci "od sztuki" rzadko byli po prostu chamscy. Zazwyczj byli koszmarnie,
        potwornie chamscy. Traktowali dziewczyny (wszystkie byłyśmy studentkami) jak
        śmieci. Odchodziły opisywane tu numery z kluczykami, portfelami. Pospieszanie
        dziewczyny wchodzącej na drabinę by zdjąć obrazek spod sufitu "bo w te dziesięć
        minut to on by już pół miliona zarobił" i wiele innych. Najgorsze były baby,
        które mieszkały w tym samum busynku. Umawiały się u nas z koleżankami, żeby
        te "pomogły im coś wybrać". Popisywały się, grymasiły, wypijały hektolitry kawy
        (za darmo - przy dużym zakupie). Kazały pakować obrazy a na koniec móiły, że
        zapłacą i odbiorą wracając, bo idą jeszcze "do jubilera". Nigdy nie wracały,
        wrrrr.
        Zawsze pamiętam, żeby być miłą dla ekspedientki, daję napiwki, choćby
        niewielkie. Ale czekoladę za sprowadzenie rozmiaru też uważam za przegięcie.
        Sklep nie robi łaski, że sprzedaje.
      • seganiren Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 17:34
        i jeszcze jedno. mnie tez szlag trafia na tych wszystkich klientow ktorzy
        zostawiaja zmiete, rozrzucone ubrania w kabinie przymierzalnianej. nie
        powieszone na haczykach, tylko rozrzucone na podlodze wymieszane z
        wieszakami... nie wymagamy od klientow zeby odwieszali ubrania na miejsce, to
        nalezy do naszych obowiazkow. ale jaki problem w tym zeby przyniesc je nam na
        lade? albo przyjdzie pancia jedna z druga i pretensja do nas ze nie ma jej
        rozmiaru, albo dlaczego jest informacja ze wyprzedaz 50% a to nie jest
        przecenione. Chodza na zakupy i ciezko im skojarzyc ze przecena jest zawsze
        tylko na wybrane artykoly??? Co ciekawe, zawsze najwiecej pretensji maja ci z
        najzasobnijszymi portfelami, wlasnie ci ktorzy ich zawartosc tak chetnie
        pokazuja. i oni tez najczesciej wyklocaja sie o rabaty...
        a najwieksza satysfakcja jest dla mnie jesli klient podziekuje mi za dobra
        obsluge, za to ze cos znalazlam, ze doradzilam dobrze:)
        • magdaksp Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 18:10
          jeszcze jedno.gdy pracowalam wtym ciucholandzie to wlasnie takie starsze panie
          byly najmilsze.od jednej regularnie dostawalam kawke czy czekolade.to jest
          naprawde bardzo mile i nie chodzi ojakies lapówkarstwo.
      • delicja11 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 18:51
        To ja jeszcze raz....

        Zgadzam się , że najgorsze to te wypindrzone damule... zawsze najwiecej
        wybrzydzają , pochwala się jakie to one marki i za ile kupują i .... nic nie
        kupią. Uważaja za to , że sprzedawczyni to służba !!! A z autopsji... mam
        kilentów (pracuje w ekskluzywnym miejscu) ) po których absolutnie nie widac
        statusu zamozności , a wręcz przeciwnie wygladaja na niezbyt bogatych (
        oczywiście obslugiwani jak należy, w tych czasach ubranie to mylny wyznacznik
        zasobu portwela) i to właśnie CI najwięcej kupują , bez wybrzydzania z kulturą.
        Kiedys pracowałam w sklepie z odzieżą .... no szlag nie brał jak taka damula
        brała do przymierzalni dopiero co wywieszoną najnowsza kolekcję u...lila
        wszystko w pokładzie , powywracała na wszystkie strony świata i zostawila w
        przymierzalni , a wychodzac nie raczyła powiedziec dziekuję ani dowidzenia ,
        nie wspomne nawet o przepraszam . szok !!!
      • aniabe13 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 19:04
        Jeden z ciekawszych wątków. Ciekawe poznać opinie drugiej strony.
        • sabriel Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 20:14
          No ciekawie zwłaszcza ze klientki o wielu rzeczach nie mają nawet pojęcia.
          Jeszcze wrócę do sprawy reszty bo o dziwo wzbudziło to najwięcej kontrowersji.
          Polska to nie Wielka Brytania,manager nie zajmuje się chodzeniem i
          rozmienianiem kasy.Dla niektórych z nich stanie za kasą to już chańba(no bo
          przecież on manager jest).Zdarza się że firma"oszczędza" i jest za mało
          pracowników.Łatwo jest napisać że pracownik wcześniej powinien się zatroszczyć
          o drobne,ale w weekend w centrum ciężko jest rozmienić pieniadze(nikt nikt nie
          chce),a przy kasie zazwyczaj stoi kolejka i każdy się niecierpliwi.
          Dla mnie najwygodniej jest jak płaci się jednak kartą.
          • delicja11 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 20:21
            ooo i jeszcze jedno co mnie strasznie wk..wia .
            hipermarket czynny 12 godz. , a taka jedna z druga wchodza za 2min. przed
            zamknieciem , łażą SPECJALNIE po własnie zmytej podlodze bo panienkom zachcialo
            się pooglądać . Kiedys zamykalam juz drzwi a towarzystwo w liczbie 3 osob pyta
            mnie czy już zamknięte - ja na to , że jeśli jeszcze Państwo coś chcą kupić to
            otworzę , oni na to - może kupić może nie, chodzili jeszcze z 15 min. mieli
            ochotę pooglądać sobie towar , a mnie w dupie , bo za nadgodziny mi przecież
            nie zaplacą.
            • gosiaqus Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 20:27
              a nie możecie zmyć podłogi równo z zamknięciem, a nie pół godziny przed?? ja jako klientka tego nie znoszę- czasami wejście do sklepu na dwie minuty przed nie jest kwestią wygody, lecz konieczności- ja źle czuję się gdy muszę przejść po tej zmytej podłodze, zwłaszcza, że jeszcze kilkanaście minut do zamknięcia. Jeśli są godziny otwarcia, to wszelkie sprawy związane z liczeniem kasy, myciem powinno się zalatwiać po.
              • sabriel Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 20:31
                Tylko widzisz że problem, że za to "po" często nikt już nie płaci.
                • gosiaqus Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 20:42
                  calkowicie to rozumiem, znam życie od strony zza lady-nie jest usłane różami, ale mokra podłoga i niecierpliwy wzrok sprzedawców naprawdę zniechęcają do zakupów.
                  W takim razie sklep powinien być czynny pół godziny krócej- aby można było w ramach płaconych ośmiu godzin go zamknąć.
                  • delicja11 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 21:47
                    .... ja nie mam nic przeciwko temu jesli ktos wejdzie 2 min. przed zamknieciem
                    i pochodzi po mokrej podlodze , ale ZROBI ZAKUPY . Przeciwna jestem spcerom dla
                    zabicia nudy . ( zreszta wyżej napisalam , że po zamknięciu wpuściłam klientów
                    na zwiedzanie sklepu )po godz. pracy .
                    • seganiren Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 00:16
                      tak, to kolejna przypadłośc klientów. wejść sobie tuż przed zamknieciem tak
                      tylko żeby pospacerowac i zabic czas w oczekiwaniu na diabli wiedzą co. I
                      mamusie które przychodza z dwu-, trzy letnimi dziećmi o godzinie 21, puszczając
                      je samopas, nie zwracając na nie uwagi, a same między wieszaki....
          • zettrzy Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 20:44
            sabriel napisała:

            > Jeszcze wrócę do sprawy reszty bo o dziwo wzbudziło to najwięcej kontrowersji.
            > Polska to nie Wielka Brytania,manager nie zajmuje się chodzeniem i
            > rozmienianiem kasy.

            poglady typu "Polska to nie Wielka Brytania" mozna zrozumiec w postach laparowy,
            poza nimi troche mnie dziwia - prowadzenie sklepu nie zalezy od jego polozenia
            geograficznego, co widac np. kiedy ludzie z Afganistanu, Chin, Kamerunu,
            Brazylii i Francji otwieraja swoje sklepy przy jednej ulicy - niby kazdy mowi w
            domu innym jezykiem, ale obowiazki sprzedawcow wykonuja identycznie i zaden z
            nich nie ma z tym problemu
            co do reszty - gdyby mi sprzedawca wciskal kit zamiast wydac reszte wezwalabym
            policje bo niestety wedlug prawa jest to kradziez - a jesli ktos jest na tyle
            niekompetentny ze nie pomysli o problemie reszty, zwlaszcza np. w niedziele, to
            nie powinien sie brac za handel detaliczny
            zaczyna mi sie wydawac, po przeczytaniu wielu postow w tym watku, ze zbyt czesto
            do pracy w handlu ida ludzie bez zadnych predyspozycji do tego rodzaju zajecia,
            brak im odpowiedniego przygotowania - to juz wina kierownictwa, powinni jakos
            tam wytlumaczyc pewne sprawy na samym poczatku - a potem mamy wzajemne pretensje
            ze klientka byla malo rozrywkowa a sprzedawczyni zle obsluzyla
            • gosiaqus Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 20:55
              zaczyna mi sie wydawac, po przeczytaniu wielu postow w tym watku, ze zbyt czesto
              do pracy w handlu ida ludzie bez zadnych predyspozycji do tego rodzaju zajecia,
              brak im odpowiedniego przygotowania - to juz wina kierownictwa, powinni jakos
              tam wytlumaczyc pewne sprawy na samym poczatku - a potem mamy wzajemne pretensje
              ze klientka byla malo rozrywkowa a sprzedawczyni zle obsluzyla

              bardzo trafne spostrzeżenie-
              mój chlopak zostal przyjęty do pracy w sklepie z ubraniami z ulicy- niikt nie pwoiedzial mu co ma robic- jako, że jednak w miarę jest kumaty to szybko pozyskał sobie stalych, ulubionych klientów. Sęk w tym, ze sklep często byl odwiedzany przez podstawionych klientow, ktorzy oceniali efektywność sprzedazy na podtsawie kompletnie chorych kryteriów.
              pracodawcy powinni przeprowadzać szkolenia sprzedaży, a nie brać często ludzi z nikąd- u mnie w mieście większość sprzedawców to znudzone dziewczyny, które zaraz po skończeniu liceum rozpoczęły pracę w sklepie, i już tak od kilku lat piłują paznokcie za ladą.
            • sabriel Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 21:04
              No coż,już widze minę policjantów jak wzywasz ich bo "sprzedawca wciska ci kit
              (jaki kit?) zamiast wydawać reszty" i już widze jak oni przyjeżdzają :))),he he
              he.Dobre.A jak ma się to do kradzieży też nie specjalnie kumam.
              • zettrzy Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 21:13
                sabriel napisała:

                > No coż,już widze minę policjantów jak wzywasz ich bo "sprzedawca wciska ci kit
                > (jaki kit?) zamiast wydawać reszty" i już widze jak oni przyjeżdzają :))),he he
                > he.Dobre.A jak ma się to do kradzieży też nie specjalnie kumam.

                do takich wypadkow policja przyjezdza z dzika rozkosza, bo sa latwe, szybkie,
                bezpieczne i maja 100% wykrywalnosci
                jak sie ma do kradziezy zawlaszczanie cudzych pieniedzy (przez odmowe wydania
                reszty) - tu mnie rozlozylas, ale wyraznie prezentujesz poziom umyslowy dla
                ktorego oczywiste jest zbyt trudne
                • sabriel Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 21:17
                  Nie słyszałam jeszcze o takich "wypadkach".Chyba jesteś długo za granicą.
                  To co opisałaś kradzieżą nie jest.I o jakim "zawłaszczeniu cudzych pieniędzy "
                  mówisz? Nikt nic sobie nie zawłaszcza.Nawet trudno z tobą polemizować bo
                  piszesz kompletne bzdury.
                  • zettrzy Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 21:30
                    sabriel napisała:

                    > Nie słyszałam jeszcze o takich "wypadkach".Chyba jesteś długo za granicą.
                    > To co opisałaś kradzieżą nie jest.I o jakim "zawłaszczeniu cudzych pieniędzy "
                    > mówisz? Nikt nic sobie nie zawłaszcza.Nawet trudno z tobą polemizować bo
                    > piszesz kompletne bzdury.

                    hehehe, ta mentalnosc parowy - "jestes za granica"...
                    no wlasnie wiele lat temu zdarzylo mi sie ze kupowalam cos za $12, dalam $20,
                    dali mi $5 reszty, bo "nie mieli drobnych" - trzeba trafu ze w kolejce za mna
                    stal jakis policjant, sam zainterweniowal i na poczatek - to dopiero bylo
                    smieszne - oficjalnie zaaresztowal babe przy kasie... baba dopiero miala mine...
                    oczywiscie reszta sie znalazla, ale policjant robil jej tam jakies problemy, bo
                    takich drobnych zlodziei nikt nie lubi
                    zatrzymywanie dla siebie przez sprzedawce reszty jest niestety kradzieza, a fakt
                    ze uwazasz podstawowa uczciwosc za bzdury wiele mowi o tobie i ludziach wsrod
                    ktorych zyjesz - zaczynajac od rodziny, hehehe
                    • sabriel Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 21:43
                      Nie dość że wypisujesz bzdury to jeszcze nie potarfisz czytać ze zrozumieniem.
                      Nikt reszty sobie nie przywłaszcza.Rozmienia się, ale wiadomo że czasem to
                      trwa,a klienci stojący w kolejce się niecierpliwią.
                      Mentalność parówy to sama reprezentujesz,kolejna zakomleksione dziewucha, która
                      zgrywa na forum "światową damesę".
                      Za wezwanie polcji bo "sprzedawca zwleka z wydaniem reszty, bo chodzi po innych
                      sklepach w celu rozmienienia" to byś pewnie sama dostała mandat-nieuzasadnione
                      wezwanie policji.Zważywszy na to że pieniedzy na benzyne musza oszczedzać
                      pewnie chętnie by się toba zajęli że im dupę z byle powodu zawracasz.
                      Piszesz o sytuacjach, które może tam gdzie mieszkasz są normalne.Tutaj są inne
                      zwyczaje.Co kraj to obyczaj jak to mówią.
                      • zettrzy Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 00:40
                        a coz to tak bronisz zwyczaju niewydawania reszty? czyzbys sama byla winna
                        takiego zachowania? smieszne ze watek "od strony sprzedawcy" wyciaga na wierzch
                        same przewinienia sprzedawcow wobec klientow, nie?

                        szczerze mowiac, ktos bardzo dobrodusznie nastawiony moze uznac problemy z
                        reszta za zwykla niekompetencje i niezdarnosc pracownikow, ale normalnie jest to
                        kwalifikowane jako forma zlodziejstwa - i nie ma nic do rzeczy gdzie mieszkam,
                        bo wszedzie sa zlodzieje i wszedzie obowiazuje uczciwosc; a jak nie potrafisz
                        przygotowac sie na to ze ktos bedzie placil duzym banknotem nie bierz sie za
                        prace w sklepie
                        glupie epitety typu "dziewucha" mozesz zatrzymac na okazje kiedy sie spotkasz z
                        rowiesnicami; do mnie mozesz mowic "prosze pani"
                        i przestan, wzorem parowy, upierac sie ze sa kraje w ktorych uczciwosc nie
                        obowiazuje, bo zaczynasz stwarzac dowod ze rozne polack jokes, co to maja za
                        przedmiot sprzedawcow tak gamoniowatych ze nawet nie maja w kasie drobnych aby
                        wydac reszte
                        • magdaksp Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 01:21
                          ty sama nie wiesz co mowisz.jaka kradziez?czytac ze zrozumieniem nie nauczono?
                          ile masz lat ,15?zachowujesz sie jak maloletnia dziewucha bo na pania to trzeba
                          sobie zasluzyc.widze ze mamy nowego trolla ktory lubi urzadzac kłótnie na
                          forum.jesli to nie sugerowany pms to moze klimakterium?nie odpisuj bo wrzucam
                          cie do nieprzyjaciol i twoich postow czytac nie zamierzam.chcesz byc pania a
                          zachowujesz sie jak glupia gó..ara.ciekawe czy znowu ktos skasuje te posty jak
                          to bylo na galerii mody bo osmielilam sie tknąć nietykalną zettrzy.jestes
                          naprawde smieszna.
                          • bez.wyksztalcenia Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 11:50
                            widze, ze nie tylko mnie draznia posty niejakiej Z3:)))
                            • zettrzy Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 17.01.06, 01:41
                              bez.wyksztalcenia napisała:

                              > widze, ze nie tylko mnie draznia posty niejakiej Z3:)))

                              masz w tym wzgledzie rewelacyjne towarzystwo: poza sklepowa panienka powyzej
                              dorzuc la.parisienne, tralalumpka, i pare zawodowych trolli
                              ze wy dzieci tak mi musicie podbijac ego
                          • zettrzy Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 17.01.06, 01:39
                            magdaksp napisała:

                            > ty sama nie wiesz co mowisz.jaka kradziez?czytac ze zrozumieniem nie nauczono?
                            > ile masz lat ,15?zachowujesz sie jak maloletnia dziewucha bo na pania to trzeba
                            >
                            > sobie zasluzyc.widze ze mamy nowego trolla ktory lubi urzadzac kłótnie na
                            > forum.jesli to nie sugerowany pms to moze klimakterium?nie odpisuj bo wrzucam
                            > cie do nieprzyjaciol i twoich postow czytac nie zamierzam.chcesz byc pania a
                            > zachowujesz sie jak glupia gó..ara.ciekawe czy znowu ktos skasuje te posty jak
                            > to bylo na galerii mody bo osmielilam sie tknąć nietykalną zettrzy.jestes
                            > naprawde smieszna.

                            no patrz madzia tak sie obruszylas jak napisalam ze miewasz nerwowe reakcje... a
                            tu prosze jaki ladny, spokojny, WYWAZONY post, no po prostu zaprzeczenie
                            nerwicowosci... i jaki oryginalny, ani jedna proba malpowania cudzych wyrazen

                            przy nerwicy tego stopnia nie powinnas pracowac z ludzmi, bo nie jestes w stanie
                            sie zachowac - zamiast pracy w sklepie pomysl o jakims zajeciu z maszynami, np.
                            informatyk, inzynier, albo moze w jakims laboratorium...
            • frantic_lady Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 21:12
              bla bla bla zaczynam sie przychylac do zdania ze jestes zbyt nerwicowa.
              chcialabym zobaczyc mine ludzi w policji odbierajacych wezwanie : przepraszam
              ale pani w sklepie nie ma jak wydac reszty a wie pan jest niedziela, a wiec
              przesada, przyjedzcie prosze jak najszybciej!!!
              jak wspomnialam wczesniej tez pracowalam w sklepie z ubranami i wiem co to
              znaczy trudny klient, zreszta sama nim tez jestem. ja idac do sklepu wymagam i
              owszem wkurzalo mnie jak ktos czegos nie odwiesil porozwalal ale coz taka
              praca. sowja droga mam wrazenie ze polki to zwykle brudaski ktore swoje domki
              pucuja ale jak gdzies pojda to robia chlew bo tak chyba wypada.
              a co do roznych dziwnych sytuacji to kiedys przed otwarciem sklepu (zaslona
              byla jeszcze spuszczona i to tak ze trzeba bylo sie przez nia chyba na
              czworaka przecisnac) moj menager (lol) siedzial w magazynie po chwili slyszy
              jakis chalas na sklepie i okazalo sie ze klient sie przez zaslone przecisnal i
              zaczal sobie wybierac ciuchy. na zdziwnienie i informacje ze jeszcze zamkniete
              stwierdzil ze on pozniej nie ma czasu;]
              mycia podlogi tez nie toleruje przed zamknieciem sklepu a o odkurzaniu juz nie
              wspomne (nagminne w osrejuuu) lata kurz w powietrzu i ja musze uwazac zeby po
              mnie niczym nie przejechala bo on przeciez odkurza baaa
              kolejana sytuacja: wisial u nas bluska z bardzo cienkiego materialu rekawy
              byly bardzo obcisle wiec jakas bardzo pomyslowa klientka sobie je oberwala
              podejrzewam jako dodatek do innego stroju. prosze wyobrazcie soebie kim trzeba
              byc zeby obrywac rekawy od blzuzek w sklepach. jak mi sie jeszcze cos
              przypomnie to dopisze pozniej
      • asia-fb Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 21:08
        Moja kumpela sprzedawała kiedyś w butiku, więc jak spotykałyśmy się na piwie to
        siłą rzeczy opowiadała co u niej w pracy- wszędzie jak widzę powtarzają się
        typy ze złotymi kartami kredytowymi ;) U niej dodatkowo trafiały się paniusie z
        PMSem, które ewidentnie przychodziły się wyżyć w sklepie.
        Klasa w narodzie ginie, niestety.
        • frantic_lady Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 21:14
          przepraszm za zbyt czeste bledy ortograficzne . wrodzona przypadlosc ;/
          • frantic_lady Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 15.01.06, 21:21
            a zachaczajac o Wielka brytanie to faktycznie z tak mla obsluga to ja sie
            jeszcze nie spotkalam. a klienci w angli sa jeszcze bardziej upiorni jak w
            polsce u nas to dopiero nizszy poziom chamstwa.norma jest ze jakide do kebabu
            to anglicy zamiast wziasc i wyrzucic po soebie kartonik z resztkami hamburgera
            przewracaja go na stolik i odchodza z usmiechem na usta. poczekacie w polsce to
            zobaczycie dopiero bedzie o czym pisac ;]
          • zettrzy Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 00:44
            frantic_lady napisała:

            > przepraszm za zbyt czeste bledy ortograficzne . wrodzona przypadlosc ;/

            to jest nerwicowe
      • r.richelieu Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 01:38
        Po drobne idzie się do banku dzień wcześniej. Wstyd by mi było gdybym musiała
        być klientowi "dłużna", choć wiadomo, że nigdy mu tego nie oddam. Że jedynym
        sklepem, w jakim pracowałam, był sklep z wyposażeniem wnętrz, który, jako
        aspirujący do klasy wyższej choć tandentny, nie miał cen 599 lub 599,9, a 600,
        więc z groszami użerać się nie musiałam. Za to złotówki winnym być już w żadnym
        wypadku nie można, więc brało się kilka setek i rozmieniało. Szefowa nie
        powiedziała, że trzeba rozmienić? Ojej, a bidulki same nie wiedzom com robić
        majom! Bilonu jest stosunkowo mało w obiegu, bo ludziom się faktycznie nie chce
        nimi wydawać tam, gdzie są duże kolejki, ale klienta, nawet tego co notorycznie
        za śmietanę i 2 bułki płaci setką, guzik to obchodzi, bo ma takie prawo.

        Sprzedawca to jeden z najmniej kłopotliwych i odpowiedzialnych zawodów.
        Spróbujcie panny sklepowe zostać choćby takimi pokrewnymi Waszemu zawodowi
        przedstawicielami handlowymi. Tyle jest przecież ofert dla nich, nie trzeba
        mieć specjalnego wykształcenia, ba, nawet i średnie wystarczy jeśli widać, że
        delikwent ma smykałkę do sprzedaży i negocjacji.
        Mi się praca sprzedawcy średnio podobała, bo nudziło mi się jak jasna cholera,
        a zająć się czytaniem na przykład nie można, nawet czytaniem pism
        wnętrzarskich. Ale to taki zawód właśnie, lepszy niż bycie sekretarką u szefa
        buraka, bo najgorszy klient będzie marudził pół godziny, a szef burak będzie
        marudził naokrągło. Dlaczego więc nie doceniacie swojej pracy? Bo przeważająca
        większość z Was nie ma za grosz (0, to bardzo właściwe określenie) więc za
        grosz talentu do sprzedawania, a pracę traktujecie jako przechowalnię do czasu
        gdy skończycie te Wyższe Szkoły Zarządzania i Zarządzania i zostaniecie
        menadżerkami. Tylko, że jeśli sprzedawca nie ma ochoty do sprzedawania w
        detalu, to menadżer nie nabierze ochoty do sprzedawania w hurcie. Zazwyczaj
        panny sklepowe po egzaminie jaimś tam w bardzo wyższej szkole myślą, że
        awansowały, bo zostały sekretarkami. A dla uczczenia tego awansu już nie
        rozmawiają a negocjują, już nie pokazują koleżance jak coś zrobić a prowadzą
        szkolenia, nie mają przerwy śniadaniowej a przerwę na lancz, no i wreszcie nie
        mają tych natrętnych klientów a zawsze vipów.

        Gdybym miała teraz sklep z czymkolwiek to z największą chęcią rekrutowałabym po
        sposobie bycia, życzliwości, bezinteresowności, otwartości i niech będzie nawet
        dziewcze czy chłopię po zawodówce. Sęk w tym, że jak każdemu pracodawcy żal
        byłoby studenckich składek em/rent, których nie trzeba płacić więc znowu
        zatrudniłoby się studenta z kwaśną miną, bo on niby zasługuje na coś lepszego
        niż lada. W sklepach z ciuchami stosunkowo niewielu chce porady, więc
        sprzedawca, jeśli już kwaśny, niech zamiast przyjaznego doradcy będzie
        przedłużeniem kasy fiskalnej i drabiną. I luz. Sami chcieli, więc co się można
        sprzeciwiać.
        • delicja11 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 06:53
          r.richelieu a co Ty taka wredna jesteś? moze jestes jednyą z tych
          niewyrozumialych klientek?
          Daj spokój i przestań oceniać , poprostu generalizujesz , bo skąd wiesz kto i
          po jakich szkołach pracuje w sklepie? z tym to różnie bywa. , A założę się , że
          wiekszość to zawiodę Cię , ale umie sprzedawać.
          • r.richelieu Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 11:32
            Wyrozumiałych względem czego? Jeśli ja jestem dla Ciebie wredna to nie dziwię
            się, że najmniejsze ostrzejsze spojrzenie traktujesz jako objaw złości,
            chamstwa i czego tam jeszcze. Delikatna psychika i wrażliwość, może
            przewrażliwienie.

            Klient ma prawo do prawie każdego zachowania, łącznie z byciem neizadowolonym.
            Sprzedawca ma prawo wyłącznie do jednego zachowania, jeśli chce aby klient
            wrócił. Umiejętność sprzedaży to również umiejętność utrzymywania się w
            życzliwym nastawieniu zawsze, kiedy ktoś kradnie trzeba być stanowczym, ale
            nigdy nei podnosić głosu. Jako klient nei zauważyłam żeby większość panienek
            czy paniczyków umiało specjalnie sprzedawać, potrafią wciskać, być nachalni lub
            przeciwnie, kompletnie ignorować. Sprzedawców, którzy są do naszej ciągłej
            dyspozycji, a jednocześnie niewidzialni, przy tym znają się na rzeczy i
            doradzają tak, aby klient był zadowolony, a nie sklep, którzy są czujni na
            kradzieże na tyle, że nie chodzą na każdym krok w krok tylko potrafią poznać po
            sposobie zachowania, że kogoś świeżbi, więc takich sprzedawców jako klient
            idziałma niewielu. Sama wcale dobrym sprzedawcą nie byłam, pewnie byłam nim za
            krótko by się porządnie wciągnąć.

            ps. wredna. Jeśli szukasz guza z tymi epitetami na forum, to jak zachowujesz
            się w sklepie. Bo mnie takie wredna ni ziębi nie grzeje, ale jasno wskazuje na
            ogromnie niski próg wrażliwości na ludzki język, co jest niedopuszczalne dla
            osoby pracującej z ludźmi i dla ludzi.

            ps2. Jeśli ktoś ma dużo na głowie to przestawia priorytety i to już nie trochę
            mrukliwi ludzie wytrącają go z równowagi. Jak nie ma się czym martwić to
            sprzedawca wymyśla, że będzie złościł się na klientów. A co
            • magdaksp Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 13:41
              ja mysle ze to jest tez kwestia tego ze trzeba lubic swoja prace.ja swoja
              obecna prace umamy w sklepie spozywczym lubie i chodze do niej z
              przyjemnoscia.mysle ze jest duzo panienek w sklepach ktore poprostu maja za
              wysokie mniemanie o sobie i traktuja ludzi z gory lub jak zlodziei.ale nie
              uwazam ze taka jest wiekszosc.pozatym jak sie jest milym dla kogos to ten ktos
              sie odwdziecza tym samym.nie uwazam ze klient mam prawo do wszystkiego.do
              np.pomiatania sprzedawca.sa klienci ktorzy takze wylewaja swoje zle nastroje na
              np.sprzedawce.i co oni moga to robic?bylam swiadkiem sytuacji w supermarkecie
              jak babka sie wkurzyla bo cos tam nie mialo kodu i afera.oczywiscie wyrzyla sie
              na pani kasjerce.apowiedz mi czym ona zawinila?ona nie jest od naklejania
              kodow.pozatym szybko wezwala kogos z obslugi a ze ten ktos sie nie spieszyl to
              znowu afera i kasjerka winna.prosze cie troche wyrozumialosci.sprzedawcy to tez
              sa ludzie.a co do reszty nigdy mi sie nie zdarzylo zeby komus nie wydac
              zabierajac jego banknot.ewentualnie proponowalam ze odloze dana rzecz,zracji
              tego ze to byl ciucholand osiedlowy to nie bylo ztym problemu.czasami wsklepach
              zdarzalo mi sie ze ktos nie mial grosz czy dwoch wydac (sprzedawczyni)ale nigdy
              to nie bylo wiecej.a to przeciez nie jest kradziez bo sie na to zgadzam.
              • r.richelieu Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 15:56
                więc dlaczego taki urzędnik albo hm baba w dziekanacie znosząc czyjeś
                pretensje, często słuszne lecz nie mające związku z urzędnikiem, traktowany
                jest przez społeczeńswto źle? A muszą znosić znacznie więcej niż sprzedawca, bo
                sprzedawca odpowiada tylko za jakiś nieistotny ciuch, a urzędnik często za
                sposób na życie.
                • miss.hyde Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 20:14
                  r.richelieu napisała:

                  > więc dlaczego taki urzędnik albo hm baba w dziekanacie znosząc czyjeś
                  > pretensje, często słuszne lecz nie mające związku z urzędnikiem, traktowany
                  > jest przez społeczeńswto źle?

                  Ooo, baby w dziekanacie to zupełnie inna historia.:) To są dopiero święte
                  krowy. One nie muszą znosić pretensji - ba, nawet gdy grzecznie o coś poprosisz
                  możesz zostać sprowadzona do parteru.
                  Już nie wspomnę o tym, że w dziekanacie jednorazowo moze przebywać tylko jeden
                  student (w porywach dwóch z których jeden załatwia sprawę, a drugi grzecznie
                  czeka na swoją kolej), chociaż są tam trzy panie, ale przecież dwie piją kawę a
                  jedna pracuje i tak się wymieniaja co jakiś czas bo co, wszystkie mają
                  pracować? Jeszcze studenci pozałatwialiby wszystko szybko, sprawnie i na czas i
                  co by było?
                  • r.richelieu Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 21:19
                    ;) Bidne kobity. Dd ciągłego picia kawy muszą mieć strasznie rozregulowane
                    pęcherze
            • delicja11 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 15:57
              r.richelieu - może to Ty szukasz guza to po pierwsze. Nastepnie z twojego
              postu wnioskuję , że sprzedawca dla ciebie to nie człowiek.... bo ma prawo
              tylko do jednego zachowania - ale za to klient to juz może wszystko , łącznie z
              opluciem bo przecież TO KLIENT I WIELKI PAN!
              Oczywiście nie trafił się tobie sprzedawca który by Ci się spodobał- ponieważ
              jawnie krytykujesz. No jak widze ciężko pani dogodzić. A propo tego co
              napisałaś " ........... Sprzedawców, którzy są do
              naszej ciągłej
              > dyspozycji, a jednocześnie niewidzialni, przy tym znają się na rzeczy i
              > doradzają tak, aby klient był zadowolony, a nie sklep, którzy są czujni na
              > kradzieże na tyle, że nie chodzą na każdym krok w krok tylko potrafią poznać
              po
              >
              > sposobie zachowania,

              niewidzialny sprzedawca?!, poznać po sposobie zachowania?! wg ciebie to mamy
              byc też psychologami i posiadac czapkę niewitkę, a przytym wszystkim jak
              wchodzisz do sklepu to wszystko Ci wolno .

              Niestety ale jak sama tez napisalaś da się wyczuć , żę mało " stałaś za ladą"

              Mam też dość tej jałowej z tobą dyskusji , a wątek nie po to zalożyłam aby
              wziecać spory .
              miłego dnia
              • r.richelieu Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 16:14
                To nie tak. Porównaj sprzedawcę z urzędnikiem i powiedz dlaczego urzędnik ma
                znosić humory interesantów, a sprzedawca na humory klientów się krzywi.
                Interesant przyjdzie tak czy owak, bo to jedyne miejsce w którym może załatwić
                swoją sprawę, klient wybierze inny sklep po prostu. Dlatego mówię o trzymaniu
                się zasady "klient nasz pan", nie po to żeby sprzedawcę zdeprecjonować, ale
                właśnie po to, żeby dobra obsługa klienta wzmogła obroty sklepu, i chociaż
                sprzedawca często nei ma szans na podwyżkę, to przynajmniej nie wyląduje na
                bezrobociu z powodu zamknięcia sklepu po bankructwie. Klient ma wybór, nie ten
                sklep to inny, dla sprzedawcy każdy klient jest tak samo ważny.

                Nie wnioskuj już, bo hm ;)

                Niewidzialny to znaczy taki, że klient nie czuje jego oddechu na plecach
        • sabriel Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 13:55
          No coż,że ty się w pracy nudziłaś i bąki zbijałaś to nie znaczy że gdzie
          indziej ktoś musi robić to samo(czy raczej nic nie robić).Ja na brak zajęć nie
          narzekam.Dziwne że obrażasz panie "sklepowe", a sama jak piszesz nią byłaś
          (pewnie początki pracy za granicą).Podejrzewam że w innej pracy też się pewnie
          nudzisz skoro nie potrafisz sobie sama zorganizować zajęcia.Chyba ze dla ciebie
          samo siedzenie za lada jest juz pracą.

          Kolejna, która opuściła ten wstrętny prl-owski,komunistyczny kraj trafiła do
          jakiegoś 'zachodniego raju" i sie teraz "wymundrza".

          Dobra panie zetrzy,richelieu i inne kończe juz z wami dyskusje.Rozmowa jest
          jednak jałowa,to jak grochem o ścianę-ja o jednym, a wy o drugim.
          Powiem szczerze że z niektórych wypowiedzi to się uśmiałam.No ten tekst o
          wzywaniu policji gdy się szuka drobnych był zabójczy.Chyba ten co przyjmuje
          zgłoszenia ze stołka by spadł jakby zatelefonowała do niego taka zetrzy :)))

          Pozdrawiam :)))
          • magdaksp Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 13:57
            sabriel napisała:

            > No coż,że ty się w pracy nudziłaś i bąki zbijałaś to nie znaczy że gdzie
            > indziej ktoś musi robić to samo(czy raczej nic nie robić).Ja na brak zajęć
            nie
            > narzekam.Dziwne że obrażasz panie "sklepowe", a sama jak piszesz nią byłaś
            > (pewnie początki pracy za granicą).Podejrzewam że w innej pracy też się
            pewnie
            > nudzisz skoro nie potrafisz sobie sama zorganizować zajęcia.Chyba ze dla
            ciebie
            >
            > samo siedzenie za lada jest juz pracą.
            >
            > Kolejna, która opuściła ten wstrętny prl-owski,komunistyczny kraj trafiła do
            > jakiegoś 'zachodniego raju" i sie teraz "wymundrza".
            >
            > Dobra panie zetrzy,richelieu i inne kończe juz z wami dyskusje.Rozmowa jest
            > jednak jałowa,to jak grochem o ścianę-ja o jednym, a wy o drugim.
            > Powiem szczerze że z niektórych wypowiedzi to się uśmiałam.No ten tekst o
            > wzywaniu policji gdy się szuka drobnych był zabójczy.Chyba ten co przyjmuje
            > zgłoszenia ze stołka by spadł jakby zatelefonowała do niego taka zetrzy :)))
            >
            > Pozdrawiam :)))
            :)
          • r.richelieu Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 15:49
            Sabinko, Nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Nudna praca nie oznacza jej braku.
            Można się nudzić jako kasjerka w hiperm., a przecież taka kasjerka ma urwanie
            głowy, jak to Magda zauważyła. Nudne, oznacza nieciekawe, jeśli jest
            określeniem pracy, książki, filmu. Żeby Ci ułatwić, kiedy o książce powiesz, że
            jest nudna, po przeczytaniu czy po obejrzeniu okładki?

            Po raz drugi, Sabinko, nie umiesz czytać ze zrozumieniem. O niepotrafieniu
            zorganizowania sobie pracy nie wspomniałam nawet w nawiązaniach. Konfabulacja
            czy taka przypadłość osoby, która z twierdzenia, że czym więcej wozów
            strażackich jedzie do pożaru tym są większe zniszczenia, wyciąga wniosek, że
            gdyby wozów było mniej to zniszczeń też było by mniej.

            Ad granica. Masz Ty wyobraźnię. Za granicą owszem też pracowałam, bardzo
            krótko, no i nie w sklepie. Był brak kontaktu z klientem więc akurat na ichniej
            klienteli z doświadczenia się nie znam. Co nie przeszkadza znać doświadczenia
            tych, co pracowali właśnie w sklepach. Ale nie widzę związku, widzę za to, jak
            zwykle, brak logiki.

            ad policja. Jesteśmy w Polsce, nie w US, więc sądzę, że policji szybko
            spodobały by się takie interwencje hipermarketowe. Że z bandytami dać rady
            sobie nie mogą, więc jak zwykle doczepili by się do dupereli.
            Ale posiadanie drobnych należy do sprzedawcy, nie do klienta. Wg mnie wzywanie
            polcji odn grosza to gruba przesada, jednak nie zmienia to faktu, że sprzedawca
            powinien robić wszystko, aby drobne w kasie mieć. Gdyby raz na ruski rok
            zdarzyła się taka skucha to pal tam licho, każdemu może się zdarzyć, ale nie
            posiadanie drobnych jest zbyt nagminne, ba, wręcz powszechne. Tak jakby
            sprzedacy posiadali prawo nie wydawania reszty. A nie mają prawa i za każdym
            razem kiedy nie wydają kilku groszy to prawo łamią. Magda wspomniała, że nie
            zgadza się na etykietkę złodzieja ;) Kwestia stopiowania winy i nazewnictwa
            poszczególnych stopni. Ten co przywłaszczył sobie czy sklepowi 1 grosz też go
            ukradł, ale nikły stopień szkodliwości społecznej plasuje go na samym dole
            drabinki, której szczyt stanowią wielomiliardowi malwersanci.

            Chodzi cały czas, nie tylko mi jak widzę, o to aby sprzedawca pojął, że nie
            wydawanie groszów jest jego winą i powinien rozmieniać pieniądze na tyle częstp
            aby takie sytuacje zdarzały mu się sporadycznie przy jednoczesnych
            przeprosinach. Jako sprzedawca tak właśnie robiłam, a byłam nim niedługi czas
            po maturze więc może syste pracy sprzedawców zmienił się od tego czasu tak
            bardzo, że teraz sprzedawca nie ma już nic w obowiązku. Też się uśmiałam, z
            czekoladek. Sprzedawca jest członkiem zespołu i powinien dbać o każdego klienta
            swojego sklepu, nawet jeśli jest to klient sklepu w innym mieście.
      • funghettino Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 01:57
        mi sie niestety wbily w pamiec kradzieze: pracowalam w duzym sklepie z ciuchami
        i kradzieze byly nagminne. znaldowalo sie klipsy poodcinane lub wrecz wyrywane
        poupychane np w butach lub w kieszeniach innych rzeczy w sklepie...no koszmar i
        tyle. raz sie zdarzylo ze ktos jeden but z pary wyniosl, po co nie wiem...a ze
        zdrzali sie upierdliwi klienci, to coz taki zawod...i nie zdarzali sie
        codziennie :) ja milo wspominam i mam nadzieje ze nie bylam naburmuszona
        studentka :)
        • sigrun Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 09:54
          Może już do cna rozbestwiłam się na tym snobistycznym i burżuazyjnym Zachodzie,
          jednak stwierdzam, że w Polsce nadal pokutuje PRL-owski system pracy: jeśli
          sklep zamyka o 18:00, to oznacza, ze pani ekspedientka o 18:00 ma już popijać w
          domu herbatę. Niestety zawód sprzedawcy i/lub właściciela sklepu to nie sielanka
          i ośmiogodzinny wymiar pracy nie ma tu nic do rzeczy, więc nie można mieć za złe
          klientowi przychodzącemu do sklepu na dwie minuty przed zamknięciem i
          rozglądającemu się po półkach przez pół godziny. A niech się rozgląda i godzinę.
          Co prawda nie pracowałam jako ekspedientka lecz jako barmanka i wcale nie miałam
          do nikogo pretensji o zostawanie po godzinach lub przed - bar otwierał o siódmej
          rano, a już 15-20 po szóstej musiałam się stawić do pracy (notabene, moi
          pracodawcy już dawno krzątali się po lokalu). To samo było po zamknięciu - nikt
          klientów nie wypędzał, bo późno. Nikomu by to nawet nie przeszło przez
          przedsionek mózgownicy.
          Co do wydawania reszty, jeśli w kasie zabrakło drobnych, biegłam do
          właścicielki, która wyciągała bilon z własnego portfela i mi dawała. No, tak,
          ale to zakichany Zachód, a nie "europejska", kozmopolityczna i światowa Polska ;-)
          Wracając do wydawania reszty, osobiście nie lubię chodzić z gotówką, więc kiedy
          mogę płacę kartą. Jeśli mam wystarczajaco gotówki, płacę dokładnie co do
          grosika, tak aby sprzedający nie musiał za wiele wydawać. Jednak są sytuację,
          kiedy mam tylko grube nominały (bankomaty wydające w banknotach po 20 zeta to
          rzadkość). Czasami zapałęta się jakiś bilon, kasjer go ujrzy i już z pretensją i
          żalem w głosie, czemu nie zamierzam wypłacić mu dokładnie. Ja na to, że zbieram
          monety na bilet do pekaesu, a raczej trudno, żeby to kierowca wydał mi ze stu
          złotych - oni naprawdę nie mają czym wydać. I co nie dojadę do pracy, bo pani w
          sklepie nie chce mi wydać reszty, rozmieniając mi tym samym gruby banknot? Bo i
          tak coś kupić muszę, inaczej pani z założenia nie rozmieni, więc jak coś kupię
          istnieje cień szansy na zdobycie drobnych na bilet. To tak, na marginesie.
          • sigrun Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 10:16
            I jeszcze a propos polskiego systemu pracy. Prowadzimy z Mężem firmę i często
            mamy do czynienia z najróżniejszymi kontrahentami. Tu też jest wolna amerykanka
            co do "chęci" współpracy. Jest np. jedna hurtownia, która i tak jest otwarta
            tylko siedem godzin, coby się przypadkiem nie przepracowali, a na dziesięć minut
            przed zamknięciem pan sprzedawca wyprasza resztę klientów, bo musi zamknąć kasę
            i takie tam. Na moje protesty, że jeszcze jest czas, dosłownie dostałam drzwiami
            w twarz. Powinnam dać mu kopa i koniec współpracy, jednak ma on najlepsze jak
            dotąd zaopatrzenie w Warszawie. Skurczybyk o tym wie i pewnie dlatego pozwala
            sobie na tego typu numery. Jednak dla mnie i tak pozostanie niepoważnym
            kontrahentem. Jak tylko nadarzy się alterantywa, wielki kop w zad ku czci
            handlowej selekcji naturalnej ;-PPP
          • funghettino Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 11:02
            a gdzie ja napisalam, przepraszam cie bardzo, choc slowo o wchodzeniu do sklepu
            przed zamknieciem czy wyrzucaniu klientow?
            • sigrun Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 11:14
              Ależ Funghettino, mój post absolutnie nie był skierowany do Ciebie, tylko do
              poprzedniczek obrażonych na spóźnialskich klientów i na zachodni system pracy.
              • funghettino Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 11:30
                oki...post byl wklejony pod moj, dlatego sie obruszylam troszke :) raz zdarzylo
                sie ze dwie babki weszly do sklepu kiedy juz byl zamkniety (roleta byla
                opuszczona do polowy a babeczki zgrabnie wpelzly do sklepu pod nia )i
                oczywiscie poszly cos tam mierzyc, ale pamietam je nie bardziej dlatego ze
                byly ,powiedzmy, malo uprzejme a nie dlatego ze wrocilam do domu 15 minut
                pozniej niz zwykle...kurcze, chyba nie ma takiej pracy w ktorej siedzialo by
                sie 8 godzin z zegarkiem w reku i ani minuty dluzej , czy sie myle?
              • gaja102 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 11:43
                Widziałam kiedyś klientkę,która oglądała album od deski do deski i przed
                przewróceniem każdej kartki metodycznie śliniła palec.Oczywiście nie kupiła.
                • sabriel Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 13:58
                  Wiem miałam już konczyć,ale wypowiedź Gaji coś mi przypomniała.
                  Moja droga chyba cie jednak przebije:
                  ja wdziałam starszą panią, która owtorzyła masło,zanurzyło w nim swój gruby
                  palec.Tak tylko dla spróbunku :)))
                • sigrun Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 14:53
                  Och, w Empikach to widok dość powszechny. Niektórzy są nawet na tyle bezczelni,
                  iż zamieniają ten sklep w gigantyczną czytelnię za friko. Przesiadują tam
                  godzinami wertując najdroższe albumy i oczywiście nic nie kupują. Potem
                  przychodzą osoby, które odkładały pieniądze na takiego białego kruka i jedyny
                  dostępny egzemplarz jest jak psu z gardła wyjęty i zatłuszczony paluchami. Mam
                  taki album Gigera kupiony właśnie w Empiku i ponieważ nigdzie indziej go nie
                  było, Szanowny Małżonek musiał siłą rzeczy go nabyć, bo wiedział jak bardzo mi
                  na tej książce zależało. Tylko dlaczego ktoś inny i bardziej uczciwy ma płacić
                  120 zeta za tak żenujący stan książki-rarytasa? Następnym razem niech "darmowi
                  czytacze" sfinansują mi prezent ;-) I tu przydałaby się ochrona wypraszająca ze
                  sklepu po określonym czasie erudytów-sknerusów lub zapraszając stanowczo do
                  nabycia wymiędlonego do granic przyzwoitości egzemplarza.
                  • edavenpo Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 16:24

                    Och, w Empikach to widok dość powszechny. Niektórzy są nawet na tyle bezczelni,
                    iż zamieniają ten sklep w gigantyczną czytelnię za friko. Przesiadują tam
                    godzinami wertując najdroższe albumy i oczywiście nic nie kupują. Potem
                    przychodzą osoby, które odkładały pieniądze na takiego białego kruka i jedyny
                    dostępny egzemplarz jest jak psu z gardła wyjęty i zatłuszczony paluchami. Mam
                    taki album Gigera kupiony właśnie w Empiku i ponieważ nigdzie indziej go nie
                    było, Szanowny Małżonek musiał siłą rzeczy go nabyć, bo wiedział jak bardzo mi
                    na tej książce zależało. Tylko dlaczego ktoś inny i bardziej uczciwy ma płacić
                    120 zeta za tak żenujący stan książki-rarytasa? Następnym razem niech "darmowi
                    czytacze" sfinansują mi prezent ;-) I tu przydałaby się ochrona wypraszająca ze
                    sklepu po określonym czasie erudytów-sknerusów lub zapraszając stanowczo do
                    nabycia wymiędlonego do granic przyzwoitości egzemplarza.

                    ___

                    W UK we wszystkich dobrych ksiegarniach jest jedna kopia ktora jest do ogladania
                    a reszta stoi na polce zafoliowana, czyli przegladac ich nie mozna. Koszt ten
                    jednej kopii jest wliczony w koszta sprzedazy. Zreszta potem mozna taki
                    'ogladany' album kupic za pol ceny bo podniszczony. I to rozwiazuje problem. Nie
                    widze powodu dla ktorego klienci nie mieliby ogladac czegos na co maja wydac
                    sporo kasy.
                    • funghettino Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 16:31
                      dokladnie, to akurat wina sklepu a nie ludzi. empik zacheca wrecz do czytania
                      ksiazek na miejscu, wiec powinien zadbac o egzemplarze otwarte do ogladanie i
                      czytania i zafoliowane do kupienia. i po klopocie.
                      • magdaksp Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 17.01.06, 00:59
                        ja po debacie z moin chlopakiem na temat empiku stwoerdzilam ze to chyba chodzi
                        oto zeby mniej kradziezy bylo.przyjdzie taki kolo ,poczyta sobie komiks na
                        miejscu i do domu nie wyniesie.ale nieznaczy to wcale ze popieram cos
                        takiego.jak widze mase ludzi w dziale z komiksami ktorzy siedza tak ze do
                        regalu nie da sie dojsc to mnie szlag trafia.empik powinien cos ztym zrobic.bo
                        co innego siedzenie i nie przeszkadzanie nikomu wodpowiednim miejscu a co
                        innego zaslanianie regalow i koczowanie przy nich.zenada naprawde.
      • hyacinth.bucket Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 16:04
        Kliencia sa bezczelni !
        Przychodza na wycieczke glownie w niedziele .
        Spaceruja po sklepie i dotykaja towar .
        Rzadko cos kupuja tylko ogladaja , mierza jeszcze trzeba im uslugiwac .
        Podlosc ludzka nie zna granic !
        • b_bb Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 16:22
          :)
          Bardzo interesujący wątek.
          Niestety, sprzedawcy nader często zapominają o podstawowym haśle
          handlowców:"Klient nasz pan". Klient ma prawo być obsłużony tak, jakby był
          jedyny na świecie. To, że klienci bywają różni, to inna bajka, zachowanie wobec
          osób stojących od nas niżej rangą świadczy o naszej klasie. Sprzedawczynie
          obskakujące tylko osoby ubrane "bogato" są tak samo buraczane, jak klientki
          traktujące je jak służące, jednak w sklepie klientów się nie wybiera. Ta praca
          polega na usługiwaniu wszystkim z jednakową uprzejmością i kulturą, bo prawem
          klienta jest wybór innego sklepu, a z tym się wiążą zarobki pań sklepowych.
      • eirenne Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 16:54
        Eh, eh...
        Zabawne rzeczy opowiadacie:)
        Po pierwsze.
        To jest praca z ludźmi, a z ludźmi nie każdy potrafi przebywać. Wybaczcie-
        podniecać się, ze ktoś wyciąga przy kasie kluczyki od drogiego samochodu??? Że
        bawi się swoją złotą kartą? Takie drobiazgi powinny spływać po Was. Podobnie jak
        czyjeś złe humory. Sprzedawca powinien być ponad to, niech nie biorą sie za
        handel osoby niedowartościowane, z kompleksami.
        Oburzacie się, że wymaga się od Was znajomości psychologii? A jak do ciężkiej
        jasnej macie dobrze doradzić klientce, jeśli nie macie choć odrobiny tej wiedzy?
        No litości.
        Po drugie- klient nie ma obowiązku posiadania gotówki w drobnych. Nawet jeśli
        portfel mu pęka od monet, ma prawo płacić banknotami, a Wy nie macie prawa się
        skrzywić, jeśli po uprzejmym (!) zapytaniu odmawia płacenia monetami. Trudno,
        life is brutal, albo masz jak wydać, albo tracisz u klienta.
        Po trzecie- w handlu nie liczy się godzin. Ktoś wchodzi na 5 minut przed końcem?
        No trudno, taki pech.
        Zastanówcie się nad sobą poważnie, drogie Panie.
        Nooo, napisałabym jeszcze ostrzej, ale mnie Paco de Lucia uspokaja:P

        PS. Jak na mój wiek, myślę, że mam naprawdę duże doświadczenie w handlu- info
        dla tych, które chciałyby mi zarzucić nieznajomość rzeczy. Aha, nie mieszkam na
        zgniłym zachodzie, tylko na zgniłej północy:P
      • ana258 Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 16.01.06, 20:56
        Ciekawy wątek...sama jestem sprzedawczynią w sklepie odzieżowym.Co do
        drobnych-uważam że moim OBOWIĄZKIEM jest dbanie o to, aby były i tak tez
        robię.Co do mycia podłogi-myje ja dopiero po zamknięciu. Co do "Klient nasz Pan"
        zgadzam się, staram się zadowolić każdego klienta, a w przypadku gdy jest
        niemiły lub wredny nie daje sie sprowokować. Traktuje klientów tak, jak ja chcę
        być traktowana jako klient i tyle.
      • vanillka Od strony kupującej... 17.01.06, 22:46
        Skoro już i tak piszecie o jednej i drugiej stronie:
        Latem ubiegłego roku będąc w Galerii weszłam się do sklepu z bielizną - wzięłam
        kilka staników do przymierzenia. Stwierdziłam, że jednak na nic się nie
        zdecyduję. Oddałam pani bielizne i wyszłam. Po kilku minutach w innym już
        sklepie zorientowałam się, że swój nowy śliczny telefon zostawiłam w
        przymierzalni na wieszaczku - nosiłam go pod koszulką na tzw. smyczy więc żeby
        przymierzyć coś musiałam go zdjąć - zrobiło mi sie gorąco więc szybko udałam
        się z powrotem do sklepu z bielizną. A tam już w wejściu pani zza lady
        poinformowała mnie, że ma mój telefon i wszystko jest ok. Byłam jej naprawdę
        bardzo wdzięczna, bo zdążyłam się nim nacieszyc dopiero jakiś tydzień.
        Podziękowałam, zeszłam na dół do takiego fajnego małego sklepiku ze słodyczami,
        zakupiłam kilka pralinek, pani mi je ładnie zapakowała i z paczuszką wróciłam
        na górę. Wjeżdżając schodkami spotkałam inną panią z tegoż sklepu - zwróciłą mi
        uwagę, że zostawiłam telefon u nich w przymierzalni. Podziękowałam i weszłam do
        sklepu. Za ladą stała jeszcze jakaś inna laska więc podałam jej zawiniątko i
        poprosiłam, aby przekazała tej miłej pani, która znalazła mój telefon.

        Spodziewałam się raczej, że nie zobaczę już nigdy więcej mojego telefonu... I
        to nie dlatego, że któraś z ekspiedientek miałaby go wziąć, ale raczej kolejna
        klientka, która weszłaby po mnie do przymierzalni. A tu taka miła
        niespodzianka. Myślę, że to dlatego, że panie w tym sklepie sprawdzają czy -
        nie tylko w sklepie - ale i w przymierzalniach jest czysto i ok. W każdym razie
        jeśli ta PANI przeczyta mój post - bardzo serdecznie jej dziękuję.
        Rozpisałam sie ufffffffff

        PS> W sumie to ewidentnie moja wina - pierdoła jestem i tyle hihihi, ale teraz
        już sie pilnuję.
        • xrene Re:? 18.01.06, 13:39
          Czytam sobie ten wątek i co niektórym , to się chyba pomyliły posty????!!!!Więc
          dla przypomnienia jest to post "ze strony sprzedawcy" A tu więcej wątków od
          strony klienta...Chyba jest też taki post???Prawda!Co niektórym Paniom zdarza
          się pisać nie na temat...ale to domena tego forum.
          A teraz zajmiemy się sprawą "nie wydawania reszty"od strony klienta.Bardzo
          częstą praktyką wśród klientów jest wręcz żebranie od sprzedawcy opuszczenia
          ceny, bądź gdy płaci ...mówi" o kurcze nie mam 5zł",więc kupuję tę rzecz,ale o
          5 zł mniej!"
          Albo taki przykład....właśnie Pan sobie kupuje buty za 5oozł z najnowszej
          kolekcji i prosi o zniżkę, bo on takie drogie buty kupuje!
          Mam mnóstwo klientów, którzy bez ogródek się targują....bez kultury i
          nachalnie.I też nie dają pełnej sumy , jaką mają zapłacić.A nóż widelec uda
          zapłacić mniej.
          Moi ekspedienci muszą być mili i muszą dobrze sprzedać , bo konkurencja
          jest duża.Ale ludzie "nie po ludziach" Kultury osobistej klienom też by się
          przydało....

          Mam sklep z firmową odzieżą sportową.
          • andre37 Re:? 18.01.06, 14:25
            xrene napisała:
            > Albo taki przykład....właśnie Pan sobie kupuje buty za 5oozł z najnowszej
            > kolekcji i prosi o zniżkę, bo on takie drogie buty kupuje!
            > Mam mnóstwo klientów, którzy bez ogródek się targują....bez kultury i
            > nachalnie.I też nie dają pełnej sumy , jaką mają zapłacić.A nóż widelec uda
            > zapłacić mniej.

            xrene - żyjemy w kraju w którym funkcjonuje gospodarka rynkowa. Cechą takiej
            gospodarki jest to, że większość cen nie jest regulowana, a umowna. Czyli cena
            która widnieje na danym produkcie - jest ceną którą sprzedawca c h c e uzyskać
            za dany towar. Prawem klienta jest zaproponowanie innej ceny, to co ty nazwałaś
            targowaniem. Ty jako sprzedawca możesz się na propozycje klienta zgodzić lub ją
            odrzucić. Wystarczy powiedzieć "nie, nie sprzedam towaru poniżej ceny
            przedstawionej na metce". Ani klient proponujący Ci zmianę ceny, ani Ty
            odrzucając jego prpozycje, nie jesteście niekulturalni. To są normalne zasady
            sprzedaży.
            Kwestia jak ta propozycja będzie postawiona, może to być miłe pytanie - " a czy
            sprzeda mi pani te buty 10% taniej" - i to jest zachowanie jak najbardziej
            kulturalne i na miejscu, czy jest to nachalne nagabywanie, jeczenie że za
            drogo, niemiły ton itd. - wtedy kultura klienta pozostawia dużo do życzenia.
            • la.parisienne Re:? 18.01.06, 18:02
              Co do targowania, to nigdy nie praktykowalam, i nie lubie dlatego robic zakupow
              w krajach arabskich, bo tam zwyczajowo trzeba targowac sie pol czy dwie
              godziny. Mam awersje do Egiptu, Maroka, czy Tunezji, juz nic tam nie kupie, bo
              mozna dostac szalu. Na dodatek oszukuja jak moga, moja kolezanka kuplila 2kg
              carcadé (hibiscus), takie ziola do robienia napoju, sprzedali je dwa kilo, a
              jak zwazyla w innym sklepie to bylo tylko 1,5 kilo. A w Maroku strzykawkami
              napelniaja pomarancze woda, zeby byly ciezsze.
              Natomiast, we Francji, byl taki program, o koszatch slubu.We Francji
              przecietnie ludzie wydaja 20 tys euro na slub. I co okazuje sie, ze na
              wszystkim mozesz uzyskac rabat,np.kupujac bielizne, albo dostac pare
              wyskogatunkowych ponczoch. Nigdy jak mowie tego nie robilam, ale moja kolezanka
              powidzila jestes glupia, i teraz w moich ulubionych sklepach mam zawsze rabat
              min.15%, do kompletu bielizny biustonosz, majtki, pasek dostaje super
              ponczochy. Jak kupowalam moj plaszcz z norek dzierganych sprzezntowali mi
              gratis szalik z norek za 150 euro (cena sprzedazy). Teraz w malych sklepach jak
              jest wlascicielka(Chanel, Dior, Prada, Versace odpada), to zadam pytanie, czy
              cos mi opusci w cenie, bo kupuje za spora sume, i o dziwo w wiekszosci mam albo
              rabat albo cos gratis. Male a cieszy.
              Rozmawialam z kolega, ktory ma sklep z ciuchami, powiedzial, ze on ma to
              wkalkulowane, zeby dobrym klientom dac rabat. Niektorzy sprzedawcy/wlasciciele
              sami proponuja, jak kupuje sie za duza sume, bo wiedza, ze napewno do takiego
              sklepu z checia wrocisz.
      • eirenne Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 18.01.06, 18:07
        Anekso
        głupota rządzi, głupota radzi, głupota nigdy Cię nie zdradzi:P

        Wracaj do lekcji dziecinko
        • eirenne Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 18.01.06, 18:08
          o rany, coś mi wątki pomyliło:P
      • kora3 Każdy kij ma dwa końce .... 19.01.06, 09:30
        Tak sobie chodzac po sklepach widzę, ze zarówno klenci jak i sprzedawcy bywają
        niekulturalni, nachalni, albo kompletnie ignoranccy .. Przyklady::)
        Jestem niewysoką (160) i szczuplą (46 kg) osóbka, ale jest zima i nawdziewana
        chodze na max. Ide do sklepu i pytam o spodnie w rozmiarze 34, a pani zza lady
        miło, ale stanowczo przekonuje mnie, ze za małe na mnie. Na gatkach mi zależy,
        wiec nie daje się spławic i dalej swoje . Kobieta mi wreszcie proponuje rozmoar
        36 (bo jak twierdzi ten ma na półce, a 34 na manekinie, hmmm). Zgadzam sie
        zmierzyć najpierw 36, bo przeciez może byc numeracja różna i w razie zcego mam
        zamiar poprosić o te z manekina. Mierzę, oczywiście za duże. Ubieram się i
        mówię, ze za wielkie, a pani mi na to, ze to NIEMOŻLIWE, bo "pani dość tega :)
        jest. Sama pani ekspedientka miała rozmiar ok. 40 ale to szczegół. W końcu
        pojawila się włascicielka sklepu i zaczełą pytac w czym rzecz. SAMA bez slowa
        ściągnela z manekina gacie, zmierzylam - dobre. Poburczała na panienke, na co ta
        , niespeszona odpoiwedziała "Bo pani szefowo, ta pani miała na sobie kożuch i
        sweter i nie wiedziałam, że jest taka chuda. A spodnie 36 mozna przeciez TEŻ
        zwezic i krawca". Sorry dziewczyny spzredające, ale zatkało i mnie i
        włascicielka sklepu. Ja mam zweżac nowe spodnie, bo ekspedientka po pierwsze
        lepiej wie, jaki ja mam rozmiar, przychodzić w styczniu półnaga do sklepu, by
        mogła roziar ten ocenić, oraz kupic za duże, bo jej nie chce się ściągnać z
        manekina? No nie, to jakiś absurd. Tej panienki juz nie widuje w tym sklepie,
        musiała jeszcze się kiedyś "popisać" przy szefowej, bo koleżanka mi mówila, ze
        jej dla odmiany wmawiała, że cosik tam jest na nią "idealne" podczas, gdy było
        za małe.
        To mnie w ogóle denerwuje, kiedy spzredawca mi wmawia, że coś jest dobre, kiedy
        nie jest. Owszem , czasem człowiek oczekuje porady, ale fachowej, dobrej, a nie
        wciskania towaru na siłę, kiedy sam człowiek widzi, ze coś jest małe, duże, źle
        leży, kolor nie jest twarzowy itepe.
        Z drugiej strony wyglada to tez czasem komicznie, jak się klien popisze :)
        Mierzę ostaniosuknię wieczorową, w kabinie obok panienka mierzy juz któras, na
        studnówkę. Suknie nie sa tanie, a okazaja tudziez nie byle jaka, więc
        sprzedawczynie dwoja sie i troją, zeby pomóc, naprawdę. Niestety dziewczyna nie
        jest zgrabna, raczej dośc nieforemna i trudno z niej zrobić królewna śniezke,
        albo symbol seksu. Mama i siostra panny miotaja sie po sklepie i co i rusz
        wymyślaja co by jeszzce można zmierzyć. Dodam, ze w tym sklepie nie ma "hurtu" i
        kreacje sa sprowazdane jednorazowo, zcasem w ogóle jeden egzemplarz w jednym
        rozmiarze. Dziewczyna ma jakieś 170 cm i sporo ciałka, ale upiera sie zmierzyć
        cosik w rozmiarze 38. Ekspedientka podaje, ale mówi "Moze byc za małe, bo
        numeracja tej firmy jest nieco zaniżona" - sadze, ze powiedziałą tak pzrez
        grzecznosć, bo nawet normalny 38, czy zawyżony nie wlazłby na tę pannicę.
        Tymczasem reakcja matki była powalająca " Jak pani może ! Moja córka jest
        sliczna wiosnianą panienką, nie jest za gruba! To ja chcę tu kupić, a tu taki
        afront??" . Dosłownie w szał wpadła. Rozumiem, ze może dziewczyna ma kompleksy,
        ale czy to wina tej spzredawczyni. Skakala koło tych babek jedna i druga, jak
        kwoka przy jajkach, chciała pomóc i nie powiedziała nic złego. Tym bardziej, ze
        matka nie dopuszczajac panny do głowu sama wciąz wypytywała obsługe sklepu, inne
        klientki, zcy to ładne, tamto i jak sie córcia prezentuje.
      • monka_c Głosna muzyka-brr! 19.01.06, 11:37
        Moze niekoniecznie na temat,ale w sklepach denerwuje mnie głosna muzyka
        (np.sklepy Tally Welly,Terranowa).Zastanawiam sie czy to "odgórny" nakaz czy
        sprzedawczynie umilaja tak czas klientkom(i sobie???).Mnie taka "łupanina"
        dyskotekowa w sklepie odstrasza.Jak te biedne ekspedientki moga tak wytrzymac
        przez 8 godzin?
      • kot_z_cheshire Re: Od strony sprzedawcy - czyli jak to wygląda 19.01.06, 18:26
        Czytam posty i tak sobie myślę, że tak naprawdę czasami jest bardzo ciężko nie
        wyjść z siebie mając do czynienia z niektórymi klientami. W swoim życiu miałam
        parę razy okazję stać po drugiej stronie lady i moje spostrzeżenia są takie:
        1. klientom brak kultury i przede wszystkim zdrowego rozsądku ( nie chcę
        generalizować, ale też nie opisujemy tutaj wszytskich, tylko tych, którzy
        wywarli nas nas największe wrażenie. Nie tylko w sensie negatywnym ale i
        pozytywnym). Przykłady:P Pracowałam w sklepie z odzieżą jednej z większych firm
        odzieżowych w Polsce. I wiem, że trudno zachować spokój, kiedy klient nie
        dopuszcza do swojej wiadomości tego, że nie ma danego rozmiaru czy wzoru
        aktualnie w sklepie. Na sugestie moje, że zadzwonię do innego sklepu ( w tym
        samym mieście) i dowiem się, czy tam jest usłyszałam wrzask i krzyki...Na
        sugestie, że za 2 dni jest nowa dostawa i na pewno dany rozmiar/wzór
        będzie...również wrzask i krzyki...I tak naprawdę krzyki brzmiały: "Wie Pani
        kim ja jestem? Jak może czegoś nie być?", do tego machanie portfelem i
        powoływanie się na Bóg wie kogo...Bo przecież to jest KTOŚ. Dla mnie każdy
        człowiek jest TYLKO klientem. Kimś, komu sie należy obsługa, moja uprzejmość i
        kompetencja oraz pomoc z mojej strony. I naprawdę mam w nosie to, czy klient
        jest bezrobotnym czy jest prezesem Orlenu.
        Trudno też zachować cierpliwość, kiedy klient absorbuje mnie przez ponad 2
        godz. Biegam, przynoszę ciuchy, zamieniam rozmiary, tłumaczę itp po czym nic
        nie kupuje. A ja widzę, że ze sklepu wychodzą klienci dla których nie mam
        czasu. Wychodzą, bo pani/pan kupujący nie pozwalają się nawet do mnie odezwać z
        jakimś zapytaniem ("Przecież ona (od kiedy się tykamy???...to pomijam) mnie
        obsługuje. Proszę poczekać na swoją kolej!!!!"). I tak 2 godz. A moje
        wynagrodzenie uazleżnione tez częściowo od obrotu. I widzę, jak z każdym
        klientem opuszczającym sklep maleje moja pensja.:)
        2. kody kreskowe: mają to do siebie, że się czasem odlepiają, zacierają itp.
        Jako klientka, zawsze zwracam uwagę na to, żeby na towarze, który niosę do kasy
        kod był. Z prostego powodu: szkoda mi mojego czasu na czekanie, aż ktoś kod w
        sklepie znajdzie i uważam, że dla własnego komfortu mogę to zrobić. Ale ja
        jestem dziwna, bo uważąm, że życie należy sobie ułatwiać a nie komplikować.
        (Pomijam sytuacje, kiedy towar bez kodu jest ostatnim i nie mam wyjścia:P). I
        na pewno nie jest to powód do awantury.
        3. targowanie się. Ja wiem, że warunki rynkowe, że można itp....Ale na miłość
        boską! Prawo nie zwalnia od zdroworozsądkowego myślenia. Przecież nie można od
        ekspedientki (zakładam, że to sklep jakich wiele i panie tam pracujące nie mają
        żadnych upoważnień, do podejmowania decyzji dotyczących rabatów. A takich pań w
        sklepach jest jednak najwięcej) w sklepie czy pani w markecie na kasie wymagać,
        że by nam ceny obniżała. Ona ma do powiedzenia tyle samo nt. rabatu co klient.
        Czyli nic. A jednak może to być przyczyną awantury. Wiem, bo miałam taką. I mam
        też świadomość, ze gdybym zadzwoniła do szefa i powiedziała mu w czym rzecz,
        chyba by mnie wyśmiał. Nie dlatego, że nie szanuje klienta, tylko tak naprawdę
        samo żądanie przez klienta rabatu na bluzkę kosztującą 15 zł. ...no, mnie też
        bawi:)
        Mam tylko świadomośc dzięki temu doświadczeniu jedną: wiem, czego w sklepie
        wymagać i wiem, jakie rzeczy są od ekspedientek niezależne. I zdrowy rozsądek.
        Przede wszystkim:)
    Inne wątki na temat:

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka