Dodaj do ulubionych

Jak sobie radzicie jezykowo?

IP: *.lodz.dialog.net.pl 09.12.05, 17:56
No wlasnie. Duzo watkow jest na forum na temat: jak zyc, gdzie znalezc prace,
jak wynajac mieszkanie, itp. A jak radzicie sobie z jezykiem angielskim? Czy
po przyjezdzie do UK cos was zaskoczylo bardzo pozytywnie lub rozczarowalo?
Mnie osobiscie zaskoczyla mnogosc akcentow: praktycznie kazde miasto ma inny
akcent! Wciaz mam problemy z rozumieniem jezyka, no ale wciaz sie go ucze,
wiec mam prawo wiele rzeczy jesszcze nie wiedziec. Widze jednak ze sporo sie
nauczylam i ze komunikuje sie na calkiem dobrym poziomie, choc do bieglosci
mi jeszcze daleko.
Obserwuj wątek
    • Gość: Soup Nazi Dobrze, tylko rence nas czasem bolom IP: *.sympatico.ca 09.12.05, 18:28
    • randybvain Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 09.12.05, 19:02
      Toz samo. Nie mowia, tak jak nas nauczono. Nie mowiac juz o innej niz
      standardowa wymowie i uzywaniu regionalizmow. Ale z czasem wszystko przychodzi.
      Ja dostalem w ten sposob paskudnego wsiunskiego akcentu:^)
      • Gość: Tola Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.lodz.dialog.net.pl 09.12.05, 20:14
        Tez moj akcent sie zmienil, nad czym ubolewam - beblocze teraz z jakims niby
        angielskim akcentem, zanim wyjechalam mialam bardziej amerykanska wymowe, teraz
        niewiadomo co to jest.
        • Gość: Ralph Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.server.ntli.net 09.12.05, 20:22
          Tola, mam dokładnie to samo - jak wyjeżdżałem mówiłem całkiem sprawnie po
          amerykańsku, a teraz ręce mi czasem opadają jak siebie słyszę...
          • Gość: Tola Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.lodz.dialog.net.pl 09.12.05, 21:38
            Chyba jedynym wyjsciem, zeby zachowac "normalny" akcent, jest wyjazd do
            Ameryki, ale niestety problem wizy....
            • parsnip Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 10.12.05, 00:40
              a ja mowie teraz jak brytyjski ślązak. taki ślunski akcent maja w Belfascie. Do
              tego belkocza straszliwie, a zdania oznajmiajace akcentuja jak pytania. :o) ech
              • tomek854 Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 10.12.05, 05:18
                A ja ostatnio wzbudziłem konsternację, bo znajomi na imprezę mieli fazę mówienia po angielsku, i to zwykle ja najmnij rozumiem, a tutaj odruchowo powiedziałem do kogoś "neboda" :-) (nawet nie wiem, czy to się tak pisze)
                • soup.nazi Ja was, ciecie, pogodze, hehehe 14.12.05, 18:18
                  Wszyscy mowicie z drewnianym, zgrzytliwym polskim akcentem, ktorym mozna
                  gwozdzie wbijac albo o sciane rzucac. Najsmieszniejsi sa ci z was, ktorzy
                  zlozyli meldunki o tym, ze maja "taki bardziej amerykanski akcent". Jestescie
                  gromada nieswiadomych cieciow i macie duze trudnosci ze zrozumieniem
                  standardowego angielskiego. Za dobre kilka lat, jak pomieszkacie troche w kraju
                  angielskojezycznym, bedziecie rozumieli kogos z Australii, i z Irlandii, i z SA,
                  etc. jezeli nie bedziecie sie smazyc w polskim wylacznie srodowisku. Akomodacja
                  ucha i mozgu do dialektu zajmie wam tylko kilka chwil.

                  A w ogole to smiech na sali - goscie wala do jakiegos kraju i zadaja zeby mowic
                  tak jak oni sie nauczyli i zeby rozumiec ich koszmarny akcent. Macie lustra w
                  domu? Przyjrzyjcie sie swoim polaczkowatym tylkom - naprawde slonce z nich nie
                  swieci, hehehe.
                  • Gość: Ralph Re: Ja was, ciecie, pogodze, hehehe IP: *.server.ntli.net 14.12.05, 18:46
                    Powiem tylko jeden przykład - siedziałem z moim landlordem i oglądaliśmy
                    telewizję, był wywiad z jakimś facetem, który bełkotał tak, że nic nie byłem w
                    stanie pojąć. Landlord zapytał się mnie "Rozumiesz coś z tego co on mówi?".
                    Odpowiedziałem "Nie...", na co on "Nie martw się, ja też. No cóż, taki to dziwny
                    kraj, że Brytyjczyk Brytyjczyka czasem nie rozumie...". Powiedział to rodowity
                    Anglik!
                    Więc nie wmawiaj ludziom że spędzenie kilku lat w dowolnym anglojęzycznym kraju
                    spowoduje, że zrozumie się każdy akcent. Oczywiście, będzie to łatwiejsze niż
                    gdyby się znało język tylko z książki, ale niekoniecznie łatwe.

                    A ja chętnie bym posłuchał twojej wspaniałej angielszczyzny, skoro tak się nią
                    chwalisz... Może chciałbyś pogadać z gościem z którym gram w tenisa po pracy?
                    Myślę że byś wszystko zrozumiał, masz przecież słuch doskonały.
                    • tomek854 Re: Ja was, ciecie, pogodze, hehehe 15.12.05, 02:52
                      Albo kolesia na stacji benzynowej w pobliżu Charing Cross w Glasgow :-)

                      Jedyna stacja, w której stało się w kolejce do kasy, bo nikt go nie mógł zrozumieć:-)
                  • sarka_farka Re: Ja was, ciecie, pogodze, hehehe 15.12.05, 23:00
                    Mialam wczesniej odpowiedziec na ten post, zwlekalam, zrobie to jednak teraz

                    > Wszyscy mowicie z drewnianym, zgrzytliwym polskim akcentem, ktorym mozna
                    > gwozdzie wbijac albo o sciane rzucac. Najsmieszniejsi sa ci z was, ktorzy
                    > zlozyli meldunki o tym, ze maja "taki bardziej amerykanski akcent".

                    W przciwienistwie do twojego akcentu - "drewnianego" i "zgrzytliwego" - moj
                    jest na tyle angielski, ze rodowici anglicy pojecia nie maja, ze jestem Polka.
                    Wiele razy mi to mowili z duzym zdziwieniem, na wiesc, ze przyjechalam z Polski
                    i sie dopiero jezyka ucze. Wiec, skoro ty masz wsiowy akcent, nie mierz innych
                    swoja miara, bo nie kazdy ma tak koszmarny akcent jak ty.

                    > Jestescie gromada nieswiadomych cieciow i macie duze trudnosci ze zrozumieniem
                    > standardowego angielskiego. Za dobre kilka lat, jak pomieszkacie troche w
                    kraju > angielskojezycznym, bedziecie rozumieli kogos z Australii, i z
                    Irlandii, i z SA

                    Co ty wiesz o zyciu czleku, poczytales se pare ksiazek na temat Polakow "w
                    krzywym zwierciadle" i za kazdym razem jak ktos z Polakow (przebywajacy w kraju
                    anglojezycznym) smie wyrazic z czegos niezadowolenie (czesto uzasadnione) to
                    wsiadasz na ludzi i jedziesz po nich tym swoim buraczanym jezykiem. Rozmawialam
                    z Anglikiem, ktory uczy jezyka angielskiego i sam mi powiedzial (zeby nie bylo,
                    ze to tylko jego widzimisie - pokazywal artykuly w gazetach na ten temat), ze
                    angielski jakim sie posluguja ludzie w Anglii ewoluuje niestety w zlym
                    kierunku. Jest tyle wypaczen jezykowych, ze biznesmeni z innych krajow,
                    poslugujacy sie jezykiem angielskim do zawierania umow miedzynarodowych maja
                    powazne problemy z rozumieniem jezyka angielskiego partnerow w biznesie! I na
                    pewno nie rozmawiaja ze smieciarzami na ulicy, tylko wlasnie z biznesmenami z
                    Anglii. Zaniepokojenie budzi fakt, ze ludzie z zagranicy zaczynaja mowic
                    POPRAWNIEJSZYM angielskim, niz rodowici Anglicy! I wiem, ze i artykul i
                    nauczyciel nie klamal, bo sama sie spotkalam wiele razy z tym, jak mi mowiono,
                    ze uzywam na dobrym poziomie jezyka - co z tego jak inni uzywaja go "dziwnym"
                    poziomie i o porozumienie trudno. Oczywiscie nie dzieje sie tak za kazdym
                    razem, ale na tyle czesto, ze rodzi to jakies tam przemyslenia.

                    Wiec zanim cos napiszesz i wyzwiesz innych od cieciow, rozejrzyj sie dookola
                    siebie, poobserwuj i posluchaj co inni (niekoniecznie Polacy) maja do
                    powiedzenia, pocztaj troche innej prasy, to moze i rozumiec bedziesz wiecej, bo
                    jak na razie jestes porzadnie skrzywiony na punkcie wlasnej osoby kim to ty nie
                    jestes i co ty nie wiesz. Zarzucasz innym ale to ty sam sie zachowujesz jakby
                    ci "slonce z dupy swiecilo" patrzac na innych z pogarda (najczesciej Polakow).
                    No ale moze tak maja Ci co sie za ocean wyniesli - wystarczy wejsc na forum
                    Polonia - tam ma sie wrazenie, ze co jeden to glupszy, ale ma sie za nie wiem
                    jak madrego.
                    • Gość: Soup Nazi Re: Ja was, ciecie, pogodze, hehehe IP: *.tor.primus.ca 16.12.05, 06:09
                      smarka_charka napisała:

                      > Mialam wczesniej odpowiedziec na ten post, zwlekalam, zrobie to jednak teraz

                      Hehehe, no nie moglem sie doczekac. Zaraz, ale kto ty wlasciwie jestes? Nick
                      masz dosyc nieprzyjemny.
                      >
                      > > Wszyscy mowicie z drewnianym, zgrzytliwym polskim akcentem, ktorym mozna
                      > > gwozdzie wbijac albo o sciane rzucac. Najsmieszniejsi sa ci z was, ktorzy
                      > > zlozyli meldunki o tym, ze maja "taki bardziej amerykanski akcent".
                      >
                      > W przciwienistwie do twojego akcentu - "drewnianego" i "zgrzytliwego" - moj
                      > jest na tyle angielski, ze rodowici anglicy pojecia nie maja, ze jestem Polka.

                      Oczywiscie, ze nie. Wiedza, za to doskonale po 15 sekundach rozmowy, a byc moze
                      i na sama wizje (wiekszosc swiezych przybyszow jawi im sie bardzo
                      prowincjonalnie i ciecwierzowato), ze jestes Slowianka tylko nie wiedza, z
                      ktorego kraju, bo im sie Wschodnia Europa zlewa w galaretowata mase, hehehe.
                      Faktycznie, po 3 miesiacach, alibo i po 6, mozna nabyc tego specyficznego twangu
                      krajowcow. Chyba tylko kon i babcia o tym nie wiedza, wiec spiesz z meldunkiem,
                      hehehe.

                      > Wiele razy mi to mowili z duzym zdziwieniem, na wiesc, ze przyjechalam z Polski
                      >
                      > i sie dopiero jezyka ucze.

                      Widzisz, moja hoza dziewojo z twoich rodzinnych Szamotul, Anglosasi w ogole , a
                      Anglicy w szczegolnosci, to bardzo grzeczni ludzie (w/g niektorych
                      "naukowcow-etnografow" polskich na goscinnych wystepach ta grzecznosc jest
                      falszywa i nieszczera, bo, jak prawie kazdemu Polakowi, wiadomo, ze obcym nie
                      okazuje sie zadnej grzecznosci, ale rzeczy takie jak wsciekla mine,
                      lekcewazenie, burkliwosc, zyczenia, ciche lub glosne, zeby mu krowa zdechla,
                      etc. ergo angielska grzecznosc sie nie liczy, bo jest falszywa. Znacznie lepsze
                      jest otwarte, szczere polskie chamstwo. Przepraszam za te mala dygresje i juz
                      powracam do tematu. Dlatego tez (poniewaz sa tacy civil) cierpliwie katuja sie
                      sluchaniem delikwenta z Polski z trudem lapiacego powietrze pomiedzy
                      rozpaczliwymi probami wypowiedzenia przerazliwych parodii angielskich glosek i
                      wyrazow, do tego z niesamowitym akcentem w najdziwniejszych miejscach. Ale to
                      wcale nie jest takie smieszne. Smiesznie jest dopiero jak dany denat-dukacz sie
                      cieszy, ze jest tak swietnie rozumiany i na dodatek chwalony. Takie zachowanie
                      cechuje przede wszystkim 90% "mowcow" z Polski. Inni (moze z wyjatkiem Arabow)
                      maja nieco mniej zludzen, a wiecej skromnosci.

                      >Wiec, skoro ty masz wsiowy akcent, nie mierz innych
                      > swoja miara, bo nie kazdy ma tak koszmarny akcent jak ty.

                      Nie zaczyna sie zdania od "wiec", nie mowi sie "wsiowy", bo to "wsiowe" slow,
                      lecz "wiejski" lub grzeczniej, "wiesniaczy". Nie osmieszaj sie, przeciez ty
                      bardzo cienko wladasz rodzimym jezykiem, kto ci uwierzy, ze wladasz obcym (nie
                      bierzemy pod uwage dialektu sasiedniej gminy). O moim akcencie nie jestes w
                      stanie nic powiedziec. Nie bede sie licytowal swoimi credentials, bo nie ma komu
                      i nie ma po co. Alisci mam nad toba powazna przewage - ja slyszalem wasz akcent
                      i w kraju, i w Anglii, w ktorej notabene niedawno krotko goscilem, a juz
                      lotnisko roilo sie od wymachujacymi rekami i nogami Sarmatow "rozmawiajacych" z
                      tubylcami. Pasazerow i obslugi lotniska i hotelu.

                      > > Jestescie gromada nieswiadomych cieciow i macie duze trudnosci ze zrozumi
                      > eniem
                      > > standardowego angielskiego. Za dobre kilka lat, jak pomieszkacie troche w
                      >
                      > kraju > angielskojezycznym, bedziecie rozumieli kogos z Australii, i z
                      > Irlandii, i z SA
                      >

                      > Co ty wiesz o zyciu czleku, poczytales se pare ksiazek na temat Polakow "w
                      > krzywym zwierciadle" i za kazdym razem jak ktos z Polakow (przebywajacy w kraju
                      >
                      > anglojezycznym) smie wyrazic z czegos niezadowolenie (czesto uzasadnione) to
                      > wsiadasz na ludzi i jedziesz po nich tym swoim buraczanym jezykiem.

                      Coro wschodnich plemion slowianskich, przemieszanych mocno z Tatarami (jak to na
                      tamtejszych rubiezach bywalo), przypuszczam, ze bedac poza krajem od lat blisko
                      20, w Anglii, Kanadzie, USA, wiem na temat zycia w tych krajach niz ty, moja
                      buraczana interlokutorko, ktora odkrylas UK w najlepszym przypadku 1 maja 2004
                      roku, co oczywiscie przydaje ci bardzo duzo splendoru wsrod wspolplemiencow z
                      rodzinnego siola, ktorzy wlozyli duzo trudu i dumy (zrzucili sie przeciez na
                      bilet autobusowy, hehehe) myjac cie kolektywnie przy studni, przed wyjazdem
                      (zebys nie pachniala kozuchem, a co najwyzej kufajka). Then again (nie znasz
                      tego?!), licytacji nie budiet'. Nie masz atutow, a ja nie gram z golasami, hehehe.

                      Rozmawialam
                      >
                      > z Anglikiem, ktory uczy jezyka angielskiego

                      Nawiasem mowiac, Anglik "ktory uczy jezyka angielskiego" jest autorytetem dla
                      ciebie - nie dla mnie, wiec nie usiluj mnie tym epatowac poniewaz brzmisz
                      "pathetic" (a to?). Wielu Anglikow i Kanadyjczykow "uczy" po miesiecznym kursie
                      nauczyciela ESL, wielu i bez tego, zwlaszcza jak pojada uczyc na Dzikie Pola,
                      hehehe.


                      i sam mi powiedzial (zeby nie bylo,
                      >
                      > ze to tylko jego widzimisie - pokazywal artykuly w gazetach na ten temat),

                      No kidding, i w gazecie stalo wydrukowane!? Sprawa jest powazna, tak jak i
                      gazeta, hehehe.

                      ze
                      > angielski jakim sie posluguja ludzie w Anglii ewoluuje niestety w zlym
                      > kierunku. Jest tyle wypaczen jezykowych, ze biznesmeni z innych krajow,
                      > poslugujacy sie jezykiem angielskim do zawierania umow miedzynarodowych maja
                      > powazne problemy z rozumieniem jezyka angielskiego partnerow w biznesie! I na
                      > pewno nie rozmawiaja ze smieciarzami na ulicy, tylko wlasnie z biznesmenami z
                      > Anglii.

                      Absotively, posilutly. A moze ci biznesmeni znaja tak samo angielski jak ty? To
                      by wiele tlumaczylo, jakies strzepy BASIC pomieszane z pidgin, hehehe, plus
                      duuuuzo jezyka tambylcow.

                      Zaniepokojenie budzi fakt, ze ludzie z zagranicy zaczynaja mowic
                      > POPRAWNIEJSZYM angielskim, niz rodowici Anglicy!

                      A celuja w tym cudzoziemcy, trudniacy sie gremialnie, ostatnimi czasy, roznymi
                      menial mcjobs w UK, z jakiegos dalekiego kraju ... Holland,.. e nie ... Poland,
                      jakos tak...

                      I wiem, ze i artykul i
                      > nauczyciel nie klamal, bo sama sie spotkalam wiele razy z tym, jak mi mowiono,
                      > ze uzywam na dobrym poziomie jezyka - co z tego jak inni uzywaja go "dziwnym"
                      > poziomie i o porozumienie trudno. Oczywiscie nie dzieje sie tak za kazdym
                      > razem, ale na tyle czesto, ze rodzi to jakies tam przemyslenia.

                      Ja, ja, naturlich, ty bardzo duzo rzeczy wiesz i bardzo duzo przemyslasz,
                      zapewne , podczas prostych prac fizycznych, glowa jest wolna i moze sie w niej
                      kotlowac do woli, hehehe. Zwlaszcza osobnica uwaza, ze jej widac poswiate
                      nieziemska promieniujaca z rufy.

                      > Wiec zanim cos napiszesz i wyzwiesz innych od cieciow, rozejrzyj sie dookola
                      > siebie, poobserwuj i posluchaj co inni (niekoniecznie Polacy) maja do
                      > powiedzenia, pocztaj troche innej prasy, to moze i rozumiec bedziesz wiecej, bo
                      >
                      > jak na razie jestes porzadnie skrzywiony na punkcie wlasnej osoby kim to ty nie
                      >
                      > jestes i co ty nie wiesz. Zarzucasz innym ale to ty sam sie zachowujesz jakby
                      > ci "slonce z dupy swiecilo" patrzac na innych z pogarda (najczesciej Polakow).
                      > No ale moze tak maja Ci co sie za ocean wyniesli - wystarczy wejsc na forum
                      > Polonia - tam ma sie wrazenie, ze co jeden to glupszy, ale ma sie za nie wiem
                      > jak madrego.

                      Dalej mi sie nie chce. Nie wiem wlasciwie dlaczego cie wyroznilem sposrod gestwy
                      chamutow polskich rozrzuconych po szerokim swiecie. Pewnie dlatego,ze wygladasz
                      na bardziej odporna na wrzaski rzeczywistosci gwalconej twoimi wynurzeniami
                      kolchoznicy na kompocie makowym. Ale ja przeciez tego nie zmienie. Czasem o tym
                      zapominam.

                      P.S. Do peata: na wypadek gdyby ci moj post znow sie nie spodobal, zachowalem
                      sobie kopie. Jezeli go wytniesz, zamieszcze go dowolna ilosc ra
                      • sarka_farka [...] 16.12.05, 10:18
                        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                        • Gość: Soup Nazi [...] IP: *.sympatico.ca 16.12.05, 15:01
                          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                          • Gość: po prostu ja Re: Ja was, ciecie, pogodze, hehehe IP: *.range86-143.btcentralplus.com 16.12.05, 23:25
                            Oj Nazi...ales sie nagadal...po polsku:)..odpocznij sobie troszke...i nie
                            prowokuj wiecej ludzi:)). W Polsce jest stresow od cholery i jeszcze te Twoje
                            wywody:))...A tak na serio - to naprawde obrazasz wielu ludzi...mnie to zwisa i
                            powiewa - ja znam swoja wartosc i inni tez ja znaja:)...szkoda mi tylko ludzi,
                            ktorzy podejmuja z Toba polemike liczac na to ze zdolaja cos Ci
                            wytlumaczyc:))...to niewykonalne:))...Mimo wszystko pozdrawiam - skadkolwiek
                            jestes:))...W koncu swieta sie zblizaja i trzeba byc milym i grzecznym:)))...No
                            to na razie...
                            • Gość: Soup Nazi Re: Ja was, ciecie, pogodze, hehehe IP: *.tor.primus.ca 18.12.05, 15:50
                              Napisze ci odpowiedz jak tylko znajde chwile na dluzszy post. Nie chce cie zbyc.
                          • jo_123 Re: Ja was, ciecie, pogodze, hehehe 17.12.05, 19:45
                            Soup Nazi, ciekawi mnie jakiej narodowości ty jesteś.
                            Polakiem chyba nie, bo z pogardą(?) odnosisz się do Polaków,
                            Anglikiem na pewno nie, bo (fałszywi, albo i nie) są kulturalni (przynajmniej
                            ja miałam z takimi do czynienia). Amerykanów znam kilkoro, więc nie mogę
                            uogólniać, ale nie interesowało ich jakim akcentem do nich mówię byle
                            zrozumiale i poprawnie gramatycznie - zresztą amerykański jest łatwiejszy
                            gramatycznie, nie ma tylu niuansów choćby w czasach.
                            Francuzem?
                      • Gość: palejo Re: Ja was, ciecie, pogodze, hehehe IP: *.server.ntli.net 17.12.05, 18:32
                        Stary, tymasz powazny problem. Po co sie scierasz z takimi maluczkimi jak my.
                        Sa osrodki gdzie moglbys trafic na godnych siebie adwersarzy:Napoleonow,
                        Jezusow, Buddow. Jesli placisz ubezpieczenie zdrowotne, mozesz sie zalapac do
                        tego towarzystwa za friko. Wtedy pokazesz co potrafisz. Zbawisz swiat,
                        wyrzniesz w pien wszystkich burakow, czy zdobedziesz Moskwe. Pamietaj tylko nie
                        polykaj tych kolorowych tabletek, ktore goscie w bialych kitlach beda ci
                        podsowac. To buraki, ktore chca popsuc cala zabawe. Powodzenia
    • jusuf34brat69remkka Z francuzkim moje odczucia 10.12.05, 08:18
      Na poczatku sie brzydzilem teraz lepiej mi idzie
    • Gość: s. Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: 212.137.51.* 12.12.05, 20:00
      Wystarczy jednoczesnie kiwac glowa na tak, pokazywac kciuk, mowic je lub ok i w
      wiekszosci przypadkow to sie sprawdza
    • Gość: mdj Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.in-addr.btopenworld.com 13.12.05, 13:12
      Ja mam juz chwilami dosc. Znalem angielski swietnie jeszcze przed wyjazdem
      (jakies tam CAE zrobione X lat temu), co nie umialem to sie niby douczylem
      tutaj, ale...
      Przychiodzi taki moment kiedy ma sie dosc. Oczywiscie dogadam sie w kazdej
      kwestii, moge gadac czytac pisac godzinami, ale o "kwiecistym" jezyku
      zapomnijmy. To wymaga znacznie wiecej czasu i bardziej usystematyzowanej nauki.
      Od przecietnego czlowieka nie mozna sie nauczyc naprade dobrego jezyka... No i
      ten pieprzony belkot, jak ja mam zrozumiec gowniarza jak jego wlasna matka go
      nie rozumie?!

      Tylko czasem spotykani obcokrajowcy (np z Kanady) wlewaja mi w serce troche
      otuchy. Ci ludzie mowia tak wyraznie ze az sie wierzyc nie chce...
      Zastanawiam sie kiedy dojde do momentu gdzie nie zrozumie mnie juz zaden
      obcokrajowiec?
      • Gość: Tola Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.lodz.dialog.net.pl 15.12.05, 01:00
        Mam dokladnie ten sam problem i identyczne odczucia! I naprawde to wcale
        smieszne nie jest. Rzadko spotykam ludzi, ktorzy mowia poprawnym angielskim, a
        juz o kwiecistym to przestalam marzyc. Doszlo do chorej sytuacji - jestem w
        kraju, w ktorym powinnam sie nauczyc prawidlowego jezyka, akcentu, wymowy tylko
        jest to niemozliwe wlasnie z powodow, ktore podales! Co za paranoja! Mam taka
        ogromna niechec do brytyjskiego nagielskiego, ze bronie sie rekoma i nogami
        przed tym chorym akcentem i wymowa, bo coz to za zaleta - gadac angielskim,
        ktorego nikt nie zrozumie (bo sami anglicy sie nie rozumieja nawzajem) - z
        drugiej strony musze sie go dalej uczyc, zeby sie rozwijac - tylko rozwijac sie
        w jakim kierunku?! Pamietam jak mi kiedys ktos opowiadal, ze Anglicy sie
        nabijali z Amerykanow, ktorzy po przyjezdzie do Londynu nie rozumieli Anglikow
        prawie w ogole. Bylo to szydzenie z amerykanskiego jezyka, ze to niby
        Amerylanie tacy durni i debilowaci - teraz widze, ze debilami sa ewidentnie
        Angole, a nie Amerykanie, bo choc i w Stanach istnieje jakas roznorodnosc
        akcentow wynikajaca z wielonarodowsciowosci, to jednak nigdy nie slyszalam
        podobnych historii (moj ojciec byl 10 lat w Stanach, wiec wiem cos na ten
        temat), zeby ktos z San Francisco nie rozumial tego co mowi do niego ktos z NY!
        No po prostu rece opadaja.
        • satans_cock Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 15.12.05, 09:43
          Kochana - Lodz to nie kraj tylko miasto. No i siedzac w Lodzi trudno ci bedzie
          nauczyc sie angielskiego poprawnego. Co najwyzej, jesli posluchasz sobie BBC
          World.
          • Gość: Tola Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.lodz.dialog.net.pl 15.12.05, 11:04
            a moze bys tak czasem pomyslal? Ale z takim nickiem to sie nie dziwie, ze
            bladego pojecia o zyciu nie masz i trudno ci sobie wyobrazic, ze jednak ludzie
            na swieta do POlski wracaja, zeby je spedzic z rodzina.
            • Gość: nur_ichr_allein Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.05, 14:00
              jade niedługo do irlandii... myslałem ze to tylko w irlandii jeden nie rozumie
              drugiego.. sle angielski anglików mi siem wydaje całkiem całkiem.... co do
              amerykańskiego... potwornie skracają wyrazy:) wiem, bo musze znosić to co pisze
              mi kolerzanka z NYC:P:P:P
        • Gość: Ralph Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.server.ntli.net 15.12.05, 20:37
          Tola, podpisuję się rękami i nogami pod tym co napisałaś.

          W mojej firmie pracowała kiedyś Kanadyjka, mówiła tak wyraźnie, że przez 3
          miesiące nie zdarzyło się ani razu, żebym jakiegoś słowa nie zrozumiał! Jedna
          20-minutowa rozmowa z nią dawała mi więcej niż miesiąc spędzony wśród
          bełkoczących Brytyjczyków, czułem postęp. Teraz niestety jak rozmawiam z
          ludźmi, którzy mówią niewyraźnie, to sam zaczynam niewyraźnie mówić...
          • Gość: Soup Nazi Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.sympatico.ca 15.12.05, 21:09
            Gość portalu: Ralph napisał(a):

            > Tola, podpisuję się rękami i nogami pod tym co napisałaś.

            Podpisz sie lepiej glowa.

            > W mojej firmie pracowała kiedyś Kanadyjka, mówiła tak wyraźnie, że przez 3
            > miesiące nie zdarzyło się ani razu, żebym jakiegoś słowa nie zrozumiał! Jedna
            > 20-minutowa rozmowa z nią dawała mi więcej niż miesiąc spędzony wśród
            > bełkoczących Brytyjczyków, czułem postęp.

            Hehehe, ona mowila do ciebie wyraznie i powoli, bo wiedziala, ze ty sluchasz i
            rozumiesz powoli. Pleciesz trzy po trzy para 15, a prawda jest taka, ze wasza
            zdolnosc rozumienia jest bardzo ograniczona. Ale oczywiscie, staropolskim
            obyczajem, winni sa temu Anglicy, Zydzi, masoni, cyklisci, etc., tylko nie wy.
            Ja mieszkam w Kanadzie - od kilkunastu lat - w samym Ontario sa duze roznice w
            sposobie mowienia, choc na pewno nie ma takich regionalizmow jak w Anglii. W
            obrebie jednego miasta jest masa belkotow, z ktorych kazdy mowi inaczej. A gdzie
            zachodnia rural Kanada? Gdzie Nowa Szkocja i Nowa Fundlandia? Nie plec o
            rzeczach, o ktorych nie masz pojecia. Slyszales kiedys slow drawl z Poludniowej
            Karoliny albo szwedzki angielski z Minnesoty albo gorali z Ozark nawijajacych
            hillbilly English na bazie elzbietanskiej Anglii? Gwarantuje, ci ze g... bys
            zrozumial z twoja obecna znajomoscia. Jak to jest, ze ja ogladam BBC News,
            pokazuja roznych typow z roznych dziur w Anglii, Irlandii i ja ich rozumiem, a
            ty nie? Ostatnio pokazywali godzinny reportaz z super redneck wsi w AU i ja ich
            rozumiem, a ty nie? Przestan kwekac i sluchaj, a jak chcesz sie uczyc educated
            standard English to zmien do cholery srodowisko, a nie sie z cockneyami
            zadajesz. Uwierz, ze slonce naprawde nie swieci ci z wiadomego miejsca.

            > Teraz niestety jak rozmawiam z
            > ludźmi, którzy mówią niewyraźnie, to sam zaczynam niewyraźnie mówić...

            Niestety, to nie przez tych ludzi rozmawiasz niewyraznie. To sprawia bardzo
            silny polski akcent. Oczywiscie to nieprawda, to tylko ja chce cie pognebic, ty
            mowisz i rozumiesz swietnie. Wiesz co, napij sie zimnej wody. Za pare lat you'll
            see for yourself - jesli bedziesz mieszkal w kraju angielskojezycznym i zrobisz
            uzytek ze swojej glowy, bo tu sa tez tacy po 20 lat i jak znaja do kupy 100
            zgrzytliwych slow to sukces.
    • glasscraft Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 15.12.05, 21:45
      Radzimy sobie bardzo dobrze, nawet z mnogoscia akcentow wlaczajac Szkotow i
      Walijczykow. I to prawda, ze jak sie "kilka lat tutaj posiedzi" to bedzie sie
      rozumiec coraz wiecej. A tak do tych wszystkich mowiacych perfekcyjncym
      angielskim nauczonym w Polsce i narzekajacych na Angoli kalajacych Wasz jezyk
      (ten nauczony): jezeli tak okropnie bolejecie nad czystoscia jezyka to dlaczego
      nie przeniesiecie sie do rajow jezykowych jakimi sa USA, Kanada i Australia?
      Oooops, bo sie tam nie da tak latwo.
      P.S. Jezeli ktos z Was jezykoznawcow chcialby konwersowac w jezyku
      niedoskonalym to sluze.
      • Gość: Ralph Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.server.ntli.net 15.12.05, 22:11
        Prawda glasscraft, że im więcej się tu siedzi tym więcej się rozumie, ale
        zdarzają się ludzie tak bełkoczący, że rodowicy Anglicy ich nie rozumieją (Soup
        Nazi jest jedyną osobą na świecie która wszystkich rozumie, trzeba ten fenomen
        dać do zbadania naukowcom). Ja nie mówię tu po prostu o różnych akcentach, ja
        mówię o bełkocie. Podobno Irlandczycy strasznie mówią, a ja akurat spotykałem
        bardzo wyraźnie mówiących Irlandczyków i nie miałem z ich zrozumieniem żadnego
        problemu. Zależy na kogo się trafi.
        Mój znajomy Anglik opowiadał, że kiedyś widział w telewizji wywiad z jakimś
        chyba szkockim rybakiem, który tak bełkotał, że nie dało się go w ogóle
        zrozumieć. Ubawił się po pachy jak obserwował prowadzącego wywiad, który starał
        się kontynuować rozmowę mimo że widać było wyraźnie, że absolutnie nic z
        wypowiedzi rozmówcy nie rozumiał. Gdyby tam był Soup Nazi to na pewno by pomógł.
        • sarka_farka Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 15.12.05, 22:25
          Dobry komentarz Ralph :) Soup nazi czy jak mu tam widac pozjadal wszystkie
          rozumy, zna chyba wszystkie dialekty, zargony i pewnie wszystkie jezyki swiata,
          no ale nigdy jednostka nie wyznacza "trendu". Tu nie tyle przeciez chodzi o
          narzekanie i wyolbrzymianie problemu, co o uswiadomienie sobie, ze jednak jakis
          to problem jest i czesto - przynajmniej mnie - irytuje fakt, ze niby znam
          niezle angielski, a tak naprawde wcale nie czuje ze go znam, przez to wlasnie,
          ze co rusz jest problem z rozumieniem tegoz "belkotu" zwanego "angielskim".
      • sarka_farka Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 15.12.05, 22:19
        > slaczego sie nie przeniesiecie sie do rajow jezykowych jakimi sa USA, Kanada
        i Australia?

        Ale zes Ameryke odkryl! :) Gdyby problem wiz byl rozwiazany ani sekundy bym sie
        nie zastanawiala nad przeniesieniem sie gdzie indziej (AU jakos nie biore pod
        uwage). A co do czystosci jezyka "native English" - przykro mi ale sami Anglicy
        maja tego swiadomosc i twierdza, ze Anglicy nie mowia poprawnie (nie wspomne o
        innych narodowosciach) i czesto siebie nawzajem nie rozumieja, wiec coz takiego
        dziwnego, ze my ich nie rozumiemy? Tak apropos, moge spytac ile lat przebywasz
        w UK? Pozdrawiam
        • glasscraft Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 15.12.05, 22:48
          sarka_farka napisała:

          > Tak apropos, moge spytac ile lat przebywasz w UK? Pozdrawiam

          Long enough (przez co rozumiem wiecej niz 3 miesiace, ktore normalnie
          gwarantuja zapominanie polskich slowek i mowienie z pseudo-akcentem). Zgadzam
          sie ze angielski w wykonaniu Szkotow jest bardzo ciezko do zrozumienia (im
          dluzej sie slucha tym latwiej). Nie zgadzam sie z tym ze ludzie, ktorzy
          nauczyli sie jezyka obcego w swoim kraju maja prawo komentowac na
          temat "belkotow" i wywyzszac sie nad tymi, ktorzy mowia tym jezykiem od
          kolyski.
          Angielski angielski zaczyna sie robic tak samo zasmiecony jak kazdy inny jezyk;
          fakt, ze ktos w rozmowie z nami Polakami mowi wolno i wyraznie nie znaczy, ze w
          podobnej rozmowie z rodakami bedzie tak samo sie staral (bo nie musi - i tak
          bedzie zrozumiany). Oznacza to tylko (moja opinia wiec nie ma sensu wyrazania
          sie np: wszystkie rozumy pozjadal-a), ze ktos docenia ze mowimy w ich jezyku i
          staraja sie nam ulatwic zrozumienie.
          Takze pozdrawiam. Nie czepiam sie dla samej przyjemnosci czepiania (mniam).
          P.S. Nie w temacie, ale jezeli potrzebujecie info w temacie payroll to piszcie -
          zawsze chetnie pomoge.
          • sarka_farka Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 15.12.05, 23:24
            Wiesz, tu nie chodzi o jakies wywyzszanie sie, ale chyba o sam fakt, ze jak na
            taka mala wyspe jaka jest UK, roznorodnosc akcentow (pomijam inne narodowosci)
            jest wrecz porazajaca! Uwazam tez, ze prawo do komentarza ma kazdy, co nie
            oznacza, ze po chamsku Anglikom wyrzucam, jakim to beznadziejnym angielskim
            mowia! Dlatego zalozylam ten watek, bo bylam ciekawa jakie przemyslenie maja na
            ten temat inni, ktorzy tez sa w Anglii. Zgadzam sie, ze inne jezyki tez sa
            zasmiecane "neologizmami". Mi jednak chodzilo glownie o akcent zmieniajacy sie
            co "5 km" - w zadnym kraju o czyms podobnym nie slyszalam.

            Fajnie sie nawet zlozylo, ze wspomniales o payrollu. Mam do Ciebie pytanie.
            Chce zrobic z tego kurs, bo mnie ta tematyka interesuje. Mozesz mi
            podpowiedziec jakis "distance learning" course albo jakies inne rozwiazanie, bo
            tam gdzie jestem, akurat w tym roku ten kurs odwolali (mam na mysli college).
            Mozesz napisac, jaka Ty droga szedles? Jesli wolisz zebym napisala na priv, daj
            znac. Pozdrawiam.
            • glasscraft Re: Payroll - sorka za zmiane tematu 15.12.05, 23:35
              Hej,
              niestety tuaj nie ma chyba 100% dobrej odpowiedzi. Jest cala masa kursow (w
              szkolach, na odleglosc), niestety rowniez rozpietosc cen jest zabijajaca (£300-
              £2000+). Naprawde zalezy to od tego jak daleko chcesz to pociagnac oraz czy Cie
              na to stac. Sa kursy basic, rozszezone, specjalistyczne (np, maternity, sick
              pay, P11D). Czesc z nich daje Ci podstawowa znajomosc payroll'u, czesc bedzie
              konczyla sie uznanym egzaminem. Jak powyzej napisalam, zalezy od tego co
              planujesz robic. Czesc ogloszen pracy podaje, ile miesiecy/lat doswiadczenia
              jest potrzebne, czasami sa takie, ktore oferuja szkolenie od podstaw. Jezeli
              chcesz to poszperam w pismach i podesle Ci linki do ogloszen pracy oraz do firm
              zajmujacych sie szkoleniami.
              • sarka_farka Re: Payroll - sorka za zmiane tematu 16.12.05, 00:02
                W moim przypadku chodzi chyba o basic payroll, bo na jego temat jak na ten
                moment nie wiem nic. Chcialabym sie jednak stopniowo nauczyc doslownie
                wszystkiego, co payroll obejmuje (wiem, ze to zajmie troche czasu - Krakowa tez
                od razu nie zbudowali), bo mnie to interesuje. Probowalam tam gdzie jestem
                zrobic sobie payroll certyfikowany przez AAT, ale jak wpomnialam - odwolali go
                ku mojemu niepocieszeniu.

                Bylabym naprawde wdzieczna, gdybys mogla mi cos podeslac linkiem, przypuszczam,
                ze chyba glownie "distance learning" wchodzi w gre - w mojej sytuacji bylaby to
                najwygodniejsza forma nauki. Pytanie tylko czy certyfikaty uzyskane droga
                korespondencyjna sa tak samo honorowane jak te robione systemem "dziennym" w
                college? Od dawna sie zajmujesz payroll? Jak ci sie to podoba?

                I jeszcze jedna mala prosba: Czy uwazasz, ze nie majac absolutnie zadnego
                pojecia o payrollu, ale duze checi do pracy i nauki mialabym szanse dostac
                prace z ogloszenia o nastepujacej tresic:

                "Are you looking for a challenging career in a fast developing environment?
                Then read on! This full-time post will be for 37 hours per week.
                Experience of working on a large, modern payroll system is desirable but not
                essential, as full training will be given in all aspects of statutory and
                contractual regulations in order to produce a net pay. Opportunities may arise
                to study for professional qualifications, from foundation to MSc level, in
                appropriate cases. The post carries eligibility to join the Local Government
                final salary pension scheme"

                Co to jest Msc level? Nie potrafie tego rozszyfrowac niestety....

                Z gory dziekuje za pomoc i przepraszam, ze odpowiadalam Ci uzywajac koncowek
                meskich w czasownikach. Czasem trudno wywnioskowac na forum czy ktos jest
                kobieta czy mezczyzna. Pozdrawiam
                • glasscraft Re: Payroll - sorka za zmiane tematu 16.12.05, 00:13
                  MSc - chodzi o Masters Degree in Payroll Management - "the ultimate
                  qualification in the payroll profession"
                  www.ippm.org/index.asp?s=training&p=qualificationsmasters (ich kursy sa
                  super ale drogie). Z mojego doswiadczenia w przegladaniu ogloszen wyglada na to
                  ze nie chodzi o konkretna prace - to, o ktorym piszesz moze sie odnosic do 1000
                  i 1 pracodawcow, co nie znaczy ze nie warto sie na to polapac. Zarejestruj sie
                  w tylu agencjach payrollowych w ilu sie da (podesle linki jutro) - to nic nie
                  kosztuje a im wiecej bedzie pracowalo dla Ciebie tym lepiej. Jezeli chodzi o
                  basic payroll to sa kursy jedno-dwu dniowe, w roznych miejscach w UK:
                  www.ippm.org/index.asp?s=training&p=book&show=details&id=316
                  P.S. Nie przejmuj sie koncowkami.
                  • sarka_farka Re: Payroll - sorka za zmiane tematu 16.12.05, 15:10
                    glasscraft, bardzo dziekuje za podeslany link. Wczesniej sama troche wertowalam
                    net w poszukiwaniu kursow z payrolla i na strone IPPM tez trafilam - kursy sa
                    tam rzeczywiscie bardzo drogie, ale nie mialam pewnosci czy cena idzie w parze
                    z jakoscia kursu (wiadomo, roznie bywa). Czy konczylas jakikolwiek kurs
                    organizowany przez nich, stad wiesz, ze to sensowna firma? A co myslisz o
                    kursach certyfikowanych przez AAT (The Association of Accounting Technicians) ?
                    Sa to zazwyczaj roczne kursy i nie az takie kosztowne, ale kurcze nigdzie nie
                    moge znalezc kursu tego rodzaju w poblizu tu gdzie w UK mieszkam.

                    Bede wdzieczna za podeslanie linkow z adresami payroll agencies. Bardzo Ci
                    dziekuje.
                    • glasscraft Re: Payroll - sorka za zmiane tematu 16.12.05, 15:30
                      Nie ma sprawy - podescle Ci wiecej linkow. Nie wiem niestety nic na temat AAT
                      ale moze ten link sie przyda
                      www.bpp.com/page.asp?w=15&Ref=2&usertyperef=2&exambodyref=20&pagetyperef=3&parentref=2&locpagetyperef
                      =-1&locationref=-1&easyread=-1
                      Ja zrobilam podstawowy kurs z Gee (www.gee.co.uk), re IPPM polecam mimo ceny,
                      czasami nawet wspominany w ogloszeniach o prace (np: Having the IPPM Diploma
                      would be a distinct advantage).
                      Agencje: www.portfoliopayroll.com
                      www.cpdrecruitment.com
                      www.ippm.org/recruitment
                      www.jobpartnership.co.uk/payroll.asp
                      www.harley-people.com/vacancies.htm
                      Ten link tez jest przydatny:
                      www.payrollworld.co.uk/Powodzenia.
                      • sarka_farka Re: Payroll - sorka za zmiane tematu 16.12.05, 17:16
                        Glasscraft, dziekuje za garsc linkow, skorzystam na pewno. Gdybym miala jakies
                        zapytanie (obiecuje, ze nie bede sie naprzykrzac bez powodu) dot. payroll, moge
                        skrobnac na priva? Uzywasz tego emaila? Pozdrawiam i tez powodzenia zycze.
                • Gość: pit Re: Payroll - sorka za zmiane tematu IP: *.dynamic.dsl.as9105.com 16.12.05, 00:23
                  MSc level - MSc; MSc. An MSc is a master's degree in a science subject. MSc is
                  an abbreviation for `Master of Science'. N-COUNT - definicja z Colins
                  Cobuild :)
                  czyli opportunities moga arise, ze sobie albo podstawowe cos albo magistra
                  zrobisz w tej profesji (place) w tej pracy - troche nie po polsku, sorry.

                  "The post carries eligibility to join the Local Government
                  final salary pension scheme" - no tak, rzadowa posadka, a potem rzadowa
                  emeryturka sie marzy? :D

                  Powodzenia!
                  Mnie sie marzy ACCA ;)



                  • sarka_farka Re: Payroll - sorka za zmiane tematu 16.12.05, 15:18
                    Pit, dziekuje za zainteresowanie tematem i odpowiedz na moje pytanie. Nie tyle
                    rzadowa posadka mi sie marzy, co zauwazylam, ze county council jobs sa bardziej
                    stabilne a i placa jest sensowna - gdyby zaoferowala takie warunki pracy
                    prywatna firma - tez bylabym zainteresowana. W prywatnej firmie accountancy
                    department juz pracowalam i mam mieszane odczucia, zeby nie powiedziec, troche
                    przegieli z oczekiwaniami a treningu zadnego nie zapewnili wbrew temu co
                    obiecali, no ale samo zycie - u nas tez sie to zdarza. Dlatego, moze w
                    odroznieniu od prywatnej - rzadowa sie okaze bardziej sensowna (tu jak wiemy
                    regul nie ma, czas pokaze).

                    Rowniez powodzenia Ci zycze.....i wymarzonego ACCA! :) Moja kolezanka ma ACCA i
                    powodzi jej sie bardzo dobrze, mysle ze jest ustawiona do konca zycia, bo prace
                    z takimi kwalifikacjami zawsze znajdzie. Pozdrawiam.
          • Gość: Ralph Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.server.ntli.net 16.12.05, 00:23
            glasscraft napisała:
            > Nie zgadzam sie z tym ze ludzie, ktorzy
            > nauczyli sie jezyka obcego w swoim kraju maja prawo komentowac na
            > temat "belkotow" i wywyzszac sie nad tymi, ktorzy mowia tym jezykiem od
            > kolyski.

            Właśnie dopiero tacy ludzie mogą popatrzeć z boku i obiektywnie ocenić, ucząc
            się rozmawiali z Amerykanami, Kanadyjczykami, Anglikami, Australijczykami,
            Irlandczykami i po prostu stwierdzają, że bardzo łatwo jest zrozumieć
            przeciętnego Amerykanina czy Kanadyjczyka, natomiast zrozumienie niewyraźnie
            mówiącego Szkota (czy wszyscy tam cierpią na wady wymowy? ;) bez spędzenia
            dłuższego czasu w Szkocji i stopniowego osłuchania jest bardzo trudne. Jeżeli
            ktoś urodził się np. w Glasgow, to dla niego język którym się tam posługują jest
            zupełnie zrozumiały i nigdy nie pojmie dlaczego ci z południa wyspy tak
            narzekają (piszę o Anglikach). Powiedzenie "syty głodnego nie zrozumie" pasuje
            także do tej sytuacji.

            Także nie jest prawdą że Anglicy, Szkoci itd. mówią powoli jeżeli rozmawiają z
            cudzoziemcem. Oczywiście robią tak jeżeli ktoś ledwo duka, ale jeżeli prowadzi
            się normalną rozmowę wcale tempa nie zmniejszają. I bardzo dobrze.
        • Gość: Soup Nazi Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.sympatico.ca 16.12.05, 15:25
          sarka_farka napisała:

          > > slaczego sie nie przeniesiecie sie do rajow jezykowych jakimi sa USA, Kan
          > ada
          > i Australia?
          >
          > Ale zes Ameryke odkryl! :) Gdyby problem wiz byl rozwiazany

          Hehehe, jaki problem? Co to znaczy rozwiazany? Wizy w USA, Kanadzie i Australii
          sa po to aby masy niewykwalifikowanej, a za to butnej szaranczy nie najechaly
          tych spokojnych krajow. I tak wlaza - nielegalnie pracuja na wizach
          turystycznych, wlaza przez rury kanalizacyjne z Meksyku. I nie jest to zadna
          dyskryminacja, bo jest imigracja rodzinna, kategoria skilled immigrants, wizy
          pracownicze do USA. Ale nikt nie chce kmiecia - to nie XIX w. i dlubiacych cos
          tam sobie w glebie rolnikow nikt nie potrzebuje. To Kwasio po wystepach
          zagranicznych wam tak powiedzial, ze "jest chwilowy problem z wizami"? Nie
          wierzcie mu, nie ma zadnego problemu. Jest tak jak powinno byc. I potrwa dlugo,
          a nie chwile.

          ani sekundy bym sie
          >
          > nie zastanawiala nad przeniesieniem sie gdzie indziej

          Aaaa, tum cie czekal, hehehe

          (AU jakos nie biore pod
          > uwage).

          Hm, zacznijmy moze od tego, ze AU ciebie jakos nie bierze pod uwage. Tak
          nakazuje logika poniewaz to oni maja wpuscic ciebie a nie odwrotnie.

          A co do czystosci jezyka "native English" - przykro mi ale sami Anglicy
          > maja tego swiadomosc i twierdza, ze Anglicy nie mowia poprawnie (nie wspomne o
          > innych narodowosciach) i czesto siebie nawzajem nie rozumieja, wiec coz takiego

          Dlaczego myslisz, ze oni sie sami nie rozumieja? To, ze ty ich najczesciej nie
          rozumiesz (i vice-versa), ale to jeszcze nie podstawa do twoich twierdzen. Ja
          mysli, ze juz niedlugo Polska stanie sie Mekka dla uczacych sie angielskiego, a
          wlasciwie sztuki mowienia po polsku quasi-angielskimi slowami, hehehe. UK i
          reszte oleja, bo jak wiadomo (wszystkim Polakom-burakom) szewc bez butow chodzi.
          >
          > dziwnego, ze my ich nie rozumiemy?

          No nic. Po prostu zdaje wam sie tylko, ze rozumiecie. To nie to samo co
          czytanka, ehehehe.

          • sarka_farka Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 16.12.05, 16:11
            oj, biednys ty czleku! produkujesz ten swoj jad, a tys stary i glupi, tam cie
            nikt nie potrzebuje, bo bys se zajecie inne znalazl - a nie wypisujesz te swoje
            bzdury i ci sie wydaje, ze akurat tutaj cie ktos potrzebuje i tych twoich "rad
            od 7-miu bolesci". No ale coz, trzeba glupiemu ustapic, niech plecie trzy po
            trzy, niech mu sie wydaje, ze madrosci jakowes przekazuje, ot forum i dla
            madrych i dla glupich jest przeca.
            • soup.nazi Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 16.12.05, 16:45
              sarka_farka napisała:

              > oj, biednys ty czleku! produkujesz ten swoj jad, a tys stary i glupi, tam cie
              > nikt nie potrzebuje, bo bys se zajecie inne znalazl - a nie wypisujesz te swoje

              Tak, hehehe, ja jestem ten gosciu co wlasnie kicked the bucket na Heathrow. Ty
              tez ze Znina w woj. kujawsko-pomorskim, powiat Parzenczew? Uzycie form takich
              jak "-s" z kreska w polaczeniu z przymiotnikami, "se","7-miu", "przeca" (sic!),
              brak znajomosci zasad interpunkcji, etc. silnie wskazuje.
              >
              > bzdury i ci sie wydaje, ze akurat tutaj cie ktos potrzebuje i tych twoich "rad
              > od 7-miu bolesci". No ale coz, trzeba glupiemu ustapic, niech plecie trzy po
              > trzy, niech mu sie wydaje, ze madrosci jakowes przekazuje, ot forum i dla
              > madrych i dla glupich jest przeca.

              Hehehe, mowilem, ze przeczytasz, nie wytrzymasz. Podejrzewalem tez, ze
              napiszesz, i nie pomylilem sie. Dostaje ci sie po garbie i nawet nie jarzysz
              dlaczego, hehehe? Zobacz, tu tyle watkow, tyle postow, a tylko niektorych
              doluje? Jak myslisz (sprobuj, to nie boli) dlaczego?
              • sarka_farka Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 16.12.05, 17:13
                Zalosne hahaha ....No comments
                • Gość: Soup Nazi Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.sympatico.ca 16.12.05, 17:25
                  "No comments"? Zaprzestan, kaleczysz mi uszy, slysze twoje zgrzytanie az w
                  Kanadzie, hehehe. A poza tym wlasnie skomentowalas - jestes pewna, ze znasz
                  znaczenie tego zwrotu?
                  A wiesz co to znaczy "lamer"? Jak myslisz, ktos kto sledzi nasza konwersacje
                  uwaza cie za lamera czy nie?
                  • anastasia_beaverhousen Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 16.12.05, 23:24
                    To jednak w Kanadzie? A zapierales sie, ze nie...
                    • Gość: Soup Nazi Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: 5.5R* / 202.56.253.* 18.12.05, 03:23
                      anastasia_beaverhousen napisała:

                      > To jednak w Kanadzie? A zapierales sie, ze nie...

                      A dlaczego ty przeklamujesz? Ja napisalem tylko, zeby ktos tam nie wierzyl
                      wlasnym oczom, hehehe. No to jak, z Kanady czy nie z Kanady?
                      • anastasia_beaverhousen Re: Jak sobie radzicie jezykowo? 18.12.05, 09:40
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=720&w=33577529&a=33637265
    • Gość: Soup Nazi W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie IP: *.sympatico.ca 19.12.05, 17:55
      1. mowicie z drewnianym akcentem

      To przeciez fakt obiektywny. Powie wam to kazdy, kto przebywa kilka lat za
      granica, nawet jezeli sam nie wlada dobrze, ale jego ucho jest nawykle do
      sluchania tubylcow. W miare uplywu lat i zaleznie od srodowiska, wlozonego
      wysilku, edukacji, indywidualnych predyspozycji, etc. akcent bedzie miekszy,
      nieznaczniejszy. Poki co mozecie go smialo uzywac jako broni tlucznej, hehehe.
      Ale to normalne. Nienormalne jest to jak posiadacz takiego akcentu, wpol albo
      mniej rozumiejacy tubylcow, ktory notabene w doopie byl i goovno widzial, wdaje
      sie w dywagacje lingwistyczne i melduje, ze ma amerykanski akcent. Swiat sie smieje.

      2. Jestescie gastarbeiterami i walicie menial jobs w obcym kraju. To jest
      normalne i wcale sie z tego nie smieje. Roznie w zyciu bywa i wiekszosc przez to
      przechodzi (lub zostaje na zawsze). Niektorych nie stac na nic wiecej, niektorym
      nie pozwala sytuacja, wiek, rodzina, etc. Normalne. Nienormalne jest jak ktos
      zre czyjs chleb, a pozniej kasztani mu na wycieraczke i zada papieru, po czym
      narzeka, ze szorstki. Nienormalne i paskudne jest, kiedy ktos komus sie w oczy
      usmiecha i przytakuje, a za plecami obgaduje. Powiedzieliscie im, ze mowia jak
      wiesniacy i ze wy macie lepszy akcent? A dlaczego nie?

      4. Polacy potrafia i lubia robic publicznie paskudny smrod w innych krajach -
      kradziezami, przekretami, pieniactwem, rzyganie, pijanstwem. Nie wszyscy, ale
      wielu - stanowczo zbyt wielu. Fakt.
      • walesa4 ok, zgadzam się, ale ty to uogólniasz na wszy- 19.12.05, 18:01
        stkich, a tak nie jest
        • Gość: Soup Nazi Nic podobnego IP: *.sympatico.ca 19.12.05, 18:10
          Poczytaj moje posty - dziele pochodzacych z Polski na Polakow i polaczkow. Tych
          drugich jest niestety wiecej (z wieloletnich obserwacji w 3 krajach, nie liczac
          Polski), mysle, ze 70-80%. Burak burakowi nierowny, buractwo moze sie roznie
          przejawiac, i miec rozne natezenie. Czasem jest to tylko lekkie prostactwo lub
          brak obycia, czasem agresywne chamstwo.
          • anastasia_beaverhousen Re: Nic podobnego 19.12.05, 19:29
            Gość portalu: Soup Nazi napisał(a):

            buractwo moze sie roznie
            > przejawiac, i miec rozne natezenie. Czasem jest to tylko lekkie prostactwo lub
            > brak obycia, czasem agresywne chamstwo

            No wreszcie - spojrzales w lustro i opisales samego siebie!
      • Gość: fan barcy Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie IP: *.dip0.t-ipconnect.de 19.12.05, 19:30
        Trudno sie z powyzszym nie zgodzic.
        Dotyczy z pewnoscia duzej grupy emigrantow. Jak duzej - to juz temat na inna
        dyskusje. Ja np. nie potrafie tego okreslic, osobiste odczucie zalezy w duzej
        mierze od tego w jakim towarzystwie sie przebywa. Ale, powtorze, to co napisane
        wyzej to niestety prawda.

        Pzdr
        • Gość: Soup Nazi Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie IP: *.sympatico.ca 19.12.05, 19:59
          Gość portalu: fan barcy napisał(a):

          > Ja np. nie potrafie tego okreslic, osobiste odczucie zalezy w duzej
          > mierze od tego w jakim towarzystwie sie przebywa.

          Niestety, nie tylko od tego to zalezy. Polak zachowujacy sie jak swinia w
          torontonskim tramwaju lub londynskim autobusie "reprezentuje" cie, niezaleznie
          od tego jakie towarzystwo sobie dobrales.
          • Gość: fan barcy Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie IP: *.dip0.t-ipconnect.de 19.12.05, 20:16
            Mialem na mysli to, ze towarzystwo w jakim sie przebywa wplywa na ocene tego,
            jaki procent rodakow to buraki (okreslenie robocze). Tak jak pisalem wczesniej -
            zgodze sie z tym, ze jest z pewnoscia duza grupa odpowiadajaca Twojemu opisowi,
            ale jak duza? Na podstawie moich doswiadczen, ktore sa w wiekszosci pozytywne,
            nie bede sie podejmowal oceny i wydawania sadow kategorycznych typu "prawie
            wszyscy", "80%", "70%" itp. bo moje obserwacje czynione sa w okreslonym
            srodowisku i nie sa reprezentatywne dla calej populacji. Zreszta, co byloby
            reprezentatywne?

            A tak na marginesie, typ womitujacy w londynskim metrze jest takze Twoim
            rodakiem jak mniemam (jezeli nie pochodzisz z Polski to mnie popraw).
            Reprezentuje mnie w taki sam sposob, w jaki np. Marc Dutroux reprezentuje Belgow
            (taki przyklad z brzegu).

            Pzdr
            • kierunek_zachod Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 19.12.05, 20:51
              > Reprezentuje mnie w taki sam sposob, w jaki np. Marc Dutroux reprezentuje
              > Belgow

              ... a Jack the Ripper - Anglikow, prawda ?
              Co do zasady racja, ale przyznasz chyba, ze troche inna masz opinie o narodzie
              przeczytawszy raz w gazecie o jakims przestepcy, nawet groznym (to margines,
              ktory zdarza sie w kazdym spoleczenstwie), a co innego, jesli przedstawiciele
              tego narodu nagminnie popelniaja mniejszej wagi wykroczenia, ale POD TWOIM
              OKNEM !! Albo na Twojej wycieraczce, co zdarza sie i doslownie ...

              Zreszta tak na marginesie, znamienny jest stosunek Polakow do innych nacji,
              mniej lub bardziej "uciazliwych", ktore uwierzyly w idee "cohabitation" i
              szanse na lepsze zycie w Polandii. Anglicy i tak wykazuja "anielska
              cierpliwosc" (copyright by niejaka Tola, forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
              f=720&w=32794001&a=33711336) w stosunku do nas - popatrz, z jaka pogarda i
              wyzszoscia patrzymy na takich Ukraincow, Wietnamczykow, ktorzy w Polsce pracuja
              za psie pieniadze i tez czesto ponizej swoich kwalifikacji. Moze by tak zamiast
              krzywic twarz, ze tu nam zle (bo sie do nas ze Wschodu zjezdzaja), a tam
              niedobrze (bo na Zachodzie nas nie doceniaja) - wziac przyklad z
              Brytyjczykow ?..

              --
              ... amen
              • Gość: fan barcy Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie IP: *.dip0.t-ipconnect.de 19.12.05, 21:38
                Kuba Rozpruwacz to stare czasy, Dutroux jest aktualny i reprezentatywny -
                wszyscy wiedza, ze Belgowie to pedofile, a Holendrzy to geje ;-) (zarcik)

                Tak czy siak, koles wymiotujacy w metrze w zadnym wypadku mnie nie reprezentuje.
                Reprezentuje swoje srodowisko, czyli np. lawke pod blokiem nr 15 w Zgierzu, albo
                bardziej ogolnie - lawkowiczow z calej Polski, innymi slowy - jemu podobnych.

                A co do pogardy dla roznej masci przybyszow ze wschodu to zgadzam sie - czesto
                tak jest.

                Pzdr
      • jo_123 Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 19.12.05, 20:08
        wreszcie zrozumiałam, o co Ci chodziło i... muszę przyznać, że masz wiele racji.
        Natomiast nie podoba mi się odnoszenie do respondentów per "krowo" i "buraku"
        oraz wtrącanie angielskich słówek do wypowiedzi po polsku (albo polski, albo
        angielski). Pozdrawiam.
        • anastasia_beaverhousen Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 19.12.05, 21:14
          Chodzi o to, ze (na szczescie) nikt nie zna osobnika podpisujacego sie Soup
          Nazi, ktory przekonuje tutaj wszystkich o swojej wyzszosci. I co? Mamy mu
          wszyscy uwierzyc na slowo, ze jest bielszy od bieli? A ze usiluje forumowiczow
          przekonac o swojej wyzszosci uzywajac wulgaryzmow i wyzywajac ich to raczej nie
          swiadczy to o jego wysokiej kulturze. To ze on ma o sobie wysokie mniemanie nie
          oznacza, ze faktycznie jest od kogokolwiek lepszy. Kto wie czy to wlasnie nie
          on (jak sie wyrazal) przoduje w rzyganiu, klnieciu i sraniu, o ktorym pisze.
          • Gość: Soup Nazi [...] IP: *.sympatico.ca 19.12.05, 21:43
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • anastasia_beaverhousen Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 19.12.05, 22:25
              Jak zwykle, w momencie kiedy nie mozesz przedstawic rozsadnych argumentow,
              jedyne na co cie stac to wyzwiska, obelgi, ewentualnie szczeniackie kpiny z
              nazwiska. Ot, wylazla z ciebie ta "kultura", ktora sie tak przechwalasz.
      • Gość: Ralph Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie IP: *.server.ntli.net 19.12.05, 21:06
        Gość portalu: Soup Nazi napisał(a):
        > 1. mowicie z drewnianym akcentem
        > To przeciez fakt obiektywny. Powie wam to kazdy, kto przebywa kilka lat za
        > granica, nawet jezeli sam nie wlada dobrze, ale jego ucho jest nawykle do
        > sluchania tubylcow.

        To zdecyduj się, czy mówimy z drewnianym akcentem, czy jednak znamy angielski na
        tyle, że zauważamy drewniany akcent u ludzi ledwo dukających w tym języku. Znam
        trochę Polaków w UK i niektórzy po wielu latach mówią tak, że aż uszy mi więdną,
        a niektórzy tuż po przyjeździe mówią taką angielszczyzną, że 99% obcokrajowców
        powinno zazdrościć. Wrzucasz wszystkich do jednego wora, dla Ciebie każdy Polak
        mówi z drewnianym akcentem. W jakim towarzystwie się obracasz, z kim się zadajesz?
        Z tego co zauważyłem angielszczyzna Polaków nie jest wcale zła w porównaniu do
        innych nacji - znam 2 osoby z Ameryki Środkowej które mimo kilkunastu lat
        spędzonych tutaj mówią po prostu tragicznie, a o akcencie Francuzów to już
        lepiej nie wspominać. Znam za to Polaka, który nigdy nie był w anglojęzycznym
        kraju, a mówi po angielsku z tak czystym pięknym brytyjskim akcentem, że to w
        głowie po prostu się nie mieści. Jak ktoś chce i ma trochę talentu, to potrafi.
      • anastasia_beaverhousen Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 19.12.05, 22:29
        Gość portalu: Soup Nazi napisał(a):

        > 1. mowicie z drewnianym akcentem
        >
        > To przeciez fakt obiektywny. Powie wam to kazdy, kto przebywa kilka lat za
        > granica, nawet jezeli sam nie wlada dobrze, ale jego ucho jest nawykle do
        > sluchania tubylcow. W miare uplywu lat i zaleznie od srodowiska, wlozonego
        > wysilku, edukacji, indywidualnych predyspozycji, etc. akcent bedzie miekszy,
        > nieznaczniejszy. Poki co mozecie go smialo uzywac jako broni tlucznej, hehehe.
        > Ale to normalne. Nienormalne jest to jak posiadacz takiego akcentu, wpol albo
        > mniej rozumiejacy tubylcow, ktory notabene w doopie byl i goovno widzial,
        wdaje
        > sie w dywagacje lingwistyczne i melduje, ze ma amerykanski akcent. Swiat sie
        sm
        > ieje.

        Jak osoba, ktora sam nie wlada jezykiem dobrze, moze miec prawo do oceniania
        akcentu innych? A kto wie, z jakim akcentem ty mowisz? Pewnie rownie
        beznadziejnym, jak tych, z ktorych sam kpisz. Nikt go oczywiscie nie moze
        sprawdzic, wiec wydaje ci sie, ze mozesz sie bezkarnie nasmiewac z innych.



        > 2. Jestescie gastarbeiterami i walicie menial jobs w obcym kraju. To jest
        > normalne i wcale sie z tego nie smieje. Roznie w zyciu bywa i wiekszosc przez
        t
        > o
        > przechodzi (lub zostaje na zawsze). Niektorych nie stac na nic wiecej,
        niektory
        > m
        > nie pozwala sytuacja, wiek, rodzina, etc. Normalne. Nienormalne jest jak ktos
        > zre czyjs chleb, a pozniej kasztani mu na wycieraczke i zada papieru, po czym
        > narzeka, ze szorstki. Nienormalne i paskudne jest, kiedy ktos komus sie w oczy
        > usmiecha i przytakuje, a za plecami obgaduje. Powiedzieliscie im, ze mowia jak
        > wiesniacy i ze wy macie lepszy akcent? A dlaczego nie?
        >
        > 4. Polacy potrafia i lubia robic publicznie paskudny smrod w innych krajach -
        > kradziezami, przekretami, pieniactwem, rzyganie, pijanstwem. Nie wszyscy, ale
        > wielu - stanowczo zbyt wielu. Fakt.

        A kto wie, czy ty sam tego nie robisz?
        • glasscraft Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 19.12.05, 23:47
          anastasia_beaverhousen napisała:

          > Jak osoba, ktora sam nie wlada jezykiem dobrze, moze miec prawo do oceniania
          > akcentu innych?

          No wlasnie... a zwlaszcza tych ktorzy mowia tym jezykiem od urodzenia? Czy nam
          by sie podobalo, gdyby
          Anglicy/Walijczycy/Szkoci/Amerykanie/Kanadyjczycy/Francuzi/Niemcy/Japonczycy
          itd itd zaczeli by narzekac, ze od czasu jak przyjechali do Polski to im sie
          polski akcent pogorszyl? Pewnie nie, bo to troche bzdura.
          Wiem, ze jako nacja jestesmy bardzo zdolni w temacie nauki jezykow obcych, ale
          to ciagle jezyki obce, wiec nie za bardzo daje nam to autorytet do
          osadzania "natiwow" i ich znajomosci wlasnego jezyka.
          • jo_123 Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 20.12.05, 00:54
            masz rację, ale uczymy się w polskiej szkole angielskiego "brytyjskiego" (na
            szczęście odchodzi się od tego na niektórych kursach na rzecz angielskiego
            bardziej potocznego). Wyjeżdżamy do Szkocji, Irlandii itp. i okazuje się, że np
            Irlandczycy mówią niewyraźnie. Przyjemnością dla nie jest słuchanie wypowiedzi
            Królowej czy teatru Shakespeare, Szkota mniej. Z drugiej strony czy
            obcokrajowiec nawet świetnie znający język polski byłby w stanie zrozumieć o
            czym rozmawiają polskie nastolatki?
            • Gość: hm Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.05, 10:54
              a wez Gorala zrozum :)
              • Gość: Soup Nazi Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie IP: *.sympatico.ca 20.12.05, 16:14
                Gość portalu: hm napisał(a):

                > a wez Gorala zrozum :)

                Prime example. A Szkoci to kto, tak nawiasem mowiac? Nawiasem mowiac rowniez
                odmiennego pochodzenia etnicznego niz Anglicy? Podobnie jak Irlandczycy mowiacy
                jezykiem najezdzcow? A co z Walijczykami, tez second-hand limeys, co?
                A co wie w ogole o historii Wysp i przyczynach roznorodnosci jezykowej ciec
                polski rwacy sie natychmiast do krytyki, bormotania i obwiniania wszystkich
                tylko nie siebie i swojej ignorancji? Mniej niz zero.

                I, niestety, to jest fatalna cecha narodowa - niesamowite polaczenie ciemnoty,
                ignorancji, nietolerancji z arogancja, buta, krytykanctwem, przekonaniem o
                niezaprzeczalnym prawie do sadzenia innych, niczym nie popartym przekonaniem o
                wlasnej wyzszosci wobec innych narodowosci, pieniactwem, .....

                Ktos mowil cos o butnych Niemcach? Hehehe, pewnie nie widzial Polakow w akcji.
                Niemcy maja chociaz powody do buty, chociaz u nikogo nie jest to cecha sympatyczna.
                • anastasia_beaverhousen Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 20.12.05, 18:36
                  Gość portalu: Soup Nazi napisał(a):

                  niesamowite polaczenie ciemnoty,
                  > ignorancji, nietolerancji z arogancja, buta, krytykanctwem, przekonaniem o
                  > niezaprzeczalnym prawie do sadzenia innych, niczym nie popartym przekonaniem o
                  > wlasnej wyzszosci wobec innych narodowosci, pieniactwem, .....

                  czyli kazdy twoj post...


                  • soup.nazi Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 20.12.05, 21:18
                    Pilnuj bobra, hehehe, bo ci ucieknie
                    • anastasia_beaverhousen Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 20.12.05, 21:51
                      Znowu hehehe czkawki he he dostales hehehe?
                      Jak mi he he ucieknie hehehe to sobie przywioze he he nowego he he he z hehe
                      Kanady hehehe.
                      • Gość: Soup Nazi Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie IP: *.sympatico.ca 21.12.05, 16:08
                        > Jak mi he he ucieknie hehehe to sobie przywioze he he nowego he he he z hehe
                        > Kanady hehehe.

                        To bobry tez juz implantuja, hehehe?
            • Gość: Soup Nazi Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie IP: *.sympatico.ca 20.12.05, 16:30
              jo_123 napisała:

              > masz rację, ale uczymy się w polskiej szkole angielskiego "brytyjskiego" (na
              > szczęście odchodzi się od tego na niektórych kursach na rzecz angielskiego
              > bardziej potocznego).

              No to czyja to wina?

              Wyjeżdżamy do Szkocji, Irlandii itp. i okazuje się, że np
              >
              > Irlandczycy mówią niewyraźnie.

              A dlaczego maja mowic wyraznie jezykiem najezdzcow? Sa kompletnie inni etnicznie
              i maja prawo do tego - zwlaszcza, ze sa u siebie.

              Przyjemnością dla nie jest słuchanie wypowiedzi
              > Królowej czy teatru Shakespeare, Szkota mniej.

              Patrz casus Irlandii. Poza tym nic nie wiem na temat twojego poziomu jezyka, a
              piszesz rozwaznie, wiec nie bede nic niegrzecznie imputowal ale latwiej jest
              zrozumiec Szkota niz Szekspira w oryginalnej, elzbietanskiej angielszczyznie.
              Obawiam sie, ze mialas do czynienia z adaptowana do potrzeb wspolczesnego widza
              angielszczyzna.

              Z drugiej strony czy
              > obcokrajowiec nawet świetnie znający język polski byłby w stanie zrozumieć o
              > czym rozmawiają polskie nastolatki?

              To nie jest dobry przyklad. Slangu roznych srodowisk w dowolnym kraju czesto nie
              rozumie wiekszosc jego rodzimych mieszkancow. Dlatego wlasnie jest slangiem, a
              nie jezykiem wlasciwym. Slang to nie to samo co gwara regionalna.
              • jo_123 Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 20.12.05, 18:42
                dobrze. Spróbuję inaczej: młodzi ludzie jadą do Szkocji, Irlandii między
                innymi, żeby poprawić swój angielski i okazuje się, że nie będzie to
                angielski "z wyższych sfer", że potoczny język różni się od wyuczonego.
                (I dobrze, tak jest ciekawiej, ale dysonans poznawczy się pojawił.)
                2.Nie łudzę się, że mój angielski jest dobry - mógłby być lepszy :)
                Szkocki angielski "nie podoba mi się", bo go nie rozumiem, co nie oznacza, że
                Szkoci "nie powinni mówić po swojemu". Wręcz przeciwnie.
                Paradoksalnie bliższy mi jest elżbietański angielski... nie wiem dlaczego.
                Nie napisałam o gwarze, bo to by było zbyt oczywiste. Chodziło mi raczej, że
                trudno nauczyć się poprawnej polszczyzny słuchając wyłącznie ludzi z ulicy -
                "panów" spod sklepu czy wymienionych nastolatek.
                W Anglii bywam dość często i mam bardzo miłe wspomnienia.
                Pracowałam i uczyłam się w Londynie, kiedy Polska nie była jeszcze w Unii. W
                pracy (kelnerka) przedstawiana byłam jako Francuzka (z powodu akcentu zapewne)
                i reakcja była typu: "zabiera nam pracę". Ale ponieważ klienci bywali stali,
                szybko rozniosło się, że jestem z Polski. No i zdarzało się, że klient bardzo
                zadowolony z siebie wyciągał kartkę i czytał "Prosza herbata" - co było miłe,
                nieprawdaż? (Zaznaczam, że słownictwo w zakresie "gastronomii" miałam opanowane
                doskonale). To tyle.
            • Gość: Ralph Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie IP: *.server.ntli.net 20.12.05, 20:31
              jo_123 dokładnie o tym pisałem. Gdy uczyłem się angielskiego (nie chodziłem na
              żadne kursy, więc nie uczyłem się "brytyjskiego"), miałem kontakt wyłącznie z
              Amerykanami i od czasu do czasu osobami z innych krajów (w tym kilka razy z
              Anglii), które były wykształcone (MA, MSc, PhD), naprawdę na poziomie i
              posługiwały się naprawdę pięknym językiem. Wcale nie starali się mówić wolniej,
              czasem trajkotali tak że ledwo nadążałem.
              Teraz spotykam ludzi mówiących bardzo niewyraźnie, po prostu niedbale. Nie
              chodzi tu o sam akcent, ale po prostu o brak wyraźnego mówienia ładną elegancką
              angielszczyzną.

              Tak samo jakby obcokrajowiec uczył się polskiego (to trochę kiepskie porównanie,
              bo nie mamy takiego misz-maszu językowego jak w UK), całkiem dobrze poznał ten
              język kontaktując się wyłącznie ze środowiskiem akademickim, polonistami,
              historykami, itd., nagle pojechał gdzieś na zabitą dechami wieś i zaczął
              rozmawiać z prostym chłopkiem stojącym pod budką z piwem. Taki gość miałby jak
              najbardziej prawo narzekać na niewyraźną wymowę! Oczywiście Soup Nazi zaraz by
              gościa zjechał, że nic nie może wiedzieć na temat naszego języka, bo to my go
              znamy od urodzenia i wyłącznie my możemy oceniać czy ktoś mówi piękną
              polszczyzną i ten chłopek mówi jak najbardziej poprawną książkową polszczyzną.

              Kończę, bo dyskusja z oszołomami nie ma sensu.
              Z mojej strony EOT
              • soup.nazi Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 20.12.05, 20:49
                Gość portalu: Ralph napisał(a):

                > jo_123 dokładnie o tym pisałem. Gdy uczyłem się angielskiego (nie chodziłem na
                > żadne kursy, więc nie uczyłem się "brytyjskiego"),

                Hehehe, zgadza sie, ty sie uczyles swojego wlasnego.

                miałem kontakt wyłącznie z
                > Amerykanami i od czasu do czasu osobami z innych krajów (w tym kilka razy z
                > Anglii), które były wykształcone (MA, MSc, PhD), naprawdę na poziomie i
                > posługiwały się naprawdę pięknym językiem. Wcale nie starali się mówić wolniej
                > ,
                > czasem trajkotali tak że ledwo nadążałem.
                > Teraz spotykam ludzi mówiących bardzo niewyraźnie, po prostu niedbale. Nie
                > chodzi tu o sam akcent, ale po prostu o brak wyraźnego mówienia ładną elegancką
                > angielszczyzną.

                Facet, ty po prostu nie rozumiesz wielu ludzi i dlatego placzesz, bo wyobraziles
                sobie, ze znasz swietnie jezyk. Teraz szukasz winnego, a ten nie tak mowi, a ten
                szmak. Ktos jezyk zna, zrozumie nawet belkotow, przynajmniej w 80-90%, a nie
                tlumaczy sie, ze ten rozmowca to pluje, a tamten sie jaka. Nie osmieszaj sie.
                >
                > Tak samo jakby obcokrajowiec uczył się polskiego (to trochę kiepskie porównanie
                > ,
                > bo nie mamy takiego misz-maszu językowego jak w UK), całkiem dobrze poznał ten
                > język kontaktując się wyłącznie ze środowiskiem akademickim, polonistami,
                > historykami, itd., nagle pojechał gdzieś na zabitą dechami wieś i zaczął
                > rozmawiać z prostym chłopkiem stojącym pod budką z piwem. Taki gość miałby jak
                > najbardziej prawo narzekać na niewyraźną wymowę! Oczywiście Soup Nazi zaraz by
                > gościa zjechał, że nic nie może wiedzieć na temat naszego języka, bo to my go
                > znamy od urodzenia i wyłącznie my możemy oceniać czy ktoś mówi piękną
                > polszczyzną i ten chłopek mówi jak najbardziej poprawną książkową polszczyzną.

                To do kogo masz pretensje, cieciu nieudany? Otworz szkole dla wiesniakow
                angielskich i ich ucz. Zmien srodowisko a nie wory z nimi przewalasz, hehehe. Ja
                kiedys pracowalem w fabryce. Mialem dosyc i poszedlem na studia, a pozniej do
                pracy w biurze, a nie na tasmie. Mialem angielskiego na poziomie do cholery
                >
                > Kończę, bo dyskusja z oszołomami nie ma sensu.

                Tak samo jak z tymi Anglikami - nie rozumiesz ich, hehehe. Ich z powodu jezyka,
                mnie z powodu tepoty - twojej.

                > Z mojej strony EOT

                Ty powinienes skonczyc zanim jeszcze zaczales.

                P.S. Nie zapomnij wygasic sobie slonca w dupie na noc, hehehe, bo nie zasniesz,
                moj zapoznany talencie lingwistyczny. Najlepiej podobal mi sie ten gosciu, co
                nigdy z Elbonii sie nie ruszal, a mowil przepieknym brytyjskim akcentem.
                Buahahaha, dla samoukow z Rzeszowa na pewno. Dobra, rwij do roboty.
          • Gość: Soup Nazi Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie IP: *.sympatico.ca 20.12.05, 15:57
            glasscraft napisała:

            > anastasia_beaverhousen napisała:
            >
            > > Jak osoba, ktora sam nie wlada jezykiem dobrze, moze miec prawo do ocenia
            > nia
            > > akcentu innych?

            > No wlasnie...

            Hehehe, pobilas ja jej wlasnym argumentem.

            a zwlaszcza tych ktorzy mowia tym jezykiem od urodzenia? Czy nam
            > by sie podobalo, gdyby
            > Anglicy/Walijczycy/Szkoci/Amerykanie/Kanadyjczycy/Francuzi/Niemcy/Japonczycy
            > itd itd zaczeli by narzekac, ze od czasu jak przyjechali do Polski to im sie
            > polski akcent pogorszyl? Pewnie nie, bo to troche bzdura.
            > Wiem, ze jako nacja jestesmy bardzo zdolni w temacie nauki jezykow obcych, ale
            > to ciagle jezyki obce, wiec nie za bardzo daje nam to autorytet do
            > osadzania "natiwow" i ich znajomosci wlasnego jezyka.

            To jest wlasnie moj "point" od poczatku. Ale skad wzielas argument o
            nadzwyczajnych zdolnosciach jezykowych u Polakow?
            • glasscraft Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 20.12.05, 16:36
              Hej, nie mowilam o "nadzwyczajnych zdolnosciach jezykowych", bo nie uwazam ze
              jestemy jako nacja nadzwyczajni (zreszta nie sadze ze ktorakolwiek nacja jest
              nadzwyczajna albo "wybrana" - to dla tych ktorzu chcielibymi zarzucic ze wlasne
              gniazdo kalam)tylko to, ze moim zdaniem uczymy sie jezykow szybko i chetnie
              oraz ze czesto mowimy kilkoma jezykami (a moze mialam okropnie smutne
              dziecinstwo i zadawalam sie tylko z kujonami).
              • Gość: Soup Nazi Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie IP: *.sympatico.ca 20.12.05, 16:52
                glasscraft napisała:

                > Hej, nie mowilam o "nadzwyczajnych zdolnosciach jezykowych", bo nie uwazam ze
                > jestemy jako nacja nadzwyczajni (zreszta nie sadze ze ktorakolwiek nacja jest
                > nadzwyczajna albo "wybrana" - to dla tych ktorzu chcielibymi zarzucic ze wlasne
                >
                > gniazdo kalam)tylko to, ze moim zdaniem uczymy sie jezykow szybko i chetnie
                > oraz ze czesto mowimy kilkoma jezykami (a moze mialam okropnie smutne
                > dziecinstwo i zadawalam sie tylko z kujonami).

                Hm, chyba to ostatnie. Mam inne zdanie na ten temat, ale nie musimy sobie
                przegryzac gardel, hehehe.
                • glasscraft Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 20.12.05, 17:35
                  Kujony tego swiata laczcie sie!!! Na ktory kawalek mojej wypowiedzi masz inne
                  zdanie? Nie przegryzam gardel zwyczajowo, chyba ze po polnocy i w swietle
                  ksiezyca (kiedy nastepna pelnia?). Pozdrawiam zdrowy rozsadek aka S N.
                  • soup.nazi Re: W ogole nie rozumiem o co sie obrazacie 20.12.05, 18:55
                    glasscraft napisała:

                    > Kujony tego swiata laczcie sie!!! Na ktory kawalek mojej wypowiedzi masz inne
                    > zdanie?

                    Na ten

                    moim zdaniem uczymy sie jezykow szybko i chetnie
                    oraz ze czesto mowimy kilkoma jezykami

                    Mialas wyjatkowe szczescie - moim zdaniem jest odwrotnie, a twoje kujony to
                    wyjatki potwierdzajace regule.
    • Gość: hm Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.05, 17:56
      A co wie w ogole o historii Wysp i przyczynach roznorodnosci jezykowej .........
      ;;;;;;;;;;;;
      tutaj masz racje ze w szkolach sie tego nie uczy itp.dowiedzialem sie o tym
      przez przypadek jak to jest z tym Angielskim
      • Gość: Soup Nazi Re: Jak sobie radzicie jezykowo? IP: *.sympatico.ca 20.12.05, 18:26
        Gość portalu: hm napisał(a):

        > A co wie w ogole o historii Wysp i przyczynach roznorodnosci jezykowej ........
        > .
        > ;;;;;;;;;;;;
        > tutaj masz racje ze w szkolach sie tego nie uczy itp.dowiedzialem sie o tym
        > przez przypadek jak to jest z tym Angielskim

        Nie wszyscy musza wiedziec wszystko o wszystkim. Beret polega na formulowaniu i
        publicznym gloszeniu, bez chwili zastanowienia i krzty informacji o przyczynach
        danego zjawiska, pochopnych, powierzchownych opinii. Co nam to przypomina? To
        wlasnie:

        "Uczyl Marcin Marcina, a sam glupi jak swinia".

        Polacy, (w domysle znow: "nie wszyscy, ale wielu, zbyt wielu") lubia to robic i
        natychmiast spiesza zeby podzielic sie swoimi "educated opinions" z kazdym, kto
        chce i nie chce. I prosze, niech mi nikt nie mowi, ze inne narodowosci to tez
        to, a tamte szmo. To nie jest zadne usprawiedliwienie.
        • Gość: Soup Nazi P.S. IP: *.sympatico.ca 20.12.05, 18:34
          A juz pretensja do Angoli, ze mowia tak czy szmak, zglaszana przez
          Polaka-tulacza-dukacza, hehehe, to jako zywo pretensje do garbatego, ze ma
          proste dzieci.

          Bylem kiedys w Anglii przez chwile, majac juz za soba 3 lata angielskiego 6-7
          godzin w tygodniu. Nie powiem, ze nic nie rozumialem, ale zderzenie szkolnej
          angielszczyzny z rzeczywistoscia bylo szokujace. Wyciagnalem z tego wniosek, ze
          jeszcze duzo mi zostalo. Ciecie wyciagneli wniosek, ze to Angolom w Anglii
          jeszcze duzo zostalo.
          • glasscraft Re: P.S. 20.12.05, 18:38
            Hear hear
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka