Gość: herb
IP: 195.124.114.*
31.10.07, 07:21
www.gs24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20071031/REGION/71030040
Obóz pracy u nas! (video + fotogaleria)
- Mają gorzej, niż Polacy we włoskich obozach pracy - powiedział
pogranicznik po wyjściu z budynku, w którym gnieździły się Ukrainki.
Ukrainki nie rozumiały wczoraj dlaczego straż graniczna każe im
wyjechać. Przyjechały legalnie, nie skarżyły się. - Jak do nas
przyjedziecie, przywitamy was tak samo - mówiły. Dziś decyzję o ich
wyjeździe podejmie komendant naszego oddziału straży granicznej.
(Marcin Bielecki) MULTIMEDIA
Zobacz jak w Trzebórzu mieszkały Ukrainki (3'26")
(4,65 MB) ZOBACZ ZDJĘCIA
Ukrainki Spały na pryczach, nawet po osiem w jednym pokoju. Na
poddaszu materace leżą obok siebie, w jednej izbie.
Zarobiły 50 zł
Miały zarabiać 70 zł dziennie. Po tygodniu pracy dostały 50.
Miały pracować w polu przez trzy miesiące i wrócić z wypchanym
portfelem. Pracowały w hali, przy produkcji świątecznych stroików.
Najprawdopodobniej wrócą do domu po dwóch tygodniach; bez pieniędzy.
Dostaną roczny zakaz przyjazdu do Polski.
- Miałem płacić 70 zł dniówki, ale za pracę na polu - powiedział Jan
Siwiec, który ściągnął kobiety do Polski za pośrednictwem urzędu
pracy w Pyrzycach. - Nie znam prawa. Nie wiedziałem, że kobiety nie
mogą pracować przy stroikach w hali. A wierzba na polu była
opryskana. Nie można było jeszcze jej zbierać.
Katarzyna Leśniewska, córka gospodarza zapewniała, że Ukrainki
zarabiają 7 zł na godzinę.
Gospodarzowi grozi grzywna. Funkcjonariusze straży granicznej
przesłuchali wczoraj w gospodarstwie w Trzebórzy koło Pyrzyc 75
Ukrainek. Muszą wyjechać w ciągu tygodnia. Formalnie za to, że
pracowały w hali, zamiast w polu.
- Liczyłam, że wrócę do domu z pieniędzmi, że pomogę rodzinie - mówi
Hanna Jackiel. - Mam dwie córki, wnuczka. - Nic z tego, jeszcze karę
przyjedzie mi płacić. A ja chcę tu zostać. Mnie ten dom nie
przeszkadza. Przez trzy miesiące można wytrzymać. (Marcin Bielecki)
Chciałam córkom pomóc
- Myślałam że zarobię parę groszy - mówiła wczoraj przerażona Anna
Nikołajszyn z Horodenki, z regionu Iwanofrankowskiego na Ukrainie. -
Chciałam jeszcze na grób ojca Macieja Rutkowskiego pojechać, leży w
Stargardzie. Jutro miałyśmy iść w pole. Ale tu takie zamieszanie.
Boję się, że nas wyrzucą z Polski.
Hanna Jackiel ma dwie dorosłe córki.
- Chciałam zarobić, córkom pomóc i wnuczkowi - opowiadała
zrezygnowana. - Ale już nic z tego nie będzie. Przecież wcale nie
narzekałyśmy, nie skarżyłyśmy się. Po co nas wyrzucać?
Maria Andrusiak niedawno pochowała męża.
- Chciałam na nagrobek uskładać - mówiła bliska płaczu. - Zostałam
sama, a muszę wychować czwórkę dzieci. U nas nie ma pracy.
- Ukrainki zatrudniłem legalnie, za pośrednictwem urzędu pracy w
Pyrzycach. Ponieważ przyjechały wcześniej, nie mogły pracować w polu
przy zbiorze wierzby. Dlatego robiły stroiki. Nie wiem co złego
zrobiłem. Boją się, że im nie zapłacę. Zapłacę, córka już
przygotowuje pieniądze. (Marcin Bielecki) Dom jak barak
Kobiety zatrudniał Jan Siwiec, gospodarz z Trzebórzy. Na widok
dziennikarzy puściły mu nerwy. Rzucił się na nas z siekierą. Kolega
zdążył zasłonić się statywem.
Obejrzeliśmy dom, w którym mieszkały kobiety. Gospodarz, kiedy
uspokoiła go córka, sam nas zaprowadził.
Przed budynkiem jest głęboki rów, przez który przerzucono kładkę.
Nie było światła, po ciemku można stoczyć się w dół.
Na parterze naliczyliśmy 12 pomieszczeń. W 10 mieszkały kobiety, a
właściwie były stłoczone. Spały na pryczach, po kilka osób. Tam,
gdzie były piętrowe łóżka, spało po 7 i 8. W jednym pomieszczeniu
kobiety mogły gotować. Na dole też były łazienki i toalety.
Poddasze to jedna ogromna izba, gdzie na podłodze leżały materace.
Ściany nie są otynkowane. W futrynach nie ma drzwi.
- Nie zdążyłem wszystkiego przygotować jak należy - tłumaczył Jan
Siwiec. - Ale mają ciepło, gaz, ciepłą wodę. Resztę w ciągu tygodnia
dokończę.