brave-blonde
15.11.02, 20:48
Janusz Korwin-Mikke:
"W odróżnieniu od większości mych Kolegów i Przyjaciół
czytam tygodnik "NIE" -
bo tam dowiaduję się o aferach, o których nie zawsze
chcą pisać inne gazety.
Język używany w "NIE" mi nie przeszkadza: jestem w
takim wieku, że nic mnie
już nie zgorszy - i traktuję to tak, jakbym czytał
tekst w języku Pigmejów,
porozumiewających się przy pomocy cmokania i mlaskania:
obrzydliwe dźwięki,
być może - ale ważne, jaką niosą informację.
W odróżnieniu od większości mych Kolegów i Przyjaciół
(a także wielu członków
Ligi Rodzin Polskich - mogę wskazać palcem!) wierzę w
Boga, Ojca
Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba i Ziemi, wszystkich
rzeczy widzialnych i
niewidzialnych - a więc także p. Jerzego Urbana. Jeśli
zaś Bóg, w Swej
niezmierzonej dobroci i mądrości, stworzył p. Urbana,
to widać p. Urban jest
na tym świecie na miejscu - może po to, by wyciągał na
jaw rozmaite brudy? A
może po co innego? Może po to, by LPR mogła się
konsolidować dzięki
posiadaniu wspólnego Wroga? Kto to wie?
Nikt np. nie wiedział, po co Bóg stworzył pluskwy, wszy
i inne takie (p.
Urban nie obrazi się za to porównanie - podobnie jak
nie obrazi się, że
odnoszące się do niego zaimki piszę małą literą;
obraziłby się, gdybym
traktował go tak samo, jak Papieża!!) - aż do momentu,
gdy zaczęło się
bezrobocie i okazało się, że produkcja insektycydów
daje zajęcie dziesiątkom
tysięcy ludzi! Co prawda niektórzy uważają, że p. Urban
stworzyłby zajęcie
tylko dla jednego człowieka, tzn. kata - ale zapominają
o publicystach,
którzy masę pieniędzy zarobili dzięki opluwaniu p.
Urbana! Powinni więc go
uważać za swego chlebodawcę.
Ostatnio opluwają p. Urbana za artykulik pt. "Obwoźne
sado-maso", domagając
się nań sądu i kata właśnie. Nie przyłączam się do tego
chóru. Artykuł ukazał
się w piśmie, w którym pisanie do Papieża per "kochany
staruszku" uznane być
musiało za formę pieszczotliwą - i spora część
Czytelników "NIE" z pewnością
zżymała się, że p. Urban tak delikatnie obchodzi się z
osobnikiem, którego
należy po prostu wziąć pod obcasy; dopiero chóralny
atak na p. Urbana upewnił
tych czytelników, że p. Urban napisał słusznie i
przywróciło mu to w ich
oczach wiarygodność. Rzecz jasna, w piśmie
konserwatywnym, w którym piszemy
wielką literą nie tylko o Papieżu, taka obcesowa forma
razi - ale czy
obrazilibyśmy się, gdyby Papuas podszedł do Papieża i
potarł nosem o Jego
nos? P. Urban należy do trochę innego kręgu
cywilizacyjnego - i tyle. A jak
ktoś nie chce czytać chamskich tekstów - to nie musi
kupować "NIE"!
P. Urbanowi nie zbywa przy tym na "odwadze", a nawet
bezczelności: z właściwą
sobie efronterią ponownie przedrukował inkryminowany
felieton - na pierwszej
stronie "NIE". Cóż, odwaga dziś staniała i p. Urban
może być pewny, że nic mu
się za to nie stanie. W dodatku oszczędził sobie fatygi
pisania kolejnego
tekstu...
Piszę o tym tylko dlatego, że jest w tym sprawa
merytoryczna - i kliniczna.
P. Urban - pomijając sztafaż - domaga się w tym
tekście, by JŚw. Jan Paweł II
przeszedł na emeryturę - bo jest stary, schorowany,
podróże strasznie Go
męczą i niepotrzebnie nęka Swym widokiem widzów.
Co do spektatorów: trzeba p. Urbanowi odpowiedzieć
krotko, że skoro za swoje
pieniądze przyjeżdżają Papieża obejrzeć - to widocznie
mają taką potrzebę - i
ani mnie, ani p. Urbanowi nic do tego.
Co do starości: pamiętam teksty p. Urbana, w którym
protestował On przeciwko
odsyłaniu na emeryturę jakiejś pani profesorki;
dlaczego więc profesorowie
mieliby pracować dożywotnio, a papieże nie?? Jeśli zaś
p. Jerzy Urban uważa,
że katolicy lepiej by się mieli, gdyby na Tronie
Piotrowym zasiadał ktoś
młodszy i energiczniejszy - to (dziękując za troskę o
rozwój katolicyzmu!)
warto zauważyć, że Kościół rzymskokatolicki w oparciu o
zasadę monarchiczną
trwa już, chwalić Boga, 2000 lat z hakiem - podczas gdy
systemy oparte na
wymianie przywódców na młodych, energicznych, gdzieś po
drodze zniknęły...
Wreszcie kwestia najważniejsza. P. Jerzy Urban pisze,
że sprawowanie
obowiązków publicznych sprawia Papieżowi trudność, jest
wręcz bolesne - i
chciałby Go od tego uwolnić.
Otóż tu dochodzimy do sprawy fundamentalnej.
Dla Lewicy trudność, ból itd. są czymś, czego należy
unikać przez położenie
się brzuchem do góry, przez zażycie odpowiedniej
tabletki, przez eutanazję
wreszcie. Ten jest najlepszy, kto potrafi przejść przez
życie, unikając
trudności.
Dla Prawicy prawdziwym mężczyzną jest ten, kto
trudności nie unika - lecz
pokonuje. Ten, kto cierpi - ale potrafi cierpienie
pokonać. Na syna Inki,
który - by odziedziczyć tron po ojcu, musiał przejść
publiczne biczowanie -
prawicowiec patrzy z podziwem - lewicowiec z
obrzydzeniem pomieszanym z
pogardą i lekceważeniem.
Otóż p. Jerzy Urban ma absolutną rację: Janowi Pawłowi
Drugiemu poruszanie
się sprawia ogromną trudność i ból. Ale Jemu sprawia
satysfakcję, że potrafi
swój ból pokonać - i trwać na posterunku do śmierci -
jak każe nasza
Tradycja.
Tu chciałoby się powiedzieć: "Pan Urban tego nigdy nie
zrozumie". Ja jednak
mogę się założyć, że gdy p. Jerzy Urban będzie bardzo
stary i schorowany, to
nadal będzie kazał zawozić się do redakcji "NIE", by
trwać na swoim
posterunku i smażyć mniej lub bardziej plugawe teksty.
Miłe, jak widać Bogu,
skoro nie pokarał go za to ogniem z Nieba.
I może wtedy p. Urban przypomni sobie, co doradzał
Janowi Pawłowi Drugiemu... "
Pozdrawiam