Gość: Pismak
IP: *.gprsbal.plusgsm.pl
14.02.06, 23:41
To jest pewien problem. Pojawiło się pewne święto, którego nie jesteśmy w
stanie wpisać w tradycję, przyzwyczajenia, wzorce zachowań, elementy
wychowania. Walentynki. Ktoś przywlókł to cholerstwo i trzeba się do tego
ustosunkować. To rodzi problemy natury społecznej tudzież psychologicznej. Bo
w Dzień Kobiet to się daje tulipany i rajstopy. A w Walentynki? Różę i buzi?
Nie ma określonych historycznie wzorów zachowań, więc dajemy się sprowokować
amerykańskim wzorcom do zachowań naśladowczych. A powszechnie wiadomo, że
społeczeństwo amerykańskie jest mniej inteligentne od naszego. Więc dajemy
się w kwestii dnia Świętego Walentego nieco upośledzić. Pomijam już takie
drobiazgi, że ten Święty jest patronem chorych psychicznie - albo, że tego
dnia Ameryka przeżyła jedną z największych w historii odsłon wojny mafijnej
(Masakra w Dniu Św. Walentego). Nawiążę jednak delikatnie do mechanizmu
komerchy rozpętanego wokół tego dnia.
Zawsze denerwowało mnie to badziewne święto czerwonych serduszek, czemu dałem
kiedyś dosadny wyraz wysyłając smsa na ten temat kumplowi z Londynu. Problem
w tym, że pomyliłem numery (co za cholerny zbieg okoliczności) i wysłałem tę
opowieść Mojej Ukochanej :))))). Było wesoło. Ale spoko, dałem radę :))).
Wykaraskałem się z problemu. Nawet się cieszę, bo znalazłem sposób na
Walentyki. Codziennie informowałem Ukochaną, ile dni zostało do badziewnego
święta czerwownych serduszek i jak bardzo się cieszę z tego powodu,
heheheehehehehe. Przynajmniej miałem, co zrobić z tym świętem.
A teraz nadeszły szumnie rozdmuchane Walentyki ponownie i trzeba coś z tym
zrobić. Do kina? Do restauracji? Do teatru? Na spacer (w zimie?)? A może tak
do łóżka spać? Kupić różę, czy bombonierkę i samemu zjeść? Cholera, żeby tak
pogięło tych Amerykanów :))). Parę lat temu wybraliśmy się w Walentynki z
kumplem na picie (chwilowo byliśmy bez kobiecego przydziału). I nie było
wolnego lokalu, gdzie można kulturalnie zalać pałę!!! Trafiliśmy to tego
skansenu komunizmu nad Medicusem, heheheeheheehehehe. Nie pamiętam, jak się
jatka nazywa. Klimat dołujący. Mało nas nie zniszczyło psychicznie. Pamiętam
to do dziś. Walentynki w towarzystwie dziwnych par, które na zmianę obmacują
się i kłócą z rękoczynami włącznie :))))). Fajowo! Walentynki. Wypada wyleźć
sprzed telewizora i się odchamić. Że niby zakochani, kurna.
Kupiłem dziś w Carerfourze takie badziwne serduszko nadmuchiwane. Oto symbol
badziewnych Walentynek! Mam w domu! Huurraaaaaa! Spostałem wyzwaniu. Mam
nadzieję, że jestem usprawiediwony. Teraz kończę to pieprzenie i idę napić
się irlandzkiego likieru na whiskey. Szkoda, że nie wódką, ale przecież to
kobiece święto - nie ja wybieram trunek. Byłem dziś w pracy na spotkaniu
służbowym o godz. 18.00. Dziwnie się czułem z kontrahentami wśród
serduszek :))).
A teraz Wy powiedzcie: co zrobiliście z tym świętem? Czy jesteście
usprawiedliwieni? :)))
pismak_logowany@gazeta.pl