olga_w_ogrodzie
17.12.10, 00:06
cały koncert był tak fatalnie przygotowany, że o kant tego i owego rozbić :
śpiewy nieczyste do bólu,
jakieś koszmarne, zacinające się półplejbeki,
ogólny bałagan - wciąż mylono kolej rzeczy i nikt nie wiedział
po kim występuje.
jednak po koniec trafił się naprawdę dobry śpiew i granie.
się zasłuchałam, a tu siedzące obok dwie starsze kobiety
zaczęły głośno tokować.
spojrzałam na nie oskarżająco i nic.
dalej nadają.
zatem powiedziałam : - Cały koncert był fatalny, ale ten występ jest bardzo dobry.
Czy dadzą mi panie szansę go wysłuchać ?
dokładnie tak - grzecznym tonem, cichutko zapytałam byłam.
a osoba towarzysząca złapała mnie za ramię, jakbym się chciała rzucić na te panie
i rzekła do mnie zadziwiona : - A ja myślałem, że ty jesteś asertywna.
a przecież ileś razy było wypominane mi, że się boję być asertywna i nie sprzeciwiam się,
gdy mi na łeb kto włazi.
wyrwalam ramię z uchwytu tego zupelnie nieasertywnie.
z zaciśniętymi zębami i piorunami w oczach.
i do końca już siedziałam usztywniona ze złości.