Dodaj do ulubionych

Ku pokrzepieniu serc slowianskich

12.12.02, 23:49
w 1136r Slowianie pod wodza ksiecia Pomorza szczecinskiego, Racibora
zorganizowali wielka jak na owe czasy wyprawe przeciwko Konungahelli
(dzisiejszy Kungälv, Szwecja, )- waznemu portowi handlowemu lezacemu nag
rzeka Göta i podleglemu krolowi dunskiemu. W/g niektorych zrodel flota
slowianska liczyla okolo 650 okretow, z ktorych kazdy mial na pokladzie 44
ludzi i 2 konie. Poniewaz do miasta mozna bylo dotrzec dwiema odnogami rzeki
Göty, flota NASZA
podzielila sie na dwie czesci i 9.sierpnia 1136r. otoczyla Konungahäle. Gdy
wplywala do portu, aby wysadzic desant, na drodze jej stanely uzbrojone
statki Skandynawow. Zalogi tych statkow wspierane byly przez stojacych na
nabrzezu obroncow, ktorzy miotali,oprocz klatw i przeklenstw pod adresem
naszych praojcow, takze pociski, usilujac bezsilnie nie dopuscic do
ladowania wojsk slowianskich. wywiazala sie zacieta walka z ktorej zwyciesko
wyszla flota z pod znaku Gryfa szcz. Okrety przeciwnika zostaly spalone a
mieszczanie broniacy wybrzeza, widzac kleske swych jednostek , schronili sie
do grodu. po bitwie wojska slowianskie wyladowaly rozpoczynajac oblezenie
grodu ktore ostatecznie zakonczylo sie zdobyciem i zniszczenie konungaheli.
Praszczury po spladrowaniu grodu szczesliwie odplyneli spieszac podziekowac
Swarozycowi w Radogodzczy za zwyciestwo. Krzyk zarzynanych mezow, gwalconych
niewiast i nieprzewinietych niemowlat unosil sie nad pobojowiskiem do godz.
12 czasu lokalnego. Do dzisiaj niewdzieczni Szwedzi nie wystawili stosownego
pomnika ku uczczeniu mestwa i potencji przodkow Niklota i Swiaszczycy...
Obserwuj wątek
    • Gość: Gryf Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.02, 00:09
      No chlopie R E W E L A C J A !!!Jezu Najswietszy jak ja Ciebie lubie
      Swarozycu kochany.To prawda wszystko czy wymysl Twoj artystyczny.Jezeli prawda
      to Colleoni przy tym opisie to maly pikus no co ja mowie to pchelka.Swarozyc
      jutro zawiazujemy komitet martylorogii bitwy pod Kunugaheli.
      Dzisiaj mowie juz dobranoc.Wiesz co jak chcesz to potrafisz "lobuziaku"


      Czas na uczciwosc
    • skuter^ Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich 13.12.02, 08:10
      a wojny zaczepne to potepiamy czy pochwlamy?
      • swarozyc Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich 13.12.02, 11:18
        ... a oczywiscie ze pochwalamy, pod warunkiem ze je wygrywamy..
    • stettiner Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich 13.12.02, 11:35
      Fakty się zgadzają, choć co szczegółów można się spierać- co do liczby okrętów
      na przykład (bardziej prawdopodobne jest, że było ich ok. 300, ale tak naprawdę
      to nie wiadomo). Swarozyc dał nam tu piękną, obrazową i poruszającą wyobraźnię
      wizję wydarzeń. Ja pozwolę sobie dorzucić do tego "tło historyczne" że tak się
      wyrażę ;)
      W XII w. niewielkie i późno powstałe księstwo zachodniopomorskie stało sie
      przedmiotem rywalizacji silniejszych sąsiadów. W czasach Bolesława
      Krzywoustego, mimo prób wyzwolenia się z tej zależności, podlegało Polsce.
      Kiedy w 1135 Bolesław składał hołd leny cesarzowi, jego przedmiotem było całe
      Pomorze. Po śmierci Boleslawa Polska osłabła, a Pomorze stało się celem
      ekspansji duńskiej i brandenburskiej.
      Najazd na Konungahelę był elementem dłuższych zmagań pomorsko-duńskich, w
      ramach których początkowo góra byli Pomorzanie. Rok wcześniej niż Konungahelę
      splądrowali duńską stolicę- Roskilde. Jednak od lat sześćdziesiątych XII w.
      przewaga Duńczyków na morzu stawała sie coraz bardziej wyraźna. W 1184 r.
      książę Bogusław I, z inicjatywy cesarza Fryderyka Barbarossy któremu wcześniej
      złożył hołd, wyprawił sie przeciwko Rugii, wiernemu sojusznikowi Danii, której
      nowy władca Kanut I złożenia hołdu cesarzowi odmówił. Jednak okręty pomorskie,
      mimo liczebnej przewagi, poniosły druzgocącą klęskę w bitwie z flota duńską,
      dowodzoną przez biskupa Roskildy Absalona. Po tejże klęsce Duńczycy
      zorganizowali 2 wyprawy na Pomorze. Ani zajęci sprawami wewnętrznymi Polacy,
      ani poźniej zaangażowany we Włoszech cesarz nie udzielili pomocy Pomorzanom.
      Nie mając innego wyjścia, Bogusław I złożył hołd lenny Kanutowi. Prze onad
      czterdzieści lat Duńczycy panowali na całym południowym wybrzeżu Bałtyku.

      PS
      Skuterowi chciałąm to samo napisać, ale nie zdążyłam:)
      Swarozyc, bierzesz udział w konkursie na najgłupszą sygnaturkę?
      • swarozyc Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich 13.12.02, 11:51
        Stettiner cos Ci sie watki poplataly?!. Mialo byc ku pokrzepieniu serc!!

        Jakies fobie antyslowianskie?...





        Ps
        • stettiner Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich 13.12.02, 12:02
          Żadne fobie, same fakty. Zreszta potwierdzające, że nie zmyślałeś- nie wiem co
          ci nie pasuje.

          PS
          A jaka jest nagroda w tym konkursie?
          • skuter^ Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich 13.12.02, 12:08
            swar mowiles,ze to miala byc wygrana wojna zaczepna
            oszukiwasz mnie

            a sygnaturka to taka jakas frywolna
            • stettiner Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich 13.12.02, 12:26
              Skuter, czepiasz się i tyle. Wyprawa zakończyła się pełnym sukcesem. Takie były
              czasy, że raz lepiej szło jednym, raz drugim, ale słuszność była po naszej
              stronie!
              • skuter^ Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich 13.12.02, 12:29
                stettiner napisała:

                > Skuter, czepiasz się i tyle. Wyprawa zakończyła się pełnym sukcesem. Takie
                były
                >
                > czasy, że raz lepiej szło jednym, raz drugim, ale słuszność była po naszej
                > stronie!

                jakbym slyszal sparwozdawce z meczu reprezentacji polski
                gralismy lepiej i dlatego przegralismy tylko 4:0
                • stettiner Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich 13.12.02, 12:46
                  Skuter, popatrz na daty: pomiędzy 1136 a 1184 upłynął ładny kawałek czasu.
                  Przez tenże czas władcy pomorscy (Warcisław, potem Racibor jako regent w
                  imieniu małoletnich synów Warcisława i w końcu Bogusław) kombinowlai jak mogli
                  pomiędzy silniejszymi sąsiadami, z których każdy miał chęć na podporządkowanie
                  sobie Pomorza. Do śmiercu Krzywoustego kombinowali z Polską, potem raczej z
                  cesarzem niemieckim albo księciem bawarskim Henrykiem Lwem. Dośc długo dobrze
                  sobie radzili i rzeczywiście parę razy dali niezłego łupnia Duńczykom, aż do 2
                  połowy XII w., kiedy Duńczycy zaczęli mieć przewagę na morzu co
                  przypieczętowała ta nieszczęsna wyprawa na Rugię, kiedy to Bogusław dostał
                  łupnia. Jako że wszyscy sojusznicy mieli ważniejsze sprawy niż wesprzeć księcia
                  pomorskiego przeciw Duńczykom, Kanut zajął Pomorze. Też nie na długo- jakieś 40
                  lat.
                  • skuter^ Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich 13.12.02, 12:52
                    a nie mogli razem po prostu unii ewropejskiej zalozyc?

                    wg tych zasad to 2 wojne wygrali niemcy a nie rosjanie bo to niemcy sa teraz
                    potega
                    • stettiner Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich 13.12.02, 12:55
                      Toż cesarz niemiecki jak mogł tak Europę wzorem Karola Wielkiego jednoczył, ale
                      za bardzo się zajął sporami z papieżem i już mu czasu nie wystarczyło, a poza
                      tym zbyt wielu było takich co tez by chcieli wokól siebie zjednoczyć ile się da
                      no i skutki były jak widać.
              • swarozyc Re: Stettiner 13.12.02, 20:23
                stettiner napisała:
                Wyprawa zakończyła się pełnym sukcesem. Takie były czasy, że raz lepiej szło
                jednym, raz drugim, ale słuszność była po naszej stronie!
                *********''
                A nasza strona to czyja, ze sie tak bezczelnie spytam....?

                (obserwujacego z okna walki miejskie w czasie rewolucji francuskiej kardynala
                Talleyranda, pyta ktos: "Kto prowadzi, - nasi?" - "-a to sie zaraz okaze.."



                Nic tak w sercu nie uwiera jak wychodne Stettinera...
                • stettiner Re: Stettiner 14.12.02, 17:03
                  > A nasza strona to czyja, ze sie tak bezczelnie spytam....?

                  Jak to jaka- naturalnie pomorska!
          • swarozyc Re: Stettiner 13.12.02, 20:11
            Stettiner, dlaczego uwazasz ze powinnas potwierdzic moja wypowiedz? Moze nie
            wszyscy na forum uwazaja mnie za wodoleja jak Ty...?

            Niekoronowana krolowo historii Pomorza, i to nie tylko zachodniego!
            Watek mial byc ku pokrzepieniu, a ty ze swym wyjasnianiem sprawilas ze sen o
            potedze szybko prysl?. Spojrz na reakcje Skutera!

            Jak prosilem Cie pare dni temu abys opowiedziala mi jakas bajke pomorska to
            bylas glucha na to ucho, a tu nagle taki elaborat. myslalem ze lezysz w
            malignie,trawiona goraczka a Ty chyc z lozka i za poprawianie sie bierzesz!
            Naprawde nie mam zamiaru detronizowac Cie jako krolowej.(bylbym zla krolowa)

            Dla Ciebie nawet sygnaturke zmienilem...

            Nic tak w sercu nie uwiera jak wychodne Stettinera...
            • stettiner Re: Stettiner 14.12.02, 17:05

              > Stettiner, dlaczego uwazasz ze powinnas potwierdzic moja wypowiedz?

              Gryf pytał czy to prawda czy twój wymysł artystyczny.
              To była dobra historia, więc sprawdziłam czy nie uda mi się czegoś więcej na
              jej temat znaleźć. Nie chodziło o poprawianie, lecz o uzupełnienie. Dobra
              anegdota pozbawiona kontekstu to nadal tylko anegdota.


              > Watek mial byc ku pokrzepieniu, a ty ze swym wyjasnianiem sprawilas ze sen o
              > potedze szybko prysl?. Spojrz na reakcje Skutera!

              Tak łatwo mi poszło? Zamiast narzekać, podejmij wyzwanie i przekonaj
              skuteropodobnych :) (będzie ciężko, bo to straszny malkontent) Mnie nie
              interesuje popieranie lub obalanie teorii o chlubnej czy niechlubnej
              słowiańskiej przeszłości, ale fakty.
              • skuter^ Re: Stettiner 16.12.02, 08:14
                stettiner napisała:

                > skuteropodobnych :) (będzie ciężko, bo to straszny malkontent)

                no no tylko bez wyzwisk
                bo znowu cos sprzedam swarkowi
      • swarozyc Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich 15.12.02, 18:58
        Slawa

        Pzwolisz stettinerze ze rzuce jeszcze szersze tlo na twe tlo.
        Zanim przyszla kleska ktora nie omieszkalas nam przypomniec, byly okresy
        chwaly piractwa slowianskiego na Baltyku.



        "Piraci Słowiańscy na Bałtyku"

        Średniowieczne piractwo na Bałtyku zawsze kojarzono z erą wikingów. Sam
        fakt, że Słowianie nieźle poczynali sobie w tym rzemiośle jest prawie nieznany.
        Już w XI wieku mieszkańcy Jomsborga uznają zwierzchność Mieszka I i
        Bolesława Chrobrego. Natomiast u ujścia Odry, na Ranie i w innych okolicach
        południowego pobrzeża bałtyckiego, aż po Wagrię zaginął wszelki ślad po
        bytności ludności wikińskiej. Prymat w całości przejęli Słowianie, pod koniec
        XI wieku już nie Wikingowie pustoszą wybrzeża słowiańskie, lecz rozbójnicy
        słowiańscy napadają na wybrzeża duńskie, szwedzkie i norweskie.
        Statki Słowian przeprawiają się przez Bałtyk aż do dalekiej Birki, którą
        doszczętnie niszczą, dalej do Gotlandii, czy też okolic dzisiejszego
        Sztokholmu. Punkt szczytowy słowiańskiego korsarstwa przypada na pierwszą
        połowę XII wieku. Król duński Magnus Dobry, który najczęściej wyprawiał się na
        Słowian, był świadkiem początków ich korsarstwa.

        Około 1043 roku Magnus wyprawia się na Wolin, niszczy dawny wikiński gród
        Jomsborg, po czym w drodze powrotnej w pobliżu Rany przegrywa bitwę morską z
        tymi wyspiarzami.
        Nie na wiele zdało się to zwycięstwo, skoro już około 1059 roku Ranowie
        wraz z sąsiadującymi z nimi Czrezpienianami zostali zmuszeni do płacenia
        trybutu królowi duńskiemu Swenowi Estrydsenowi. Zależność ta była także
        tymczasowa, trwała bowiem do około 1086 roku.
        Pomimo owej zależności Ranowie Przejawiali ogromną aktywność na morzu. O
        popełnianych przez nich okrucieństwach pisał około 1070 roku Adam
        Bremeński. "Saga rodu Knytlingów" wielokrotnie wspomina o napadach Ranów i
        Pomorzan na statki kupców skandynawskich. Ale nie tylko źródła pisane mówią o
        agresywnej działalności Ranów na morzu.
        Ponownie musieli Ranowie ugiąć się pod jarzmem duńskim około 1100 roku, w
        tym bowiem czasie król duński Eryk Dobry (Eiegod), pamiętając, że byli oni
        niegdyś zależni od króla Swena Estrydsena, przedsięwziął wyprawę zbrojną.
        Źródła skandynawskie nie wspominają o żadnych większych przedsięwzięciach
        piratów słowiańskich na przestrzeni lat 1100-1136. Ale był to spokój tylko
        pozorny. Ranowie szczególnie dali się we znaki mieszkańcom wybrzeży duńskich.
        Wyspa Rana wraz z sąsiednimi wysepkami, półwyspami, głęboko w ląd wciętymi
        zatokami oraz płytkimi cieśninami, wreszcie samym położeniem na skrzyżowaniu
        wielkich szlaków handlowych na Bałtyku, stwarzała wymarzone warunki do
        morskiego rozbójnictwa. Nie ominęli też Ranowie tej sprzyjającej okoliczności.
        W rozboju znaleźli tyle uroku, że z czasem uznali go za nie przynoszący ujmy
        zawód.
        Organizowane przez nich niewielkie ekspedycje wyprawiały się po żywność,
        zaspokajając równocześnie podstawowe potrzeby powstającej klasy feudałów. Siła
        tych wypraw leżała w nagłym, niespodziewanym ataku. Szybkie i zwrotne statki
        Ranów mogły w krótkim czasie przerzucić całą ekspedycję na wrogie wybrzeże.
        Lekka kawaleria, którą także transportowano morzem, zapewniała szybkość na
        lądzie, co decydowało niejednokrotnie o zaskoczeniu osad położonych dalej od
        brzegu morza. Konie pozwalały równocześnie na szybką ucieczkę w wypadku
        grożącego niebezpieczeństwa.
        Zupełnie inny charakter miała wspólna wyprawa Ranów, Pomorzan, Obodrytów i
        Luciców na stolicę Danii Roskildę w roku 1135. Jakie były przyczyny tej
        wyprawy, jaki przebieg działań, czy zdobyto tylko miasto, czy także i gród,
        nie da się niestety odpowiedzieć. Sam fakt jednak, że zaatakowano stolicę
        nieprzyjacielskiego kraju, a więc miejsce zazwyczaj dobrze bronione, świadczy
        o dużym rozmachu tej wyprawy.
        Znacznie więcej wiemy o wyprawie Słowian na Konungahelę. To położone w
        głębokim, utworzonym przez uchodzące do morza wody rzeki Götafeld fiordzie, w
        odległości 10 km od jej ujścia miasto pełniło rolę ważnego ośrodka morskiego i
        lądowego handlu Norwegii. Od strony morza broniły go wysokie i strome brzegi
        fiordu, od lądu natomiast potężny gród.
        Cel tej wyprawy nie jest bliżej znany. Przypuszczać należy jedynie, że -
        obok chęci zyskania cennych łupów, które obiecywało dobrze prosperujące miasto
        handlowe - w grę wchodziły interesy polityczne. Chodziło o przeciwdziałanie
        układowi duńsko-niemieckiemu, zawartemu dla zwalczania słowiańskich piratów.
        Wyprawa miała charakter ogólnosłowiański. Nie możemy jednak uwierzyć w jej
        dane liczbowe. Jak podaje Snorre Sturlason, miało być 650 statków
        słowiańskich, na każdym z nich 44 ludzi i dwa konie. A zatem 28600 ludzi!
        Ludność Rany oblicza się dla tego okresu w granicach od 10 do 15 tysięcy.
        Według obliczeń historyków-demografów dla społeczeństw rolniczych - do nich
        bowiem zaliczamy Słowian połabskich, a wśród nich i Ranów - w XII wieku
        wystawienie jednego wojownika na 10 mieszkańców stanowiło maksimum możliwości.
        A przecież dziejopisowie zgodnie świadczą, że Ranowie mieli obok Pomorzan
        najpotężniejszą flotę, według obliczeń naszych byli zatem zdolni wystawić 1000
        lub najwyżej 1500 wojowników. Tyle samo Pomorzanie, a nieco mniej Lucice i
        Obodryci. Liczba więc 4-5 tysięcy wojowników przedstawia realne możliwości
        Słowian połabskich i Pomorzan.
        Dowódcą wyprawy był książę zachodniopomorski Racibor. Mieszkańcy
        Konungaheli zostali zaskoczeni całkowicie. Większość ich była na wczesnej
        mszy, gdy do kościoła wpadł konno niejaki Ejnar z wieścią, że nieprzyjacielski
        statki ukazały się we fiordzie. Natychmiast też ludność przystąpiła do obrony,
        ale już Słowianie, którzy szczęśliwie ominęli wbite w dno fiordu pale,
        stoczyli bitwę z flotą norweską. Mieli stracić w niej 170 okrętów,
        jednocześnie flota norweska przestała istnieć. Po skończonej bitwie w porcie
        Słowianie wysiedli na ląd i przystąpili do oblężenia grodu.
        Miasto stało się łupem najeźdźców. Jedynie potężnie obwarowany gród bronił
        się zaciekle. Po długiej walce obrońcy Konungaheli musieli ulec. Wszystkich
        zdolnych do pracy mężczyzn i kobiety Słowianie wzięli do niewoli, rannych,
        niedołężnych lub zbyt młodych zabili. Ruiny grodu i miasta stały się ofiarą
        ognia. Konungahela, jedno z największych miast handlowych, przestała istnieć.
        Dotkliwa klęska Norwegów stała się przyczyną kilku następnych po sobie
        wypraw odwetowych. W następnym roku roczniki duńskie odnotowują aż trzy
        starcia Skandynawów ze Słowianami.
        Sigurt Slembe, wielmoża norweski, którego interesy zapewne bezpośrednio
        zostały naruszone w Konungaheli, przedsięwziął na własną rękę dwie wyprawy
        przeciwko grasującym na Bałtyku statkom słowiańskim. W pierwszej bitwie w
        okolicach Zelandii zwyciężył, zniszczył osiem statków, a ich załogi
        wymordował. Niedobitków, którzy dotarli do lądu, powiesił, jak to zwykle
        czyniono z piratami. Podobny był wynik drugiej bitwy morskiej Sigurta Slembe z
        piratami słowiańskimi, która się rozegrała między wyspami Man i Arö.
        Podczas gdy Sigurt Slembe zdobywał na polach bitew ze Słowianami opiewaną
        później przez skaldów sławę, w Danii trwały przygotowania ogólnopaństwowe do
        rozprawy ze słowiańskimi rozbójnikami morskimi. Król duński Eryk II Emune
        zdecydował się wyprawić na Ranów, gdyż ci swymi napadami na wybrzeża wysp
        duńskich najbardziej dawali się we znaki. Ogromna flota duńska, licząca według
        Saxo Grammatyka 1100 łodzi morskich, co oczywiście jest znowu kronikarską
        przesadą, wypłynęła na podbój Rany. Celem ataku stała się Arkona - centralny
        ośrodek kultu religijnego wyspiarzy. W porę uprzedzeni Ranowie zamknęli się w
        grodzie. Rozpoczęło się długotrwałe oblężenie.
        Tymczasem Ranowie zorganizowali odsiecz: idąc nocą wzdłuż brzegu po znanych
        tylko rybakom mieliznach, zaatakowali nie spodziewających się z tej strony
        uderzenia Duńczyków. Mimo olbrzymich strat we flocie Duńczycy nie odstąpili
        • swarozyc Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich 15.12.02, 19:06
          cdn.
          Tymczasem Ranowie zorganizowali odsiecz: idąc nocą wzdłuż brzegu po znanych
          tylko rybakom mieliznach, zaatakowali nie spodziewających się z tej strony
          uderzenia Duńczyków. Mimo olbrzymich strat we flocie Duńczycy nie odstąpili od
          grodu, który nie był przygotowany na długotrwałe oblężenie. Zmożona głodem
          Arkona poddała się. Obrońcy jej zobowiązali się przyjąć chrześcijaństwo pod
          warunkiem, że świątynia i posąg Świętowita nie zostaną zniszczone.
          Król Eryk Emune pozostawił na wyspie biskupa misyjnego i towarzyszących mu
          misjonarzy, aby szerzyli chrześcijaństwo. Ale sam, zaniepokojony zamieszkami w
          Danii, zmuszony został do zwinięcia wyprawy i pośpiesznego powrotu do kraju,
          gdzie wkrótce w wirze walk dynastycznych znalazł śmierć. Skoro tylko zniknęły
          w morskiej dali żagle duńskich statków, Ranowie wypędzili duńskiego biskupa,
          sami natomiast pozostali wierni swemu czterogłowemu Świętowitowi.
          Wspominaliśmy już, że o udziale Duńczyków w krucjacie 1147 roku
          zadecydowały uciążliwe dla kraju korsarskie napady Słowian. Nic w tym
          dziwnego, w nieszczęsnym bowiem dla Danii okresie między śmiercią króla
          Mikołaja (Nielsa) w 1134 roku a objęciem władzy przez Waldemara I Wielkiego w
          1157 roku, wyspy duńskie wielokrotnie stawały się łupem korsarzy słowiańskich.
          Wskutek tego niektóre prowincje zaczęły się gwałtownie wyludniać.
          Krucjata nie odwróciła Słowian od rozbójniczego procederu na morzu. Wprost
          przeciwnie, Ranowie, których powaga wśród innych plemion Słowian połabskich po
          zwycięstwie przy ujściu Warnawy nad Duńczykami wzrosła do maksimum, zaczęli
          przejawiać nie spotykaną dotąd inicjatywę. Ich korsarska działalność
          doprowadziła do zamarcia handlu bałtyckiego, niejednokrotnie też uniemożliwiła
          swobodną żeglugę pomiędzy poszczególnymi wyspami duńskimi.
          Mnisi z klasztoru w Kołbaczu zamieścili w swym roczniku pod datą 23 i 24
          maja 1150 roku następującą notkę: "Była bitwa koło Arkony w Sławii, po czym
          Słowianie wyprawili się na Skanię". Niewątpliwie przyczyną wyprawy Skanów na
          Ranów była chęć odwetu za sromotną porażkę, którą ci ponieśli w czasie
          nieszczęsnej krucjaty przed trzema laty przy ujściu Warnawy. Ale były i
          głębsze przyczyny tego przedsięwzięcia. Zamknięcie handlu bałtyckiego oraz
          łowisk śledzi przy brzegach wyspy Rany dla chrześcijan postawiły Skanów wobec
          rozpaczliwej wprost sytuacji gospodarczej. Groził głód. Jedynym wyjściem było
          uderzenie w sprawców tego stanu.
          Wyprawa nie powiodła się. Skanowie ponieśli klęskę, na domiar złego Ranowie
          wyprawili się natychmiast na wybrzeże skandynawskie, które korsarskim
          zwyczajem spustoszyli, doprowadzając kraj do jeszcze większej ruiny
          gospodarczej.
          Nie koniec niepowodzeniom duńskim. Nie słabnąca aktywność Słowian zmusiła
          Duńczyków do pewnych kroków obronnych. Konieczność tego zrozumiał jeden z
          pretendentów do tronu duńskiego Swen Grade, który u brzegu wyspy Fionii i
          Zelandii zbudował dwa grody, "aby - jak informuje Saxo Grammatyk - były
          postrachem dla piratów i schronieniem dla mieszkańców". Nie na wiele się zdało
          to przedsięwzięcie. Przypuszczalnie w roku 1151 Słowianie nagłym atakiem
          zburzyli doszczętnie oba nowo zbudowane grody, po czym stoczyli bitwę, w
          której Swen Grade, "walcząc z wielkim męstwem", poniósł klęskę.
          W roku 1153 stolica Danii Roskilde już po raz drugi stanęła w obliczu
          niebezpiecznego najazdu Ranów i Połabian. Słowianie, dysponujący olbrzymią
          liczbą statków, rycerzy i koni, dowiedziawszy się, że książę Waldemar wyjechał
          ze stolicy, postanowili ją zaskoczyć. Dlatego też nie palili osad w okolicy,
          aby ich dymy pożarów nie zdradziły. Konnica zdołała dotrzeć do murów miasta,
          gdzie doszło do starcia z oddziałem pod dowództwem rycerza Ratulfa. To
          pierwsze starcie zadecydowało o losie wyprawy. Duńczycy zdołali w tym czasie
          zorganizować obronę, a przedłużenie się bitwy pozwoliło im przejść do ataku.
          Słowianie musieli pośpiesznie powrócić na statki.
          Nie był to jeszcze koniec działań zbrojnych. Swen Grade, w polityce
          wewnętrznej przeciwnik Waldemara, rozumiejąc, jaką groźbę stanowią Słowianie
          dla Danii jako całość, uderzył na ich powracającą z Zelandii flotę i odniósł
          nad nią zwycięstwo. Nie na wiele się to zdało. Najazdy Słowian nie tylko nie
          ustały, lecz przeciwnie, jeszcze się wzmogły.
          W Roskildzie, która już dwukrotnie przeżywała najazdy piratów słowiańskich,
          utworzono specjalny zakon rycerski, którego celem miało być zabezpieczenie
          wybrzeży duńskich przed podobnymi najazdami. Początkowo "zakon", który zresztą
          nie różnił się od innych organizacji korsarskich, posiadał zaledwie 28
          statków. Ale wojna z rozbójnikami słowiańskimi pozwoliła mu zgarnąć 82 statki,
          które zasiliły jego flotę. Nie znamy dalszych losów tej organizacji. Mimo
          uznania, jakim cieszyła się w Danii, nie przyniosła ona spokoju na Bałtyku.
          Mniejsze i większe wyprawy pustoszyły nadal wybrzeża duńskie. Oto jak
          opisuje zniszczenia spowodowane przez słowiańskich piratów Saxo Grammatyk: "W
          owym czasie rozzuchwalili się piraci; od granic Słowian aż po Eidorę wszystkie
          wsie od wschodu, opuszczone przez mieszkańców, leżały bez uprawy roli.
          Zelandię od południa zalegała pustka".
          W roku 1156 duża wyprawa floty słowiańskiej, skierowana na Fionię i jej
          główne miasto Oddensce dokonała takich zniszczeń, że, jak informuje wspomniany
          już dziejopis, "gdyby poniesiono drugą podobną klęskę, wyspa zostałaby
          pozbawiona możliwości uprawy".
          Łupieskie wyprawy Słowian nie ograniczały się zasięgiem do południowych
          wysp duńskich. Niejedna z nich sięgnęła północnych części Jutlandii. Roczniki
          duńskie odnotowują kilkakrotnie olbrzymie dewastacje w posiadłościach biskupa
          w Aarhus. O wysokości strat poniesionych przez biskupów w Aarhus może
          świadczyć spisany w roku 1183, a więc 15 lat po upadku Rany i podboju Pomorza
          przez Waldemara, testament, w którym biskup Swen określa swe majątki
          jako "wielkie w liczbie, ale małe w cenie z powodu położenia nad morzem i
          narażenia na najazdy pogan".
          Okres działalności piratów słowiańskich na morzu zamyka duża wyprawa floty,
          liczącej według jednych źródeł 600, a innych 1500 statków, która pojawiła się
          w Sundzie. W chwili, gdy przepływała koło wyspy Joluholm, gwałtowna burza
          morska zniszczyła większość statków.
          Przewaga militarna Słowian w XII wieku na Bałtyku jest aż nazbyt oczywista.
          Sławą i niesławą rozbójnictwa morskiego Skandynawowie muszą podzielić się ze
          Słowianami.
          Niestety niewiele jest relacji kronikarskich, które by mówiły bezpośrednio
          o pirackiej działalności Słowian. Jeżeli z tych nielicznych przekazów
          pisemnych skandynawskich skaldów, czy Sagamandarów rysuje się obraz takiej
          potęgi morskiej Słowian, to trzeba przyznać, że mit niepodzielnej ery wikingów
          został brutalnie unicestwiony przez Słowian.
          ''''
          Kto żyje bez szaleństwa, ten nie jest tak mądry, jak myśli.
          • skuter^ czy moze mi ktos strescic? n/t 16.12.02, 08:12
      • swarozyc Re: Stettiner 17.12.02, 20:43
        Bitwa kolo przyladka Darsin (kolo wyspy Koos)
        W 1184 r. Doszlo do ciekawej bitwy pomiedzy flota dunska pod dowodztwem
        biskupa Absalona a flota pomorska ksiecia Boguslawa. Boguslaw zorganizowal
        wowczas wyprawe ktorej celem bylo odebranie Rugii opanowanej przez Dunczykow.
        Z flota swa, liczaca ok. 150 okretow bojowych i 350 statkow transportowych,
        wszedl do zatoki Darsin, oczekujac tam na przybycie floty
        zachodnioslowianskiej ksiecia obdrzyckiego Borwina. Tymczasem Dunczycy,
        wiedzac o zamiarach Boguslawa, wyslali w rejon Rugii silna flote. 20 maja 1184
        r. Znalazla sie ona na wysokosci przyladka Darsin. Floty przeciwnikow
        znajdowaly sie blisko siebie, lecz nie wiedzialy o sobie, gesta mgla bowiem
        ograniczala widocznosc[chlopcy z obu flot poszantowali troche za ostro na
        alkoholu niewiadomego pochodzenia]. Pierwszy o flocie przeciwnika dowiedzial
        sie Absolon i on tez [po przejrzeniu na oczy]postanowil pierwszy uderzyc
        [szkoda ze nie w kalendarz ,-julianski]. Boguslawa rowniez powiadomiono o
        zblizajacych sie okretach [zygzakiem] przeciwnika, lecz poniewaz nie
        spodziewal sie przeciwnika, sadzil ze sa to idace mu na pomoc okrety [ze
        starka] zachodniopomorska.
        Pomylka ta drogo go kosztowala. Wprawdzie na wszelki wypadek Boguslaw ustawil
        swe okrety bojowe w szyku, a za nimi polecil zakotwiczyc statkom,
        transportowym, lecz w gruncie rzeczy nie byl przygotowany do bitwy i nie mogl
        sie oprzec silniejszemu przeciwnikowi. Flota dunska naglym atakiem rozerwala
        szyk okretow Boguslawa, przedostajac sie do bezbronnych ststkow
        transportowych. Widzac beznadziejnosc sytuacji Boguslaw polecil wycofac sie
        swym okretom bojowym, zakotwiczone zas ststki wpadly w rece Dunczykow. Bitwa
        ta polozyla kres swietnosci morskiej Slowian baltyckich.
        Moral z tej opowiastki jest taki ze Dunczycy zamiast nas bic, powinni sie
        uczyc piwo od nas wazyc bo Faxe nie idzie pic…
        (Wprawdzie stettiner opisal owa bitwe wczesniej ale na jej tle nie bylo
        pierwszego planu ktorego brak zapewne wszycy odczuwali…)
        • stettiner Re: Stettiner 17.12.02, 21:24
          Moich suchych informacji nie sposób nazwać opisem, w przeciwieństwie do twojego
          dzieła... Zwłaszcza nadciągające zygzakiem okrętów przepiękne:)))
          • Gość: Old Spice Re: Stettiner IP: *.adsl.inetia.pl 26.07.14, 21:22
            Wzruszajace pogaduszki.
    • Gość: Jazzek Re: Ku pokrzepieniu serc slowianskich IP: *.it.volvo.se / 153.112.43.* 13.12.02, 13:07
      Chętnie bym coś poczytał na temat bitwy pod Svolder (Zwłodziem), a ze spraw
      smutnych o okolicznościach zniszczenia Arkony.
      • willi2 Re: Ku pokrzepieniu serc Slonzkich 16.12.02, 10:11
        My jak siy prali w latach szesdziesiontych z gorolami (czytaj naplywowymi)
        = To szly szlojdry,gable,itp.I tesz moga se pisoc ze mielismy zwycienstwa =
        ale wielu naszych powyjezdzou do Rajchu = a Polska nas wykonczyla ekonomicznie

        P.S Te Swarozyc napisz cos o Sillingach = praojcach Slonzokow

        Glück auf

        • swarozyc Re: Ku pokrzepieniu serc Slonzkich 16.12.02, 21:33
          Jak cos znajde, to moze w przyszlosci...
          • Gość: Gryf Re: Ku pokrzepieniu serc Slonzkich IP: serwer:* / 192.168.1.* 16.12.02, 21:48
            No popatrz Swarozysc slawa Twa poza granice III-ciej Najjasniejszej
            Rzeczpospolitej juz siega.Czakamy na spelnienie obietnicy danej naszemu bratu
            Slazakowi.
            • swarozyc Re: Ku pokrzepieniu serc Slonzkich 16.12.02, 21:56
              I Ty bedziesz pilnowac aby slowo stalo sie cialem, he?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka