ancia2007
06.04.09, 23:21
W ciągu ostatnich 2 tygodni miałam wątpliwą przyjemność podróżować
na trasie Wawa - Wiedeń - Innsbruck i spowrotem...
O ile w jedną stronę dane mi było lecieć Embraerem (które bardzo
lubię) i potem Fokkerem (miłe zaskoczenie!) to spowrotem przeżyłam
doświadczenie, które wyryło mi na trwałe w głowie hasło "NIGDY
WIĘCEJ DASHOWANIA!".
Klaustrofobicznie mały, stary, ok - może więcej miejsca na nogi ale
te śmigła...
Kto startował z Innsbrucka wie czym to pachnie w wietrzny dzień...
Start, wznoszenie, lot i lądowanie należały do najgorszych w moim
życiu... Trubulencje takie, że miało się wrażenie, że za chwilę nas
po prostu zdmuchnie na ziemię. W dół, w górę, na boki, dodatkowo
samolot cały trzeszczy jakby miał się rozpaść...
WYdawało mi się,że walczymy o kazdy przeleciany metr w siłą i
desperacją mrówki targającej kilo cukru ;)
Jak wylądowaliśmy byłam autentycznie szczęśliwa że żyję...
Potem czekał mnie jeszcze najmnijeszy z embraerów ale to już po
Dashu było deserkiem....
I to wszystko z 16 miesięcznym dzieckiem.
DRAMAT i tyle...
unikajcie jesli możecie, chyba, że lubicie mocne wrażenia ;)