madau
08.10.08, 14:47
Kochani, dziekuje!
Nie spodziewalam sie ze rozpeta sie z mojego powodu taka burza, mam
wrazenie ze wywolalam wiele klotni...
Po pierwsze chcialam Was powiadomic ze wyszlam na wlasna
odpowiedzialnosc - dlatego ze w moim szpitalu nie bylo miejsc na OZ
a na pogotowiu mozna bylo zostac tylko 48 godzin. Chcieli mnie wziac
do dosc surowego psychiatryka - nie dalam sie. Obiecalam ze bede na
siebie uwazac czekajac az w moim szpitalu zwolni sie miejsce.
Po drugie: jestem schizofrenikiem i chyba jakos niepasuje do Waszego
forum - ale lubie tu bywac, wyzalic sie, pozartowac. Lubie Wasz
klimat bez cenzury. Niestety u mnie tak jest ze nawet najmniejsze
emocje moga wywolac atak delirium - dobrze ze tym razem skonczylo
sie na kilkugodzinnej amnezji.
Czytalam caly dlugi watek, owszem Asia latravia sie uniosla, ja bym
tak nie zareagowala, chociaz w sumie sie nie dziwie bo przeciez
czlowiek jest bezbronny wobec mojej choroby - moze sie wsciec na
przyklad na to ze nic nie moze zrobic - i wyladowac sie na necie...
Po trzecie do Maska mam wielki zal ale nie obwiniam go. Zdaje sobie
sprawe ze wystarczy slowo gdy jestem w zlym stanie - i rozpoczyna
sie atak. Zal jednak pozostanie, chocby dlatego ze mimo moich prosb,
wpajal we mnie poczucie winy coraz perfidniej i okrutniej. Wiedzac
ze jestem na skraju nie omieszal dodac ze "ludzie z forum
schizofrenia bede miec oni rowniez poczucie winy ze pili z osoba
uzalezniona". Picie oczywiscie sprowadzalo sie do wesolego dialogu
niekoniecznie alkoholowego. Za swinstwo uwazam tez przytaszczenie
tutaj mojego watku z Uzaleznien. Uzalezniona nie jestem, szukalam
jedynie wsparcia, myslac, ze moze latwiej przed sama soba mi sie
bedzie przyznac iz jestem alkoholiczka a nie schizofreniczka o
sklonnosci do pananoi.
Dlatego mam zal do Maska. Dlatego tez wpisalam go na
liste "nieprzyjaciol" i nie oczekuje od niego jakichkolwiek rad.
Po czwarte: milo mi poznac Euforyka, opowiesci, bardzo mile zreszta
o nim znalam jedynie z opisow innych. Nie przyszloby mi do glowy ze
pisze pod innymi nickami.
Co do garsoniery... hmmm, fakt zabrzmialo to metafizycznie. Ja chyba
teraz bym to tak odebrala. Ale bedac humanistka nie moge sie
powtrzymac zeby pewnych rzeczy nie sprostowac: garsonière z
francuskiego zostala przekalkowana do naszego jezyka dokladnie, z
zachowaniem nawet rodzaju zenskiego - kawalerka. Czyli kacik
kawalera. Kilkadziesiac lat temu we Francji kobiety w kawalerkach
nie mieszkaly. Bogate mialy dom a biedne gniezdzily sie na strychach
w rodzaju "chambre de bonne" czyli pokoj sluzacej. Pozniej,
francuska garsoniera obejmowala niemal wylacznie bogato urzadzone
pokoje dla bogatych zameznych panow ktorzy przyjmowali w niej
niebogate panny. Rozumie sie samo przez sie;)
Do tej pory slowo ma aspekt pejoratywny.
Wymyslono wiec nowe slowo: "studio" okreslajace jednopokojowe
mieszkanko z lazienka.
A ja tylko dodam ze moje cudowne male mieszkanko ma dwa pokoje! Z
chlopakiem mieszkam;), inaczej za pensje inwalidzka prawdopodobnie
mieszkalabym w pokoiku sluzacej bez lazienki.
No i najwazniejsze: DZIEKUJE! DZIEKUJE, za wszystkie cieple slowa,
za obrone, jestescie niesamowici! Nie ma co, net jest jednak fajny :)
pozdrawiam cieplutko
mada