fangora
12.07.07, 11:56
Właśnie wróciłam z zakupów w warszawskim Wola PArku, wybrałam się rano, żeby
pochodzic sobie na spokojnie i upolować coś z wyprzedaży. Anyway, po dłuższym
namyśle nabyłam trzy różnego rodzaju bluzeczki w Promodzie. Przy kasie,
młodziutka ekspedientka rzuciła do mnie hasło; co, w końcu się zdecydowałaś!
Po czym odpięła klipsy i wrzuciła, bez jakiegokolwiek składania wszystkie
ciuchy do reklamówki...Jak szmaty. Stałam w osłupieniu. Obejrzała potem
dokładnie moją kartę, przyjrzała sie podpisowi, ale paragon musialam sobie
sama z kasy oderwać (serio). Hmm. Czy to,że ciuchy, które kupiłam normalnie
kosztowałyby ok 300 zł,a ja je kupilam za 100 jest powodem do takiego
traktowania? A moze coś w moim wygladzie nie tak? A moze miałam plamke na
bluzce, co znaczy ze jestem fleją? Wyszłam bez słowa, a na ławeczce na przeciw
sklepu ostentacyjnie wyjęłam bluzki i je ładnie poskładałam. Kurcze, czy to
tak wiele?
Jak często spotykacie sie z podobnymi sytuacjami?