Dodaj do ulubionych

Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima

05.06.09, 21:00
Szli krzycząc: "Polska! Polska! - wtem jednego razu
Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach
wyrazu; Pewni jednak, że Pan Bóg do synów
się przyzna, Szli dalej krzycząc: "Boże! ojczyzna!
ojczyzna." Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się
krzaka, Spojrzał na te krzyczące i zapytał:
"Jaka?"

Na to pytanie Slowackiego do dzisiaj Polacy nie potrafia udzielic spojnej i
jednoznacznej odpowiedzi..Do dzisiaj nie jestesmy zintegorowani wokol pewnych
i niekwestionowalnych impoderabiliow..
Za duzo tu jeszcze Watykanu, Jerozolimy i innych zlotych cielcow ze Wschodu i
Zachodu...
a przede wszystkiem za duzo tu jeszcze zwyklego i niekaranego ku...twa i zlej
woli..
Obserwuj wątek
    • Gość: agata Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima IP: *.globalconnect.pl 05.06.09, 21:10
      Przeczytałam 'felieton' i jestem porażona jego niskim poziomem. Jak człowiek na
      takim stanowisku może tak okropnie bredzić? Dzieci w szkole podstawowej potrafią
      dużo sensowniej przedstawiać w formie pisemnej swoje opinie. Po lekturze
      Pańskiego tekstu niestety nie jestem w stanie stwierdzić o czym on jest. Jest to
      zlepek kompletnie oderwanych od siebie historii, których nie potrafił Pan
      połączyć w sensowną całość. Okropieństwo.
      • Gość: joana Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima IP: *.globalconnect.pl 06.06.09, 07:26
        To jest wolność, czy jej nie ma? Bo Pan Redaktor sprawia wrażenie, jakby chciał
        wydać nakaz świętowania i radości... Kiedyś już tak było, Panie Redaktorze.
        Pomijam fakt, że jest spora grupa obywateli w tym kraju, która nosi w sercach i
        umysłach wątpliwości, czy aby jest co świętować, biorąc pod uwagę zarówno
        formułę, jak i konsekwencje obrad okrągłostołowych....
      • Gość: james Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima IP: *.cable.smsnet.pl 08.06.09, 00:26
        To napisz cos madrzejszego komunistyczna b....o!!
    • Gość: Fugazi Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima IP: *.globalconnect.pl 05.06.09, 21:25
      > Szli krzycząc: "Polska! Polska! - wtem jednego razu
      > Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach
      > wyrazu; Pewni jednak, że Pan Bóg do synów
      > się przyzna, Szli dalej krzycząc: "Boże! ojczyzna!
      > ojczyzna." Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się
      > krzaka, Spojrzał na te krzyczące i zapytał:
      > "Jaka?"

      Katolicka, ku..., katolicka powinni odpowiedzieć.
      Polak musi być katolikiem, bo jak nim nie będzie, to w ogóle go nie
      będzie.

      Pozdrawiam
      Fugazi
      • albert_c Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima 05.06.09, 21:46
        To kto zas Ty?

        A Swar to co, nie Polak?

        A malo ci w historii wybitnych Polakow co to katalomi nie byli
        ;-)

        a ten felieton to faktycznie jakby synapsy jakies dzis Jachimowi sie nie zgraly.


        Gość portalu: Fugazi napisał(a):

        > Katolicka, ku..., katolicka powinni odpowiedzieć.
        > Polak musi być katolikiem, bo jak nim nie będzie, to w ogóle go nie
        > będzie.
        >
        > Pozdrawiam
        > Fugazi
        • swarozyc Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima 05.06.09, 21:51
          Katolak to pojecie majace swe uzasadnienie po kontrreformacji a szczegolnie po
          Potopie.
          Kropke nad i postawil Dmowski mowiac ze "katolicyzm nie jest ozdoba Polskosci, a
          jej istota"..
          Szkoda mi go, bo bedac mlodszym duzo dla Polski zrobil i dobrze mowil..
          • albert_c Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima 05.06.09, 21:54
            a ja mam czesto wrazenie ze do tego stawiania kropki nad i to wciaz jest
            zajebiscie dluga kolejka w naszym narodzie.

            swarozyc napisał:

            > Kropke nad i postawil Dmowski mowiac ze "katolicyzm nie jest ozdoba Polskosci,
            > a
            > jej istota"..
            • swarozyc Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima 05.06.09, 21:59
              Ostatnim byl chyba Goryszewski ktory tez popelnil pare katolackich zlotych mysli..
              ale ostatnio slyszalem o krakowskich "Radnych" PO, ktorzy twierdza ze radnym sie
              bywa, a katolikiem jest, i ciupasem przekazali atrakcyjne dzialki w miescie na
              rzecz KK, ktore palcem(tlustym i brudnym)wskazal lokalny xionc..
              • albert_c Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima 05.06.09, 22:03
                w Szczecinie prezydentem sie bywa a katolem jest - takiej pewnie maksymy sie
                trzyma Krzystek - bo i on szczodrze obdarza KK
              • swarozyc i tu mozemy udzielic juz odpowiedzi 05.06.09, 22:08
                niezbyt lotnemu Wojtkowi...
                Katolackie wlazidupstwo swojemu watykanskiemu Panu i jego polskojezycznym
                pacholkom..
                oto co nasz spaja..
    • tchadshock Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima 05.06.09, 22:09
      Mieszkam w Szkocji prawie od czterech lat. Szczecin jest mi bardzo
      bliski. Tu konczylem szkole srednie, troche studiowalem a przede
      wszystkim pracowalem. Minelo 20 lat i co Polska dalej jest spieta
      zgadzam sie z tym w 100 procentach. Nie potrafimy korzystac z
      rozwiazan ktore juz dawno funkcjonuja na swiecie i ewentualnie je
      ulepszac. Na sile trzymamy w sferze organizacji PRL a jak juz cos
      jest wprowadzane to za chwile bedzie kilkakrotnie niby ulepszane i
      poprawiane. Zycie codzienne Nas spina. Brak pracy, niskie zarobki
      ale nie tylko. Brak dobrej organizacji i pozycja roszczeniowa
      Panstwa w ktorym przyszlo Polakom zyc takze. Przyklady prosze
      bardzo. W Wielkiej Brytanii wiele spraw zalatwia sie nie udajac sie
      do urzedu. Wlasciwie tu nie ma pojecia "zalatwia" ale "aplikuje".
      Rejestracja zakupionego samochodu, dzialalnosci gospodarczej lub
      wizyta w Urzedzie Skarbowym to sama przyjemnosc. Pisze o tym bo
      przezylem to na wlasnej skorze. Nie z zaslyszanych opowiadan. I co
      najgorsze ja nadal sie czuje ze jestem nie u siebie a mimo tego
      wszystko jest bardziej przyjazne. Pozdrawiam goraco z zimnego
      Glasgow i wierze ze za 20 lat bedziemy mniej spieci.
      • swarozyc Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima 05.06.09, 22:13
        Cholera, wyglada ze opacznie zrozumialem slowo "spina"...
        myslalem ze Wojtkowi chodzi o spinac, laczyc, integrowac..
        ale, i tak moze pozostac..
        • albert_c Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima 05.06.09, 22:19
          w sumie to wyszlo Ci zabawnie bo jednych KK spina (spaja) a innych spina
          :-)
      • Gość: twarda wazelina Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima IP: *.chello.pl 05.06.09, 22:20
        Co ty tam robisz? Wracaj tu do nas . Tam słyszałem ciągle pada.
        słyszałem ,ze teraz bija tam naszych . U nas jak dostaniesz w mordę to wiesz ,że
        w rodzinie . Za półtora roku pogonimy tą łobuzerię i szybko odbudujemy to co oni
        zburzyli i będzie git jak za starych pięknych czasów. Kaskada , Bajka
        A jak pamiętasz? Szczecinianki są zawsze najładniejsze na świecie. widziałeś
        ładną szkotkę ? Wątpię.
        • swarozyc Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima 05.06.09, 22:23
          Szkockie nastolatki sa fajne...
    • Gość: Mike Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima IP: 213.136.229.* 06.06.09, 06:58
      OMG Jachim czlowiek do ciebie nawet nie dociera ze sam sobie zaprzeczasz. Z jednej strony zachwyt nad urzednikami na zachodzie, z drugiej strony przypier.....sz sie do czlowieka ktory chce zeby i urzednicy, odpowiednie sluzby porządkowe w naszy miescie zachowywały sie tak jak tam. Róznica polega na tym że tam panstwo i urzedy sa dla obywatela. Nie traktuje sie tam ludzi jako potencjalnych podejrzanych ktorym trzeba patrzeć na rece, wychodzi sie z zalozenia ze kazdy jest praworzadnym obywatelem dopóki on sam nie da powodow aby go traktowąc inaczej. Tymczasem dla takiego srodka od kapusty jak Jachim, normalne jest że straz miejska robi sobie niezpowiedziane naloty na uczciwych ludzi bo zdarzaja sie tacy ktorzy nielegalnie oprózniaja swoje szamba, natomiast nienormalne jest gdy ktos domaga sie aby to zaltwiac w bardziej cywilizowany sposób. Idź sie czlowieku zapisz do PiSu- bo tam ci najblizszej z takim podejsciem do rzeczy.
      • Gość: tw Re: Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima IP: *.chello.pl 06.06.09, 08:24
        bo kto ma charakter Jachima, ten się SPINA.
        A poważnie, to jesteśmy tacy bo nigdy nie byliśmy inni. No może
        przed II WŚ, ale już po jej zakończeniu polacy to zpuełnie inny
        naród inni ludzie. Pomiętam słowa wypowiedziane przez moją
        stryjeczną babkę: że już w 45. było widać jakie będą koszty tzw.
        awansu społecznego a za jakieś 50-60 lat zabaczymy jakie
        spustoszenie w ludziach pozostawi bolszewizm.

        PS. Mój sasiad na 1. maja dekorowal zawsze balkon flagą Rosji
        Sowieckiej obok której wieszal flagę Polski. Teraz w miejsce
        sowieckiej powiewa flaga Unii. A najciekawsze, że uznawany za
        sasiadów za nieszkodliwego byly wysoki funkcjonariusz PZPR, 3. maja
        ma już pusty balkon - jak sam powiedzial [i]że to nigdy nie było
        prawdziwe święto.
        • swarozyc Sobkostwo, czyli personalizm katolicki w/g Jana 06.06.09, 09:11
          Stachniuka.

          Personalizm jako zasadniczy rys polskiego charakteru narodowego.
          Ideologia grupy istnieje w psychikach indywidualnych. Stąd też charakter
          przeciętnej społecznej jest jej wyrazem. Oczywiście ta przeciętna społeczna nie
          jest zjawiskiem powszechnym w rzeczywistości. W odniesieniu do milionów
          jednostek możemy raczej powiedzieć, iż każda z nich w tym lub innym punkcie
          odchyla się ad "idealnej" przeciętnej społecznej. Dopiero przy uwzględnieniu
          wielkiej liczby jednostek, gdzie cechy wyróżniające nawzajem się znoszą, daje to
          co nazywam "przeciętną społeczną". Ta przeciętna społeczna w odniesieniu do
          omawianego okresu historycznego 1600-1950 r. niewątpliwie istnieje jako
          założenie sprawdzające się na przestrzeni wieków przy uwzględnieniu 120 -150
          milionów Polaków, którzy jako dojrzali osobnicy przeszli przez arenę naszej
          historii. Obejmuje oprócz tego wszystkich ich bez specjalnego rozróżnienia
          według przynależności stanowej, klasowej itd. Różnice niewątpliwie są w tym
          wypadku drugorzędne; ponieważ jednak wywarły swój wpływ na przebieg rozwoju,
          będą uwzględnione w dalszych rozważaniach.
          Katolicyzm występuje w dwojakiej postaci: jako organizacja kościelna, nauka
          objawiona, symbole, jak budowle kościelne, znaki krzyża, stroje personelu
          kościelnego, ornaty, chorągwie. nabożeństwa itd.; z drugiej natomiast strony,
          jako zasada ogarniająca życie świeckie grupy (związku religijnego t, j. ogółu
          członków wyznania katolickiego) o danym folklorze i organizująca według linii
          kierunkowych z tych zasad wynikających. Zmysłowo dostrzegany charakter pierwszej
          postaci katolicyzmu nie budzi wątpliwości. Natomiast katolicyzm społeczny,
          tkwiący w substancji duchowej narodu, zamaskowany, dzierżący ster życia grupy po
          przez usadowienie się w centrach nerwowych, w ideologii grupy, dla olbrzymiej
          większości katolików dostrzeżony być nie może. Treści duchowe wypełniające duszę
          jednostki nie są jej wytworem. Otrzymuje je w postaci gotowej od
          najwcześniejszych lat dzieciństwa tak, że w końcu jako dojrzałemu osobnikowi
          wydają się czymś "naturalnym". Na tej drodze odbywa się powoli przemiana,
          uznająca narzucone kryteria bytu, etyki itd., jako coś autonomicznego. W ten
          sposób życie narodu z jego naczelnym regulatorem, ideologią grupy zdecydowanie
          katolicką, uzyskuje pozory całkowitej samodzielności. Praźródło ulega
          przyćmieniu. Wszystko staje się "narodowe", z rozwoju narodu wynikające.
          Sugestia ta tak upowszechnia się, iż powiedzenie jakiemuś laikowi w Polsce, iż
          zachowanie się w codziennym życiu społecznym większości nosi znamiona
          katolickie, wzbudza z zasady wątpliwość i lekceważenie. Życie społeczne narodu
          pozornie jest "polskie", mniej zaś katolickie. Tak wydaje się prawie każdemu
          Polakowi
          Jak każdy system światopoglądowy, katolicyzm, a wraz z nim i to co nazywamy
          "polską kulturą", jest wycelowany na jakiś wielki cel. Jest nim wyhodowanie
          "ideału człowieka'. Ideał ten jest najwyższy i wszystko ma być mu
          podporządkowane. Coraz powszechniej określa się ten ideał "personalizmu", jako
          żer chodzi tu o idealny typ osobowości ludzkiej na ziemi, o personę, o duszę
          jednostki. Skoro zbawienie duszy jest celem jedynie ważnym, skoro "jednego
          potrzeba", cały wysiłek doczesny winien być w tym kierunku skoncentrowany.
          Możemy więc mówić o "personaliźmie" jako najistotniejszej właściwości
          spółczesnego katolicyzmu. Ogarniając życie duchowe i materialne narodu od
          wewnątrz, będzie je spychał na tory personalizmu, na szlak kultury
          personalistycznej. Personalizm leży u fundamentów polskości Wynika wprost z
          zasady indywidualizmu wegetacyjnego, będącego trzonem naszej ideologii grupy.
          Musimy na wstępie stwierdzić, iż personalizm jest czymś głęboko odmiennym od
          tego, co popularnie zwiemy indywidualizmem. Nie jesteśmy indywidualistami. Niema
          krzty prawdy w głupawym twierdzeniu iż naród polski jest narodem
          indywidualistów. Indywidualizmem nazywamy tendencję ku, różnicowaniu się jakiejś
          substancji, i rozwijaniu osobowości zróżnicowanych cząstek. Znamionuje go ruch,
          rozwój. Rozwój osobowości zaznacza się w sferze duchowej i materialnej. Pierwsza
          oznacza uwypuklanie i różnicowanie cech wrodzonych, druga opanowywanie świata
          zewnętrznego, po przez poszerzenie zasięgu swej osobowości w świat rzeczy i
          ludzi (wola ku potędze), a następnie przekształcenie tego zasięgu według
          zorganizowanego wyobrażenia, wykształconego rozwoju osobowości duchowej (wola ku
          twórczości). Konia z rzędem temu, kto "polski indywidualizm" potrafi utożsamić z
          indywidualizmem wyżej podanym. a właśnie taką postać ma indywidualizm
          anglo-germański, owa motoryczna siła "mitu indywidualistycznego", z którym nasz
          "personalizm" bez żenady ustawicznie utożsamiano. Moment ruchu, rozwoju w
          personaliźmie nie istnieje. Podstawą jego jest "naga dusza". Jest to zespół
          odczuć psychicznych, związanych z funkcjonowaniem nagiego "ja". Gdy wyobrazimy
          siebie w oderwaniu od świata, w oderwaniu od własnego ciała, wówczas w pewnym
          stopniu zbliżymy się do tego, co wyda się nam jako "ja czyste", bez domieszki
          elementów zawierających w sobie coś z poza substancji tego "czystego ja". Tak
          pojęte "ja" w zasadzie jest konstelacją postaw wegetacyjnych. Z niej dopiero
          możemy dedukować istnienie "ja" wyższego, bo wiecznie trwającego, a więc
          absolutu, stosunku mego "ja" doń, stosunku do innych "ja"', czyli stosunku do
          bliźniego itd.
          Tak odczutemu "ja" odpowiada personalizm. Bez trudu możemy więc sobie już dalej
          wyobrazić skutki tego ujęcia dla charakteru jednostki. Typ przeciętnej
          społecznej w Polsce w ciągu stuleci nosi na sobie wyraźne piętno zarysowanego
          personalizmu. Nieodłączną jego dalszą cechą jest to, cośmy określili jako
          "ścieśnienie". Indywidualizm zasadza się na poszerzeniu sfery zasięgu "ja" w
          świat rzeczy i ludzi. Polski "indywidualizm" ma tendencję odwrotną. Zdąża on od
          świata zewnętrznego ku czystemu, nagiemu "ja". Stopień tego zbliżania się
          wyznacza odrębność charakterów poszczególnych indywiduów i całych warstw w
          Polsce. Jeśli redukcja zatrzyma się na granicy płaszczyzny ciała, wydzielającego
          "ja" z wszechświata, mamy z zasady typ zmysłowej "indywidualności", ów
          niewyczerpany rezerwuar dla wszelkich radykalizmów i westchnień ku
          "sprawiedliwości społecznej". Gdy redukcja postąpi dalej, mamy wielki obóz
          "wierzących cierpiętników, polakatolików", jękliwymi zawodzeniami wypełniających
          domy modlitw i całą naszą Ojczyznę. Ogólniej więc można skreślony tu
          personalizm, ów szumny "indywidualizm", określić jako redukcję zasięgów
          nazewnątrz, z ciążeniem ku "czystemu ja". Pomimo to powstał oczywisty pojęciowy
          nonsens, w/g którego bezwładny polski chłopek, szlagon, czy "inteligent", tak
          samo jak i "kapitan przemysłu" z kręgu cywilizacyjnego kapitalizmu, byli
          indywidualistami. Idiotyczne to twierdzenie służy do dziś dzień nie tylko za
          podstawę rozumowania w kwestiach literackich, ale również wywiera doniosły wpływ
          na ogromne zakresy polityki praktycznej i działania socjalnego. Zwrócę uwagę
          tylko na jeden moment: ustrój gospodarczy, jego teorie, a następnie polityka
          gospodarcza w Polsce opierają się na wzorach zachodnich, t. j. angielskich. W
          ten sposób działanie opiera się o fundamenty mocno wmurowane w fikcję tożsamości
          bazy społecznej.
          Personalizm ("ścieśniony") katolicki jest rysem charakteru narodowego ogromnej
          wagi. O genezie jego mówiliśmy. Przeważające zakresy rzeczywistości polskiej w
          każdej dziedzinie życia zbiorowego da się wytłumaczyć jego oddziaływaniem. Bo
          zważmy tylko: jaki typ zachowania się w życiu codziennym mógł istnieć u
          jednostki ożywionej personalistycznym pojmowaniem życia? Jakie formy współżycia
          i współpracy w gospodarstwie, w polityce mogły na tym typie zachowania się
          wykształcić, jaki ostateczny rezultat wynikł dla narodu, t. j. jaki mógł z tego
          wszystkiego być bilans rozwoju w ciągu szeregu pokoleń'? Cała rzeczywistość
          polska w jej obecnym, koszmarnym stanie może być odszyfrowana wstecz, odkrywana,
          badana, po odrzuceniu pokładów
          • swarozyc Sobkostwo, czyli personalizm katolicki cz2 06.06.09, 09:33
            odszyfrowana wstecz, odkrywana, badana, po odrzuceniu pokładów zakłamania i
            ignorancji, za pomocą klucza tego sławetnego, polskiego "zredukowanego
            indywidualizmu".
            Personalizm jako jedna z zasadniczych cech charakteru narodowego zasadza się
            więc na tendencji redukowania zasięgu jednostki. Kresem tej redukcji jest czyste
            i "wieczyste ja". Siła motoryczna, sprawiająca te tendencje, tkwi w postawach
            wegetacyjnych, wyzwalanych pod naciskiem panującej ideologii grupy. Część
            istotna natury ludzkiej - popędy dynamiczne są oczywiście należycie stłumione i
            "legalnego" ujścia nie mają. W tym wypadku "ja" redukuje się do punktu nie
            materialnego, co byśmy nazwali "duszą jednostki". Ten punkt urasta do wymiarów
            wartości absolutnej, jedynej, wobec której wszelkie wartości pozostałe są mało
            znaczącymi drobiazgami. Zrozumieć to łatwo po przez przeciwstawienie. - W każdym
            wielkim micie dziejotwórczym indywiduum jest tylko jednym z wielu elementów.
            Jest zatym uwarunkowane po przez inne elementy mitu. Wola wegetacji, wynikająca
            z personalizmu doprowadza problem do całkiem innego ukształtowania. Czyste "ja"
            staje się wartością jedyną i absolutną, samą siebie warunkującą.
            Przeciętny Polak aby wysoko wartościować swoją osobę, nie potrzebuje być
            włączonym w jakiś system, który nazywam ogólnie mitem dziejotwórczym. Instynkt
            podporządkowania się, należąc do grupy popędów dynamicznych, którego tak
            wymownym piewcą był Kant, a który w formie obowiązku tak wysoko podnosił morale
            człowieka, jest znany w kręgu naszej kultury tylko jako licha namiastka. Stąd
            też płynie ów brak zmysłu radosnego podporządkowania się dziełu, rzeczy, idei,
            osobie itp. u przeciętnej społecznej. Istnieje natomiast co innego, łatwo
            wprowadzające w błąd: obok przysłowiowego aroganckiego "indywidualizmu",
            skłonność do nader niemęskiej uległości wobec zdecydowanej, brutalnej siły, w
            jakiejby ona postaci się nie przejawiła. Charakteryzuje się ona poczuciem
            niższości u podlegającego. Jest to cecha równolegle idąca z brakiem zdolności do
            podporządkowania się spontanicznego, ofiarującego swe możliwości na rzecz
            jakiegoś dzieła, idei leżącej poza "czystym ja". Skłonność do poniżającej
            samopoczucie uległości wynika z innych źródeł, które dalej omówię. Tu można
            dopiero odkryć przyczynę dziwnej .,ambicji", tak charakterystycznej dla
            przeciętnej społecznej, śmiesznej wrażliwości na punkcie "godności osobistej";
            gdy jednostka nie żywi w sobie instynktu podporządkowania się czemuś, przez co
            uzyskuje wzmożone samopoczucie, natenczas sytuacje życiowe ją do tego
            zmuszające, wywoływać w niej będą uczucie wręcz przeciwne - poniżenia,
            osłabienia. Nie będąc zdolna do pierwszego, musi znosić drugie; ponieważ
            poczucie pomniejszenia wartości własnej jest czymś przykrym, stąd płynie odruch
            obrony - nikomu nie podlegać, o ile tylko możliwe. Jaskrawo uwidocznia się to na
            terenie organizacji społecznych w formach "prezesomanii". Zazwyczaj w naszym
            życiu społecznym cele rzeczowe organizacji są czymś pobocznym, mole ważnym:
            bowiem uwaga skupia się wokół obsady prezydiów, zarządów itd., gdzie kłębią się
            mierne, śmieszne i potworne "ambicje", jako drobna ilustracja głębokiego
            schorzenia żywotnych ośrodków narodu.
            Implikatem woli wegetacji jest poza tym dążność do osiągnięcia stanu, w którym
            by istniało coś, co nazwać można czystym trwaniem. Sens życia upatruje się
            właśnie w nieporuszonym, bezwładnym trwaniu, bez domieszek materialności.
            Literatura nasza dość wyraziście odzwierciedla tę skłonność. Określić to można
            jako wolę czystego wegetowania. Wola czystej wegetacji nie tylko dąży do
            oderwania się od świata zewnętrznego, ale co ważniejsze jest pancerzem przed
            mocami tego świata, o ile próbuje wywrzeć nacisk na zgrupowanie indywiduów,
            zwane narodem polskim, w sensie zmiany ich trybu życia, stwarzanego przez zespół
            sił wyrastających z, woli wegetacji. I rzecz dziwna: tu właśnie typ polski
            ujawnia podziwu godną siłę odporną. Ze stoickim spokojem zniesie Polak niewolę,
            upodlenie, nędzę, poniewierkę, lecz zajadle bronić będzie swoich "ideałów" -
            bezwładnej wegetacji. Siły, które próbują wytrącić Polaka z jego inertnego,
            bezwładnego trybu życia, budzą odczucie jego "indywidualności". Polskość
            pogrążona w śnie budziła się zawsze, gdy odczuwała, iż jest rugowana "z ziemi",
            czy to w zaborze pruskim przed wojną, czy też z Małopolski Wschodniej w
            ostatnich latach. Bo wszak ziemia to żywioł, pozwalający na rozkoszny
            półsen-półżycie. Uprzytomnijmy sobie jak odbija się "ziemia" w polskiej
            powieści, dramacie, poezji, jak się ukochało jej równy, niezmącony rytm
            pozaludzkiej wegetacji, który rysuje się jako polski, "narodowy" ideał.
            Wszelkie siły stojące na drodze ku czystej wegetacji, wywołują odruchy głębokiej
            niechęci. Jest podziwu godna jednolitość reagowania na koncepcje ideologiczne,
            które dosięgają Polski. Industrializm amerykański, rosyjski, niemiecki, budzą
            powszechne politowanie. - Ogrom bohaterskiego wysilenia wielkich narodów na
            zachodzie i wschodzie naszych granic, nie znajduje w przeciętnej społecznej
            iskierki uznania. Przeciwnie - opinia nie odbiega od tego, co by można
            spodziewać się od zgromadzenia buddyjskich mnichów .
            Wielkość moralna, stanowiąca znamię epoki współczesnej historii, nie jest ani
            trochę dostrzegana. Jest to naturalne jeśli się zważy, iż żyje ona w
            płaszczyźnie nam obcej, jak czwarty wymiar - świat zewnętrzny. Natomiast wyczuwa
            się, iż w swoim rozmachu świat o nas zawadzi. Wyłania się tu zmiarkowana
            zdolność oporu Znajduje ona wyraz w tysiącznych odmianach słowa "obrona". Obrona
            i obrona... Trzeba wszystkiego bronić, gdyż wszystko jest zagrożone; wszystko co
            się dzieje, co jest aktywne, co do czegoś dąży, co chce wywołać głębsze
            przemiany jest zagrożeniem, jest groźbą, jest duchem barbarzyństwa wschodu,
            zachodu itd. itd.
            Świat zewnętrzny jest przede wszystkim zbiorem ogromnej ilości bryk fizycznych i
            cech z nimi się wiążących. Umiejętność operowania tymi bryłami warunkuje duch
            organizacji i samorzutność organizacji. Najistotniejszą tej umiejętności
            podstawą jest synteza mitu dziejotwórczego, zespalająca w harmonijną całość
            bryły fizyczne i wielkości duchowe. Grupa zwrócona ku swej duszy i w niej tylko
            operująca, traci władzę nad zbiorem brył fizycznych w świecie jej najbliższym.
            Stan taki jest naturalną konsekwencją zasad, na których byt danej grupy się opiera.
            Dalszym skutkiem woli wegetacji, po osiągnięciu w większym lub mniejszym stopniu
            przybliżenia do czystego trwania, jest pobudzenie odczuć pokory, małości,
            rezygnacji i cierpiętnictwa. Te stany uczuciowe występują z zasady jako wynik
            stłamszenia popędów dynamicznych f. j. woli sprawczej, instynktu walki,
            podporządkowania się, instynktu samopoczucia. Zjawiska te występują w
            rozlicznych formach; raz będzie to ideologia mesjanizmu narodowego pod poetycką
            przenośnią "Polska Chrystusem narodów", raz jako "Polska Walenrodem narodów", t.
            zn.w upojne rozpamiętywanie "martyrologii", lub też wprost jako "ideologia
            szarego człowieka". Najskuteczniej przemawia się do społeczeństwa obrazami
            rysującymi "cierpiętnictwo", z czego w polityce wewnętrznej ostatnich lat
            czyniono udatne zastosowanie. Naodwrót, u podstaw polskości leży głęboka awersja
            do wszystkiego co z tą ideologią mierności jest sprzeczne. O braku odczucia dla
            Wielkości, Idei - już mówiłem. Obejmuje ona oprócz tego zdecydowaną wrogość
            wobec przejawów siły, ekspansji i to zarówno indywidualnej, jak i całych
            narodów. Karykaturalnie wyraża się w żywiołowej nienawiści wo
    • Gość: misiek się nie dziwię IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.09, 09:05
      Ale o co chodzi? Przecież to jasne że w Polsce źle się żyje i że
      wszystko robi sie na przekówr ludziom zamiast dla ludzi.
      Redaktor Jachim ma rację, i skoro GW to twierdzi to znaczy że taka
      jest prawda.
    • swarozyc cz. 3 06.06.09, 09:38
      Karykaturalnie wyraża się w żywiołowej nienawiści wobec każdej wybitnej
      osobistości, każdej jednostki próbującej się wybić ponad nizinę "szarego
      człowieka", usiłującej podciągnąć stan aktualnego życia polskiego na jakiś męski
      poziom, bardziej odpowiadający naturze nieskaleczonej.
      Przewaga popędów dynamicznych w danym typie ideologii grupy hoduje charaktery
      jednostek o przebojowych skłonnościach, skierowanych na zewnątrz. Mamy tu
      wówczas ideologię bussinesu - o ile jest to koncepcja indywidualistyczna, lub
      mit imperium, rasy, przewrotu światowego - o ile popędy przełamują się w
      pryzmacie grupy. Kulminacyjnym stanem psychicznym jest wytężenie woli. Z niej
      wypływające przeciwstawienie się żywiołom daje stany uczuciowe takie, jak:
      wzmożone samopoczucie, duma, poczucie godności, twardość, męska szczerość itd. W
      dalszych konsekwencjach prowadzi to do ducha obiektywizmu, zdolności do
      działania, zmysłu organizacyjnego, przedsiębiorczości itp.
      Nasza ideologia grupy opiera się o postawy zgoła odmienne. Dominującym stanem
      duchowym, jako konsekwencja zasad, na których spoczywa nasza jaźń zbiorowa, jest
      nie wytężona wola, lecz sentymentalizm, płynna, rozlewna uczuciowość. Jest ona
      naturalnym uzupełnieniem personalizmu i woli wegetacji. W psychice indywiduum o
      takich właściwościach treść przeżyć duchowych nie może być z zasady inna.
      Duchowość takiej jednostki jest układem jakby zamkniętym, coś w rodzaju
      izolowanego bajorka, napełnionego stojącą cieczą. Przeżycia koncentrują się więc
      na zdarzeniach, jakie mogą zaistnieć w tym "własnym" błotku duszy. Zdarzeń tam
      wielkich nie ma; burz, wstrząsów, wymagających jakiegoś nadzwyczajnego wysiłku,
      ani śladu. a po za tym? Subiektywny sen o życiu, co się nazywa wrażliwością
      duszy, mierny egoizm, zwany buńczucznie indywidualizmem, słodki bezruch i
      niechęć do działania z żalem czasem określana jako "bierność charakteru
      narodowego". Całość zaś występuje jako kompleks o zdecydowanej zwartości i
      wewnętrznej spoistości. Nic tu odrzucić, ani dodać nie wolno, bez ryzyka
      zupełnego zdezorganizowania całości. Głęboki komizm w zachowaniu się naszego
      społeczeństwa tkwi w próbie wyłuskania pewnych stron swego charakteru, uznanych
      za "wady", gdy jednocześnie twardo się stoi przy tych wszystkich, które są
      "zaletami", a jednocześnie te "wady" warunkują. Cóż za bezcenne tworzywo dla
      wielkiej epopei komicznej!
      Odseparowanie się od groźnych żywiołów świata, pogrążenie się we mgle ckliwego
      sentymentalizmu, odcięło możność odczuć potęgi, siły, samopoczucia i dumy.
      Zostały tylko marne namiastki jak już o tym była mowa, albo w parze z nimi idące
      poczucie małości, pokory, duchowej nędzy istoty zrezygnowanej. Jakże spod
      zakłamania namiastek "indywidualizmu", "ambicji" wyraziście przebija się
      kompleks małości. Wystarczy nieco przenikliwiej spojrzeć w koko, a ujrzy się
      zbiorowisko skurczonych, zastraszonych, pokornych duszyczek. Przez pryzmat
      jękliwej małości patrzy się w Polsce na świat. Uderzająca jest postawa wobec
      dziejowych przeobrażeń we współczesności: przeciętna społeczna w Polsce nic,
      albo niewiele wie o niebywałym tempie doniosłych przemian w świecie, natomiast
      doskonale orientuje się gdzie i jak gnębi się "wolność jednostki", u jakich
      dynamicznych potęg "kiepsko się jada", nie ma masła, jaj, gdzie zmuszają
      człowieka do "wyrzeczenia się indywidualności", do "entuzjazmu", do wiary w
      jakieś mity, rasy, rewolucje, gdzie "biednego" człowieka zmuszają do pracy ponad
      siły, nie dają spokoju itd. Jeśli są w tych państwach elementy, które dzięki
      niższości duchowej, nie dały się porwać panującym mitom i są biernym stadem,
      opinia polska odczuwa w nich coś bliskiego, coś "polskiego" nieomal. Wieczna i
      międzynarodowa jest bowiem mierność ludzka. To też każdy Polak-katolik
      skwapliwie podpisze się pod twierdzeniem teoretyka katolickiego Maritain'a:
      "religia katolicka, dzięki temu, że jest nadprzyrodzona, jest absolutnie
      transcedentalna ponad-kulturalna, ponadnarodowa i ponad-rasowa"*33).
      Tu kryje się źródło katolickiego błogostanu, pogody, poczucia dosytu, którego
      nie potrafią zmącić żadne burze, brak; jakichkolwiek impulsów od wewnątrz duszy
      człowieczej, całkowita jej mumifikacja za życia.
    • Gość: preemption Polacy potrzebują nowego święta narodowego IP: *.dip.t-dialin.net 06.06.09, 15:55
      Przykro mi było, gdy oglądałem 4 czerwca wiadomości na BBC, CNN i
      ARD. Znalazłem tam tylko krótką wzmiankę w Tagesschau o polskich
      uroczystościach związanych z wyborami czerwcowymi. Przypuszczam, że
      pojawiła się ona tylko ze względu na fakt, że brała w nich udział
      Angela Merkel. Jeśli już wspominano wydarzenia z przeszłości w
      telewizjach zagranicznych, to mówiono raczej o krwawym stłumieniu
      protestów studenckich na placu Tiananmen. Oczywiście ukazało się
      kilka artykułów w gazetach zagranicznych na temat polskiego 4
      czerwca. Jednak niedosyt u mnie pozostał.

      I doszedłem wtedy do wniosku, że 4 czerwca nie najlepiej nadaje się
      na nowe polskie święto narodowe. Pewnie, że było to bardzo ważne
      wydarzenie dla Polski. Naród polski w wyborach czerwcowych odrzucił
      komunizm i wybrał wolność oraz demokrację. Osobiście wolalbym
      jednak, aby nowe święto narodowe było obchodzone 31 sierpnia w
      nawiązaniu do podpisania porozumień sierpniowych w Gdańsku w 1980
      roku. Święto to nazwałbym Świętem Solidarności. Szczególnie w
      dzisiejszych czasach, w których ludzie żyją w wiecznym stresie i
      obawie o swoją przyszłość, znaczenia nabiera właśnie idea
      solidarności. Poza tym to z Solidarnością - 10 milionowym ruchem
      obywatelskim - kojarzą nas inne społeczeństwa. Święto Solidarności
      mogłoby wtedy zostać dostrzeżone w skali globalnej, bo jego
      przesłanie miałoby w gruncie rzeczy charakter uniwersalny. Wtedy nie
      mielibyśmy już kompleksów wynikających z faktu, że dla większości
      narodów symbolem końca komunizmu jest upadek muru berlińskiego.

      Marzy mi się, żeby Polacy obchodzili nowe święto w amerykańskim
      stylu. Obok mszy św. i oficjalnych uroczystości byłyby organizowane
      w tym dniu parady, festyny i koncerty. Święto to stałoby się wtedy
      radosnym karnawałem narodowym.
    • Gość: maxymus1 Co nas spina. Felieton Wojciecha Jachima IP: *.chello.pl 06.06.09, 19:32
      wygraliśmy wielkie złodziejstwo! 160 mieszkań, na razie, razy 10
      0sób z rodziny= 1600 i ma Pan poparcie dla PO.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka