Gość: SHP
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
14.07.03, 00:58
...rowerem, aby kierowca w samochodzie jadący za rowerzystą nie próbował go
wyprzedzać? Na terenie zabudowanym generalnie obowiązuje 60km/h, z pewnymi
wyjątkami, odpowiednio oznakowanymi. Są miejsca, w których rowerzysta
spokojnie może dobić do prędkości dopuszczalnej. Ba! Nawet może ją
kilkukrotnie przekroczyć. Właśnie dzisiaj jechałem sobie jednym z takich
odcinków. Ograniczenie do 40km/h, jade 40km/h, a samochody wciąż mnie
wyprzedzają. Dobrnąłem do 50km/h i zjechałem na środek, bo przy takich
prędkościach jazda przy krawężniku jest samobójstwem. I ciągnę tak środkiem,
aż tu nagle słyszę z tyłu klaskon. Odwróciłem się na moment i zobaczyłem, jak
gościu w blachosmrodzie usiłuje mnie wyprzedzić. Wobec tego wyciągnąłem prawą
rękę i pokazałem mu cztery palce (miała to być dla niego informacja, że tu
jest dopuszczalne 40km/h). Ale gościu i tak mnie wyprzedził, łamiąc co
najmniej kilka przepisów naraz, wychylił łeb przez okno, więc drę się do
niego: "tu można 40, ćwoku!".
Sytuacje takie nie są odosobnionymi przypadkami i zdarzaja sie bardzo czesto.
Są też miejsca, gdzie mimo ograniczenia do 40km/h, mozna jechac i 70km/h.
Ktoś mi zaraz zarzuci, skoro sam łamiesz przepisy, nie dziw się, że robią to
inni. A jednak się dziwię...
Ale niestety, u kierowców jest tak: widzą rowerzystę: "Aha. Trzeba go
wyprzedzić, no bo rowerzysta", a potem dopiero patrzą na znaki (chociaż tez w
to powątpiewam).
Nigdy, ale to nigdy nie miałem jeszcze sytuacji, by kierowca jechał za mną
przepisowo. No chyba, ze kursant eLką...
POzdro
Tomek