plumpo
25.10.12, 16:23
Na poczcie i to nie na poczcie takiej urzedowej, tylko uslugi prywatnego, ktory wzial w ajencje, sceny filmowe.
Facet chcial cos zaplacic i pyta czy sa dlugoisy do wypelnienia druku. Baba podniosla glos, ze ona ma swoj dlugopis, a reszte ktos zabral i ona swojego sie trzyma i tutaj przy okienku jest jeden na drucie. Nie wiadomo czemu byl on na podescie wysokosci pol metra. Facet musial skulony wypelniac druczek pod okienkiem i ledwo mu jeszcze dlugopis siegal na tym drucie. Wygladalo to jak skrzyzowanie Miauczyńskiego kleczacego pod niska budka telefoniczną, i barem w Misiu, gdzie na lancuchu byly lyzki.
Facet wypelnial strasznie dlugo i raptem sie pyta czy nie ma jakies tekturki czy czegos tam. Baba znow gembe rozwarla, ze on to ma wypelnic i mu sie to z niczym nie gryzie, i ze on to dla siebie robi, zeby pozniej mial kwit ze wplacil. Facet powiedzial : aha i przyjal pozycje kleczaca pod okienkiem i dalej gryzmoli. Po 10 minutach facet wstal i daje kwit babie z okienka. A ta do niego z gemba : Co mi pan tu daje, gdzie ja mam zaplacic? Gdzie konto? Gdzie mam wplacac, panie pierwszy raz pan przelew robisz?
Biedak, troche sie spocil i mowi ze tu jest numer konta. A ta z gemba : Tu to konto jest zwrotu jakby pan podatek placil, tu sie wpisuje.
Facet znow przyjal pozycje kleczaca.