andrzej.lazowski
18.10.06, 14:52
Czas na debatę (4)
Gdzie się podziała studencka kultura?
Termin: 22.10.2006 r. (niedziela) o godz. 18:00
Miejsce: Ośrodek Teatralny Kontrasty (sala kinowa) przy ul. Wawrzyniaka 7a.
Głównym tematem debaty będzie stan i możliwości rozwoju kultury studenckiej w
naszym mieście, bo przecież Szczecin to miasto kilkudziesięciu tysięcy
studentów zarówno potencjalnych twórców jak i odbiorców kultury.
Uczestnicy m.in.: dr Bolesław Klepajczuk – Uniwersytet Szczeciński, Waldemar
Kulpa – SCK Kontrasty, Grzegorz Dolniak – Studencki Kabaret "Węzeł", Antoni
Sobolewski – wiceprezes Stowarzyszenia Czas Przestrzeń Tożsamość.
Wstęp do debaty Stowarzyszenia Czas Przestrzeń Tożsamość
22.10.2006 r. godz. 18.00, OT Kontrasty (sala kinowa)
Gdzie się podziała KULTURA STUDENCKA?
Napisano na zamówienie Prezesa Stowarzyszenie CPT - Andrzeja Łazowskiego
Dla porządku - spytajmy - co to jest za zjawisko KULTURA STUDENCKA?
Aleksander Butrynowski, filozof, z którym wiodłem spory na temat - czym jest
ta kultura - 30 lat temu twierdził, że "Hej sokoły" i inne pieśni nazwane 30
lat później biesiadnymi, śpiewane na imprezach i ogniskach są właśnie kulturą
studencką.
Nie wiem co śpiewają dzisiaj studenci na imprezach i imprezkach, a co przy
ogniskach. Może w ogóle nie śpiewają?
Można stworzyć definicję, jeżeli mamy do czynienia ze zjawiskiem.
Trzydzieści lat temu w uczelnie wspierały kulturalną aktywność studentów.
Studenci mogli zakładać kluby fotograficzne, filmowe, tańca towarzyskiego,
teatry, chóry, zespoły pieśni i tańca, kluby studenckie środowiskowe,
uczelniane, wydziałowe a nawet kierunkowe czy branżowe. Po tym jak powstały
te wszystkie instytucje kultury studenckiej, zaczęto organizować przeglądy,
festiwale, wystawy. Imprezy wymagały oprawy plastycznej - pojawili się
plastycy. Dostali zawodową szansę. Powstawała prasa studencka, wydawnictwa -
ponieważ odbywały się konkursy poezji. Było wreszcie radio studenckie, które
towarzyszyło studentom codziennie.
Wszystko to powstało z biedy. Byliśmy najzwyczajniej - biedni. Ludzi nie było
stać na aparaty i prywatne ciemnie. Na kursy tańca towarzyskiego, na wyjazdy
zagraniczne. Byliśmy biedni i niewykształceni. A młodzi ludzie byli wrażliwi,
przyjeżdżali z prowincji i szukali tego wykształcenia, niekoniecznie
zawodowego. Nie każda szkoła średnia potrafiła wykształcić nawyk chodzenia do
teatru. W powiatowym kinie nie było repertuaru "ambitnego". Takie filmy można
było obejrzeć w DKF-ach. Radio, a później telewizja i estrada oferowały
standardowy program o charakterze "zakładowym".
Nie byłoby Kultury Studenckiej gdyby nie było polityki. Na uczelniach
działała organizacja studencka ZSP, która musiała się wykazać sukcesami. Byli
też młodzi zdolni niepokorni, którzy chcieli tworzyć. Tak w skrócie. I ZSP
promowało Kulturę Studencką jak przykład studenckiej aktywności i swojej
skuteczności na polu działalności społecznej. Użyjmy języka organizacyjnego.
Te działania studenckiej organizacji wspierała uczelnia, bo też musiała się
wykazać przed władzą polityczną czyli PZPR. Były oczywiście różne szarwarki w
postaci 1 maja, rewolucji październikowej oraz 22 lipca, ale nie dotyczyły
wszystkich.
"Stara" Kultura Studencka rodem z PRL-u była wielkim tyglem
samokształceniowym. Młodsi uczyli się od starszych. Starsi na szczęście
odchodzili do wyuczonych zawodów, chociaż nie wszyscy, i zostawiali miejsce
dla młodych. W klasycznym domu kultury byli instruktorzy różnych
specjalności, w klubie studenckim byli koledzy. Żyła tak naprawdę do czasu,
kiedy istniała wspomniana potrzeba samokształcenia. To był chyba prawdziwy
powód zejścia nieboszczki.
Pytanie, temat debaty "Gdzie się podziała Kultura Studencka?" - niech
pozostanie bez mojej odpowiedzi. Na pytanie: Czy można do tego wrócić? -
odpowiadam - Po co? I - Nie można.
Każde pokolenie ma swoją wrażliwość. Czyli - w każdym pokoleniu są ludzie
wrażliwi.
Banalne, ale prawdziwe - tylko studenci stworzą kulturę studencką. Swoją,
jaką potrafią, jaką chcą. Legendę owszem, można bardzo łatwo napisać. Nawet
wypromować. Ale nie każdemu wierzgnięciu pegaza będzie towarzyszyło
natchnienie poetyckie. I odwrotnie, choć na dobrą sprawę nie podejmuję się
dalszego rozwijania tej jakże obiecującej metafory.
Wojciech Hawryszuk
PS Dlatego tekst opatrzyłem podtytułem "Napisano na zamówienie Prezesa
Stowarzyszenie CPT - Andrzeja Łazowskiego", ponieważ nie lubię być "starym
wujem" i opowiadać jak to wcześnie pięknie było. Nie mówiąc o receptach i
tajemnicach zapisanych w kronikach klubowych.