korkix78
13.01.07, 21:12
Gdyby to byl pierwszostronicowy artykul, rzeklym ze jest niezly. A ze to blog
zaledwie - to jak dla mnie duzo wiecej niz niezly.
"Teorie spiskowe
Pleonastycznie rzecz biorąc - jak wyjechaliśmy, to nas zabrakło. Póki byliśmy,
to traktowano nas jak zło konieczne, które marudziło w urzędach pracy i nie
chciało pracować za 1200 zł. Które było zmęczone niekończącymi się rozmowami o
pracę, na których zadawano nam podchwytliwe pytania typu: do jakiego
zwierzęcia może się pan porównać lub z jakimi znakami Zodiaku dobrze się pani
współpracuje.
I które w sumie miało już dość politycznych i wszelkiej innej maści
przepychanek oraz chciało wreszcie przestać włączać telewizor i zastanawiać
się - śmiać się czy płakać. Lub które po prostu miało ochotę na przygodę,
poznanie innego kraju, kultury, podszlifowanie języka.
Rożnie to było. Z wszystkich pomysłów na poprawienie / odwrócenie / zmienienie
własnej sytuacji pomysł porzucenia na chwilę, bądź na zawsze, własnego kraju
tysiącom wydał się atrakcyjny. Wymeldowaliśmy się i wyjechaliśmy.
Wkrótce okazało się, że magicznym sposobem bezrobocie w kraju spadło i
wszystko zaczyna iść ku lepszemu. Po rynku pracy przeleciał ożywczy wiaterek,
poszły plotki, że miejsca pracy cudownie się objawiły, a nawet można
negocjować pensje. Na emigracji zaczęto opowiadać historyjki o znajomym, który
niby to już miał bilet i był spakowany, ale dostał TAKĄ propozycję pracy, za
TAKIE pieniądze, że został.
Może były to tylko pogłoski, a może TAKICH miejsc pracy wciąż było za mało,
grunt, że kolejne tysiące wsiadły w samoloty i wyfrunęły z orlego gniazda.
Bomba tykała, tykała i w końcu wybuchła. Okazało się, że niektórych grup
zawodowych wyjechało za dużo (choćby budowlańców i pielęgniarek). Że ci, co
wyjechali, nie chcą płacić podwójnego podatku, a tym, co zostali, nie ma kto
zarabiać na emerytury
(...)
zaczęło się robić dziwnie.
My tu, na emigracji, śledzimy polskie media, szczególnie jeśli mówią o nas. I
czego się dowiadujemy? Że tyramy w ciężkich warunkach. Za znikome pieniądze.
Na stanowiskach, których nikt nie chce. Że mieszkamy w strasznych warunkach
(10 osób śpiących pokotem w salonie to norma). Że pracodawcy nas wykorzystują.
Że sobie odejmujemy od ust, żeby wysłać pieniądze rodzinie. Że okupujemy
wszelkie ośrodki pomocy. I tak dalej w tym stylu.
Nie mówię, że to wszystko z palca wyssane. Emigracja to wielki tygiel, a każdy
emigrant jest inny. Równie dobrze można by uogólnić w druga stronę i napisać,
że Polacy zakładają własne firmy i firemki, chodzą na kursy, szkolenia,
studia, pracują na stanowiskach specjalistów i managerów, biorą kredyty w
banku, kupują mieszkania i samochody. Bo to też prawda.(...)"
Calosc:
emigracyjny.blog.polityka.pl/?p=59