olga_w_ogrodzie
28.07.09, 02:09
siedział na swoim wózku,
chudziutki bardzo,
blady,
mówi z trudnością - dużo uwagi trzeba, by zrozumieć,
nawet mięśnie poruszające gałkami ocznymi sa tak słabe,
że bardzo trudno spojrzeć mu w czyjeś oczy prosto.
a jedno oko z krwawym wylewem na białku - jeszcze się nie wie czemu.
ale, gdy się weszło nogi jednak otaksował.
się mu udało.
się uśmiechnął i piękny to uśmiech był.
nikt do niego nie przychodzi.
matka tylko z jedzeniem.
ona mówi, że on tylko egzystuje.
że umrze niedługo i się ona z tym pogodziła.
że on powoli godzi się też, ale się mi nie wydaje, by to prawda była.
się ucieszył, gdy zauważyło się, że spod koszulki wystaje kawałek
tatuażu.
się pokazało swój, a on odwinął koszulkę
i dumny demonstrował wytatuowane na zapadłej klatce, gdy zapadłą
jeszcze nie była - wytatuowaną nagą kobietę, a po drugiej stronie
orła i miecz.
i jeszcze na łydce z boku inny tatuaż, i na ramieniu.
i się rozmowa potoczyła raźnie.
tj. ja raźnie, a on z wysiłkiem, powoli, ale mówił i się go
rozumiało.
nie było się skrępowaną ani ohydnie litościwą.
chusta rezerwy na ścianie rozpięta.
bardzo dumny, że w wojsku był :
- To obowiązek być patriotą i służyć ojczyźnie - powiedział z
przekonaniem i nic w tym nie było do śmiechu tak bardzo był szczery.
i zdjęcie jego do tej chusty przypięte w mundurze i berecie,
gdy zdrowy był jeszcze.
"veni, vidi, vici" - się głośno odczytało napis na chuście.
i równocześnie powtórzyliśmy : - Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem -
Juliusz Cezar".
- Syneczku, to nawet to pamiętasz - się matka ucieszyła.
ciągle sam w tym mieszkaniu.
przerywnikiem w jedynym, co może tj. oglądaniu telewizji,
są spacery z matką.
ale
ma komputer, tylko z internetu nie chce korzystać.
- Bo samemu mu się nie chce - matka wyjaśnia.
ale może mu trudno klikać,
a może za bardzo nie wie jak.
się poklika z nim.
się właśnie znalazło stronę i forum, gdzie rozmawiają inni chorzy.
się zarejestrowało.
następnym razem się mu pokaże tę i inne strony - takie niechorobowe.
się obiecało, że się przyjdzie.
i, że na spacer też.
a gdy wyszłyśmy matka: - I jak go odebrałaś ?
a ja : - Wiesz..., dobrze, że przed przyjściem tu, widziałam jego
zdjęcie, więc nie było zaskoczonego smutku, że aż tak szczuplutki.
się jej nie powiedziało, że było inne zaskoczenie - te jego
trudności z wzięciem do ręki kubka, z samodzielnym jedzeniem.
i te oczy takie błądzące...
a ona jeszcze : - Tak się cieszył, że o tatuażach mógł porozmawiać,
bo on je uwielbia. Dobrze, że masz tatuaż.
tak.
dobrze.
miał zniknąć w 2-3 lata.
ale minęło z 7 i nie znika.
się psioczyło, że tatuażystka oszukała.
dziś się radowało, że nie znikł.
ale teraz się myśli o tym chorym i smutno.
wyczytało się właśnie, że w tej chorobie
ważne bardzo, by wystrzegać się stresu i unikać stanów depresyjnych.
jakże trudno tego unikac takiej sytuacji.
ponoć własnie z depresji wyszedł.
się zastanawia, co tu wymyśleć, by, jeśli nie wesoły, to by był choć
spokojny, bez rozpaczy i zniechęcenia.