Gość: wypięty
IP: *.rrcnet.com
14.09.02, 19:16
Do Szczecina sprowadzono z Warszawy pomnik faceta z
łbem zakutym w zbroi, siedzącego na koniu o paskudnie
tłustym zadzie. To Bartolomeo Colleoni, najemnik,
sprawca rzezi na Półwyspie Apenińskim, pijak i –
podobno – niesamowity jebaka. Posąg jest repliką
rzeźby z XV wieku, dłuta Andrei del Verrocchia.
Oryginał stoi w Wenecji.
Za Niemców kopia pomnika Colleoniego – wykonana w
początkach XX wieku na zlecenie bogatego mieszczucha –
wątpliwie zdobiła miejscowe muzeum. Tak pomnik
wspominają dawni niemieccy mieszkańcy Szczecina. Po
wojnie, w 1950 r. odlew został zabrany do Warszawy w
ramach zacierania śladów po Niemcach "w zawsze polskim
Szczecinie". Replika stała spokojnie na dziedzińcu
warszawskiej ASP i nawet psy kolejnych rektorów na nią
nie szczały.
I oto teraz, po propagandowym przygotowaniu
artyleryjskim w wykonaniu lokalnej "Gazety Wyborczej"
zrabowane przez Warszawę szczecińskie pomniki wracają
na swoje miejsce – figurę Colleoniego przywieziono do
Szczecina. Postawiono kilkumetrowy cokół i...
przebudowano jeden z placów, który tego nie wymagał. W
przeciwieństwie do dziurawych jezdni i zasyfiałych
domów.
To nie koniec farsy – rektor warszawskiej ASP prof.
Adam Myjak zażądał nowej repliki pomnika, którą
piorunem wykonano w prywatnej odlewni w Iłży. Wszystko
na koszt budżetu Szczecina, czyli jego mieszkańców.
Łącznie – ponad 1,5 mln zł. W mieście, w którym
bezrobocie rośnie najszybciej w Polsce (stocznia!),
padają kolejne firmy (Odra!).
Tłusty zad konia najemnika zostanie pewnie jedynym
zadem, który nie schudnie z głodu.
Przedruk z "Nie"