25.06.11, 15:12
Od jakiegoś czasu nie potrafię dokończyć zdania. Komunikując różne w robocie, co najmniej raz w środku wypowiedzi muszę się zebrać do kupy i przypomnieć o czym ja tu. Takie niby wciąż rozumienie, ale bardziej meta niż użytkowe. Figurowanie w innej, bardziej łaskawej dla mnie rzeczywistości, gdzie własne wywody są logiczne, racje oczywiste, a zmiany rytmu i kierunku myślenia nie uniemożliwiają przyswojenia z trudem krztuszonego. Nieodwołalnie popadam w dygresje i klisze. Niektóre motywy - niby autoironicznie - ale coraz bardziej rozpaczliwie wracają w tym co mówię. Czasem bardziej skupiam się na nieprzychylnym cenzurowaniu wypowiadanego, a czasem w ogóle nie jestem zainteresowana swoim stanowiskiem. A teraz zastanawiam się, po chu zaczęłam to pisać. Zmętniał mi mózg przedwcześnie od nadmiaru alku, czy po prostu ze starości. Bo, że ślepnę, to boleśnie udowodnione.
Obserwuj wątek
    • olga_w_ogrodzie Re: po nico 25.06.11, 20:09
      a za czasów dawniejszych tak nie miałaś ?
      kończyłaś składnie bez dygresji ?
      • chamalla Re: po nico 25.06.11, 22:53
        nie zacinałam się przynajmniej
        • u.nick Re: po nico 26.06.11, 00:31
          a ja znam i wiem o co chodzi
          pomijając (ukrywany przeze mnie fakt) ,że bywałam mistrzynią dygresji z mega trudnym powrotem do głównego nurtu, masakra

          dziwne ale da się trwać , nawet wrażenie sprawiać

          siebie zadowolić - niemożliwe
          • chamalla Re: po nico 26.06.11, 12:30
            Więc wczoraj, w godzinach popołudniowo-wieczornych, udałam się na zawody lekkoatletyczne - Memoriał Kusocińskiego na stadionie im. Wiesława Maniaka, a wszystko w Szczecinie, na Litewskiej.

            Już od wejścia wspaniali ludzie, smukli, napięci jak struny; zawodnicy. Publika w normie średnio średniej, nie chuda, nie gruba, ale zadowolona. Ale sportowcy: widać było, że oni w robocie - życie na walizkach, jakieś miasta widziane od strony bieżni, budowanie formy na największą roczną imprezę, ot, przystanek. Najpiękniejsze ciała damskie w konkurencjach skokowych: w dal i o tyczce. Te drugie zwłaszcza zwarte, twarde, prawie groźne. Sprinterki też cudne, że au. To dzieciaki w sporej części były, więc jeszcze nierozbudowane, czy przepakowane (pamięta ktoś przemianę Żanny Pintusewicz?). Panowie - czterystumetrowcy i ci, co o tyczce. Ależ ja się napatrzyłam. A pośród tych wypracowanych, pozbawionych tłuszczu istot najcieplejsze wrażenie zrobiły młociarki, kulomioci, dyskobole. Towarzystwo zgrane, wyluzowane. Ogromny Majewski (kula) jak na pikniku, wyściskał Małachowskiego (rzut dyskiem), gdy ten w pierwszym rzucie zapewnił sobie zwycięstwo. Wygrali zresztą obydwaj. Oni tam wszyscy krążyli wokół rzutni, wymieniali uwagi, kibicowali sobie nawzajem. Anicie Włodarczyk nie udało się wygrać (wraca po kontuzji), ale za to zaprezentowała się bojowo i z gracją. Byli rodzice Kamili Skolimowskiej. Dostali większe brawa niż dekorowana przez nich zwyciężczyni rzutu młotem.

            Kiedyś oglądałam całkiem sporo lekkiej atletyki. Od trzech - czterech lat jakoś mi się odechciało. Za to niesamowitą frajdę miałam patrząc na nieco dawniejszych naszych reprezentantów: Pawła Januszewskiego (pośród organizatorów), Pawła Czapiewskiego, Tomka Czubaka (dekorowali), Lidię Chojecką (trochę bez formy, ale wciąż na bieżni). No i Swietłana Fieofanowa (mniej nasza, ale jaka mistrzyni!). Ja nie mogę. Oni naprawdę istnieją :-)

            O tyczkarkach jeszcze dwa słowa - zatopione w sobie, wyobcowane, skupione. Fieofanowa wygrała swobodnie, druga, Anna Rogowska (napisałam najpierw Ania, ale z niej taka Ania, jak ze mnie słoneczko), a naszej, szczecińskiej zawodniczce - Monice Pyrek - udało się osiągnąć minimum na mistrzostwa. Jezu. Ale ona jest nerwowa. Aż by się chciało jakoś pomóc, uspokoić. Ale fetowana była wyjątkowo.

            Babiarz jest chudy jak szczapa i lekko gapowaty (zapowiedział start, a potem doprowadził do zwycięstwa zawodnika, który w ogóle nie wystartował). Inny dziennikarz, który był konferansjerem na płycie, a którego nazwiska nie pamiętam i nie zamierzam się uczyć, wciskał kolejne dekoracje w momencie najciekawszych wydarzeń w konkurencjach technicznych. A kiedy zaprezentował swoją znajomość rosyjskiego w rozmowie z jedną ze zwyciężczyń z kraju dużego brata, o mało nie weszłam pod krzesełko. Ze wstydu („Ja byłem uczniem piątej klasy technikum jakiegoś tam” ~ ucziennikam piatowo kłasa).

            Była też Złota Ela Krzesińska (wygrała igrzyska w 1956). Takie dumne poczucie ciągłości, tradycji. Bardzo wesoło zresztą kwitowane widokiem panów sędziów-działaczy z wielkimi brzuchami, w słusznym wieku, o wzroku przytępionym na tyle, że pomiarów dokonywali prawie leżąc, a podnoszenie kuli, czy młota (skłon) wydawało się przekraczać ich możliwości (a już na pewno codzienną aktywność).

            Było fajnie.
            • damakier1 Re: po nico 26.06.11, 13:13
              Jak może ktoś, kto skarży się na niemozność skupienia i popadanie w niekontrolowane dygresje napisać tak sugestywną, plastyczną i zwartą relację? Tak pieknie opowiedziałaś, że choć się sportowymi zawodami niespecjalnie interesuję, aż mi się żal zrobiło, że tam nie byłam. No to przynajmniej sprawdziłam, gdzie jest ten stadion i okazało się, że całkiem blisko mnie. Może się kiedy przy okazji spaceru z Wronką wybiorę?
              • olga_w_ogrodzie Re: po nico 26.06.11, 15:24
                się zgadzam, Damo, z Tobą.
                świetnie napisane.
                jasno, z działaniem na wyobraźnię i latania na boki dygresyjne i od rzeczy, to ja nie dostrzegam.
                • chamalla Re: po nico 27.06.11, 12:20
                  Damo, Olgo, pierwszy post o mówieniu. Pisanie, leniwe niedzielne, kiedy jest czas na przeczytanie akapitu (o ile nie straci się zainteresowania w połowie) da się ułożyć w miarę logicznie.

                  Może właśnie to cała tajemnica. Moja praca mnie nudzi, to i wykonuję ją na jałowym biegu. A stąd do doskonałej bezmyślności i blekautów niedaleko. Zresztą, wszystko co się da, załatwiam w wersji pisemnej. Prawdziwy ze mnie koszmar obywatela. I współpracownika.

                  Nauczyłam się zawodowo funkcjonować z zacinaniem się - to nie tak, że to zupełna nowość. Dawniej nerwowo mocniej i też po swojemu - gorączkowo i chaotycznie. A teraz nie dość, że trudniej się zresetować (pomaga przymknięcie oczu), to pierwszy stop pojawia się po dwóch słowach.

                  A na zawody warto iść - sport nie musi specjalnie interesować. Można zobaczyć jak się to naprawdę odbywa, można powampirzyć na emocjach tłumu, poobserwować współbraci kibiców. I widok z trybuny głównej nieziemski, albo raczej niemiejski - na las i Wzgórza Warszewskie.

                  Uderzyło mnie, że większość publiki była doskonale obeznana - ze startującymi, zasadami, kalendarzem lekkoatletycznym (podsłuchiwałam). Były i rodziny, i emerytki. Wielu tatków z kilkuletnimi brzdącami. Tłumaczyli, pokazywali, niektórzy przepytywali: "A 1500 metrów to ile stadionów?". Były też rzucające kurwami i kopiące w krzesełka małolaty.

                  Szkoda tylko, że ten myting nie nasz jest, tylko warszawski na gościnnych występach. Stolica ma tyle imprez, że Kusocińskiego olała. Poza tym nie mają porządnego obiektu. Może w przyszłym roku też będzie u nas - wtedy Damę zachęcam. A Olgę, kiedy impreza wróci do Warszawy.
                  • damakier1 Re: po nico 27.06.11, 21:46
                    Chamallo, najważniejsze, co chciałam powiedzieć i co powtórzę raz jeszcze to to, że piękny kawałek tekstu nam podarowałaś i że nielada talentu trzeba by taki tekst napisać.
                    Że na zawody iść warto nie wątpię, nawet pare razy byłam, ale na Wzgórza Warszewskie raczej popatrzę przy okazji długiego spaceru.
            • ex.mila Ładne to 26.06.11, 15:44
              aż sobie komentarz do codzienności bi.gazeta.pl/im/1/9845/m9845861.mp3 wyłączyłam, żeby drugi raz przeczytać uważniej.

              A poza tym u mnie sportowcy wzbudzają podobny podziw i szacunek. Nie tylko lekkoatleci, ale oni są wyjątkowo zachwycający - szczególnie skoczkinie wzwyż są niewiarygodne. To jakiś inny, ulepszony gatunek kobiet. Blanka Vlasic na pewno nie pochodzi z naszej planety. Pięknie ich opisałaś. Dzięki.
              • chamalla Re: Ładne to 27.06.11, 12:33
                www.wanghutner.com/pics/kajsa_bergqvist/atl_kajsabergqvist03.jpg
                A ja lubię Kajsę Bergqvist. Ona pośród tych długich pań taka normalna. A tak im prała siedzenia.
                • ex.mila Re: Ładne to 28.06.11, 18:00
                  chamalla napisała:

                  > www.wanghutner.com/pics/kajsa_bergqvist/atl_kajsabergqvist03.jpg
                  > A ja lubię Kajsę Bergqvist. Ona pośród tych długich pań taka normalna. A tak im
                  > prała siedzenia.
                  >
                  a ja toczę zacięte boje na forum jednym sportowym - na temat czy panie powinny zarabiac tyle samo co panowie.

                  nie podam adresu bo przyjdzie za mną troll jeden z drugim i się wyrzyga publicznie.

                  wolę sobie i pozostałym forumowiczom oszczędzić
            • ave.duce Eh... 28.06.11, 16:58
              doskonałe pióro :)
    • kefirka.de Re: po nico 28.06.11, 22:45
      Dygresje i zacinanie się to też moje. Od zawsze. Gdy już nieco dojrzałam, nauczyłam się śmiać z tego w prywatnych kontaktach i przestało przeszkadzać. Za to służbowo trzeba było zawsze być zwartą. Jakoś wyćwiczyłam umiejętność zacierania śladów resetu mózgowego. Strasznie dużo energii na to zużywałam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka