Dodaj do ulubionych

Małe dzieci w samolotach

    • Gość: zuza Wszystko przez wychowanie bezstresowe IP: *.102.192.213.cable.satra.pl 22.07.09, 13:37
      Z dziećmi rzeczywiście bywa różnie. Sami lecieliśmy z
      półtoraroczniakiem kilkakrotnie (krótkie loty, dobre przygotowanie)
      i nie udało uniknąć się łez, bo nasz synek nie rozumiał, co to
      oznacza czekać aż samolot osiągnie wysokość przelotową i będzie
      można odpiąć pasy. Trudno tego oczekiwać od kogoś kto ma 18 mies.
      Rozumiem rodziców, którzy nie chcą czekać z podróżami do osiągnięcia
      przez dzieci "pewnego" wieku. Sama też nie zamierzam. W życiu różnie
      bywa i może bym czekała, czekała i nie doczekała...
      Problem moim zdaniem tkwi w bezstresowym wychowaniu. Zatrważa mnie
      ilość rodziców (a znam ich całe mnóstwo), którzy nie narzucają
      dzieciom żadnej dyscypliny i tylko proszą: nie rozlewaj kochanie
      soczku, nie bij najdroższy synku kolegi. Takie dzieci nie znają
      granic i to zwykle one wrzeszczą w samolotach. U nas w domu panuje
      zdroworozsądkowa dyscyplina i dzieci nie wrzeszczą, słuchają co się
      do nich mówi i wykonują polecenia. Zaraz pewnie posypią się gromy,
      że zostały zterroryzowane, ale nie: są po prostu WYCHOWANE!
      • Gość: theorema Re: Wszystko przez wychowanie bezstresowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.09, 01:08
        Brawo! Jesteś nadzieją polskiego społeczeństwa!:)popieram!
    • Gość: m. Re: Małe dzieci w samolotach IP: 212.185.98.* 22.07.09, 13:40
      Może ja tak z innej beczki:

      Dzieci nie mam, a historia przydarzyła mi się w pociągu. Wracaliśmy
      z kolegą z wycieczki, gdy w Lublinie wsiadło wielu pasażerów, m.in.
      matka z niemowlakiem. Zostało jeszcze jedno miejsce wolne i minutę
      przed odjazdem pociągu wsiadła pani (wielmożna). Weszła jak do obory
      nie zadając nawet kurtuazyjnego pytania "czy są wolne miejsca",
      zamknęła okno, usiadła i zaczęła (!) jeść pierogi. W przedziale
      ośmioosobowym, przy niemiłosiernym upale i małym dziecku w środku ta
      pani... jadła pierogi i nie widziała w tym nic dziwnego. I tu
      niespodzianka - NIKT z pasażerów nie wiedział jak się zachować. Z
      takim chamstwem za przeproszeniem człowiek spotyka się rzadko... na
      prośbę o otwarcie okien pani uraczyła wszystkich komentarzem o
      chorobach które można złapać i że można otworzyć jak jej będę
      płaciła za leki. Doszło do zabawnej wymiany zdań ponieważ złośliwość
      tej pani załamała ręce. Okno w końcu, po półgodzinnej podróży,
      zdecydowała się otworzyć matka (a i tak pani od pierogów je
      przymknęła).
      Ta sama pani w głębokim poważaniu miała matkę z niemowlakiem
      (podobnie jak pozostałych współpasażerów) - bo płaci to się należy
      miejsce. A dzieciak był super - 3 godziny drogi, zero skamlenia,
      ciekawy świata i współpracujący.
      Dlatego postawa rozczeniowa nie jest najlepsza - pani z pierogami
      była wyjątkowo niepopularna w przedziale i nikt nawet nie śmiałby
      jej nazwać "asertywną". A przypomniał mi tę sytuację pewien fragment
      dyskusji o "rozkładaniu fotela albowiem gdyż bo tak."

      Piszę to, ponieważ w tej dyskusji nic nie jest czarno-białe. Zgadzam
      się z panami ojcami - dzieciaki dobrze przygotowane do lotu nie są
      żadnym obciążeniem dla współpasażerów, z moich doświadczeń wynika,
      że wręcz przeciwnie - jeżeli są komunikatywne to super można się z
      nimi pobawić, a rozpuszczone "bachory"... no cóż, nikt nie jest w
      stanie tego zmienić więc dobrze się na forum wyżalić. Zdrowo.

      A postawa protozoy (ten fragment o straszeniu dzieci) nie podoba mi
      się wyjątkowo, bo (mimo iż nie mam dzieci) za taki tekst do mojego
      dziecka nie wiem jak szybko straciłabym cierpliwość.
      Może to "tylko dzieci", ale na bogów, to są też istoty ludzkie,
      rozumiejące w pewnym wieku język polski i nie należy ich traktować
      jak "tylko". Jak nie szanujemy drugiego człowieka (nawet w mowie),
      pozbawiamy go pewnych przymiotów czysto ludzkich przez co potem jest
      nam go łatwiej krzywdzić. Dzieci rozumieją więcej, niż nam się
      wydaje, a zabawa w złośliwości jest... infantylna.

      Aaa i jeszcze jedno - nie przypominam sobie przykrych wspomnień z
      podróży z dziećmi (a trochę zdarzyło mi się w życiu jeździć).
      Najkoszmarniejszą podróżą, którą pamiętam, był powrót z domu (w woj.
      Dolnośląskim) do Warszawy, gdy dośiedli się panowie po kilku
      głębszych. Szybko poszli spać, ale fetor pozbawił mnie apetytu,
      chęci do życia i niestety snu.

      zatem wszystko jest względne, pozdrawiam kończąc ten przydługi wywód.
      m.
      • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 21:18
        Chwała Ci za ten wywód. Gdy człowiek czyta niektóre wywody, to mu
        opadają ręce. Nie jest problemem to, że ludzie podróżują z
        dzieckiem. Problemem jest to, że są wśród nich osoby źle wychowane,
        które innym uprzykrzają życie. Niekoniecznie osoby te są dziećmi lub
        dzieci posiadają. ;-)
        • Gość: LewaNoga. Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.09, 21:22
          Dobre podsumowanie całego wątku.
    • Gość: agnienienia Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.09, 13:42
      Jestem mamą bliźniąt 2,5 rocznych, które mają za sobą dwie
      zagraniczne podróże samolotem. Przeloty zniosły dobrze, ale staramy
      się z mężem zawsze jak najlepiej do nich przygotować (np. kopanie w
      fotel-w naszym przypadku, zawsze wybieramy fotele 2 z przodu, 2 z
      tyłu i jeśli któreś z dzieci zaczyna kopać w fotel, to kopie mnie
      albo męża:), nam to nie przeszkadza; dodatkowo staramy się zapewnić
      dzieciom w samolocie dużo atrakcji-kupujemy po nowej książeczce,
      samochodziku itp; co do pieluch, zmieniam tuż przed startem, na
      lotniskach są specjalne pokoje dla matek z dziećmi i to wystarczało;
      nie kręcimy się bez potrzeby).
      Niestety spotkaliśmy się (naszczęście to mniejszość)z nieuzasadnioną
      agresją ze strony naszych rodaków, względem naszej rodziny i coraz
      częściej dochodzę do wniosku, że w Polsce nie lubi się i nie szanuje
      dzieci. To nie dotyczy tylko przelotów samolotem, to dotyczy wielu
      sfer życia...... smutne:(.
    • Gość: kane nie ma jak warchoły z dziećmi IP: *.compower.pl 22.07.09, 13:50
      Nic mnie nie obchodzi, jadę resztę mam w d...e, mi się należy, jak komuś nie
      pasuję może nie lecieć, w końcu samolot jest dla mnie, dziecko musi zobaczyć
      morze <lol>, ja zobaczyłem 1 raz jak miałem z 10 czy 11 lat i jakoś nie mam
      urazu psychicznego
    • blasphemy Re: Małe dzieci w samolotach - stanowcze NIE 22.07.09, 13:51
      Nie, nie, nie i tyle. Chyba że leci na przeszczep albo inną formę
      leczenia. W innych przypadkach niech rodzice zafundują im prywatny
      samolot lub tłuką się samochodem. Nie stać ich - trudno, trzeba było
      pomyśleć przed płodzeniem. Małe dziecko drące się przez 13 godzin
      zasra podróż połowie samolotu (miałem ze dwa razy taką przyjemność).
      Jeżeli ktoś decyduje się na dzieci, musi się liczyć z tym, że
      przyjemność z obcowania z nimi mają tylko rodzice i ew. najbliższa
      rodzina. Podobnie jak psy można wprowadzać tylko tam, gdzie są
      nieuciążliwe i gdzie się po nich sprząta.
      • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach - stanowcze NIE 22.07.09, 21:23
        A ja uważam, że należałoby zakazać Tobie jako osobie aroganckiej i
        nie szanującej praw innych ludzi podróżowania w publicznych środkach
        transportu.
    • gekon010 Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 13:53
      Bączku, bączku gdzie jesteś??? Gdziesz sie podziało istotne
      nieistoteństwo istotności istot istotnych? Gdzie? Czy do póki dzban
      wody nosisz do puty się nos? Czy aby na pewno wczoraj dziś i jutro
      my? Czy juz na zawsze czy nigdy nic już dziś? Czy po stokroć
      rzadziej buszować w oku twym? Odpowiedz podróżniku na pytań tych
      zgiełk a litosc i milość do koszyka aktywów zagości i zakiełkuje jak
      fasolka w piaseczku.
      • przeprowadzacz22 Protozoa ma w 100% racje ! 22.07.09, 13:58
        Powtorze sie ( ale z jaka przyjemnoscia ; )


        Popieram Cie !
        Argumenty Twoich przeciwnikow i wszelkie wstawki o pomocy
        psychologicznej to po prostu....bezsilnosc tych, ktorzy wiedza,ze
        nie maja racji...ale nigdy sie do tego nie przyznaja ; )

        Pozdrawiam i jeszcze raz podkresle:

        Popieram Cie w Twoich pogladach !







        A rolling stone gathers no moss. ;)
    • Gość: frizz Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.tvk.torun.pl 22.07.09, 14:00
      A mnie się wydaje, że to kwestia bardzo indywidualna. Jeśli Rodzic wie, że
      dziecko dobrze znosi podróż samolotem/autobusem/pociągiem lub np. obiad w
      restauracji to może się z dzieckiem wybierać wszędzie. Jeśli natomiast dziecko
      jest rozwrzeszczane i rozwydrzone to myślę, że dobrze byłoby gdyby Rodzice
      odpuścili sobie podróż publicznymi środkami transportu i wakacje spędzili w
      miejscu gdzie mogą dojechać samodzielnie. Ja doskonale potrafię zrozumieć
      płaczącego malucha przy starcie samolotu. Nie potrafię natomiast wiecznie
      wrzeszczących dzieci na które Rodzice w ogóle nie zwracają uwagi.
    • Gość: ameba Re: Małe dzieci w samolotach IP: 212.182.35.* 22.07.09, 14:12
      protozoa, proponuję żebyś ze swoimi uwagami udała się na swoje
      macierzyste forum bezdzietnych z wyboru, najbardziej żmijowate forum
      w internecie. nie pluj jadem. ogarnij się trochę.
      • Gość: X Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.07.09, 14:16
        > najbardziej żmijowate forum

        To już nie emama i Agusia_mama_nikoli?
      • protozoa Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 20:07
        Jestem matką dwóch synów. Tak więc pudło z bezdzietnymi.
    • Gość: katia W duszy mam takie opinie :) IP: *.aster.pl 22.07.09, 14:15
      Od zawsze latam z moimi dziećmi na wakacje, nie ma z nimi problemów
      w samolocie, nawet w trakcie wyjątkowo długich lotów; a jeśli na
      pokładzie inne dziecko ryczy, to cóż, jakoś udaje mi się zrozumieć,
      że się może boi, że może to źle znosi, że ma stres itp. Ja dla
      odmiany mam często po dziurki w nosie młodych, upojonych po barkach
      na lotnisku "grupowych" turystów, panienek lub panów wiszących pół
      lotu przegiętych ponad siedzenie lub tarasujacych często opasłym
      dupskiem pół przejścia, żeby sobie pogadać, godzinnego wyczekiwania
      na panienki, które dwieście godzin wyczytują przez megafon, a one
      ahahahaa ale jaja kupowały sobie perfumy; kolesi ziejących trunkami
      i fajkami, w przepoconych T-shirtach. Ostatnio podczas podróży
      większość jaśniedorosłego państwa ściągnęła sobie buciki tuż po
      starcie i po kilkugodzinnym czekaniu w hali odlotów .... BEZ-CE-NNE
      kuźwa. Moje dzieci są już duże, ale zawsze zachęcam ludzi z
      młodszymi do wcześniejszych odpraw, a jak trzeba to wpuszczam do
      odprawy - kto nie zna trudów czekania na odprawę z
      kilkunastokilogramowym zmęczonym maluchem na ręku niech się zamknie.
      Umęczone dyskotekami i łażeniem po drinki na basenach nogi powinny
      wytrzymać pięć wcześniej odprawianych rodzin. Nigdzie, w żadnym
      kraju nie spotkałam się nawet z podobnym tematem. Ludzie podchodzą
      do siebie życzliwie i nikt nie kwestionuje faktu, że rodziny z
      dziećmi mają prawo latać oraz moga liczyć na pewne przywileje.
      Oczywiscie nie jest to kopanie w fotel, ale udogodnienia w odprawie,
      miejsca z łatwym dostępem do toalety itp. A jak się komuś nie podoba
      niech nie lata - nawzajem. Tyle.
      • Gość: Antek Re: W duszy mam takie opinie :) IP: *.ramtel.pl 22.07.09, 15:02
        > A jak się komuś nie podoba niech nie lata - nawzajem. Tyle.

        A jak te rozwydrzone bachory już podrosną i zaczną się przechadzać
        po ulicach z kijami bejsbolowymi i zaczepiać innych ludzi, to ty
        będziesz wtedy tym kudziom radziła, żeby na ulice nie wychodzili,
        jeżeli im się to nie podoba? Coś chyba nie w porządku z twoim
        rozumowaniem...

        Chyba obowiązują jeszcze jakieś reguły zachowania i ze społeczności
        powinien być wykluczony ten kto je narusza, a nie ten komu to
        naruszanie przeszkadza? Może powinien być specjany przedział dla
        rodziców z dziećmi, które nie potrafią się zachowywać poprawnie
        wśród innych ludzi, skoro już muszą one latać samolotami?
        • Gość: theorema Re:Separacja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.09, 01:16
          o, to jest jakaś próba kompromisu - może sprzedaj patent liniom lotniczym?
          Przedział dla niegrzecznych dzieci i ich aroganckich rodziców - dla mnie bomba!
          Wszyscy sobie polecą, w atmosferze, jaką lubią najbardziej - jedni na co dzień
          przyzwyczajeni są do ciszy, inni do wrzasku - bo przecież te dzieci są
          niegrzeczne na pewno również poza samolotem. Problem podobny, jak z wydzielaniem
          gett dla palaczy w knajpach.
          Słuszna uwaga - jeśli ktoś narusza obyczaje, to winien jest ten co je narusza, a
          nie ten komu to przeszkadza. Proste, ale genialne. Sedno sprawy!
    • Gość: ha-ha Re: Małe dzieci w samolotach IP: 72.171.0.* 22.07.09, 14:40
      Moja corka podrozuje z nami od trzeciego roku zycia. Nigdy w
      samolocie nie plakala, nie biegala, nie wrzeszczala. Kopac w fotele
      nie pozwalalam, sciagalam po prostu malej buty.
      Zawsze krzyki innych dzieci na pokladzie samolotu bardzo ja
      stresowaly, podobnie jak nas. Powiedziala nawet, bedac juz
      dwunastoletnia panna, ze nigdy nie bedzie miala dzieci, bo nie znosi
      ich wrzasku. Wiem, ze te niemile doswiadczenia z dziecmi, to glownie
      z podrozy samolotem, kiedy od krzyku i placzu dzieci nie mozna uciec.

      Inna sprawa. Lecialam z mezem klasa biznesowa liniami LOT. Od matek
      z malymi dziecmi oddzielala nas jedynie szmaciana kurtynka. Placz
      niemowlat uporczywy, zwlaszcza pierwsze i ostatnie dwie godziny lotu.
      Nie rozumiem tej organizacji, a moze to zbyt male samoloty sa tego
      przyczyna?

      Moim zdaniem powinno dawac sie dzieciom, ktore zle znasza podroz, sa
      nadpobudliwe czy marudne, jakies srodki uspokajajaco-nasenne. Mozna
      przeciez poradzic sie dzieciecego lekarza. Dla rodzicow tez w koncu
      bylaby to wygoda.


    • Gość: kerkoo Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.range81-158.btcentralplus.com 22.07.09, 14:56
      Hmm, podobno sauna dziala uspokajajaco:))) Polecam haha
      Ach, ja nie mam bachora, ja mam dziecko ale kto wie co tam u Ciebie
      w rodzinie piszczy:)
    • Gość: Emma Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.ists.pl 22.07.09, 15:11
      Ludzie, tak czytam te wasze posty, i dochodzę do wniosku, że większość z was jest ponurymi gburami i egoistami. Latam bardzo często samolotami, i nieraz zdarzało mi się siedzieć obok / przed / za małym dzieckiem. Nieraz było też tak, że małe dziecko dostało miejsce daleko od rodzica - zawsze proponowałam wtedy zamianę, uważam to za tak naturalne, jak ustąpienie miejsca w autobusie niedołężnej osobie. Rodzic był zawsze wdzięczny i dziękował. Parę razy zdarzyło się też, że dzieciak kopał z tyłu w moje siedzenie - wtedy GRZECZNIE z uśmiechem mówiłam do rodzica, że rozumiem doskonale, że dzieciątko jest zestresowane i zmęczone, ale gdyby tak spróbowali posadzić je tak, żeby nie kopało nóżkami w mój fotel, to byłabym wdzięczna... i ZAWSZE taka prośba działała. No ale jak wy zaczynacie z agresją hukać na i tak zdenerwowanego rodzica to się nie dziwcie jego nerwowej reakcji... Parę razy bawiłam się też z cudzymi dziećmi na pokładzie, i też korona mi z głowy nie spadła. Pamiętajcie, że dzieci są tylko dziećmi, wszyscy nimi kiedyś byliśmy! Dla każdego z nas dłuższa podróż jest trudna, trochę więcej życzliwości i zrozumienia, a będzie nam wszystkim lepiej.
      • Gość: ha-ha Re: Małe dzieci w samolotach IP: 72.171.0.* 22.07.09, 15:22
        Ludzie maja rozne doswiadczenia w podrozy i nie mozna uogolniac.
        Jedni trafia na milych rodzicow, ktorzy bardzo sie staraja, a inni
        maja doczynienie z egoistami, ktorych nic nie jest w stanie
        przekonac, ze powinni zajac sie swoimi dziecmi. Uwazam, ze
        zachowanie dzieci, zawsze zalezy od ich rodzicow. Nikt mnie nie
        przekona, ze jest inaczej.
      • Gość: Antek Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.ramtel.pl 22.07.09, 15:23
        > Parę razy zdarzyło się też, że dzieciak kopał z tyłu w moje
        > siedzenie - wtedy GRZECZNIE z uśmiechem mówiłam do rodzica,
        > że rozumiem doskonale, że dzieciątko jest zestresowane i zmęczone,
        > ale gdyby tak spróbowali posadzić je tak, żeby nie kopało nóżkami
        > w mój fotel, to byłabym wdzięczna... i ZAWSZE taka prośba
        > działała. No ale jak wy zaczynacie z agresją hukać na i tak
        > zdenerwowanego rodzica to się nie dziwcie jego nerwow ej
        > reakcji...

        A nie zastanawia cię to, że dopiero ty musiałaś zwrócić uwagę, aby
        rodzic zareagował? Dlaczego rodzic sam z siebie nie zwróci uwagi
        dziecku, gdy ono kopie w czyjś fotel lub komuś przeszkadza?
        • Gość: ha-ha Re: Małe dzieci w samolotach IP: 72.171.0.* 22.07.09, 15:27
          Gość portalu: Antek napisał(a):

          > A nie zastanawia cię to, że dopiero ty musiałaś zwrócić uwagę, aby
          > rodzic zareagował? Dlaczego rodzic sam z siebie nie zwróci uwagi
          > dziecku, gdy ono kopie w czyjś fotel lub komuś przeszkadza?

          No wlasnie. Bywaja rodzice dziwnie glusi i slepi.
        • Gość: zmęczony Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.09, 15:32
          polska współczesna matka - dziecko ryczy w samolocie, jest całe sine od tego
          darcia a ona w końcu powiedziała - uspokój się - zadnego przytulania ani tym
          podobnego jakby miała lalke robota
    • Gość: As Re: Małe dzieci w samolotach IP: 94.254.169.* 22.07.09, 15:24
      Dlaczego ona ma to robić?
      Ty sam sobie wynajmij samolot to będziesz miał święty spokój.
      • Gość: lotnik Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.acn.waw.pl 22.07.09, 16:33
        Dlatego że to wrzeszczące dziecko przeszkadza pasażerom, a nie dorośli spokojni
        pasażerowie wrzeszczącemu dziecku. To ono jest problemem i ono powinno być
        odizolowane. Oczywiście razem ze swoja stukniętą mamuśką, dla której wrzaski,
        smarki, kupy i rzygi własnego dziecka sa najpiękniejsze i nie rozumie że inni
        ludzie mogą zachwytu nie podzielać.
        • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 21:32
          Nieprawda, Ty na przykład jesteś problemem dla sporej części
          ludzkości. Ton Twojej wypowiedzi jest tak arogancki, że podejrzewam,
          że lepiej dla ludzkości by było chyba, gdyby Ciebie na świecie nie
          było. Po prostu pozostałym ludziom żyłoby się lepiej. Skoro jednak
          już się urodziłeś i jesteś, to powinieneś zrozumieć, że inni ludzie
          też mają swoje potrzeby. Oczywiście niekoniecznie polegające na
          chęci dokuczenia innym. Np. w tym wątku wypowiedziała się już mama,
          która lata z dzieckiem uciążliwym z powodów chorobowych do lekarza.
          Zawsze należy zastanowić się nad uczuciami innych ludzi w kontaktach
          z nimi, zamiast we wszystkich przypadkach odmieniać słowo "ja".
          Chcesz uniknąć niedogodności kontaktów społecznych, to kup sobie
          prywatną limuzynę, prywatny helikopter, własną posiadałość, a zakupy
          możesz robić w Internecie. Nie stać Cię? To zapracuj sobie na te
          luksusy.
          • Gość: theorema sam sobie kup samolot, panie pawel! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.09, 01:27
            yhyyy. Bardzo mądre. Jeżeli uczeń przy tablicy mówi, że 2+3=8, i nauczyciel
            stawia mu pałę,tzn, że nauczyciel jest głupi, a nie dziecko niedouczone. Prawa i
            obyczaje społeczne są po to, żeby wszyscy mogli razem współżyć i nie zwariować.
            Wykluczanie osób, które się o respektowanie tych praw upominają jest absurdem.
            Tak samo jak wynoszenie na piedestał tych "oryginałów", którzy wszystkie normy
            mają w dupie. Więc - jak masz jeden z drugim nieznośne dziecko i nie umiesz go
            wychować, kup sobie prywatny samolot, zatrudnij prywatnych nauczycieli i w ogóle
            całą świtę, która doceni oryginalność zachowań potomka.
            Oczywiście, może niektórzy uważają, że prawo do ciszy i spokoju w komunikacji
            nie jest niczyim prawem...ale skądinąd zdarzyło już mi się widzieć kierowcę
            autobusem który zażądał wysiadki mamy z dwójką ryczących potworów, bo on nie
            może się skupić i zaraz spowoduje wypadek. I uważam, że dobro ogólne było tu
            ważniejsze niż dobro tej jednej pani, która uparła się upał wieźć dzieci przez
            całe miasto - do lasku, na wypoczynek, co za głupota...
        • Gość: aniakin Re: Małe dzieci w samolotach IP: 77.223.200.* 22.07.09, 23:06
          Przeciez ona napisala, ze sobie nie zyczy wrzaskow jakichkolwiek dzieci w
          samolocie. Ludzie, jakies problemy z czytaniem? I wezcie relanium, bo wam zyly
          na czole wychodza od tego jadu i agresji. Jak tak czytam tutaj niektorych, to
          nie dziwie sie, skad tyle agresji w polskich kierowcach.
    • Gość: mojsze Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.chello.pl 22.07.09, 15:40
      płaczące czy kopiące w siedzenie wspolpasazera dziecko to jednak nie to samo co
      przewijanie niemowlaka w kabinie
      o ile dla dziecka mozna jeszcze miec cien wyrozumialosci to dla rodzica
      zamieniającego kabine w kloakę zero tolerancji
      w koncu płacimy za przelot samolotem a nie szambiarką
    • Gość: ha-ha male uzupelnienie, IP: 72.171.0.* 22.07.09, 15:56
      ale mysle, ze istotne. Podrozujemy ze soba w roznych srodkach
      lokomocji. Repezentujemy soba rozne poziomy wychowania, kultury
      wrazliwosci i swiadomosci. Trudno wymagac od ludzi o niskim poziomie
      kultury, kulturalnego zachowania. Mysle, ze w gestii lini lotniczych
      jest uregulowanie tych spraw. Czyli, rodzice wraz z biletem dla
      malucha dostaja kajecik w jaki sposob maja zajac sie dzieckiem, co
      wolno, a czego nie wolno itd. bardzo szczegolowo lacznie ze
      sposobami zapobiegania bolu uszu, choroby lokomocyjnej itp. Ogolne
      instrukcje dla wszystkich pasazerow tez beda mile wiedziane.:)
    • mama-123 Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 16:22
      Jeszcze nigdy nie spotkalam sie z rodzicem przewijajacym dziecko nie
      w toalecie. Chyba jest to niezbyt czesto spotykane zjawisko. Z moimi
      dziecmi czasem podrozuje i mysle, ze nie jestesmy uciazliwi dla
      innych pasazerow. Ma zawsze wiele zabawek (cichych - typu ksiazki,
      ukladanki, kolorowanki), cos do przegryzienia i rzeczy, ktorych
      dzieci na codzien nie maja.To pomaga im przetrwac podroz. Poza tym
      zawsze mozna popatrzec przez okno, porozmawiac. Czasem sporadycznie
      prosze o pomoc, i nikt nigdy nie odmawia pomocy. Podobniez staram
      sie pomagac innym, gdy widze, ze potrzebuja pomocy. Tak w zyciu
      jest, ze czasem nam pomagaja inni, czasem my innym.
      Moje dzieci ani nie wymiotuja w samolocie, ani nie placza, nie
      wariuja, nie kopia siedzen innych podroznych. Wymaga to troche
      naszego wysilku, ale mozna sobie poradzic, zwlaszcza gdy sie
      wszystko dobrze zaplanuje. Zauwazylam tez, ze poza Polska, ludzie sa
      jakby troszke bardziej pomocni, choc oczyscie nie mozna za bardzo
      generalizowac - buraki zdarzaja sie wszedzie - niezaleznie od
      narodowosci albo ich wyksztalcenia.
    • Gość: asdd Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.complex.net.pl 22.07.09, 16:28
      protozoa proponuje jak ci tak nie pasuje nie korzystac z linii
      lotniczych - nie ma takiego nakazu...
      Mozesz sobie spokojnie dojechac samochodem czy pociagiem do kazdego
      miejsca w Europie
      • Gość: sabna Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.zone8.bethere.co.uk 22.07.09, 16:51
        a moze tak specjalne loty bez dzieci, juz sa takie hotele, restauracje,
        wczasy,pewnie i na loty przyjdzie pora.
      • amha Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 16:58
        Zbaczając nieco z tematu. Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że Ci pełni empatii ojcowie są bardzo agresywni?
        • Gość: mixixi Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.chelmnet.pl 22.07.09, 17:15
          też mi się tak wydaje. Przeczytałam wszystkie posty - głoszą filozofię empatii,
          a sami nie do końca wcielają ją w życie w swoich postach. Ale to, że kilkanaście
          osób zwróci im na to uwagę, zapewne im niczego nie udowodni i nie da do myślenia...
          • rikol Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 18:19
            tak, oni wymagaja empatii w stosunku do siebie, nie majac za grosz empatii w
            stosunku do innych; nie zgadzasz sie z nimi, to wysla cie do psychiatry;
            wspolczuje ludziom, ktorzy sie z nimi i ich dziecmi stykaja
          • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 21:36
            Wiesz, że masz rację. ;-) Prawdopodobnie inaczej rozumiemy
            słowo "empatia". Dla mnie jest to próba zrozumienia innej osoby
            przed jej oceną, zachowywanie się tak, by innym nie sprawiać
            przykrości. A dla Ciebie?
            Co do agresji, wydaje mi się, że akurat moje wypowiedzi są bardzo
            wyważone. Gdy ktoś mi pisze, że jestem głupi i jestem chamem, bo
            podróżuję z dzieckiem z samolotem, staram się usilnie wyjaśnić mu,
            że się myli. Gdy mimo wszystko ciągle obstaje przy swoich poglądach,
            nieco zaostrzam ton. Uważam jednak, że nie przekraczam granic
            normalnej cywilizowanej dyskusji.
            • drzewko214 Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 22.07.09, 21:49
              pawel_zet 22.07.09, 21:36

              Co do agresji, wydaje mi się, że akurat moje wypowiedzi
              są bardzo wyważone.


              pawel_zet 22.07.09, 21:32

              (...) że podejrzewam,
              że lepiej dla ludzkości by było chyba, gdyby
              Ciebie na świecie nie było.
              Po prostu pozostałym ludziom żyłoby
              się lepiej.
              • pawel_zet Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 22.07.09, 22:05
                Niezwykle wyważony pogląd na temat człowieka, którego pełen jadu
                post możesz sobie przeczytać. Jestem gotów powtórzyć, że ludzkości
                żyłoby się dużo lepiej, gdyby nie było na świecie osób agresywnych,
                pozbawionych empatii i skoncentrowanych wyłącznie na sobie. Nie
                widzę żadnej agresji w tym sądzie, będących w zasadzie oczywistość.
                • pawel_zet Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 22.07.09, 22:11
                  Autokorekta, bo mi się dwie myśli skrzyżowały - ostatnie zdanie
                  winno brzmieć: "Nie widzę żadnej agresji w tym sądzie, będącym w
                  zasadzie oczywistością".
                  • Gość: gosc Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.09, 08:12
                    Oczywistoscia jest tez to ze dla ludzkosci byloby lepiej gdyby ciebie nie bylo.
                    I jest to bardzo stonowany, przemyslany i rozsadny poglad.
                    • Gość: Gość (ale inny) Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! IP: 62.69.219.* 23.07.09, 10:48
                      Tak sobie czytam i czytam.

                      1. Paweł-Z. to socjopata, wątpię czy kiedykolwiek leciał samolotem, wątpię nawet czy to osoba dorosła. I tyle o tym trolu.

                      2. Za wszelkie trudności w czasie lotu odpowiadają linie lotnicze jako gospodarz. To one organizują przelot i one ustalają reguły zachowania - a także powinny je egzekwować.

                      3. Jest oczywiste, że wolno wprost zwrócić się do cudzego małego dziecka, zwłaszcza w sytuacji kryzysowej. Skuteczność może być różna. Jest oczywiste, że w większości przypadków lepiej zwrócić się do opiekunów owego dziecka - jako osób dorosłych i odpowiedzialnych. Gdy zaś te osoby nie reagują, albo np. grożą pobiciem - patrz pkt. 2.

                      4. W przypadku małych dzieci (noworodki, niemowlęta) - podróż samolotem to także narażenie ich na promieniowanie, niskie ciśnienie, infekcje (powietrze w samolocie to wyziewy wszystkich pasażerów) i oczywiście - stres.

                      5. Dziecko to nie bagaż podręczny.
    • Gość: WK Małe dzieci w samolotach IP: *.ig.pwr.wroc.pl 22.07.09, 17:17
      Kilkakrotnie miałem okazję w samolocie serdecznie współczuć małym
      dzieciom, które cierpiały podczas lądowania z powodu złego
      wyregulowania ciśnienia powietrza na pokładzie. Dorośli radzą sobie
      jakoś ale malutkie dzieci bardzo bolą uszy - czy nie spowoduje to
      jakiegoś trwałego urazu?
      Niestety, jest to jedno z zagrożeń, którego nie sposób przewidzieć
      toteż dziwię się rodzicom bezkrytycznie zabierającym dzieci w
      dalekie wyprawy. Małe dzieci i tak nie będą niczego pamiętać z
      egzotycznych atrakcji, zatem, Szanowni Rodzice, nie robicie tego dla
      swoich dzieci tylko dla siebie.
      Oczywiście, wolno Wam.
    • Gość: Gosia Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.09, 17:37
      To co mają Twoim zdaniem zrobić rodzice, którzy chcą jechać na wakacje albo
      przenoszą się do innego kraju. Zostawić dziecko w sklepie? Nie przyszło Ci aby
      do głowy, że ludzie z dziećmi podróżują z innych pobudek niż tylko chwalenie
      się,że wywieźli latorośl za granicę? Mnie też denerwują dzieci krzyczące w
      samolocie i innych miejscach, tak jak denerwują mnie palacze, rasiści i wiele
      innych grup, ale hej, może komuś przeszkadzają takie nadwrażliwe paniusie jak
      my, a mimo to udało nam się zachować podstawowe wolności obywatelskie. Życie w
      społeczeństwie nie jest usłane różami.
    • caysee Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 17:46
      Nie mam dzieci, ale je kiedys planuje. Powiedz mi, co mam zrobic z malym
      dzieckiem, kiedy zechce sobie pojechac na urlop? Zatrudnic opiekunke 24h/dobe na
      dwa tygodnie? Oddac na ten czas do sierocinca? Czy moze w ogole zrezygnowac z
      ulopow na jakies 6-8 lat?
      • Gość: WK Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.ig.pwr.wroc.pl 22.07.09, 17:57
        Proponuję wtedy dostosować plany urlopowe do potrzeb całej rodziny.
        Twój obecny punkt widzenia: "[..] zechcę sobie pojechać na urlop
        [..]" po prostu będzie nieaktualny.
        Kiedyś może też pojawić się potrzeba dłuższej opieki nad osobą
        starszą, co także ograniczy możliwość dalekiego podróżowania.
        Ogólnie, w miarę dorastania mamy więcej obowiązków. Radzę się
        przyzwyczaić.
        • grodek75 Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 18:30
          Gość portalu: WK napisał(a):

          > Proponuję wtedy dostosować plany urlopowe do potrzeb całej rodziny.

          Właśnie to robię. I dlatego jeżdżę/latam na rodzinne wyjazdy.

          > Twój obecny punkt widzenia: "[..] zechcę sobie pojechać na urlop
          > [..]" po prostu będzie nieaktualny.

          To Twój punkt widzenia. Mój jest zupełnie inny.

          > Kiedyś może też pojawić się potrzeba dłuższej opieki nad osobą
          > starszą, co także ograniczy możliwość dalekiego podróżowania.
          > Ogólnie, w miarę dorastania mamy więcej obowiązków. Radzę się
          > przyzwyczaić.

          Radzę sobie z nimi. Pracuję, wychowuję dzieci i jeżdżę z nimi na
          wakacje. Proponowałbym przyzwyczaić się, że coraz więcej ludzi nie
          uważa, że dziecko to tylko ograniczenia i umie wraz z nim
          funkcjonować normalnie.
        • Gość: gosc Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.mas.abpl.pl 22.07.09, 18:59
          Protozoa jako zywo przypomina mi bohatera "Dnia Swira"- to ten sam
          sposob odbierania swiata i zyjacych w nim ludzi. Ona po prostu juz
          tak ma i miec bedzie: ZAWSZE trafi na samolot wypelniony w 100%
          rzygajaco-wrzeszczacymi dziecmi z ich polgowkowatymi rodzicami, nie
          znajacymi slowa wychowanie tepymi bucami, co to lataja w te i we wte
          dla szpanu oraz- oczywiscie po to- aby pani protoza zmaxymalizowac
          bol istnienia.
          I chyba wlasnie ta postawa- a nie merytoryczne uwagi tak buwersuja
          wielu uczestnikow tej dyskusji.
          PS: mam nadzieje ze protoza nie jest pediatra ale nawet jesli
          wiekszosc czasu spedza np. na ogladaniu zdjec RTG, to przydaloby sie
          jej wiecej tzw. inteligencji emocjonalnej. Ale zdaje sie, nie jest
          to dyspozycja latwonabywalna.
          • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 21:44
            Hmmm, obiektywnie rzecz biorąc, to prawda, że mam pewne uprzedzenie
            do lekarzy, a zwłaszcza szpitalników. Prawdę mówiąc, uważam, że ich
            zawód trochę przestawia im moralność na tory niezupełnie dla mnie
            akceptowalne. To tak jak z zawodami prawniczymi. Oczywiście, nie
            chcę generalizować - pewnie większość lekarzy jednak zachowuje
            pewien poziom w kontaktach międzyludzkich. Ale dobrze pamiętam np.
            jak kiedy moje dwutygodniowe dziecko było w szpitalu zarażone
            rotawirusem zapytałem lekarkę prowadzącą, na czym polega leczenie
            tej choroby, a w odpowiedzi usłuszałem, że nie reprezentuje poziomu,
            który by jej umożliwiał rozmowę ze mną na ten temat. I co człowiek
            ma zrobić w takim przypadku? Pomny przypadku Heraklita, który umarł,
            bo lekarze obrazili się na niego, skuliłem uszy po sobie. Prawdę
            mówiąc jednak uważam, że ta lekarka to była głupia chamska baba.
            • Gość: Bernd Schneider Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.compower.pl 23.07.09, 00:24
              Pomyśleć, że na początku tego wątku, zgadzając się z Tobą w paru sprawach (latam
              często, a współpraca z rodzicami małych dzieci i nimi samymi układa mi się
              bardzo dobrze, poza jednym skrajnym przypadkiem, ale z istnieniem takich ludzi
              muszę się pogodzić, zresztą, w samolocie jest wyższa instancja, która zajmie się
              tym problemem) nawet Cię lubiłem. Ale to już trzeci bardzo głupi post, tym
              razem kompletnie pozbawiony poczucia specyfiki pracy lekarza.

              PS. Nie jestem ani lekarzem, ani prawnikiem, ale w szpitalu spędziłem dużo czasu.
              • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 23.07.09, 05:54
                Jakoś to przeżyję. ;-)
                Mimo wszystko podtrzymuję swoją opinię. Jestem rozumnym,
                inteligentnym człowiekiem. Zwracanie się do mnie lekarza w
                sposób: "nie będę z Tobą rozmawiał, bo jesteś za głupi, żeby mnie
                zrozumieć" jest po prostu świadectwem chamstwa lekarza. Z czego ono
                wynika, to mogę się domyślać, nie zmienia to jednak postaci rzeczy.
                Człowiek jest zestresowany, boi się o swoje dziecko, chciałby coś
                wiedzieć, prawo do informacji jest świętym prawem pacjenta.
                • Gość: gość Re: Małe dzieci w samolotach IP: 213.77.79.* 23.07.09, 17:52
                  > Jestem rozumnym, inteligentnym człowiekiem.
                  To czemu piszesz jak totalny cham i kretyn?
                • amha Re: Małe dzieci w samolotach 23.07.09, 18:40
                  Widzisz, żebyś Ty mógł zrozumieć to ktoś musi Ci to wytłumaczyć. No ale jeśli
                  ten co ma wytłumaczyć/lekarz sam nie rozumie .... no i już wiesz czemu "jesteś
                  za głupi żeby zrozumieć" :)
                  • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 24.07.09, 10:20
                    Mam ja swoją teorię na ten temat. Oczywiście jest to tylko teoria,
                    zresztą nie poparta niczym więcej niż moim życiowym doświadczeniem i
                    rozumieniem życia. W Polsce, jak wiadomo, nie ma - inaczej niż w
                    USA - powszechnych ubezpieczeń medycznych i przekonania, że błędy
                    lekarskie są normalną rzeczą (zgodnie z amerykańskimi badaniami 10-
                    20% zgonów wynika z takich błędów, a mniejszego kalibru błędów jest
                    znacznie więcej). W USA lekarze płacą wysokie OC, a pacjenci dostają
                    bez wielkich problemów odszkodowania z polis OC lekarzy. W Polsce
                    taki system nie funkcjonuje, w związku z czym każda sprawa błędu
                    lekarskiego jest dla lekarza potencjalnie groźna - może bowiem
                    spowodować długoletni proces i odszkodowanie bijące bezpośrednio w
                    kieszeń, niekiedy może nawet rujnujące lekarza. Z tego też powodu
                    lekarze utworzyli system solidarności grupowej - każdy każdego
                    chroni i broni. A nieudzielanie informacji medycznej jest elementem
                    tego systemu. Jeśli nie wiem, w jaki sposób jest leczone moje
                    dziecko, to potem trudniej jest mi udowodnić, że było źle leczone.
                    Pozostaje tylko dokumentacja medyczna (którą można łatwo sfałszować)
                    oraz moje nielaika obserwacje. A naprzeciwko siebie mam biegłych-
                    lekarzy, związanych zawodową solidarnością.
                    Dla mnie ten układ jest przegniły moralnie i z tego powodu mam
                    zasadnicze podejrzenia co do moralności znacznej części lekarzy,
                    chociaż nie chcę generalizować - na pewno istnieje wielu
                    przyzwoitych lekarzy.
                    • protozoa Re: Małe dzieci w samolotach 24.07.09, 15:14
                      Co ma latanie do Twoich dywagacji o lekarzach??????????? Chyba jednak to Ty
                      powinienes udać się do stosownego specjalisty. Kompleks lekarzy, bo chciałes nim
                      zostać, ale byłeś za mało zdolny, mało pracowity, nie udało się? Cos mi
                      podpowiada, ze tak.
                      • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 24.07.09, 15:32
                        Ależ nic! Ktoś tam zaczął bzdurzyć, że chyba mam kompleksy w
                        stosunku do lekarzy, skoro napisałem, że chyba jesteś, sądząc po
                        nicku, lekarką. Najpierw go wyśmiałem, a potem - po namyśle - trochę
                        autoironicznie napisałem, że w sumie to trochę mam - może nie tyle
                        kompleksy, co raczej uprzedzenia.
                        Jakaś Ty jadowita. To musi być straszne być taką osobą. Na moje
                        wyważone uwagi i sugestie reagujesz jakąś dziką agresją.
                        Przez wiele lat chciałem być lekarzem, ale w końcu doszedłem do
                        wniosku, że krojenie trupów w prosektorium to zajęcie, które ze
                        względów estetycznych, niezbyt mi odpowiada. Wybrałem więc inny
                        kierunek studiów, potem była praca na uczelni, potem przejście do
                        biznesu i wielowątkowa kariera. Napisałem kilka podręczników,
                        uruchomiłem jedną firmę badań rynku i reklamy, która do dzisiaj się
                        kręci, chociaż już beze mnie, obecnie jestem samodzielnym
                        specjalistą-konsultantem.
                        Pracowitość, niestety, mnie zabija. Pracuję zadaniowo i nie potrafię
                        jakoś zrzucić z siebie różnych rzeczy. Odpowiedzialność nakazuje mi
                        zająć się wszystkim samemu, wszystko sprawdzić dokładnie, wykonać
                        pracę w terminie.
                        A Ty opowiesz mi coś o sobie? Zawsze lubiłaś się kłócić i drażnić
                        innych ludzi? Nigdy nie marzyłaś, żeby zostać kimś w rodzaju Matki
                        Teresy i zacząć robić coś dobrego dla ludzi? Opowiedz nam o sobie.
                        • protozoa Re: Małe dzieci w samolotach 24.07.09, 16:36
                          Miało byc O LATANIU Z MAŁYMI DZIECMI ( vide tytuł watku) a jesteśmy przy
                          lekarzach i "krojeniu trupów w prosektorium", nie mówiąc juz o ocenie przez
                          psychologa-amatora mojej skromnej osoby.
                          Ubawiłeś mnie matką Teresą. Nie, nie miałam takich marzeń. Medycynę traktowałam
                          i traktuję jako sztukę i rzemiosło a także zawód, który daje mi określone
                          pieniądze ( zaraz napiszesz, że biorę łapówki itd, wkalkulowałam to). I nie
                          Tobie oceniac ile dobrego zrobiłam ratując zdrowie i zycie ludzi.
                          A jeśli juz koniecznie chcesz wiedzieć kim jestem - odpowiem. Jestem
                          rzeczywiście lekarzem, nauczycielem akademickim i masz szczęście, ze jednak nie
                          zdecydowałeś się na studia medyczne i nie miałeś pecha, zeby na mnie trafić. Bo
                          za określenie ludzkich zwłok "trupami" miałbyś przeze mnie kłopoty, oj duże kłopoty.
                          Pojęcie o studiach medycznych masz mizerne, więc tez oszczędź opowiadań.
                          Prosektorium, którym tak sie epatujesz było na I roku ( anatomia prawidłowa),
                          III - anatomia patologiczna ( nie tknęłam zwłok skalpelem, choć wiedziałam, że
                          będę chirurgiem) i VI rok - medycyna sądowa - j.w, sekcja chyba tylko na egzaminie.
                          • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 24.07.09, 16:59
                            Póki moderator nas nie wymoderuje możemy pisać o czymkolwiek.
                            Zresztą zmiana tematu jest pozorna. Generalnie pozostajemy przy
                            wątku dyskusji, który przybrał naturalną koleją rzeczy postać
                            dyskusji nad problemem, dlaczego różni ludzie mają różne podejście
                            do innych ludzi - na przykładzie latania z dzieckiem samolotem.
                            Osobiście wydaje mi się ciekawa ta ogromna różnica postaw. Jesteśmy
                            pewnie w tym samym mniej więcej wieku, więc bagaż doświadczeń mamy
                            podobny.
                            Hmmm, widzisz: ja, kiedy jeszcze byłem wierzący (a wiarę porzuciłem
                            w VIII klasie szkoły) chiałem zostać zostać świętym. Porzucenie
                            wiary wywołuje zawsze pewien wewnętrzny rozziew: metafizyczny świat
                            wartości musi zostać zastąpiony przez coś innego. Jako osoba żywo
                            interesująca się filozofią zbudowałem sobie po jakimś czasie swoje
                            własne koncepcje funkcjonowania w świecie, nawiązujące do markizmu z
                            jednej strony, a z drugiej - do neopozytywizmu oraz prakseologii
                            prof. Tadeusza Kotarbińskiego. Można rzec, że moja moralność ma
                            charakter głęboko świadomy, refleksyjny. A jak jest u Ciebie? Jakie
                            są Twoim zdaniem źródła moralności?
                            Oczywiście nie mam zamiaru oskrażać Cię o łapownictwo itp., bo nie
                            mam żadnych dowodów na tego rodzaju rzeczy, a nie można oskarżać
                            ludzi o brzydkie rzeczy bez powodu (no właśnie, dlaczego Ty to
                            robisz?). Natomiast przypuszczać mogę, że - jak wielu lekarzy -
                            zaniedbujesz stronę psychiczną funkcjonowania swoich pacjentów.
                            Wynika to wprost z tego Twojego skupienia na sobie, które chyba sama
                            musisz dostrzegać, a które jest ewidentne w tej dyskusji. A przecież
                            człowiek stanowi jedność psychofizyczną! To, że kogoś dobrze
                            pokroisz, może pomóc w leczeniu, ale samo w sobie może nie
                            wystarczyć, by pacjent wyzdrowiał.
                            Zwłoki to dla mnie trupy. Sorry, w metafizykę nie wierzę. Po śmierci
                            cżłowiek to już tylko kawałek psującego się mięsa. Ze względu na
                            bliskich trzeba mu okazać szacunek, ale nie zmienia to postaci
                            rzeczy.
                            Nigdy też nie twierdziłem, że wiem, na czym polegają studia
                            medyczne. Po prostu krojenie nieboszczyków wydawało mi się wówczas
                            (tj. pod koniec liceum) czymś, czego nie chciałbym robić. Z tego też
                            powodu wybrałem inne studia.
                            • laminja Re: Małe dzieci w samolotach 24.07.09, 20:40
                              gdyby to nie było forum "latanie" moglibyśmy założyć dla autorki tego wątku
                              kolejny - tym razem o zabieraniu dzieci do restauracji ;)

                              Z pewnością miałaby masę ciekawych pomysłów :p np zakaz wstępu do 7 roku życia...
      • protozoa Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 20:20
        Co masz robic to Twoja sprawa.Wiem co ja robiłam. Wiedząc, ze mam 2 MAŁYCH
        dzieci, które są zywe ( nie mylic z niewychowanymi), i dla których siedzenie w
        wymuszonej pozycji ( samolot) byłoby uciążliwe, lądowanie i start mogłoby
        powodować pewne dolegliwości ( zatykanie uszu, płacz) odpuściłam sobie na kilka
        lat podróże. Wakacje spędzałam w podwarszawskim domu moich rodziców. Gdy synowie
        nieco podrosli, tak, ze mogli kontrolować swoje zachowania, mozna było im wiele
        rzeczy wytłumaczyć zaczęliśmy jeździć. I widzieliśmy naprawdę dużo. Synowie
        ŚWIADOMIE ZWIEDZILI ŚWIAT.
        • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 21:47
          Protozoa, nie namawiam Ciebie, żebyś spędzała czas tak, jak ja. Po
          prostu przestań pieprzyć głupoty i daj innym żyć tak, jak im się
          podoba.
          Od kiedy to dziecko uczy się tylko przez świadome zapamiętywanie?
          Gdyby było, jak mówisz, to żadne dziecko nie nauczyłoby się nigdy
          mówić!
          • protozoa Re: Małe dzieci w samolotach 23.07.09, 09:34
            ??????????????????????????????????????????????????????????????
            Moje dzieci zaczęły świadomie(sic) zwiedzać we wczesnym wieku szkolnym. I
            naprawdę jak dotąd udało im sie zobaczyć naprawdę dużo i co więcej pamiętaja to
            co widziały.
        • laminja Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 22:28
          nie każdy ma rodziców z domkiem pod miastem.

          Warto też rozdzielić dwie sprawy. Zwiedzanie to jedno, a zapewnienie dzieciom
          aktywnego odpoczynku w fajnych warunkach to drugie. w Polsce to trudne do
          osiągnięcia, głównie ze względu na klimat. Przed sezonem jest za zimno, w
          trakcie tłoczno i drogo. Znacznie więcej korzystają z wyjazdów zagranicznych.

          Od kiedy wg Ciebie dziecko zaczyna świadomie zwiedzać?

          Bo nasze świetnie pamięta miejsca zwiedzane na przełomie 3 i 4 roku życia.

          Z jednym się zgadzam, gdyby moje dzieci nie umiały się zachować, a ja nie
          umiałabym nad nimi zapanować to też siedziałabym z nimi w domu. O dziecka, które
          ma 5 lat oczekuję kontrolowania swojego zachowania nie tylko w miejscach
          publicznych.
          • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 23:03
            Dobrze powiedziane, chociaż np. dla mnie nawet latem w Polsce klimat
            nie nadaje się do wypoczynku, który jest właściwy dla mnie i dla
            mojego dziecka. Ludzie często jadą na urlop nad morze i dwa tygodnie
            lata to dla nich dwa tygodnie spacerów w polarze po plaży
            urozmaiconych spacerami w sztormiakach, kiedy zaczyna lać. Mój urlop
            jest zbyt cenny, by go marnotrawić. Dużo lepszym pomysłem jest lot
            np. do Malezji, najlepiej jesienią, gdy u nas dzieci dziesiątkują
            infekcje. A tam jest piękna pogoda. Ciepłe, egoztyczne, puste plaże
            z pięknymi palmami i przyjemnym, czystym morzem. Dla dziecka, nawet
            jeśli niewiele z tego zapamięta, taki wyjazd będzie dużo
            przyjemniejszy niż siedzenie na okrętkę w ośrodku wczasowym i
            spacery w swetrze po plaży nad naszym morzem. A co do lotu, to
            najlepiej sprawdzić najpierw, jak dziecko reaguje na lot na krótkim
            dystansje, wybierając się np. do Grecji czy do Turcji. Jeśli będzie
            OK, to możemy spróbować pojechać gdzieś dalej. Kluczowe znaczenie
            ma - jak się wydaje - pora: lepiej lecieć w nocy, bo dziecko uśnie
            (małym dzieciom przysługuje łóżeczko wieszane na ścianie samolotu,
            więc jest im naprawdę wygodnie) i nie będzie się nudziło. Jeśli
            takiego połączenia nie możemy kupić, to lepiej postarać się o linie
            posiadające dobrą rozrywkę pokładową dla najmłodszych. Kreskówki
            potrafią zająć malca na kilka godzin. Poza tym dobrze zaopatrzyć się
            w książeczki i zabawki, w co - to już każdy rodzic chyba wie, znając
            swoje dziecko. Pewnie są dzieci, z którymi nie bardzo dałoby się
            lecieć samolotem przez 11 czy 12 godzin, ale myślę, że większość
            normalnych dzieci przy właściwym planowaniu jest w stanie normalnie
            przeżyć taki lot i nie jest to ani dla nich, ani dla innych
            pasażerów uciążliwe. Tak więc w większości przypadków niewłaściwe
            zachowanie dziecka na pokładzie wynika z winy dorosłych, chociaż tu
            także są wyjątki (jedna z mam wcześniej pisała o swoim przypadku -
            jej dziecko jest chore i nie respektuje pewnych norm społecznych).
            Co do zwiedzania, to nie ma z tym dużego problemu - są wygodne
            nosidła, w których dziecku podróżuje się chyba niewiele gorzej niż w
            wózku. Oczywiście trzeba pamiętać o przerwach na odpoczynek i
            zabawę. W ten sposób można zwiedzić napawdę kawał świata. Dowodem są
            internetowe strony podróżujących rodziców.
    • Gość: julia Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.chello.pl 22.07.09, 18:17
      Ty natomiast, żałosny frajerze ,wynajmij sobie prywatny samolot na twoje
      prywatne loty, bez innych ludzi, w tym dzieci.
      A, że kasy na to nie masz, to masz pecha. Latasz jak inni, sorry.
      • zielony.raj Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 20:35
        "Ty natomiast, żałosny frajerze ,wynajmij sobie prywatny samolot na twoje
        prywatne loty, bez innych ludzi, w tym dzieci.
        A, że kasy na to nie masz, to masz pecha. Latasz jak inni, sorry."

        A ty zrozum, rozpłodowa su ko, że świat nie kręci się wokół ciebie i twojego
        wypierdka! Samolot to miejsce publiczne, w którym należy zachowywać się
        kulturalnie, a nie wg. swojego widzimisię. Twój bachor to tylko twój problem,
        a nie wszystkich współpasażerów!
        • Gość: gość Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.mas.abpl.pl 22.07.09, 20:54
          dla takich jak ty agresywnych, wulgarnych bucow powinna byc osobna
          klasa w samolotach.
    • Gość: mama3 Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.range86-156.btcentralplus.com 22.07.09, 19:18
      Hmm, sama pewnie dzieckiem nie bylas...
      Alez mnie graja na nerwach takie wysterylizowane kotki...
      • protozoa Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 19:58
        Byłam dzieckiem, mam 2 dzieci i...... nie muszę lubić cudzych. Wiem, ze
        niektórym rodzicom trudno zrozumieć, że kupa ich dziecka nie zachwyca otoczenia
        a osoba siedząca z przodu może nie chcieć byc kopana przez cudne niunie dzidzi.
        Wiem, ze niektórym rodzicom trudno pojąć, że ktoś nie zachwyci sie obrzyganym
        fotelem, ochlapanym ubraniem.
        • Gość: RYBKA Re: Małe dzieci w samolotach IP: 195.184.82.* 22.07.09, 20:02
          Ja postuluje więc aby nie tylko dzieci nie latały ale wszyscy
          brzydcy, wszyscy nie w rozmiarze 36, i generalnie ze mną to niech
          wchodzą do samolotu tylko wysocy, przystojni, wysportowani i
          intelgentni bruneci reszta won;)
          • steave Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 20:38
            A ja napisze cos bardzo niepopularnego i niemilego, ale niestety bardzo prawdziwego. otoz uwazam, ze nie problem tutaj w dzieciach - sama nie mam dzieci i nie przepadam za nimi - ale uwazam, ze nie one sa problemem w samolocie, tylko i wylacznie rodzice, zestresowani, agresywni Polaczkowie, ktorzy z dziecmi czy bez zawsze robia wiele halasu, awantur i klotni. To zreszta dobrze widac na forum, nie chcialabym w realu spotkac tych dwoch Panow: grodka75 i pawla-zet. Za zwrocenie uwagi zabiliby bez namyslu... Ja tymczasem mam doswiadczenie z podrozy samolotem z samymi Niemacami, ktorzy chetnie podrozuja zarowno z dziecmi jak i zwierzetami. I co? I nico! Cicho, spokojnie, bez smrodu, wrzasku i placzu. Dobrze pamietam ostatni lot, ktory trwal 10 godzin, ja sama dostawalam juz krecka, a niedaleko mnie bylo troje malych dzieci - takich 3-5 lat. Byly mniej zuwazalne, niz niejeden polski turysta.
            Polaczkom proponuje przemyslec swoje zachowanie, reszcie ktora tak jak ja nie przepada za polskim podejsciem do zycia - tzn. moje dziecko jest pepkiem swiata i wszystko kreci sie wokol mojej rodziny, bo rodzina to w Polsce podstawowa i jedyna komorka spoleczna, innych zwiazkow spolecznych niestety nie potrafimy tworzyc - podrozowac z niemieckich biur podrozy, z niemiecka zaloga i niemieckimi turystami.
            • grodek75 Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 21:11
              steave napisała:
              To zreszta dobrze widac na forum,
              > nie chcialabym w realu spotkac tych dwoch Panow: grodka75 i pawla-
              zet. Za zwrocenie uwagi zabiliby bez namyslu...

              Jakoś nigdy nikt nie zwrócił mnie lub moim dzieciom uwagi.
              Nie było potrzeby...
              Ale nie było też takich osób jak ty. Na szczęście...
              Aha, polecam jeszcze naukę czytania ze zrozumieniem. Cofnij się do
              początku dyskusji i przeczytaj jak wyglądają moje podróże z dziećmi
              i jak ja staram się do nich być przygotowanym.
              Ale czego ja wymagam od emigrantki...?
            • pawel_zet Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 21:57
              > To zreszta dobrze widac na forum,
              > nie chcialabym w realu spotkac tych dwoch Panow: grodka75 i pawla-
              zet. Za zwro
              > cenie uwagi zabiliby bez namyslu...

              O, a po czym to wnosisz? ;-)
              Dla Twojej informacji: jestem specjalistą w swojej dziedzinie,
              autorem kilku książek, człowiekiem niezwykle spokojnym i - o ile
              mnie pamięć nie myli - nikomu nie dałem w mordę gdzieś od 14-15 roku
              życia. Kłótni i konfliktów międzyludzkich zresztą też nie cierpię.
              W sumie z resztą Twoich poglądów prawie się zgadzam, uważaj tylko z
              generalizacjami, pewnością siebie (niektóre z napisanych przez
              Ciebie zdań należałoby z pewnością okrasić słowami w rodzaju "chyba"
              czy "być może") i sformułowaniami w rodzaju "Polaczkowie", gdyż
              sugerują one pogardliwy stosunek dla polskiej nacji. Na gniazdo się
              nie pluje, można je co najwyżej krytycznie ocenić, no chyba że
              Polakiem nie jesteś. Lepiej jest powiedzieć, że statystycznie Niemcy
              chyba są mniej konfliktowi.
        • Gość: gosc Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.mas.abpl.pl 22.07.09, 20:35
          Ty zdaje sie w ogole dzieci nie lubisz... wynika to z innych watkow
          i innych forow, na ktorych sie udzielasz. Ale coz... Twoj cyrk,
          twoje malpy. Chcesz powiedziec,ze tylko Twa wrodzona delikatnosc i
          umilowanie savoir -vivre'u powstrzymywaly cie przed podniebnymi
          podrozami z malymi dziecmi ? Watpie. Dorabiasz po prostu wygodna
          ideologie do takiej a nie innej przeszlosci.
        • Gość: złośliwe bydlę Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.07.09, 23:31
          Popatrzyłem sobie w czasie wyjazdów na dzieci:
          - te trzymane na rozpalonej plaży od 9.00 do 18.00 z przerwą na obiad (bo
          mamusia musi się ładnie opalić, żeby koleżanki w pracy zazdrościły)
          - te ciągane w upale na zwiedzanie Rzymu czy Aten (bo tatuś chce zwiedzić, a im
          wcześniej dziecko zacznie zwiedzanie tym więcej się nauczy)
          - te, prowadzane w wieku 3-4 lat na Wawel czy Hradczany i odpytywane później
          przez rodziców, co zapamiętały
          - te, tuczone przez troskliwych rodziców przez 10-godzinną podróż autobusem
          (żeby głodne nie było), co zakończyło się rekordowym pawiem, gdy autobus wjechał
          w góry
          - te zamykane w pokojach od 21 do 5.00, gdy troskliwi rodzice wybrali się na
          dyskotekę
          - te, które na lotnisku czekały kilkanaście godzin na opóźniony samolot, lub
          spędziły podróż pociągiem Łódź-Hel siedząc na bagażach na korytarzu
          - te, spędzające w autobusie kilkanaście godzin (cholera, ja miałem dość- w
          życiu bym w taką podróż nie wlókł kilkulatka)
          - te, których rodzice chcąc mieć spokój przez lot naćpali Aviomarinem- skończyło
          się na szczęście tylko kilkunastoma godzinami snu- dawka dla dzieciaka to nie
          jest 2x dawka dla dorosłego :)
          - te, wleczone po Luwrze, które w każdej sali dawały do zrozumienia, że
          malarstwo zainteresuje je za najwcześniej kilkanaście lat.

          Swoje dzieci woziłem do sprawdzonej agroturystyki lub do rodziny na wieś (w
          ostateczności na działkę do dziadków). Nie zauważyłem, żeby było im źle. Przede
          wszystkim miały swobodę, której na "dorosłych" wycieczkach dzieciakom brakuje. A
          wrażenia z puszczania latawca zbudowanego przez dziadka, czy z rozpalania
          ogniska przez stryja- bezcenne :)
          • Gość: Mantra Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.net.upc.cz 22.07.09, 23:54
            > Swoje dzieci woziłem do sprawdzonej agroturystyki lub do rodziny na wieś (w
            > ostateczności na działkę do dziadków). Nie zauważyłem, żeby było im źle. Przede
            > wszystkim miały swobodę, której na "dorosłych" wycieczkach dzieciakom brakuje.
            > A
            > wrażenia z puszczania latawca zbudowanego przez dziadka, czy z rozpalania
            > ogniska przez stryja- bezcenne :)

            Gratulacje. Tylko że ja nie mam tej czelności narzucać komuś gdzie ma z własnymi
            dziećmi jeździć.
          • protozoa Re: Małe dzieci w samolotach 23.07.09, 07:54
            Oj, podejrzewam, że bywamy w tych samych miejscach w tym samym czasie. Pamiętam
            dziki wrzask pewnej mamuśki, której dziecko zrzygało sie na serpentynach ( "co
            za idiota wymyslił taka trasę" - autentyk).
            Pamiętam liczne dzieci chorujące w Turcji ( dla jasności hotel 4*), znudzone w
            muzeach na całym świecie, i te domagające się nocnika w samolocie na Kubę.
            A po powrocie mozna powiedzieć, że Jas wielkim podróznikiem jest, pokazać
            zdjęcia i być przez chwile lepszym niż kolega z sąsiedniego biurka.
            • aurita Re: Małe dzieci w samolotach 23.07.09, 10:20
              protozoa napisała:
              > A po powrocie mozna powiedzieć, że Jas wielkim podróznikiem jest, pokazać
              > zdjęcia i być przez chwile lepszym niż kolega z sąsiedniego biurka.

              to to jest wg ciebie motywem wyjazdu na wakacje z dziecmi? nie osadzaj po sobie
          • aurita Re: Małe dzieci w samolotach 23.07.09, 10:41
            moze i zlosliwe ?

            > Popatrzyłem sobie w czasie wyjazdów na dzieci:

            miales czas na ogladanie czegos innego?

            > mamusia musi się ładnie opalić, żeby koleżanki w pracy zazdrościły)

            masz jakies kompleksy? opalanie jest szkodliwe i niemodne

            > bo tatuś chce zwiedzić, a im
            > wcześniej dziecko zacznie zwiedzanie tym więcej się nauczy)

            aaaa mamusie sa glupie i chca sie tylko opalac a tatusiowie baaaaardzo zachlanni
            nowej wiedzy?

            > Swoje dzieci woziłem do sprawdzonej agroturystyki lub do rodziny na wieś (w
            ostateczności na działkę do dziadków).

            Nie mam rodziny na wsi ani dziadkow z dzialka (bardzo zaluje jednego i drugiego
            ale nic na to nie poradze)
            Wakacje mojego dziecka trwaja 2 miesiace wiec czasu starczy na puszczanie
            latawcy w sprawdzonej agroturystyce jak i na wyjazdy nad cieple morze.
            • Gość: złośliwe bydlę Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.lodz.msk.pl 23.07.09, 19:15
              > aaaa mamusie sa glupie i chca sie tylko opalac a tatusiowie
              > baaaaardzo zachlanni nowej wiedzy?

              No ładnie, nie dość, że bydlę ze mnie złośliwe, to jeszcze seksistowskie do
              kompletu. :))))))

              Z dwojga złego chyba lepiej mieć głupią mamusię niż nadambitnego toksycznego
              tatusia, nie sądzisz?
      • dorota_marek_wawa Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 20:29
        Sami latamy z 9-letnim dzieckiem i jakos nie robi zadnych problemow. Wie jak sie zachhowac, i zachowuje sie w samolocie jak dorosly, ale to co robia rodzice innych dzieci to ...
        Przyklad sprzed dwoch tygodni. !0-tek zobaczyl w egipcie w oazie golebia i nienamyslajac sie rzucil nim o ziemie. Golab przezyl, a mamusia sie obrazila, jak swiadkowie tego wydarzenia zrobili jest wyklad o wychowaniu dziecka...
    • zielony.raj Re: Małe dzieci w samolotach 22.07.09, 20:30
      Powinny być osobne samoloty dla takich tępych krów z ich tępymi bachorami. Tam
      przynajmniej czuły się jak w raju, a normalni ludzie mieli by wreszcie spokój w
      trakcie lotu.
      • des4 w dooopie mam hrabiny 22.07.09, 21:54
        pokroju autorki wątku...

        latam i bedę latał z dzieciakami, a póki są małe i niekumate nie mam
        możliwości ich uspokojenia na żądanie kopniętych
        paniuś...

        a jak któraś będzie podskakiwała, dostanie w japę i skończą się
        humory...
        • protozoa Re: w dooopie mam hrabiny 23.07.09, 08:04
          No to będzie interwencja personelu pokładowego, a Ty będziesz miał(a) sprawę za
          pobicie. Bedą swiadkowie i to sporo, bo wbrew temu co częśc osób pisze tu na tym
          forum, wielu pasażerów ma dość wrzasków dzieci w samolotach.
          Powtarzam - jesli jest niekumate i kopie- niech siedzi w domu. Jeśli potrafisz
          wpłynąć na roczne, dwuletnie dziecko, żeby zachowywało się normalnie tzn, nie
          pluło, kopało, wylewało, darło się, robiło kupę w majtki - lataj nawet na koniec
          świata. Jeśli nie - miej świadomość, że ludzie będą interweniowali. A moga
          uprzykrzyć Wam życie i to w majestacie prawa.
          • Gość: Antek Re: w dooopie mam hrabiny IP: *.ramtel.pl 23.07.09, 16:44
            Protozoa, zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości:

            Powtarzam - jesli jest niekumate i kopie- niech siedzi w domu.
            Jeśli potrafisz wpłynąć na roczne, dwuletnie dziecko, żeby
            zachowywało się normalnie tzn, nie pluło, kopało, wylewało, darło
            się, robiło kupę w majtki - lataj nawet na koniec świata. Jeśli nie -
            miej świadomość, że ludzie będą interweniowali. A moga uprzykrzyć
            Wam życie i to w majestacie prawa.

        • ojca buhahaha 23.07.09, 09:14
          des4 napisał:


          > a jak któraś będzie podskakiwała, dostanie w japę i skończą się
          > humory...
          >

          Dla twojego dzieciaka na pewno bezcenne będzie widzieć tatusia wywlekanego z
          samolotu gdy skomli "roodaaacy raaatuuunkuuu, niemcy mnie biiijaaaa" :)


    • drzewko214 Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 22.07.09, 22:11
      pawel_zet 22.07.09, 22:00
      Będę się upierał przy tym, że ta pani pieprzy głupoty.
      Moją wypowiedź w kontekście jej zachowań uznaję za
      wyjątkowo wyważoną.
      • pawel_zet Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 22.07.09, 22:12
        No właśnie, jestem wyjątkowo wyważonym człowiekiem, jak sam widzisz.
        • drzewko214 Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 22.07.09, 22:15

          LOL

          :D
        • kajak75 Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 22.07.09, 23:26
          Zdecydowanie przychylam sie do pogladow pawla Zet.

          Podsumowujac dyskusje uwazam ze:
          -podrozowac z dziecmi mozna, a w mojej ocenie wrecz nalezy
          -"za szkody wyrzadzone przez dzieci odpowiadja rodzice" i to na nich spoczywa
          obowiazek zadbania any dziecko zachowywalo sie w sposob nie przeszkadzajacy innym
          -pewne zachowania sa nieakceptowalne ( np. zmieninaie pieluch na fotelu) bez
          wzgledu na to czy maja miejce w samolocie czy innym miejscu publicznym np,
          restauracji. Generalnie kulturalny czlowiek, wie jk powinien sie zachowac;-)
          -jezeli dorosly czlowiek nie potrafi powstrzymac emocji - wrzeszczy i grozi, jak
          moze oczekiwac od kilkulatka, ze bedzie emocjonalnie bardziej zrownowazony:-)

          Natomiast sadze, ze mozna zastanawiac sie nad sensem zabierania dzicka w
          niektore podroze. Osobiscie malo sobie cenie sobie wartosc podrozy
          "kurortowych". Nie uwazam, aby basen hotelowy na Karaibach zasadniczo roznil sie
          od basenu w Hiszpanii czy Turcji, ktore sa o kilka godzin lotu blizej. Jezeli
          jedynym powodem do wyprawy jest chec polezenia nad basenem z drinkiem z palemka
          - to czy na pewno trzeba leciec tam 9-10 h?
          Oczywiscie zaraz odezwa sie pracownicy, ktorym pracodawca - krwiopijcca pozwala
          na urlopy wylacznie w styczniu;-)
          • pawel_zet Re: Pawel zet, czytaj,chlopie, czytaj ! 23.07.09, 05:50
            Drobna uwaga: mi by się nie chciało jechać na drugi koniec świata
            dla plaży, chociaż ktoś, kto nigdy nie widział plaż Malezji czy
            Tajlandii, nie zrozumie nigdy, czym one się różnią od plaż
            egipskich. A różnica jest taka jak między fso1500 a mercedesem.
            Podczas kilku moich wyjazdów zadowoliłem się jednak kiepską plażą,
            bo dla mnie ten aspekt nie jest szczególnie istotny. Są jednak
            ludzie, dla których plaża jest bardzo ważna - jednego kolegę-
            podróżnika ktoś nawet określił w Internecie kiedyś jako "wędrownego
            plażowicza". I wydaje mi się, że nie ma w takich plażowych
            wędrówkach nic złego, zwłaszcza, że faktycznie plaże są różne.
    • Gość: złośliwe bydlę Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.07.09, 23:34
      Popatrzyłem sobie w czasie wyjazdów na dzieci:
      - te trzymane na rozpalonej plaży od 9.00 do 18.00 z przerwą na obiad (bo
      mamusia musi się ładnie opalić, żeby koleżanki w pracy zazdrościły)
      - te ciągane w upale na zwiedzanie Rzymu czy Aten (bo tatuś chce zwiedzić, a im
      wcześniej dziecko zacznie zwiedzanie tym więcej się nauczy)
      - te, prowadzane w wieku 3-4 lat na Wawel czy Hradczany i odpytywane później
      przez rodziców, co zapamiętały
      - te, tuczone przez troskliwych rodziców przez 10-godzinną podróż autobusem
      (żeby głodne nie było), co zakończyło się rekordowym pawiem, gdy autobus wjechał
      w góry
      - te zamykane w pokojach od 21 do 5.00, gdy troskliwi rodzice wybrali się na
      dyskotekę
      - te, które na lotnisku czekały kilkanaście godzin na opóźniony samolot, lub
      spędziły podróż pociągiem Łódź-Hel siedząc na bagażach na korytarzu
      - te, spędzające w autobusie kilkanaście godzin (cholera, ja miałem dość- w
      życiu bym w taką podróż nie wlókł kilkulatka)
      - te, których rodzice chcąc mieć spokój przez lot naćpali Aviomarinem- skończyło
      się na szczęście tylko kilkunastoma godzinami snu- dawka dla dzieciaka to nie
      jest dwukrotność dawki dla dorosłego :)
      - te, wleczone po Luwrze, które w każdej sali dawały do zrozumienia, że
      malarstwo zainteresuje je za najwcześniej kilkanaście lat.

      Swoje dzieci woziłem do sprawdzonej agroturystyki lub do rodziny na wieś (w
      ostateczności na działkę do dziadków). Nie zauważyłem, żeby było im źle. Przede
      wszystkim miały swobodę, której na "dorosłych" wycieczkach dzieciakom brakuje. A
      wrażenia z puszczania latawca zbudowanego przez dziadka, czy z rozpalania
      ogniska przez stryja- bezcenne :)
      • Gość: m. Re: Małe dzieci w samolotach IP: 212.185.98.* 23.07.09, 10:55
        Wiesz, wszystko zależy od punktu widzenia. chciałabym się nie
        zgodzić z Twoją krytyką w tym punkcie (bo tak odebrałam wypowiedź)
        "te, prowadzane w wieku 3-4 lat na Wawel czy Hradczany i odpytywane
        później
        > przez rodziców, co zapamiętały"
        Otóż z mojego doświadczenia wynoszę, że pewne rzeczy się pamięta.
        Miałam 4 lub 5 lat kiedy pierwszy raz zobaczyłam Warszawę, Pragę,
        Wiedeń i wiesz co? Jak teraz jeżdzę do Pragi czy do Wiednia pewne
        miejsca mi się "kojarzą". Bardzo przyjemnie. A że w Warszawie
        studiuję, zawsze czuję przyjemne łaskotanie w żołądku przechodząc
        koło sklepu "Lalka". Ale swoją drogą nikt mnie nie odpytywał :)

        Swoją drogą to IMHO w naszym kraju panuje kult trzymania dziecka z
        dala od ludzi dopóki nie urośnie, w przeciwieństwie na przykład do
        Norwegii, gdzie dzieciaki są zabierane wszędzie. I wielokrotnie
        zdarzyło mi się w kawiarni/innym miejscu publicznym nawet nie
        zwrócić uwagi na bawiące się dzieciaki. Bo one mają takie samo prawo
        do współistnienia w społeczeństwie jak my, dorośli :P

        Z resztą Twojej opinii się zgadzam, i moim zdaniem potwierdza to
        tezę o konieczności podmiotowego, a nie przedmiotowego traktowania
        dzieci. Chcesz mieć zabawkę to kup sobie misia :)

        pozdrawiam ponownie
        m.
        • Gość: złośliwe bydlę Re: Małe dzieci w samolotach IP: *.lodz.msk.pl 23.07.09, 19:13
          > Otóż z mojego doświadczenia wynoszę, że pewne rzeczy się pamięta.
          > Miałam 4 lub 5 lat kiedy pierwszy raz zobaczyłam Warszawę, Pragę,
          > Wiedeń i wiesz co? Jak teraz jeżdzę do Pragi czy do Wiednia pewne
          > miejsca mi się "kojarzą".

          Cóż, ja podobno w wieku 5 lat zwiedzałem Lwów i Kijów. Ze Lwowa pamiętam chyba
          tylko straszliwie powygniataną kostkę na ulicy, a z Kijowa szaszłykarnię i sklep
          z zabawkami :)
          Aha, i to, że gorąco było jak cholera.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka