mc.org.pl
04.12.04, 15:35
Czym się różni Unia Wolności od Platformy Obywatelskiej?
Nie wiem, czy istnieje miejsce, w którym zadanie tego pytania brzmiałoby
bardziej absurdalnie niż w magazynie Unii Wolności (artykuł z Magazynu
CENTRUM - przyp. webmastera). Już bowiem samo jego czytanie dowodzi
niezbicie, że odpowiedź na nie nie tylko się zna, ale i recytuje bez
zająknięcia z pamięci po odbyciu serii spotkań towarzyskich z pytaniem "po co
ty w tej Unii ciągle jesteś?" w roli głównej. Dlatego pewnie samej by mi nie
przyszło do głowy, żeby temat różnic roztrząsać. Przyszło to natomiast do
głowy Agnieszce Sosnowskiej, która na forum listy dyskusyjnej "Młodego
Centrum" właśnie takie pytanie zadała, utrudniając je dodatkowo poprzez
prośbę o nie odwoływanie się do argumentów natury historyczno - personalnej
(bo i tak przecież wiadomo, że to unici są najuczciwsi i ogólnie
najwspanialsi). Z tego prostego pytania rozwinęła się ciekawa i burzliwa
dyskusja. Zainteresowanych odsyłam do archiwum listy dyskusyjnej MC a
tymczasem sama chciałabym przedstawić mój własny głos w dyskusji.
Po pierwsze, mam wrażenie - choć to żadna oryginalna myśl - że różnica między
UW a PO leży nie w treści programów, ale przede wszystkim w drodze
dochodzenia do nich. Różnią nas bowiem wartości i długofalowe cele, z których
owe programowe treści wynikają. Nie trzeba długo analizować wypowiedzi
polityków obu partii, żeby stwierdzić, że na poziomie operacyjnych decyzji
politycznych, mówimy podobnie. Jest to zresztą zapewne powód, dla którego
Agnieszka zadała swoje pytanie. Jednak jeżeli zastanowimy się, DLACZEGO
Bronisław Geremek mówi TAK dla Unii Europejskiej, a dlaczego podobne TAK mówi
Jan Rokita, różnice stają się wyraźniejsze. Otóż B. Geremek (tak przynajmniej
domniemuję) wierzy w ideę zjednoczonej Europy i w długofalową, dziejową
szansę Polski. Platforma zaś liczy, ile kilometrów autostrad wybudujemy za
unijne pieniądze w przyszłym roku. Podobne porównania można tworzyć w
przypadku wielu kwestii np. gospodarczych. Uogólniając różnicę między UW a PO
można by zamknąć w tezie, że UW wyprowadza swój program polityczny z pewnego
kodeksu wartości i długofalowych celów, podczas gdy PO z czysto
pragmatycznych przesłanek. Niejednokrotnie oczywiście różne przesłanki
prowadzą do podobnych wniosków, choć przecież nierzadko przy dyskusji nad
szczegółami konkretnych rozwiązań, stanowiska UW i PO się rozmijają (vide:
Konstytucja i podatek liniowy). Zupełnie inną sprawą jest natomiast ocena,
którą z tych dwóch przesłanek partia polityczna powinna się kierować... Choć
mnie, oczywiście, zawsze rozpiera duma, że moja partia zawsze myśli tak
propaństwowo.
Druga sprawa, która nas w moim mniemaniu różni, to autoidentyfikacja. Unici w
przeciwieństwie do PO (i pozosta łych partii zresztą też) nie definiują
swojej wspólnotowości poprzez cele ("chcemy zdobyć władzę i mieć z niej
korzyści"), tylko poprzez dosyć swoisty model tożsamości intelektualnej
("chcę być i działać razem z ludźmi, którzy myślą oraz wyznają podobne
wartości, co ja"). Opisywanie tych wspólnych wartości zajęłoby mi tu kolejne
kilka stron, więc nie ma większego sensu, zwłaszcza, że każdy niejako
intuicyjnie czuje, co mam na myśli (dodam tylko, że zaliczam do nich także
pewne sentymenty historyczne). Ta obserwacja i zarazem ta różnica jest
zresztą jedynym, przychodzącym mi do głowy wytłumaczeniem faktu, że partia
nasza się jeszcze nie rozpadła.
Trzecia różnica: Unia Wolności nie jest dla unitów - co oczywiste - partią
sukcesu, ale, co zdecydowanie mniej oczywiste w przypadku partii politycznej,
wcale im tak bardzo na tym nie zależy. Dla jasności: nie mam tu na myśli po
prostu dobrego wyniku wyborczego, ale coś znacznie szerszego: Sukces jest
podstawą identyfikacji PO (por. klipy wyborcze) podczas gdy dla UW w żadnym
wypadku nie odgrywa on takiej roli. Swoją drogą nie wróży to dobrze PO, bo
nie zawsze można odnosić sukces. Pytanie czy taki "stoicyzm" dobrze służy
nam, bo oprócz tego, że daje on siłę na przetrwanie porażek, to równocześnie
gasi entuzjazm walki o tenże sukces.
Różnica czwarta, ostatnia: Tutaj powtórzę moją ulubiona bajkę o Unii
Wolności, a mianowicie bajkę o dialogu, o spotkaniu liberałów, chadeków i
ludzi lewicy, którzy wciąż ze sobą dyskutując i się ze sobą nie zgadzając,
potrafili być w jednej partii i działać dla dobra Ojczyzny. Tych, którzy
bajkę już znają, przepraszam, ale dla mnie jest to naprawdę istotny wyróżnik.
Doprawdy nie w każdej partii możliwość otwartej dyskusji i prawdziwego
dialogu między ludźmi reprezentującymi różne światopoglądy, jest
oczywistością. W Unii Wolności możliwość ta była zawsze tak oczywista, że
trochę jej chyba nie doceniamy.
Takie są moje, bardzo subiektywne i bardzo nienaukowe różnice będące
równocześnie zapewne powodami dla których jestem w Unii Wolności. To swoją
drogą ciekawe i zastanawiające, dlaczego gdy zupełnie spontanicznie myślimy,
czym się Unia od Platformy różni, to nie przychodz ą do głowy proste hasła,
czy slogany, ale trzeba sięgać do mniej lub bardziej skomplikowanych
konceptów myślowych. Ciekawe, czy naszym wyborcom będzie się chciało tak
długo myśleć zanim postawią krzyżyk...
Kamila Łepkowska
15 września 2004 roku