olga_w_ogrodzie
09.12.11, 18:45
czekałam i się denerwowałam, że nie przychodzi powiadomienie o komisji ZUS.
przyszło i znów się denerwuję pójściem tam moim.
dodatkowo, zawsze łaziłam tam z kimś dla podparcia, a teraz zamiaruję, w ramach ćwiczenia, sama się tam dotargać.
i jest to kolejny powód do przygnębienia - nerwy te, choć doktor i t. przekonywali, że nie ma powodów do stresu, bo jest jak jest i fakty mówią za siebie.
na dodatek komisja tegoż dnia, gdy miałam termin sesji.
a kolejna dopiero po świętach i wcale nie wiadomo jak to będzie od roku nowego.
myślałam, że się jeszcze przed komisją tą wesprę u t. i uzbroję jakoś, a tu się samej trzeba zbroić, gdy sił raczej na zbrojenie brak i wciąż resztki wyciekają.
no i czy uda się potem z pracą ?
a jeśli się uda to, czy nie będzie tak, jak wtedy, gdy lekarz sam, bez porozumienia, do naczelnego zadzwonił i powiedział, że mają za nic nie naciskać, bym z L4 rezygnowała i robót żadnych nie wrzucać, gdym na zwolnieniu, ponieważ nie wolno mnie niepokoić dodatkowo.
no to wywalili za "przedłużającą się, usprawiedliwioną nieobecność."
jak się nie uda i tu, i tam, i ówdzie, no to już raczej po mnie.