Dodaj do ulubionych

Miś ma głos

28.08.05, 17:32
Rozmówki z Misiem

Przełęcz Solidarności

- Dzień dobry - powiedział grzecznie Miś.
Jak to Miś.
- Gdzie byłeś, jak cię nie było? - niby nie nazbyt odważnie zainteresował się
Autor.
- Na wakacjach - odpowiedział zgodnie z prawdą Miś.
- To witam cię wypoczętego - powitał Autor - w górach? - dopytał.
- Od nienormalności - a widząc zdziwioną minę dodał - nieważne, gdzie się
wypoczywa, ważne od czego.
- Aha, to ja nie wiedziałem - przyznał szczerze Autor - tyle przełęczy na świecie.
- Jak Solidarności - powiedział pozornie bez związku Miś.
Jak to Miś.
- A co przemianowano jakąś?
Ale Miś tylko podniósł łapkę:
- A na koniec taki zjazd...
- Przyznaję, pogubiłem się zupełnie - przyznał się Autor.
- Nie ty jeden, nie ty jeden - Miś wyraźnie nie miał zamiaru nikomu ułatwiać
życia.
- Ale nie pogubiłem się w ideałach - zaprzeczył Autor.
- A czy wiesz ty, czym charakteryzuje się prawdziwa przełęcz? - jakby w
nagrodę zapytał Miś.
- Widokami - bez namysłu odgadł Autor - w przenośni, perspektywami - odważnie
zmrużył oko.
- Widoki to ze szczytu - sprostował Miś - a do szczytu, to nam kapkę daleko,
sam pan wisz...
- Ano daleko...
- A prawdziwa przełęcz to ostry, kręty, niczym poza grawitacją niehamowany
wjazd...
- Hm?
- Na zakrętach trzeba, oczywiście, uważać, łatwo wypaść...
- Niby tak.
- No i nie powinno być zbyt ostrych odcinków...
- Chyba nie.
- Szczególnie niebezpieczne są ostre zakręty w lewo, w stronę przepaści...
- Szczególnie - Autor wyglądał na coraz bardziej zadowolonego.
- Ale i w prawo wokół masywu, o dwieście siedemdziesiąt stopni, też nie jest
łatwo.
- Szczególnie, jak jest ostro w górę - dodał Autor.
- Widzę, że łapiesz - pochwalił Miś.
- Chyba...
- I to wszystko naraz, w jednym czasie, a ty nie wiesz, gdzie patrzeć i na co
zważać...
- Ale to jest również opis wjazdu na górę - zauważył Autor w swym zadowoleniu.
- I o to właśnie chodzi - powiedział nagle Miś.
Jak to Miś.
- O co chodzi? - nie połapał Autor.
- Aby to nie była przełęcz!
- Bo potem dziko na dół? - próbował dopytać Autor.
- A na koniec taki zjazd... - wskazując łapką ubeckie poczty sztandarowe
podsumował Miś.
Jak to Miś.
.
.
I link do poprzedniego Misia, co by...
.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=70&w=13037587&a=13037587
Obserwuj wątek
    • Gość: piotruś Re: Miś ma głos IP: 62.69.198.* 28.08.05, 20:43
      jak zawsze celne i zabawne ;)
      • germanus Miś ma głos 28.08.05, 23:35
        Rozmówki z Misiem

        Symbolika

        - Z boku sobie stoję, dzień dobry - zaczął Miś.
        - Dobry - potwierdził przechodzień.
        - A ja cię skądś ... znam... - powoli wycedził Miś.
        - Każdy mnie zna - odchwalił się przechodzień - ja po prostu jestem bardzo znaną
        osobą.
        - Ty jesteś... - Miś nieprzerwanie grzebał w pamięci - ty jesteś ... działaczem.
        Wy to chyba tak nazywacie.
        - Ja jestem wybitnym działaczem! - powiedział dumnie Działacz - i nie wstydzę
        się dodać, że największej i najważniejszej partii.
        - Takie spory to ja zwykle pozostawiam wyborcom - Miś całkowicie zlekceważył
        opinię Działacza - ... jesteś działaczem o opcji ... lewicowej - wygrzebał Miś.
        - Doskonale to ująłeś - ucieszył się Działacz - ja wdrażam lewicowe ideały
        dbałości o człowieka, dla człowieka i przez człowieka.
        - To co ty robisz w okolicach mojego stania? - bardzo wprost zapytał Miś.
        - Pilnuję, Misiu, pilnuję - przyznał szczerze Działacz - pilnuję lewicowej
        symboliki.
        - Co?
        - Bo jest ona tak atrakcyjna, że prawica nam ją kradnie - wyjaśnił Działacz -
        musimy pilnować.
        - Dyżury, zadania partyjne...
        - Nie te czasy - niemal zaśmiał się Działacz - na ochotnika teraz.
        - Czyny społeczne, na jedno wychodzi.
        - Kiedy ja naprawdę...
        - Ty mi lepiej powiedz, co konkretnie już ci skradziono?
        - Jeszcze nic - ponownie przyznał Działacz - bo dobrze pilnujemy.
        - A na co są największe zakusy?
        - Na sierpniowe marzenia!
        - Jakie marzenia?
        - Sierpniowe - powtórzył jak echo Działacz - przecież mówię wyraźnie.
        - Jak dwóch to samo mówi, to nie to samo znaczy - zanucił Miś - więc jakie jest
        twoje sierpniowe marzenie?
        - Costa Brava - rzucił Działacz - żartuję, oczywiście - zreflektował się
        natychmiast, dając dowód, że tak zupełnie lekceważyć, to go jeszcze nie można.
        - Postulaty, Misiu drogi, 21 Postulatów!
        - Które, oczywiście, wy wysunęliście?
        - Oczywiście!
        - I których robotnicy nie chcieli podpisać?
        - A żebyś wiedział, że nie chcieli!
        - I których to robotników wy do podpisania zmusiliście własnym strajkiem?
        - Oczyw... no, niezupełnie, znaczy prawie tak, znaczy - Działacz chyba lekko się
        poplątał - znaczy ich niesłuszny strajk został zatrzymany naszymi postulatami.
        - Znaczy wy sami zmusiliście robotników, by się zgodzili na niezależne od was
        związki?
        - Dokładnie tak było, skąd wiesz?
        - Może nie pamiętasz, ale grałem u Barei - Miś zniżył się do zwykłej odpowiedzi
        - a u Barei wszystko było możliwe.
        - Nawet mi nie wspominaj tego nazwiska.
        - Może wolisz nazwisko Tyma?
        - Jeszcze jeden zdrajca wyhodowany na własnej kulturalnej piersi.
        - I wy teraz z tej szczerej piersi wydajecie jedynie słuszny okrzyk: Sierpień
        jest nasz.
        - A nasz! Znaczy nasz też - lekko skorygował Działacz - to nie może być własność
        tylko jednej opcji.
        - A dlaczego?
        - Przecież to przedstawiciele PZPR podpisali 25 lat temu porozumienia
        szczecińskie i gdańskie!
        - I jastrzębskie.
        - Właśnie. I robotnicy nie powinni się wstydzić, że podpisali z nami te
        porozumienia.
        - Ależ oni się nie wstydzą - powiedział za stojących z tyłu robotników Miś - oni
        mają wam za złe, że ich nie dotrzymaliście!
        - Bo nie mogliśmy!
        - Widzisz - Misiu nagle zmienił tembr głosu - jak ktoś ma szczere zamiary,
        szczerze negocjuje, szczerze podpisuje, to potem zrobi wszystko, by umów dotrzymać.
        - Ale...
        - A jak nie, to kłamstwo, rozkład moralny, zgnilizna, swołocz...
        - Ale ...
        - Swołocz i tyle - rzekł już ciszej Miś i pocierając oderwane oczko odwrócił się
        do robotników.
        • kurde.felek Re: Miś ma głos 28.08.05, 23:47
          No nie! To ja już wiem dlaczego w GW "wypinkowali" z opisu dzisiejszego spedu
          pod aniołkiem zdjęcie Działacza.
          To ja przez szacunek dla dizejów historii nawet uzywam ulubionego określenia
          ex premiera Buzka, który ponoć tu zawitał - wypinkować, a w GW takie cenzory!!!
          Witaj po wojażach,
          szkoda,że Cię tu niema, ale staralem się dokładnie opisać com z balkonu
          widział.
          Z tymi 2 tys. ludzi to przesada - połowa na placu pod aniołkiem - to oficjele i
          kompanie honorowe, robotnicy od montowania podestów.
        • hanka41 Re: Miś ma głos 29.08.05, 01:55
          Jak zwykle Mis utrafil w 10-ke !!! Gdy zobaczylam zdjecie Dzialacza z drugim
          tez dzialaczem to az mnie huragan jasny trafil.
          Witam powrot Misia, co to mu sie oczko .. temu Misiu.., dobry jest, moze nawet
          coraz lepszy!!!!
          Pozdrawiam sierpniowo. Hanka
          • germanus Miś ma głos 29.08.05, 05:25
            Rozmówki z Misiem

            Notable

            - Z boku sobie chodzę, dzień dobry - zaczął Miś.
            - Dzień dobry - odpowiedział Autor.
            - A nieraz na chwilę stanę...
            - Pogawędzić...
            - I patrzę przed siebie.
            - Tak?
            - A nieraz w bok...
            - Skończ z samą czynnością - zniecierpliwił się Autor - powiedz, co widzisz.
            - To samo, co i ty. Tłum notablów.
            - Zaiste, imponujący ci on jest.
            - Ten tłum - uściślił Miś.
            - Jasne, przecież nie pojedyńczy notabl - przytwiedził Autor.
            - A ty jesteś pewien, że istnieje takie słowo?
            - Jak nie istnieje, to stworzymy - zapalił się Autor.
            - Nieco ryzykowny ruch - zamierzał uspokoić go Miś.
            - A kiedyś nie było "Solidarności"!!...
            - A potem ję stworzono - zgodził się Miś.
            - Ale prawdziwych notablów jakby niewielu...
            - A mieszkańców jeszcze mniej...
            - Głównie robotnicy od podestów - przytomnie zauważył Autor.
            - To może ja jestem na niewłaściwej uroczystości? - całkiem poważnie zaniepokoił
            się Miś - taka zapomniana członkini mnie prosiła, nie chciałbym jej zawieść.
            - Nie wiem, na co cię była członkini...
            - Nie powiedziałem, że była - sprostował Miś - powiedziałem, że zapomniana.
            - ... zapomniana członkini prosiła, ale to jest uroczystość odsłonięcia pomnika
            w celu uczczenia tragicznych strajków sprzed 35. lat.
            - No to nie pomyłiłem adresu - uspokoił się - Plac Solidarności, prawda? -
            upewnił się mimo to.
            - Prawda.
            - To ja nic nie rozumiem! - poddał się Miś.
            - A co tu rozumieć? Jest plac, jest pomnik, są uroczystości...
            - Hola, hola, zwolnij nieco!
            - Ale o co teraz chodzi? - Autor zupełnie nie wiedział, co się dzieje - widzisz
            chyba, że się odsłania...
            - Ktoś tu nieźle namieszał - ocenił po swojemu Miś - będziemy porządkować.
            - Nie wróżę ci sukcesu - ocenił po swojemu Autor.
            - Jest sierpień, tak czy nie?
            - Ale co to...
            - Odpowiadaj, tak czy nie?
            - Ależ z ciebie dyktator - mimo to ociągał się Autor - tak, no i co z tego?
            - A tragiczne strajki były w grudniu?
            - Tak...
            - Więc grudzień czci się w sierpniu...
            - Bo to taka przenośnia czasowo-historyczna.
            - Tak? A jaka?
            - Że wtedy padliśmy, ale później zwyciężyliśmy, więc kontynuacja, ale na
            rocznicę zwycięstwa lepiej...
            - I jeszcze powiedz, że jak cieplej, to lepiej.
            - Niby tak.
            - I jeszcze powiedz, że na ten pomnik mieszkańcy Szczecina czekali niecierpliwie
            całe długie 35 lat.
            - To akurat prawda.
            - I wybrali takie maleństwo i szkaradztwo zamiast na przykład czegoś
            porównywalnego do trzydziestometrowych krzyży gdańskich?
            - Prezydent przeforsował...
            - Ten magazynier? - Misiu upewniał się, jakby na wakacjach stracił pamięć.
            - Ten... - powiedział Autor, bo co miał powiedzieć - taki ma facio
            wiejsko-zapyziały gust - dodał, jakby chciał usprawiedliwić siebie i mieszkańców.
            - I jak już tak się naczekali, to z własnej i nieprzymuszonej woli przyszli na
            uroczystości odsłonięcia...
            - Dawniej by ich zwieziono ciężarówkami.
            - ... w ilości wystarczającej na utworzenie pojedyńczego szpaleru wokół
            solidnych przeciwrozruchowych zapór...
            - No...
            - ... wzniesionych albo w wyniku braku umiejętności oceny...
            - Albo?
            - ... albo w celu odgrodzenia się samozwańczych notablów od niekwestionowanych,
            ale zapomnianych bohaterów - zakończył Miś własne porządkowanie, a Autor
            przytomnie pomyślał, że sporo jeszcze zostaje do uporządkowania. Choćby w takim
            prowincjonalnym Szczecinie. A w całym kraju...
            • Gość: PIOTRUŚ Re: Miś ma głos IP: *.okocim.com.pl 29.08.05, 07:13
              germanus - nei jest to przypadkiem śmiech przez łzy?
              • e.beata Re: Miś ma głos 29.08.05, 09:02
                Bo to Piotruś i wielkie szczere łzy i gula w gardle.
                Żal że notabli tego nie rozumiją.
                • Gość: piotruś Re: Miś ma głos IP: *.okocim.com.pl 29.08.05, 09:19
                  ano żal bo ktoś mi psuje te moje piękne miasto

                  hlip hlip

                  pozdrawiam
                  • hanka41 Re: Miś ma głos 30.08.05, 20:24
                    Prosze Cie, nie chlip Piotrusiu, trzeba miec nadzieje, ze idzie ku lepszemu.
                    Przede wszystkiem wybory. To nie prawda , ze nie pojde na wybory bo nie mam na
                    kogo zaglosowac. Jesli nie mamy na kogo to glosujmy p r z e c i w k o tym
                    ktorzy narobili tyle zla. Siedzenioe w domu , to glosowanie na " tak "dla tych
                    co obecnie przy wladzy.
                    Jak sie poprawi w kraju, to i nasze piekne miasto odzyje. Trzeba tylko
                    konsekwentnie walczyc o poprawe a nie chowac glowe w piasek.
                    Kazdy robi to jak umie najlepiej.
                    Germanus pisze , wysmiewa, iunformuje , zacheca , a robi to naprawde swietnie.
                    Nam, mniej uzdolnionym pozostaje wyciagac wnioski i popierac gdzie sie da
                    racjonalne dzialania.
                    Pozdrawiam optymiastycznie.
                    • germanus Miś ma głos 31.08.05, 06:15
                      Rozmówki z Misiem

                      Odwaga

                      - Odwagę tanio przehandluję - powiedział Miś przekrzywiając odpadnięte oczko.
                      - Czyją odwagę? - Autor podchwytliwie nie dał się złapać na podchwytliwą ofertę.
                      - Zużytą odwagę, wypaczoną odwagę, zakłamaną odwagę..
                      - Odwaga jest jedna - poprawił go Autor.
                      - A kłamstwo o niej stało się prawdą - dopowiedział Miś.
                      - Do tego dążysz? - lekko zniecierpliwił się Autor - Co jest kłamstwem?
                      - Odwaga prezydenta Szczecina - swobodnie stwierdził Miś.
                      - Przecież facet rozwalił system! - zdziwienie Autora wcale nie było udawane.
                      - Znów porządkujemy? - zaczepił Miś.
                      - A porządkuj sobie, wcale nie zamierzam ci ułatwiać.
                      - Powiedz chociaż, co wiesz o podziemiu przedsolidarnościowym?
                      - Sporo... - Autor nie wiedział, czy się chwalić - było, robiono, drukowano,
                      roznoszono...
                      - ... spiskowano, spotykano się, dyskutowano, spierano, przygotowywano grunt,
                      organizowano, ...
                      - No, sporo się działo!
                      - A 99 procent tych ludzi to inteligencja, i pojedyńczy, ale to naprawdę
                      pojedyńczy robotnicy.
                      - Tak wspominają...
                      - Nie masz wrażenia, że to podziemie było na miarę, zgoda, że z pewnym, acz
                      niewielkim, uproszczeniem, okupacyjnego? - normalnie zapytał Miś.
                      - Byłbym ostrożny w takich porównaniach... - Autor zdecydował się być ostrożnym.
                      - Wolno ci. Ale w czasie, gdy tysiące ludzi w wielu miastach kraju tworzyły
                      podwaliny nowego systemu, obecny prezydent jako ówczesny robotnik pseudo Święty
                      odważnie służył socjalizmowi.
                      - Został uniewinniony - podpowiedział Autor.
                      - Dzięki polskiemu fenomenowi prawnemu "znikomej szkodliwości"...
                      - Ale jednak taki jest stan prawny.
                      - Stan świadomości społecznej jest taki, że donosił i że się przyznał - wyjaśnił
                      Miś - nikt go bił i nie do przyznania nie zmuszał. Przyznał się. Te-wu i po
                      dyskusji.
                      - Ale do współpracy go zmuszono!
                      - I uległ, bo nie był odważny - uparł się Miś - zresztą zapytaj tych, którym
                      zniszczył życie.
                      - Zaraz tam zniszczył... niewiele doniósł.. zrezygnowano z niego...
                      - A to jest zupełnie inny problem - kontynuował porządkowanie Miś.
                      - Jaki inny? - nie wytrzymał Autor - to fakt, że niewiele doniósł...
                      - Przeceniono go - Miś wystawił ocenę i Prezydentowi i bezpiece - za głupi był,
                      prostych faktów nie kojarzył...
                      - Więc odsunięto go i znów był czysty.
                      - Był nieszkodliwy.
                      - I wtedy odważnie stanął na czele strajku - Autor zasunął z grubej rury.
                      Miś spojrzał odpadniętym oczkiem.
                      - Naprawdę tak myślisz? - zapytał jakoś niewyraźnie - odważnie to można stanąć
                      na progu altanki i podziwiać kwiatki, jeśli są...
                      - U prezydenta podobno są.
                      - ... a na przywódcę strajku, choć właściwiej byłoby powiedzieć rewolucji,
                      wynoszą człowieka okoliczności.
                      - Jakie okoliczności?
                      - Historyczno-społeczne - Miś był przygotowany - a także przypadki.
                      - Jakie znów przypadki?
                      - Na przykład czasowe. Wystarczy za długo jeść obiad, albo posiedzieć w
                      toalecie, by nie zostać przywódcą strajku.
                      - Chcesz powiedzieć, że prezydent został przywódcą strajku, bo szybko jadł?
                      - Na to wychodzi - ocenił Miś - szukano przygłupa, znaleziono i wybrano.
                      - Nie myślę, abyś był w stanie obronić tę tezę...
                      - To się jeszcze zobaczy - okopywał się Miś - a na początek mu wmówiono, że jest
                      odważny.
                      - Tu cię boli!
                      - Więc ja tę odwagę postanowiłem przehandlować zagranicznym inwestorom.
                      - Tak?
                      - Jak do tej pory najlepszą ofertą było 13 euro niemiecko-afrykańskiego magnata
                      rozywkowo-handlowo-inwestycyjnego...
                      - No?
                      - ... ale nie gotówką, tylko w kapitale założycielskim, i nie w banku, tylko w
                      pegeerze, i nie ofertą, tylko blefem.
                      - Więc?
                      - Jaki właściciel, taka odwaga, jaka odwaga, taka oferta, jaka oferta, taki
                      właściciel!
                      - Zaklęty krąg niemożności?
                      - Ostatnie podrygi tchórza, kłamcy i nieudacznika - smutno podsumował Miś -
                      szkoda, że na koszt prawdziwych bohaterów.
                      • Gość: piotrus Re: Miś ma głos IP: *.okocim.com.pl 31.08.05, 06:19
                        germanus jakie to prwdziwe ;)
                        • hanka41 Re: Miś ma głos 01.09.05, 05:18
                          Tak, tak, jaka odwaga, taka Gazeta, ktora "odwaznie " obawia sie drukowac
                          opowiastki Germanusa. Miejmy nadzieje , ze jak sie zmieni Prezio to
                          nabiora "odwagi", czego sobie i Wam zycze.
                      • student1 Re: Miś ma głos 01.09.05, 06:56
                        za ten tekst Germanus powinieneś dostać Szczecińskiego Nobla Literackiego
                        smutno mi się zrobiło jak przeczytałem
                        bo prawda ubrana w komedię świadczy o nas
                        • absztyfikant Re: Miś ma głos 02.09.05, 15:41
                          Nagrode wreczysz oczywiscie Ty:)
                          • hanka41 Re: Miś ma głos 02.09.05, 17:12
                            Troszeczke sie obawiam, ze germanus moze odmowic przyjecia " nagrody " z rak
                            studenta1, myle sie ???
                            pozdrawiam niepewnie.
                            • germanus Miś ma głos 03.09.05, 05:24
                              Rozmówki z Misiem

                              Dwie decyzje

                              - Dzień dobry - powiedział Miś na widok mało żwawej pary - Miś jestem -
                              przedstawił się.
                              - Dzień dobry - jakby odruchowo odpowiedziała Pierwice - chyba pamiętaaaam... -
                              dodała z lekkim ociąganiem.
                              - Spacerujecie sobie wolniutko.
                              - Jak to po pracy.
                              - Po bardzo ciężkiej pracy! - Prezydent włączył się do rozmowy.
                              - Trudno podołać, prawda - zatroszczył się Miś.
                              - Żebyś wiedział - chyba po raz piewszy Prezydent przyznał Misiowi rację - praca
                              ponad siły.
                              - Z tego co wiem, to emerytów nikt do pracy nie zmusza - po prostu przypomniał Miś.
                              - No, chyba nie jest tak źle... - ratowała gołębiego serca Pierwice.
                              - Nieemerytów też nie - ciągnął Miś - zawsze można zrezygnować...
                              - O kapitulacji mowy nie ma - nastroszył się Prezydent.
                              - ... usiąść na przyzbie albo działce i czytać przedszkolakom bajki.
                              - Niby można - stwierdziła Pierwice - wszystko można.
                              - A jeśli o szkole mowa, to serdecznie gratuluję - wychylił się Miś.
                              - Dziękuję - powiedziała zawsze grzeczna Pierwice - a czego?
                              - Mądrej decyzji - skłonił się Miś - takich decyzji i takich ludzi potrzeba
                              naszemu miastu.
                              - Wreszcie dojrzałeś - zaskoczył Prezyent - że nasz urząd dobrze pracuje, a
                              urzędnicy podejmują właściwe decyzje.
                              - Na pewno tak się stało w tym przypadku - przyznał Miś - bardzo nam potrzeba
                              szkół językowych i ludzi z międzynarodową maturą - dokończył mimo dziwnych
                              znaków otrzymywanych od Pierwice.
                              - Co powiedziałeś? - zatrwożył się Prezydent - szkół językowych?
                              - Mamy taki luźny pomysł, nic konkretnego, ot, rozmowy - szybko mówiła Pierwice
                              - rozmowy z ambasadą, wiesz sam, oni na ogół obiecują, a potem...
                              - I gdzie ta szkoła? - pogonił ją Prezydent.
                              - Luźny projekt, żadna tam szkoła - trajkotała - ambasada proponuje, że
                              sfinansuje naukę języka...
                              - Gdzie szkoła?
                              - To najlepiej zrobić w szkole, dla najzdolniejszej młodzieży, jak się uda, to
                              zrobią międzynarodowe matury...
                              - I wyjadą?
                              - Wyjadą na studia, wiesz, najzdolniejsi - Pierwice już szła na całego - nasi
                              najlepsi, chluba naszego miasta, wykształcą się...
                              - I nie wrócą do tego grajdołka!! - zawyrokował Prezydent.
                              - Nie można założyć, że wszyscy, ale większość na pewno wróci - Pierwice trwała
                              przy swoim - my ich ogromnie potrzebujemy, zaraz, za rok otwieramy się na Europę...
                              Miś zagryzł słomianą wargę, ale Prezydent nie załapał, bo niby jak i skąd.
                              - ... jak się otworzymy, to oni będą naszą wizytówką - nie ustawała - naszą
                              dumą, dumą naszego miasta, młodzi, prężni, wykszałceni na najlepszych uczelniach...
                              - I masz rację! - wciął się Prezydent. Pierwice lekko odetchnęła, a Miś się
                              zamyślił.
                              - Masz rację, że ich potrzebujemy! - Prezydent nie zwalnial z potwierdzaniem.
                              - Muszą być znakomicie wykształceni, będą pełnić odpowiedzialne funkcje - tak
                              gadał, że Miś niemal się przekonał.
                              - Ale sami ich wykształcimy, a Unia da pieniądze, bo i tak by dała...
                              - Na to może nie dać...
                              - Weź pod uwagę - próbował wtrącić Miś.
                              - Sami w naszych szkołach - Prezydent nie dopuszczał do dyskusji - mamy
                              przedszkola, szkoły i gimnazja, prawda?
                              - Mamy... - potwierdziła fakt posiadania Pierwice.
                              - ... bo jak ich wypuścimy, to nam ich Unia podkupi.
                              - Może część tylko - zdążyła wsugerować Pierwice - a my podkupimy innych...
                              - Nie naszych! - Prezydent triumfalnie znalazł błąd w rozumowaniu - więc nie
                              będziemy uczyć języków, by nie wyjechali...
                              - Języki to przyszłość! - zakrzyknął Miś, ale zaraz pojął, że bezcelowo.
                              - Naszych najzdolniejszych młodych ludzi do najbardziej odpowiedzialnego zawodu
                              wykszałcimy w naszych gimnazjach! - zawyrokował Prezydent.
                              Pierwice opuściła ręce jakby dając Misiowi do zrozumienia, że wszystko stracone.
                              Ale Miś lubi dokończone sprawy, więc głupio zapytał:
                              - A jaki to jest ten najbardziej odpowiedzialny zawód?
                              - Magazynier - odpowiedział dumnie Prezydent i zrobił krok nad zemdloną Pierwice.
                              - Tylko Bush potrafi lepiej zaszkodzić swemu społeczeństwu... - powiedział Miś.
                              - Tak? Coś mówiłeś? - zainteresował się Prezydent.
                              - ... no ale Bush ma dużo większe możliwości.
                              • kurde.felek Re: Miś ma głos 03.09.05, 13:02
                                O kurde, aleś Pismak trafił w sedno!
                                Na inauguracji roku szkolnego w LO 1 napatoczyłem się na Wjasa, wicedyrektora
                                książnicy, dupka-VIP'a SLD. Stał i gadał z Trokowskim.
                                - Mundek, jak masz ochotę, skocz o 12-tej na Słonecze, tam Grzesiek
                                (Napieralski) odsłania swój bilbord, będzie uroczystość! - klarował
                                wicedyrektor bibioteki i szwagier wizerunku na bilboardzie radnemu miejskiemu.
                                Na inauguracji w LO 1 - był też minister gospodarki Jacek Piechota i ślicznie
                                mówił o mami , która do "Szczerskiej" chodziła, ale ok. 12-tej zmył się,
                                bo "obowiazki wzywają".
                                Tym obowiazkiem był szef SLD Olejniczak i ten cholerny bilboard Napieralskiego
                                oraz uroczyte odsłonięcie plakatu, jak pomnika z udziałem - szefostwa partii,
                                szwagra, ministra i całej reszty.
                                A tak na marginesie, to ja mam pytanko do organu założycielskiego Książnicy
                                Pomorskiej: czy przypadkiem nie ma tam za duzo etatów dyrektorskich opłacanych
                                z kieszeni podatnika, skoro są one wykorzytywane jako nieformalne opłacanie
                                SLD-owskiego aparatczyka.
                                Czy dyrektor publicznej placówki, opłacanej z kieszeni podatnika, w tym
                                mieszkańców regionu, bez względu na orientację polityczną - może tak jawnie i
                                bezczelnie uprawiać swoją działaność polityczną w ramach godzin pracy? Za co on
                                dostaje w końcu pieniadze z kasy Ksiażnicy - za to ze jest pracownikiem
                                placówki kulturalnej czy za to, że pełni funkcję szefa miejskiego SLD?
                                • germanus Miś ma głos 05.09.05, 17:04
                                  Rozmówki z Misiem

                                  Na zbitą mordę

                                  - Dzień dobry - powiedział po prostu Miś - choć smutny ci dziś dzień nastał...
                                  - Wiesz co? - spytał były Druwice stając - wiesz, czym ty się rośnisz od ludzi?
                                  - Ilością oczek - odpowiedział Miś zgodnie z prawdą.
                                  - Też... - zamruczał były Dru wyraźnie nie akceptując misiowej odpowiedzi - że
                                  powiedziałeś "dzień dobry".
                                  - Mogłem powiedzieć "witaj"...
                                  - Właśnie - zgodził się Były Dru - ale ciągle się ze mną witasz...
                                  - Ja się z każdym witam.
                                  - ... i ciągle ze mną rozmawiasz - ciągnął Byłydru.
                                  - Ja z każdym rozmawiam. Co w tym dziwnego?
                                  - A oni nie!
                                  - Kto oni?
                                  - W tym budynku! - Byłydru na misiową modłę wskazał łapą.
                                  - A myślałem, że bolejesz nad zwolnieniem...
                                  - Też... - już po raz drugi tego ranka zamruczał Byłydru - nakrzyczała na mnie -
                                  poskarżył się głośniej.
                                  - Kto?
                                  - Moja sekretara..., że mam dwie minuty na spakowanie, i wynocha...
                                  - Zwykle dają dwie godziny - ujął się za nim Miś.
                                  - I zanim otworzyłem usta, dokrzyknęła, żebym się nie darł...
                                  - I co zrobiłeś?
                                  - Co to za robota? - lekceważąco wydął wargi Byłydru - kupa nikomu
                                  niepotrzebynch papierzysk, co tu pakować...
                                  - Może jakieś prywatne poglądy?
                                  - Wziąłem hamburski kubek i poszedłem. Resztę mam na laptopie.
                                  - Prywatnym?
                                  - No... - Byłydru zmrużył ślipię.
                                  - Gdzie poszedłeś?
                                  - Sobie... Idę korytarzem, a z naprzeciwka jakaś dziewczyna. Wydało się, że skąd
                                  znam tę twarz, więc mówię "dzień dobry"...
                                  - Żartujesz? - Miś wcale nie żartował.
                                  - ... a ona na to "ef ju"...
                                  - Noooo...
                                  - ... żebym chociaż wiedział, co to znaczy...
                                  - A więc tak naprawdę - powiedział Miś zupełnie innym głosem - to ty wcale nie
                                  bolejesz nad zwolnieniem...
                                  - Bo co to za robota - Byłemudru wyraźnie kończyły się wypowiedzi, bo znów się
                                  powtórzył.
                                  - ... ale nad wywaleniem na zbitą mordę!
                                  - Misiu! - zagrzmiał Byłydru mocno groźnie.
                                  - W tym budynku - nie przestraszył się Miś, a Byłydru mimo woli poszedł za jego
                                  wzrokiem - nigdy nie miałeś auturytetu, nigdy...
                                  - Ja...
                                  - Wymuszałeś szacunek... - ciągnął Miś.
                                  - Ja...
                                  - Siałeś strach...
                                  - Ja... - Byłydru zaciął się na dobre.
                                  - Współpracownicy tolerowali twój kwaśny uśmiech...
                                  - Ależ... - Byłydru wreszcie zmienił płytę.
                                  - A twój niedorozwinięty szef tolerował twą niewiedzę, chamstwo, niekompetencję,
                                  lenistwo, brak wyników...
                                  - Ja miałem wyniki... - zaczął korygować Byłydru.
                                  - Których rezultatem jest to, jak cię teraz traktują!
                                  - Ja byłem z ludźmi...
                                  - Ale ludzie nie chcieli być z tobą...
                                  - Ja chciałem...
                                  - Zapewne chciałeś wywołać zbiorową radość z twego zwolnienia? - zapytał Miś
                                  tak, że nawet Byłydru zrozumiał, że jest to klasyczne retoryczne pytanie.
                                  - I nie "zapomnij" oddać laptopa... - dodał Miś wystawiając obtarte oczko na
                                  wrześniowe słoneczko.
                                  • hanka41 Re: Miś ma głos 06.09.05, 02:50
                                    Tak to w zyciu bywa, nosil Ptak..ups, wilk razy kilka, poniesli i ....
                                    Misiu , a jak myslisz co teraz bedzie z Pogonia?
                                    Jak kolege wylali to co bedzie ze zbieraniem oplat publicznych na prywatny
                                    cel???
                                    No moze zbyt duzo wymagam od Misia, on symboli a nie przepowiada przyszlosci.
                                    Pozyjemy, zobaczymy....
                                    Pozdrawiam zagadkowo.
    • Gość: Pismak Re: Miś ma głos IP: *.plusgsm.pl 03.09.05, 12:07
      Brakowało Misia. Szczególnie teraz, w tym wyborczym kotle. Patrząc na
      szczecińskie mury wyklejone paletą banałów i gębami skompromitowanych lalek
      woskowych (każda fotka obrobiona na laleczkę) - zaczynam się martwić, czy nie
      zatracamy misiowego symbolenia. Co prawda, nikt nachalnie nie wraca do
      referendum i nie robi sobie kampanii kosztem kopania w magazyniera (co jest
      zbyt łatwe) - wszyscy są dla ludzi, blisko ludzi, z ludźmi i po stronie ludzi.
      Ale ten brak sensownego nawiązania do referendum też martwi. Bo w ubiegłym roku
      w maju mieliśmy prawdziwy zryw Szczecinian. Wszyscy wiedzieliśmy, że trzeba
      powiedzieć "dość". Wtedy oddanie głosu cokolwiek znaczyło. Dzisiaj to tylko
      supermarket. Symbolenie jakoś uciekło - politykierzy mizdrzą się do nas w
      obłędnym castingu, który pochłania kolejne tysiące złotych. Żaden z nich nie
      martwi się o Szczecin. Chcą nas tylko przekonać, że są bliżej ludzi. Cholera,
      czy oni nie widzą, że my chcemy rozwijającego się Szczecina? Niech się od nas
      odpieprzą. Wcale nie chcemy, żeby byli blisko nas i czepiali się naszych spraw.
      Lepiej nie, bo jeszcze nam życie utrudnią. Chcemy czegoś lepszego dla
      Szczecina. Może by tak, jeden z drugim, wziął się do myślenia i coś w tej
      kwestii zaproponował?

      Dlatego brakowało Misia. Pięknie Germanus "poukładał" rocznicowe sprawy. Na mój
      gust trochę za mocno z Jurczykiem. To już pusty bęben. Walisz, a tam stęchła
      kiszka gra. Ale "Solidarności" to dziś już nikt nie rozumie. Ani Lechu, ani
      Suwnicowa, ani Pracownik Wysokościowy, ani Ten, Co Kończył Doktorat, ani
      Gó..arz, ani Nitras. A tym bardziej Marian. Nikt już nie wie, o co chodzi z
      tą "Solidarnością". Gęby pełne frazesów. Tym zwycięstwem wszyscy wytarli już
      sobie swoje wraże pyski. A niektórzy nawet buty.

      Brakowało Misia. Germanusie, poproś Misia o trochę symbolenia w mieście
      owładniętym szalonym castingiem. Za dużo pustych twarzy na murach. Za mało
      treści w formie. "Politycy do kostnicy" - napisał ktoś sprayem na billboardzie
      Zaremby i Tuska. Mam życiowego pecha: ostatnio sporo rozmawiam z różnymi
      kandydatami do Parlamentu. I przez to wszystko mam permanentną depresję.
      Szczecin w ogóle nie interesuje nikogo. Oni tylko w kółko gadają o ilości
      billboardów.

      pismak_logowany@gazeta.pl
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka