Gość: gossc IP: *.adb.pl 10.08.03, 18:01 To sie wychylilem na onecie chwalac przychodnie portowa wlasnie w tej czesci odpowiedzialnej za choroby tzw tropikalne. coz czlowiek uczy sie cale zycie. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: mangoo Re: Jak dostać lek na malarię IP: *.netcologne.de 10.08.03, 18:16 Gdy jechalem do Tajlandii, spotkaly mnie *identyczne* przejscia, co w artykule. Jadac rok pozniej na Sri Lanke, nie fatygowalem sie juz z polska "sluzba zdrowia" - od razu pojechalem do Niemiec. Zastanawiam sie, co robia osoby mieszkajace dalej od granicy? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: czytacz Re: Jak dostać lek na malarię IP: *.espol.com.pl 10.08.03, 22:40 Polecam przeczytać artykuł z sobotnio-niedzielnego wydania gazety w którym rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Sanitarno Epidemiologicznej, Pani Opiela informuje jak daleko idące działania podjęto z tą tak tragiczną śmiercią - podjęła ta instytucja, cyt. "wyselekcjonowano 76 osób kontaktujących się ze zmarłym, które zobowiązano do dwukrotnego pomiaru temperatury i ograniczenia kontaktu z innymi osobami. Tragedia całego tego chwalstwa Pani rzecznik polega na tym, że instytucja którą reprezentuje po za odwiedzeniem kilku osób na terenie Osiedla Bukowe nie uczyniła nic. Osoby z którymi rozmawiano i które chyba wchodzą w skład tej "wyselekcjonowanej" grupy normalnie pracowały bo im przecież zwolnień lekarskich nie wydano. Teraz mamy drugi kwiatek z kupnem podstawowego leku. Dramatyzm tej śmierci wynika z próby przerzucenia winy za tą śmierć na samego zmarłego, bo przecież po niego prokurator nie sięgnie. Przed śmiercią leczył go lekarz rodzinny który wiedział o fakcie pobytu zmarłego w Kenii i ukąszenia go przez komary. Prawdopodobnie lekarz ten o malarii wie tyle co ja inżynier po przeczytaniu Encyklopedii zdrowia. Sanepid moim zdaniem nie zrobił nic w kierunku uświadomienia lekarzy pierwszgo kontaktu o postępowaniu z chorymi wracającymi z Afryki czy innych krajów epidemiologicznie zagrożonych, zapominając o raptownym rozwoju turystyki w tym właśnie kierunku. Pracownicy Sanepidu natomiast wspaniale się sprawdzają w nakładaniu mandatów za drobne przewinienia w przemyśle spożywczym i nie tylko. Szkoda tylko, że redaktor artykułu nie poprosił Panią rzecznik o kopię zobowiazania do ograniczenia kontaktów a Pani rzecznik zapomniała iż zmarły mieszkał w Szczecinie w trakcie prawie całej choroby pracował a Gazeta Wyborcza nie zalega w kioskach tylko jest pismem poczytnym. Wypowiedż Pani byłaby dobra dla wydania kolportowanego np na Grenlandii a nie w otoczeniu tragicznie zmarłego młodego człowieka, które Pani i Pani przełożonym płaci wynagrodzenia chcąc bezpiecznie a przynajmniej świadomie żyć Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mac Kompromitacja środowiska lekarskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.03, 00:30 To, że ten człowiek umarł, jest totalną kompromitacją naszego środowiska medycznego. Lekarze-ignoranci zastanawiali się, czy to może gorączka krwotoczna (która zabija w ciągu trzech dni od zarażenia), a zapomnieli o chorobie, która jest najbardziej powszechna w przypadku wizyt w krajach tropikalnych. Facet mógł żyć, gdyby nie ignorancja lekarzy. Ale oczywiście nikt za to nie beknie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: madhag Re: Kompromitacja środowiska lekarskiego IP: *.telia.com 11.08.03, 06:19 Przed wyjazdem do Tajlandi postanowilam rowniez zazyc lek Lariam. Jego zdobycie nie sprawilo mi zadnego problemu, byl nawet bez recepty a zakupilam go w miasteczku wielkoscia odpowiadajacemu naszym Policom. Tylko, ze bylo to w Szwecji. Miejmy nadzieje, ze po wejsciu do Uni Europejskiej sytauacja z tego typu leakmi sie poprawi. Odpowiedz Link Zgłoś
tomasito Re: Jak dostać lek na malarię 11.08.03, 16:15 Szczerze mówiąc trochę się dziwie Waszym wypowiedziom. 2 lata temu wyjeżdżałem do Nikaragui w porze deszczowej, a wtedy właśnie jest największe zagrożenie malarią (byłem tam od lipca do listopada 2001). W internecie bardzo łatwo znaleźć informacje na temat tej choroby, jak również lekarstwa, jakie powinno się zażywać. Zadzwoniłem, też do przychodni portowej, gdzie potwierdzono to, czego wcześniej się dowiedziałem. Wiedząc, co mi jest potrzebne poszedłem do lekarza rodzinnego (kiedy idzie się do lekarza w naszym kraju, lepiej zawsze wiedzieć wcześniej z czym się idzie), dostałem receptę, poszedłem do najbliższej apteki i dostałem tabletki za „grosze”. Nie pamiętam dokładnie jak lek się nazywał, nazwa brzmiała mniej więcej tak: „chloroquinum” zresztą bardzo podobnie do angielskiego odpowiednika. Przeglądając informacje o malarii, można też się dowiedzieć o tym, że zażywanie tabletek anty malarycznych (są to równocześnie tabletki stosowane w kuracji malarii) jest zalecane, ale praktycznie niepotrzebne, ponieważ tylko w niewielkim stopniu zapobiegają zarażeniu, a przy dłuższym zażywaniu działają bardzo szkodliwie na wątrobę, nerki i jeszcze kilka organów i układów wewnętrznych. Będąc ostrożnym i zapobiegliwym, postanowiłem jednak na wszelki wypadek połykać tabletki. Trzeba zacząć już tydzień przed wyjazdem, brać je raz w tygodniu przez cały okres pobytu za granicą i kontynuować przez 4-5 tygodni po powrocie (za każdym razem po dwie). Dlatego idąc do lekarza po receptę należy wiedzieć jak długo bezie się w kraju o ryzyku zarażenie malaria, aby dostać właściwą ilość tabletek. I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa. Byłem niedawno w Centrum Krwiodawstwa, gdzie chciałem oddać krew. Dowiedziałem się tam, że jestem dożywotnio zdyskwalifikowany jako krwiodawca, ze względu na zażywanie tabletek anty malarycznych. O tym niestety nie powiedziano mi w przychodni portowej, ani u lekarza rodzinnego, ani w aptece, skandalem jest, że przy lekarstwie nie było żadnej informacji na temat leku i efektach, jakie powoduje u zażywającego, również w Internecie nie znalazłem najmniejszej wzmianki na ten temat. A najgorsze jest to, że w Nikaragui praktycznie nie notuje się przypadków malarii... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mac Re: Jak dostać lek na malarię IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.08.03, 16:44 Rzeczywiście długotrwałe profilaktyczne przyjmowanie leków przeciwmalarycznych ma ujemny wpływ na wątrobę i nie tylko, ale jeżeli raz na dłuuugi czas (albo raz w życiu) wyjeżdżasz do regionu świata zagrożonego malarią, to raczej warto brać tabletki. Ale oczywiście tabletki sprawy nie załatwiają, najważniejsza jest oczywiście ochrona przed ukąszeniami komarów, czyli moskitiera, dobry repelent, długie rękawy itp. Zresztą sprawa jest dość ułatwiona, bo w tropikach komary atakują dopiero po zmroku, prawie nigdy w dzień. Swoją drogą, gdyby u nas było zagrożenie malarią, to już by nas pewnie nie było ;-) Jeszcze jedna uwaga co do leków przyjmowanych profilaktycznie - nie wszystkie te środki działają w każdym regionie świata, np. w Azji lariam (mefloquine) jest praktycznie nieskuteczny, więc nie ma sensu go tam brać. W Tajlandii zalecany jest inny środek (nazwy nie pamiętam), ale tylko w przypadku zachorowania, a nie profilaktycznie - tam zagrożenie malarią jest tak minimalne (jeżeli nie poruszasz się po lasach), że w ogóle tamtejsze władze zdrowotne nie zalecają zażywania jakichkolwiek tabletek. Ale to wszystko nie zmienia faktu, że dość łatwo można było uratować tego człowieka... Zresztą podejrzewam, że ze wzrostem mobilności naszego społeczeństwa takich przypadków będzie coraz więcej. Taka sytuacja pojawiła się w Niemczech już dość dawno temu, i tam też lekarze nie bardzo radzili sobie z malarią. Może sytuacja się zmieni wtedy, kiedy lekarze sami zaczną jeździć na wycieczki do krajów tropikalnych :-))) Odpowiedz Link Zgłoś