Dodaj do ulubionych

pomagacie?

03.10.08, 11:21
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=85354730
w ulicy, w autobusie, w sklepie

ja nie
nie wiem co co jest najwazniejszym powodem.
bardze boję sie krwi "obcych" ludzi. to znaczy ogolnie nie lubie
patrzec na skaleczenia, ale gdy widze, ze ktos obcy krwawi, to
autentycznie boję się, ze przypadkiem dotknę tej krwi, i bedzie ze
mną niedobrze.
drugi powod jest taki, ze z pierwszej pomocy naprawde jestem
zielona.
trzeci to fakt, ze podchodzac do takiej osoby bierze sie za nią
odpowiedzialnosc. i trzeba byc spokojnym, opanowanym, czesto bardzo
cierpliwym. w mojej glowie urasta to do naprawde duzego problemu.

generalnie schemat mam taki, ze gdy widzę jakikolwiek wy/upadek to
strasznie sie spinam, staję, zaczynam sie "modlic", zeby pojawila
sie osoba, ktora podejmie sie pomocy,
żebym to ja nie musiala byc tą osobą,
a gdy ktos taki sie znajdzie to odwracam sie i z szarym sumieniem
odchodzę.
Obserwuj wątek
    • jak_mi_sie_nic_nie_chce Re: pomagacie? 03.10.08, 11:28
      odpowiedzialnosc bierze lekarz. nikt inny nie odpowiada, odpowiada sie za nie
      udzielenie pomocy.
      • nienill Re: pomagacie? 03.10.08, 12:16
        jak_mi_sie_nic_nie_chce napisał:

        > odpowiedzialnosc bierze lekarz. nikt inny nie odpowiada, odpowiada
        sie za nie
        > udzielenie pomocy.
        technicznie tak
        i co z tego
        glowka wie swoje


        jeszcze nie nie mialam takiej sytuacji, zeby ktos inny sie nie
        wyrwal. nie sadze, ze wtedy ja takze bym odeszla.
        chociaz jak sobie przypomne jednego faceta, ktory dostal na ulicy
        ataku padaczki...

        nie wiem, czy nie jestem zlym czlowiekiem, czy tylko boje sie do
        tego przyznac.
        • jak_mi_sie_nic_nie_chce Re: pomagacie? 03.10.08, 12:21
          > technicznie tak
          > i co z tego
          > glowka wie swoje

          o ile mniej byloby nieszczesc na swiecie gdyby niektorym meta nie mylila sie ze
          startem
          • nienill Re: pomagacie? 03.10.08, 12:23
            jak_mi_sie_nic_nie_chce napisał:

            > > technicznie tak
            > > i co z tego
            > > glowka wie swoje
            >
            > o ile mniej byloby nieszczesc na swiecie gdyby niektorym meta nie
            mylila sie ze
            > startem
            mozesz rozwinac?
            • jak_mi_sie_nic_nie_chce Re: pomagacie? 04.10.08, 08:35
              nadmierna odpowiedzialnosc to jak przekonanie ze wszystko sie powinno umiec
              odrazu, bez nauki, bo jesli nie to jest sie winnym. to lęk przed ocena nadmierny
              jakto u fobika spolecznego.

              • nienill Re: pomagacie? 04.10.08, 10:11
                dzięki
    • lucyna_n Re: pomagacie? 03.10.08, 12:02
      nie mialam okazji, kiedyś tylko raz pan ktory u nas coś naprawiał przeciął się
      jakimś narzędziem w rękę, piłą czy czymś to mu obandażowalam, a tak na ulicy to
      jakoś nie, pewnie dlatego że przeważnei siedzę w domu.
      regularnie za to bandażuję i leczę ranną nogę mojego męża.
      nie boję się cudzej krwi, skalpela, tylko nie lubię jak mi coś robią.
      • aidka Re: pomagacie? 03.10.08, 13:59
        ja pomagam.
        gdy się coś złego dzieje wstępuje jakiś demon we mnie, którego na
        codzień nie znam.
        wtedy już nie jestem niepewna siebie, nieśmiała i roztelepana.
        mimo, iż brzydzę się krwi, niedobrze mi jest, to , w sytuacjach dla
        kogoś podbramkowych,
        kompletnie o tym nie myślę, mija mi.
        zachowuję się jak nakręcona - niby w środku mnie telepie, ale
        wyglądam jak bardzo opanowana osoba, która wie, co robić.
        kiedyś pijany kochanek mojej matki rzucił w nią słoikiem z czarną
        olejną farbą i szkło bardzo głęboko rozcięło jej nogę.
        miałam 13 czy 14 lat. on nie reagował, a z mamy nogi krew się
        strugami lała pomieszana z farbą.
        całkiem sama zorganizowałam rozumną akcję ratunkową i, jak się
        okazało, profesjonalnie zabezpieczyłam ranę.
        albo kiedyś w kościele jedna dziewczynka dostała ataku padaczki.
        tłum ludzi nas otaczał, ale nikt na pomoc nie skoczył.
        a ja też ani chwili się nie zastanawiałam.
        u mnie to zwyczajnie instynkt działa, dostaję kopa adrenalinowego i
        dopiero po akcji jest mi słabo i ledwo żyję.
        • nienill Re: pomagacie? 03.10.08, 15:05
          jak moja matka.
          ta moja skrajnosc juz mi sie bardziej podoba


          a moze to nie jest skrajnosc?
    • mskaiq Re: pomagacie? 03.10.08, 13:22
      Wcale nie musisz bandazowac albo udzielac pierwszej pomocy, kiedy
      nie umiesz albo sie boisz. Mozesz za to zawsze zadzwonic po pomoc.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • dolor Re: pomagacie? 03.10.08, 13:31
        Plus poszukać kogoś, kto umie i lubi bandażować. Rację masz, ale w tym wątku
        było inne pytanie, czy ty pomagasz.
        Ja staram się jak mogę nie robić tego osobiście. Może się kiedyś nauczę, ale na
        razie jestem jak zobojętniałe 90% społeczeństwa.
        • nienill Re: pomagacie? 03.10.08, 14:51
          dolor napisał:

          > Ja staram się jak mogę nie robić tego osobiście.
          no wlasnie
          spychologia
          • dolor Re: pomagacie? 03.10.08, 14:57
            A czemu miałbym pomagać każdemu we wszystkim?
            • nienill Re: pomagacie? 03.10.08, 15:04
              dolor napisał:

              > A czemu miałbym pomagać każdemu we wszystkim?
              nie kazdemu we wszystkim, tylko czlowiekowi w naglej potrzebie ;p
              • dolor Re: pomagacie? 03.10.08, 15:20
                :)nagłych potrzeb są tysiące rodzajów, najczęściej to przydatne by było jakieś
                karate. No i chyba pływanie. Na bezludnej wyspie pewnie bym się starał
                osobiście, choć też bym nie musiał. Zwykle wystarcza telefon. W razie
                konieczności, to coś tam potrafię, ale jedyny przypadek, przy jakim byłem, to
                gość z głową rozwaloną butelką, jakiś krwotok tętniczy, ktoś rzucił się do
                ratowania wcześniej, ale to łatwe nie jest, na szczęście karetka przyjechała
                zanim się wykrwawił. Ale gdybym miał kłopoty z widokiem krwi i opanowaniem
                nerwów, nie martwiło by mnie, że jestem wśród 90% spychologów.
                • nienill Re: pomagacie? 03.10.08, 17:55
                  dolor napisał:

                  > Ale gdybym miał kłopoty z widokiem krwi i opanowaniem
                  > nerwów, nie martwiło by mnie, że jestem wśród 90% spychologów.
                  czyli najwyraźniej wszytko zaczyna sie od jednej rzeczy: ja nie
                  akceptuję tego, ze mam jakiekolwiek ograniczenia
                  • dolor Re: pomagacie? 03.10.08, 18:37
                    nienill napisała:

                    > czyli najwyraźniej wszytko zaczyna sie od jednej rzeczy: ja nie
                    > akceptuję tego, ze mam jakiekolwiek ograniczenia

                    To bardzo fajna cecha. Jeśli tylko nauczyć się dzięki temu ograniczenia
                    pokonywać, a nie tylko z ich powodu zadręczać, to do pozazdroszczenia. Mnie się
                    chce coraz mniej.
              • dolor strategia ofiary 03.10.08, 15:32
                Zdawszy sobie sprawę z tego, że prawdziwym wrogiem jest niepewność, ofiara może
                zapewnić sobie
                cudzą pomoc po prostu niepewność tę usuwając. Wyobraź sobie na przykład, że
                spędziłeś niedzielne
                popołudnie przysłuchując się koncertowi w parku. Gdy po skończonym koncercie
                ludzie zaczynają
                wychodzić zauważasz, że jedno z ramion jakoś dziwnie Ci ścierpło. Początkowo
                sądzisz, że to nic
                poważnego. Jednak podczas drogi na odległy parking czujesz, że ten dziwaczny
                niedowład rozlewa się
                wzdłuż całej ręki i przenosi się na jedną stronę twarzy. Zdezorientowany,
                decydujesz się przysiąc na
                chwilę pod drzewem. Wkrótce zdajesz sobie sprawę, że to jednak coś bardzo
                poważnego. Zmiana pozycji
                na siedzącą nie pomogła, w istocie twoja kontrola nad własnymi członkami jeszcze
                się pogorszyła i
                zaczynasz mieć trudności nawet z ruszaniem ustami przy mówieniu. Chcesz coś
                powiedzieć, ale nie
                możesz. Przez głowę przebiega Ci przerażająca myśl: „Boże, mam chyba wylew!"
                Przechodzące grupki
                ludzi nie zwracają na ciebie uwagi. Ci, którzy zauważają, jak opierasz się o
                drzewo z dziwnym wyrazem
                twarzy sprawdzają, jak na to reagują inni wokół nich. Ponieważ inni zachowują
                się tak, jakby Ciebie nie
                było, robią to samo w przekonaniu, że nie dzieje się nic złego.
                Znajdując się w takich opałach, co mógłbyś zrobić, aby zwiększyć szansę, że ktoś
                Ci jednak pomoże i to
                jak najszybciej, bo czas wyraźnie działa na Twoją niekorzyść? JeŜeli do końca
                stracisz panowanie nad
                własnym językiem, zanim zawezwiesz pomoc, Twoje szansę na jej uzyskanie
                drastycznie zmaleją. Trzeba
                więc natychmiast wzywać pomocy. W jaki sposób? Jęki, krzyki mogą nie wystarczyć,
                bo chociaż
                przyciągną do Ciebie uwagę, to nie przekażą przechodniom informacji, o co
                właściwie chodzi.
                Skoro same krzyki nie wystarczają, może powinieneś być bardziej precyzyjny -
                jasno poprosić o pomoc.
                Nie możesz pozwolić na to, aby przechodnie pozostali przy swoim przekonaniu, Ŝe
                nic groźnego się nie
                dzieje. Zawołaj: „Na pomoc!" i nie przejmuj się wywołanym zamieszaniem.
                Zawstydzenie jest w tej chwili
                Twoim wrogiem — jeŜeli myślisz, Ŝe masz wylew, to nie możesz sobie pozwolić na
                zastanawianie się, czy
                nie robisz za wiele zamieszania. Być może wybierasz między chwilowym
                zaambarasowaniem a paraliżem
                do końca życia!
                Jednak nawet wyraźne wołanie o pomoc nie jest taktyką najbardziej skuteczną.
                Choć nie pozostawia
                świadkom wątpliwości, Ŝe mają do czynienia z jakimś wypadkiem, nie usuwa innych
                wątpliwości, jakie
                mogą ich trapić. Jaki rodzaj pomocy jest potrzebny? Czy to ja mam jej udzielić,
                czy ktoś lepiej do tego
                kwalifikowany? Czy ktoś już się zwrócił o profesjonalną pomoc, czy ja to mam
                zrobić? Podczas gdy
                przechodnie, przyglądając się Tobie zmagają się z takimi problemami,
                bezpowrotnie ucieka czas, być
                może niezbędny dla Twojego przetrwania.
                Wyraźnie więc widać, Ŝe jako ofiara powinieneś uczynić coś więcej, niż tylko
                zawołać o pomoc, powinieneś
                także rozwiać wątpliwości co do tego, kto i w jaki sposób powinien pomocy
                udzielić. Jaka jest
                najskuteczniejsza droga do tego celu?
                Wielu wezwano, lecz tylko jeden powinien być wybrany
                Na podstawie dyskutowanych dotąd wyników badań radziłbym wskazać konkretną osobę
                z tłumu - patrząc
                jej w oczy zawołaj: „Pan w niebieskiej marynarce! Proszę, niech pan wezwie
                karetkę, potrzebuję pomocy!"
                To krótkie zdanie rozwieje wszelkie wątpliwości opóźniające pomoc i wyraźnie
                ustawi konkretną osobę w
                roli pomagającego. Osoba ta będzie wiedzieć, jaka pomoc jest potrzebna i że
                udzielić ma jej właśnie ona,
                a nie ktoś inny. Wszystkie naukowe dane sugerują, że skutkiem tego prostego
                zabiegu będzie szybka i
                skuteczna pomoc.
                Tak więc ogólnie rzecz biorąc, najlepszą Twoją strategią jako ofiary jest
                usunięcie niepewności
                otaczających Cię świadków co do Twojego stanu i ich odpowiedzialności. Winieneś
                być w swej prośbie tak
                precyzyjny, jak to tylko możliwe. Nie pozwól świadkom zdarzenia na wyciąganie
                własnych wniosków,
                zwłaszcza w tłumie, ponieważ reguła społecznego dowodu i zjawisko niewiedzy
                wielu może doprowadzić
                ich do zdefiniowania twojej sytuacji jako nie wymagającej ich działania. Z
                wszystkich opisywanych w tej
                książce technik nakłaniania innych do uległości, ta właśnie najbardziej warta
                jest zapamiętania. W końcu,
                nieskuteczność Twojej prośby w razie jakiegoś wypadku może doprowadzić do Twojej
                zguby!
                Niedawno miałem okazję uzyskać na ten temat informacje z pierwszej ręki. Zdarzył
                mi się dość poważny
                wypadek samochodowy. I ja, i drugi kierowca ponieśliśmy wyraźne obrażenia - on
                leżał nieprzytomny na
                kierownicy swojego samochodu, ja, zakrwawiony i na chwiejnych nogach, byłem w
                stanie wyjść ze swego.
                Wypadek zdarzył się na środku skrzyżowania, w zasięgu wzroku wielu kierowców,
                którzy zatrzymali się na
                światłach. Gdy klęczałem obok swego samochodu, światła zmieniły się i samochody
                poczęły z wolna
                ruszać ze skrzyżowania - kierowcy co prawda przyglądali się nam, ale Ŝaden się
                nie zatrzymał.
                Pamiętam swoją myśl „O nie, tylko nie to! Wszystko tak jak w badaniach, wszyscy
                przemykają obok".
                Jednak mając to szczęście, Ŝe o badaniach tych trochę się naczytałem,
                wiedziałem, co zrobić. Prostując
                się, aby być lepiej widzianym, wskazałem palcem na jeden z mijających mnie wolno
                samochodów:
                „Proszę, niech pan zadzwoni po policję" i wciąż wskazując palcem, poprosiłem
                dwoje następnych
                kierowców: „Proszę się zatrzymać, potrzebujemy pomocy!" Ludzie ci zareagowali
                bez wahania.
                Natychmiast wezwali karetkę i policję, wytarli krew z mojej twarzy, podłożyli mi
                pod głowę jakąś marynarkę,
                zaproponowali, że zeznawać będą jako świadkowie wypadku, a jeden z nich chciał
                nawet podwieźć mnie
                do najbliższego szpitala.
                Pomoc ta okazała się nie tylko natychmiastowa i skuteczna, ale również
                zaraźliwa. Gdy kierowcy z
                przeciwnego kierunku jazdy zobaczyli, że ktoś udziela mi pomocy, sami zatrzymali
                się udzielając pomocy
                drugiej ofierze wypadku. Reguła dowodu społecznego zaczęła więc teraz pracować
                na naszą korzyść.
                Problem polegał na wywołaniu efektu śnieżnej kuli toczącej się w kierunku
                udzielania pomocy. Gdy już
                udało się to osiągnąć, mogłem się zrelaksować na tyle, na ile było to możliwe w
                tej sytuacji i pozwolić, by
                autentyczna troska nieznajomych świadków i automatyzm reguły dowodu społecznego
                dokończyły dzieła.
                "Cialdini" Wywieranie wpływu na ludzi.
                • nienill Re: strategia ofiary 03.10.08, 18:21
                  dzieki


                  podobno gdy zostanie sie napadnietym np. w bloku, to nie nalezy
                  krzyczec "pomocy!", bo ludzie sie boja i nikt nie przybiegnie, tylko
                  np. "pożar!"

                  fajny jest ten swiat
                  • dolor Re: strategia ofiary 03.10.08, 18:33
                    Podobno, ale bardziej się przydaje: pan spod 112, proszę zadzwonić na policję.
                    No chyba, że nie masz już zębów.
    • carla.bruni Re: pomagacie? 03.10.08, 13:41
      jak widzisz wypadek to pierwsze co to wzywasz pogotowie. jak nie masz zielonego
      pojecia jak tej osobie pomoc to lepiej tylko wezwac i czekac az sie pojawi (choc
      w naszym kraju mozna czekac i czekac na to pogotowie). wezwanie pogotowia, czy
      strazy to juz jest okazanie pomocy. pozwiam serdecznie.
      • dolor Re: pomagacie? 03.10.08, 13:47
        :)Też nie odpowiedziałaś, tylko udzieliłaś porady. Szkoła serdecznych pozdrowień.
        • carla.bruni Re: pomagacie? 04.10.08, 13:10
          dolor napisał:

          > :)Też nie odpowiedziałaś, tylko udzieliłaś porady. Szkoła serdecznych pozdrowie
          > ń.
          pomagam w ten spoisob prawie codziennie. nie mam co prawda zbyt czesto przypadkow z zemdleniem, ale krew i ciertpienie widze czesto. jestem fizjoterapoeutka. szkola serdecznytch pozdrowien:). pozdrawiam serdecznie:).
        • carla.bruni Re: pomagacie? 04.10.08, 13:12
          dolor napisał:

          > :)Też nie odpowiedziałaś, tylko udzieliłaś porady. Szkoła serdecznych pozdrowie
          > ń.
          i jeszcze dodam - kiedys widzialam jak ktos mial atak padaczki. podlozylam mu torbe pod glowe. to juz byla pomoc. szczeki nie udalo mi sie otworzyc aby jezyk zablokowac. zreszta teraz sie juzx tego nie robi. to stara szkola:).
      • nienill Re: pomagacie? 03.10.08, 14:57
        carla.bruni napisała:

        > jak widzisz wypadek to pierwsze co to wzywasz pogotowie.
        do pani, ktorej jest goraco i slabo tez od razu mam pogotowie
        wzywac?

        cho
        > c
        > w naszym kraju mozna czekac i czekac na to pogotowie).
        w naszym kraju placi sie za "niepotrzebne" wezwanie karetki.
        a ja znam definicję taką, ze karetka jest "niepotrzebna", np. jesli
        chory jest sam w domu, wije sie z bolu od kilku godzin, ale dzwoni
        po pomoc samodzielnie, wiec to oznacza, ze jest takze w stanie
        przyczolgac sie do szpitala polozonego dwa kilometry dalej
    • dolor dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 15:54
      Zmieniając nieco pytanie, czy prosicie o pomoc? Bo ja mam wrażenie, że wolałbym
      sobie skonać w jakimś kąciku, do końca zapewniając, że wszystko w porządku, niż
      kogoś o ratunek poprosić.
      • aidka Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 17:43
        mnie na terapii terapeutka wciąż pytała o to, a współpacjenci zawsze
        stawiali zarzut, że nie umiem i nie chcę prosić o pomoc.
      • nienill Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 18:07
        rodzine potrafie eksploatowac, nawet za bardzo.
        osoby, ktore bardzo lubie, potrafie poprosic o pomoc, ale dosc
        ciezko mi to przychodzi i potem mam wyrzuty sumienia.
        a jesli chodzi o roznego rodzaju "obcych", to w tym przypadku mam
        najmniej zahamowan
      • nienill Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 18:08
        a gdybys poprosil to co by sie stalo?
        • dolor Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 18:43
          Poczułbym, że sobie nie radzę sam, nie lubię tego uczucia nawet, gdy to prawda.
          I nie znoszę komuś czegoś zawdzięczać, wymiana - tak, samo branie, irytujące.
          Wiem, że mądre to nie jest. Ale to dziwactwo może być szkodliwe najwyżej dla
          mnie. A i to tylko w wyjątkowych okolicznościach.
          • nienill Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 19:11
            > Wiem, że mądre to nie jest. Ale to dziwactwo może być szkodliwe
            najwyżej dla
            > mnie. A i to tylko w wyjątkowych okolicznościach.
            kiedys mi sie zdarzylo dowiedziec po fakcie, ze za scianą mialam
            taka konajaca osobę, ktora to stwierdzila, ze glowy mi nie bedzie
            zawracac, bo przeciez w nocy musze sie wyspac, a potem sama udawala,
            ze spi i tez mi glowy nie zawracala, bo przciez ja na zajecia musze
            isc.
            nie uwazam, ze ta sytuacja byla szkodliwa tylko dla niej,
            choc rzeczywiscie, to jej sprawa czy ma ochote poprosic o pomoc czy
            nie.
            • dolor Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 19:15
              No cóż, to w każdym razie powinna być sytuacja szkodliwa tylko dla niej samej.
              Obowiązek wzywania pomocy, to już byłaby przesada.
              • pillow7 Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 20:15
                Nie o obowiązek tu chodzi ale o przyzwolenie dane samemu sobie na poproszenie o
                pomoc , pewną umiejętność.
                Na drugim biegunie są ci,którzy wiecznie na kimś się uwieszają.
                Cynizm dobra rzecz ale nie wszystko znieczula
                • nienill Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 20:19
                  pillow7 napisała:

                  > Cynizm dobra rzecz ale nie wszystko znieczula
                  swiete slowa
                • dolor Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 20:28
                  A ja zastrzegam sobie prawo do tego, by nie musieć posiadać pewnych
                  umiejętności, dokąd kogoś tym nie krzywdzę. I naprawdę nie zacznę krzyczeć o
                  pomoc tylko dlatego, że jak nie zacznę, ktoś poczuje się niekomfortowo.
                  • pillow7 Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 20:35
                    tu raczej Twój komfort jest brany pod uwagę a nie publiczności, zdrowy egoizm
                    czy jakoś-tak ?
                    • dolor Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 21:04
                      Ja się bardziej komfortowo czuję nie prosząc. I nie zamierzam z tego powodu czuć
                      się niekomfortowo.
                      • pillow7 Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 21:26
                        ale jakbyś zmienił zamiar to ...
                        • dolor Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 22:07
                          To zajęczę.
      • lucyna_n Re: dajecie sobie pomóc? 03.10.08, 18:17
        w pewnym momencie poprosiłam rodzinę (siostry), ale nikt nie potraktował tego
        serio i mnie olano.
      • carla.bruni Re: dajecie sobie pomóc? 04.10.08, 17:51
        dolor napisał:

        > Zmieniając nieco pytanie, czy prosicie o pomoc? Bo ja mam wrażenie, że wolałbym
        > sobie skonać w jakimś kąciku, do końca zapewniając, że wszystko w porządku, niż
        > kogoś o ratunek poprosić.
        tak. czasem prosze o pomoc. nie wstydze sue tego, bo wiem tez, ze wiele ludziom daje i ludzie chetnie mi pomagaja. jak pisze na forum, ze jest mi chujowo:), to tez wiele pomocy dostaje.pozdrawiam serdecznie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka