uotr
27.01.04, 11:34
Byly Starachowice, Pabianice, Bydgoszcz. Teraz szykuje sie nam Stargard.
Dzisiejsza Rzeczpospolita:
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040127/publicystyka/publicystyka_a
_1.html
Czyszczenie państwowej kasy
Szybciej od wynajętych firm starą ropę wybierali z terenu poradzieckiego
lotniska wiadrami okoliczni mieszkańcy. W pierwszych dwóch latach wydobyli 2
tys. metrów sześciennych. Tymczasem specjalistyczne firmy przez kolejne 9 lat
odpompowały zaledwie 1,6 tys. metrów sześciennych ropy, a prace pochłonęły 23
mln zł.
Jedna naukowa ekspertyza wystarczyła, by przez 10 lat skarb państwa wydał 23
mln zł na oczyszczanie z ropy terenu poradzieckiej bazy wojskowej w
Stargardzie Szczecińskim. Jak ustaliły "Rz" i RMF FM, wiele wskazuje na to,
że nigdy nie było to tak naprawdę potrzebne. Skarb państwa stracił ogromne
pieniądze. Zyskali na tym politycy SLD.
Poradziecka baza wojskowa z lotniskiem leży w Kluczewie, dzielnicy Stargardu.
Do początku lat 90. stacjonował tutaj radziecki pułk myśliwski. Rosjanie
zostawili po sobie duże ilości ropy pływającej pod powierzchnią ziemi. W 1993
roku Główny Inspektorat Ochrony Środowiska zlecił Wojskowej Akademii
Technicznej w Warszawie zbadanie stanu środowiska przy lotnisku. Tak powstała
ekspertyza, na podstawie której do dzisiaj trwa rekultywacja terenu.
Według jej autorów, WAT i współpracującej z nim kieleckiej firmy Exbud-
Hydrogeotechnika, Kluczewo było najbardziej skażonym obiektem poradzieckim w
Polsce. Eksperci zalecali natychmiastowe podjęcie działań, bo lotnisko
znajdowało się kilkanaście kilometrów od jeziora Miedwie, które jest głównym
zbiornikiem wody pitnej dla Szczecina. Istniało niebezpieczeństwo, że ropa
może go zanieczyścić. Miasto zwróciło się więc o dotacje państwowe na ten
cel - do różnych instytucji, głównie do Narodowego Funduszu Ochrony
Środowiska i Gospodarki Wodnej - i rozpoczęło wypompowywanie ropy spod ziemi.
Pracami zajmowało się kilka firm, od 1995 r. już tylko jedna - Exbud.
Po kilku latach, w lipcu 1999 roku, NFOŚ i GW postanowił sprawdzić, czy warto
dalej wydawać pieniądze na rekultywację. Zbadanie sprawy zlecił Państwowemu
Instytutowi Geologicznemu.
Wynik badań podważył opinię Wojskowej Akademii Technicznej i współpracującej
z nim kieleckiej firmy Exbud-Hydrogeotechnika. Specjaliści z Instytutu
stwierdzili, że ropa z lotniska może dotrzeć do jeziora Miedwie, ale
dopiero... za 800 lat. Jeżeli w ogóle dopłynie.
Z ich danych wynika też, że szybciej od wynajętych firm starą ropę wybierali
wiadrami okoliczni mieszkańcy. W pierwszych dwóch latach po opuszczeniu bazy
przez Rosjan wydobyli 2 tys. metrów sześciennych. Tymczasem specjalistyczne
firmy przez kolejne 9 lat odpompowały zaledwie 1,6 tys. metrów sześciennych
ropy, a prace pochłonęły 23 mln zł.
Pod koniec 1999 roku do badań skażenia przyłączyła się Politechnika
Szczecińska, a w kolejnym roku Politechnika Wrocławska. Obie uczelnie
stwierdziły, że prace są zbyt kosztowne. Politechnika Wrocławska wskazała na
drastyczny wzrost kosztów wydobycia metra sześciennego paliwa. O ile w latach
1995 - 1996 wynosił on 5 zł, o tyle w 1999 roku już 50 zł. Zdaniem uczelni,
doszło też do innych nieprawidłowości, np. podwójnego płacenia za te same
prace czy zawyżenia stawek
Mimo negatywnych opinii SLD-owskie władze Stargardu nie wstrzymały
kosztownych prac, za które płacił skarb państwa. Nie zareagowały też na
informacje o nadużyciach. - Miało się odbyć spotkanie stron z udziałem
Exbudu, aby zastanowić się, jak obniżyć koszty i uzyskać lepszy efekt - mówi
profesor Jerzy Zwoździak z Politechniki Wrocławskiej, autor ostatniego
raportu. - Ale nikt już więcej nie zadzwonił.
Próbę wstrzymania prac podjął jesienią 1999 roku wojewoda zachodniopomorski
Władysław Lisewski (AWS). - Po zapoznaniu się z ekspertyzami postanowiłem nie
zapłacić 900 tys. zł kolejnej raty. Od tej pory negatywnie opiniowałem
wnioski miasta do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska o kolejne pieniądze -
wspomina.
Rozpoczęła się wojna na dokumenty. Na początku 2000 roku władze Stargardu
złożyły skargę na wojewodę do rzecznika dyscypliny finansów publicznych MSWiA
oraz NIK. Wspomnianych 900 tys. zł nie odzyskały, ale udało im się załatwić
nowe dotacje. W 2001 roku - już po objęciu władzy przez koalicję SLD - UP -
PSL, prezydent Stargardu Kazimierz Nowicki ponownie próbował u wojewody
odzyskać straconą sumę. Bezskutecznie. Co ciekawe, nowym wicewojewodą został
wtedy Andrzej Durka (PSL), który znał ekspertyzy nakazujące wstrzymanie prac.
Nie powiedział jednak Nowickiemu, że dalsza rekultywacja nie ma sensu.
- Dzisiaj mogę mieć z tego powodu tylko wyrzuty sumienia - przyznaje.
Jak ustaliliśmy, urzędnicy tracili państwowe pieniądze także w inny sposób.
Władze Stargardu co kilka lat organizowały przetargi, które miały wyłonić
firmę do prowadzenia oczyszczania lotniska. Jak się okazuje, od 1995 roku
przetargi wygrywała tylko jedna firma - Exbud-Hydrogeotechnika. Ta sama,
która z Wojskową Akademią Techniczną przygotowała alarmujące raporty o
skażeniu grożącym jezioru Miedwie. Exbud wygrywał, mimo że proponował
identyczne usługi za znacznie wyższą cenę niż konkurencja. Łącznie w dwóch
przetargach miasto przepłaciło 8,2 mln zł.
Przetargi były prowadzone z rażącym naruszeniem prawa. Urząd Zamówień
Publicznych unieważnił jeden z nich aż trzykrotnie. Ale władze miasta i to
obróciły na korzyść Exbudu. Podniosły alarm, że dalsza zwłoka w wybraniu
wykonawcy grozi przerwaniem prac i skażeniem jeziora Miedwie, i wystąpiły do
Urzędu o pominięcie przetargu. Ten wydał zgodę. A miasto spokojnie mogło
podpisać kolejną umowę z Exbudem.
Ustaliliśmy, że Exbud wygrywał w dużej mierze dzięki działaniom ówczesnego
wiceprezydenta Jana Dąbrowskiego (SLD). To on określał kryteria przetargów, a
następnie, łamiąc własne ustalenia, dawał zaniżone oceny konkurentom Exbudu.
On też powoływał członków komisji przetargowej - wśród nich znalazł się m.in.
profesor Wojskowej Akademii Technicznej Andrzej Spychała, który był szefem
zespołu przygotowującego ekspertyzę dla miasta wskazującą na konieczność
rekultywacji.
Dzisiaj Dąbrowski wyjaśnia: - Wszelkie zasady obowiązujące podczas przetargów
zostały zachowane. I dodaje: - Proponowałbym tego tematu nie kontynuować.
Dlaczego prowadzono tak kosztowne prace mimo przeciwnych im ekspertyz? Wokół
lotniska powstała prawdziwa wspólnota interesów.
Zajęcie przy rekultywacji znalazł były wiceprezydent Ireneusz Jabłonka, który
był członkiem SLD-owskiego zarządu miasta. 1 października 1995 roku
zrezygnował ze stanowiska w magistracie, a miesiąc później został zatrudniony
w Exbudzie.
Rekultywacja zawsze miała największych sprzymierzeńców wśród polityków SLD.
Gdy w 1999 roku miasto, mimo kolejnych przetargów, nie mogło wybrać Exbudu,
do akcji interwencyjnej na rzecz wyboru firmy z wolnej ręki włączyli się -
śląc monity do Urzędu Zamówień Publicznych - ówczesny wiceprezydent Szczecina
Dariusz Wieczorek (SLD), dziś radny sejmiku, oraz ówczesny marszałek
województwa Zbigniew Zychowicz (SLD), dzisiaj senator RP.
Aktywnym orędownikiem rekultywacji, który wspierał Stargard w staraniach o
pieniądze na ten cel, był też poseł SLD Stanisław Kopeć. Wysyłał pisma do
premiera Jerzego Buzka, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz
Ministerstwa Skarbu Państwa.
Jak się okazało, także on skorzystał na rekultywacji. Od 2001 roku jest
właścicielem mieszkania na osiedlu przylegającym do lotniska. Według świadków
mieszkanie użytkuje firma Exbud-Hydrogeotechnika na cele biurowe.
Zapytaliśmy posła, czy dostawał pieniądze od Exbudu. Potwierdził. - Od
kwietnia 2001 r. lokal jest wynajmowany firmie Exbud-Hydrogeotechnika Kielce
za kwotę ok. 600 zł miesięcznie brutto - oświadczył nam poseł i zaznaczył: -
Fakt wynajmu jest zgłoszony w urzędzie skarbowym, a od