Dodaj do ulubionych

Smutny los konkubin

17.11.09, 12:02
Bił, dusił i znęcał się nad konkubiną

Zarzut znęcania się psychicznego i fizycznego nad osobą najbliższą
usłyszał 42-letni Mariusz T. Mężczyzna od kilku miesięcy wszczynał
awantury podczas, których ubliżał konkubinie, dusił ją, bił rękoma
po ciele i groził pozbawieniem życia.
W czerwcu prokurator, na wniosek wolskich policjantów, skierował do
sądu rejonowego akt oskarżenia przeciwko 42-letniemu Mariuszowi T.
Mężczyzna znęcał się fizycznie i psychicznie nad osobą najbliższą.
Wówczas podejrzany dobrowolnie poddał się karze 6 miesięcy
pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz zobowiązał się
nie nadużywać alkoholu.

Kilka miesięcy później Mariusz T. ponownie zaczął znęcać się nad
konkubiną: ubliżał, popychał, szarpał za ubranie i włosy, a także
bił rękoma po ciele i groził pozbawieniem życia. Mężczyzna, gdy
wytrzeźwiał (w organizmie miał ponad 2 promile alkoholu) usłyszał
kolejny zarzut znęcania się psychicznego i fizycznego nad osobą
najbliższą.

Prokurator postanowił o zastosowaniu wobec Mariusza T. środka
zapobiegawczego w postaci dozoru policji i zakaz zbliżania się do
konkubiny. Sprawa trafi do sądu.


wiadomosci.onet.pl/2682,2079312,wydarzenie_lokalne.html

Dwie rzeczy mnie dziwią:

1. Dlaczego konkubina jest traktowana przez prawo jako
osoba "najbliższa"?

2. Dlaczego owa konkubina nie poszła sobie od złego konkubenta? Kora
niedawno ubolewała nad żoną, która nie chciała odejść od męża, który
ją bił. A tu?
Obserwuj wątek
    • lis-a Re: Smutny los konkubin 17.11.09, 12:25




      > 2. Dlaczego owa konkubina nie poszła sobie od złego konkubenta?
      Kora
      > niedawno ubolewała nad żoną, która nie chciała odejść od męża,
      który
      > ją bił. A tu?

      Bo nie ma znaczenia, czy to żona jest bita, czy konkubina, więzi
      emocjonalne i sytuacja życiowa nie zależą od tego, czy jest się
      żoną, czy konkubiną
    • tobiasza Re: Smutny los konkubin 17.11.09, 13:00
      > Dwie rzeczy mnie dziwią:
      >
      > 1. Dlaczego konkubina jest traktowana przez prawo jako
      > osoba "najbliższa"?
      >
      > 2. Dlaczego owa konkubina nie poszła sobie od złego konkubenta? Kora
      > niedawno ubolewała nad żoną, która nie chciała odejść od męża, który
      > ją bił. A tu?

      1. A któż może być bliższy niż matka wspólnego dziecka, niż osoba, z którą
      spędza się życie, z którą istnieją więzy uczuciowe?

      2. Bo kocha się tak samo, bez względu czy ma się ślub czy nie. Miłość jest
      silniejsza od prawnych czy kościelnych zobowiązań. Bolesna miłość, toksyczna,
      uzależniająca funkcjonuje tak samo! ślub czy jego brak nic tu nie zmienia!
    • janek_hus Re: Smutny los konkubin 17.11.09, 15:35
      1. Bo FAKTYCZNIE jest najbliższa.
      2. Dokąd ma iść? Pod most? A może Ty jej udostępnisz pokój?
    • karafka_do_wina Re: Smutny los konkubin 18.11.09, 01:19
      > 2. Dlaczego owa konkubina nie poszła sobie od złego konkubenta? Kora
      > niedawno ubolewała nad żoną, która nie chciała odejść od męża, który
      > ją bił. A tu?

      no wlasnie, dalczego? sam zawsze pisales, ze konkubenci moga sie rozstac w
      kazdej chwili w przeciwienstwie do malzonkow. masz jakis pomysl? ;))
    • crystyna.p Poradźcie mi coś błagam 18.11.09, 08:01
      One wcale nie mają źle. Same są złe. Mój mąż zostawił mnie w trzy
      lata temu, teraz poznał sobie babę i mieszkają razem. Nie wstydzą
      się, ona się nie wstydzi. Chodzą razem roześmiani,. a mnie się serce
      kraje. Myślałam, że mąż wróci, chociaż mamy rozwód, ale takie rzeczy
      się zdarzają, prawda? A ona go omotała po prostu. Dzwoniłam do
      niego, powiedziałam mu, że robi z siebie pośmiewisko żyjąc z nią, bo
      ma żonę. Odpowiedział mi, że jest przecież po rozwodzie. Już nie
      wiem gdzie szukać pomocy! Rodzina, znajomi nawet ksiądz mówią mi,
      że muszę się pogodzić z tym, ze mnie zostawił. Nie pogodzę się! Jest
      moim mężem i musi do mnie wrócić. Na pewno jest jakiś sposób, tylko
      żeby ta baba mu dała spokój. Poradźcie coś, bo jestem w rozpaczy.
      Cry
      • lynx.rufus Re: Poradźcie mi coś błagam 18.11.09, 08:39
        crystyna.p napisała:

        > One wcale nie mają źle. Same są złe. Mój mąż zostawił mnie w trzy
        > lata temu, teraz poznał sobie babę i mieszkają razem. Nie wstydzą
        > się, ona się nie wstydzi. Chodzą razem roześmiani,. a mnie się serce
        > kraje. Myślałam, że mąż wróci, chociaż mamy rozwód, ale takie rzeczy
        > się zdarzają, prawda? A ona go omotała po prostu. Dzwoniłam do
        > niego, powiedziałam mu, że robi z siebie pośmiewisko żyjąc z nią, bo
        > ma żonę. Odpowiedział mi, że jest przecież po rozwodzie. Już nie
        > wiem gdzie szukać pomocy! Rodzina, znajomi nawet ksiądz mówią mi,
        > że muszę się pogodzić z tym, ze mnie zostawił. Nie pogodzę się! Jest
        > moim mężem i musi do mnie wrócić. Na pewno jest jakiś sposób, tylko
        > żeby ta baba mu dała spokój. Poradźcie coś, bo jestem w rozpaczy.
        > Cry

        Myślę, Krysiu, że dasz sobie sama świetnie radę z postawionym tu problemem. Nie
        umknęło bowiem mojej uwadze, że to Twój pierwszy wpis na forach GW. Pierwszy i
        od razu celny. Pozazdrościć i pogratulować.

        gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
        • crystyna.p Re: Poradźcie mi coś błagam 18.11.09, 08:57
          Dziękuję za ciepłe słowo. Nie tak jest, że pierwszy raz piszę na
          forum. Dawno, jak się zaczęły kłopoty w moim małżeństwie pisałam na
          forum, ale takim ogólnym i tam mi tylko radzili rozwód, a niektórzy
          też żebym szła do psychiatry. Przestałam pisać wobec tego i nie
          pamiętam już hasła, dlatego założyłam nowy nick.

          Nie wiem, jak sobie poradzę. Próbowałam rozmawiać z tą kobietą,
          przemówić do niej jak do bliźniego, zawstydzić ją, że żyje z mężem
          innej. Ale ona jest tak wyzuta z ludzkich uczuć i opętana seksem z
          moim T., że bezczelnie mi powiedziała, że on moim mężem nie jest.
          Dla niej się liczy, że mamy rozwód. Boże dlaczego ja się zgodziłam
          na ten rozwód? Powiedziała mi, że nie mam o co mieć do niej
          pretensji, bo ona mojego T. poznała po rozwodzie, jak był już wolny
          i małżeństwa nie rozbiła.. Wolny? On nie jest wolny i nigdy nie
          będzie! Przysięgaliśmy sobie przy ołtarzu, że nie chcemy być już
          wolni nigdy! Jej to chyba nie interesuje. Mojego męża też już nie.
          Powiedział mi, że nasze małżeństwo to była pomyłka. Była? Ono trwa
          przecież.

          Ciągle mam nadzieję, że on wróci, że będziemy znów razem, jak
          kiedyś. Ostatnio się dowiedziałam, że oni planują dziecko! Jakim
          prawem? Jeśli mój mąż będzie miał dziecko z nią, to już nie wróci
          prawda? Może się nawet z nią ożeni na niby, to znaczy po cywilnemu.
          Co wtedy? Co ja zrobię?
          Nie wiem już nic, jestem w kropce. Chyba zwariuję.
          Cry
          • janek_hus Re: Poradźcie mi coś błagam 18.11.09, 08:59
            A nie możesz znaleźć sobie nowego faceta, który Cię bardziej doceni niż mąż?
            • crystyna.p Re: Poradźcie mi coś błagam 18.11.09, 09:17
              Nie spodziewałam się takiego obrzydliwego wpisu na chrześcijańskim
              forum! Takich „rad” nie potrzebuję! Jestem żoną, a nie *%&%&$, jak
              ta co z nią żyje T. Mój mąż mnie docenia, tylko po prostu opętało go
              z seksem. Może właśnie dzięki taki „dobrym” kolegom, jak ty!
              Wszystkie kłopoty się zaczęły, kiedy poszedł do nowej pracy. Tam
              poznał właśnie takich „nowoczesnych”, co to tylko o łatwy seks im
              chodzi. Na początku był tym wszystkim zbulwersowany, tym, że oni
              miedzy sobą opowiadają co w sypialni robią z żonami, sam mi o tym
              mówił. A potem się przyznał, że on też mówił, wymyślał różne rzeczy,
              żeby się „nowoczesnym” przypodobać. Pewnie takim jak ty! Przestało
              mu się podobać ze mną i stwierdził, że nam się nie układa, że to nie
              to, bo się właśnie kolegów nasłuchał takich. Teraz już nie musi
              zmyślać pewnie, bo taka kobieta, jak ta z którą żyje na pewno
              jest „spontaniczna i otwarta” czego brak mnie zarzucał. Wiem, że
              jego po prostu opętało, a ty swoje niegodziwe rady zostaw dla
              takich, z jaka mój T. teraz żyje.
              • lynx.rufus spadaj jajco b/t 18.11.09, 09:21
                • crystyna.p Re: spadaj jajco b/t 18.11.09, 09:24
                  Dobrze mu napisałeś! Takie rady może dawać takim jak on. Dziękuję
                  ci.
                  • janek_hus Chciałem dobrze 18.11.09, 13:49
                    a wyszło jak zwykle :|
                  • kann2 Re: spadaj jajco b/t 18.11.09, 14:49
                    Spadaj jajco w swym nowym wcieleniu!
                    • lis-a Re: spadaj jajco b/t 18.11.09, 17:39
                      brzydko, brzydko, Kannie, od razu spadać? to zaapeluj o zamknięcie
                      forum "dla swoich" i wymieniajcie się poglądami we własnym sosie;
                      Janek Hus pokazuje inny punkt wiedzenia, inne możliwości; każesz mu
                      spadać, bo ma inny swiatopogląd???? Według tego światopoglądu można
                      się rozwieść i być szczęśliwym z drugą żoną, mieć dzieci, zamiast
                      tkwić w związku, który nie dawał szczęścia, nawet jeśli przyrzekało
                      się przez ołtarzem; czy wszyscy przyrzekający przed ołtarzem robią
                      to, bo chcą? znam osoby, ktore deklarowały jawnie ateizm, a ślub
                      wzieły w kościele dla ładnego otoczenia, znam parę która poszła do
                      ołtarza pod wpłwem namów rodziców, bo sami nie chcieli, woleli tylko
                      ślub cywilny, już dawno nie są razem; inni tez namówieni wzięli ślub
                      w kościele, a ci akurat razem są, mają dzieci;

                      Nie rozumiem, Kannie, Twojej agresji, co Cię tak zdenerwowało? Nie
                      jest to zaczepka, chcę zrozumieć Twoje myslenie
                      • kann2 Re: spadaj jajco 18.11.09, 18:10
                        Nie znasz jajca. To facet, który z uporem maniaka co jakis czas
                        zakłada nowy nick i jako klon pojawia się na tym forum. Jesli
                        sprawdzam, że ktoś założył konto na GW tuz przed napisaniem posta na
                        forum KiR, to jest niewątpliwie jajco - obojętnie, czy będzie się
                        nazywał wojtekqwerty, omat_koboska, 0golone_jajka, bartosz_kania,
                        anty_klerykal, maria_ma_gdalena czy jeszcze jakoś inaczej.
                      • maitresse.d.un.francais Re: spadaj jajco b/t 18.11.09, 18:52
                        lis-a napisał:

                        > brzydko, brzydko, Kannie, od razu spadać? to zaapeluj o zamknięcie
                        > forum "dla swoich" i wymieniajcie się poglądami we własnym sosie;
                        > Janek Hus pokazuje inny punkt wiedzenia, inne możliwości;

                        Nie, spadać ma zupełnie ktoś inny.
                        • maitresse.d.un.francais Re: spadaj jajco b/t 18.11.09, 18:54
                          maitresse.d.un.francais napisała:

                          > lis-a napisał:
                          >
                          > > brzydko, brzydko, Kannie, od razu spadać? to zaapeluj o zamknięcie
                          > > forum "dla swoich" i wymieniajcie się poglądami we własnym sosie;

                          Znając poglądy Kanna na innych wierzących, na tym forum byliby Kann i Isma.
                          POnieważ forum w krótkim czasie zrobiłoby się silnie ortodoksyjne, Isma
                          okazałaby się zbyt liberalna i zostałby sam Kann.
                        • diabollo Re: spadaj jajco b/t 18.11.09, 18:57
                          maitresse.d.un.francais napisała:

                          > lis-a napisał:
                          >
                          > > brzydko, brzydko, Kannie, od razu spadać? to zaapeluj o zamknięcie
                          > > forum "dla swoich" i wymieniajcie się poglądami we własnym sosie;
                          > > Janek Hus pokazuje inny punkt wiedzenia, inne możliwości;
                          >
                          > Nie, spadać ma zupełnie ktoś inny.

                          No, właśnie zgodnie z definicją czcigodnego Kanna, czcigodnego Ogolone_Jajka
                          doszukiwałbym się ukrytego pod nickiem czcigodnej Crystyna.p i robiącego sobie z
                          wielebnego Ryśka balona.

                          Kłaniam się nisko.
                          • maitresse.d.un.francais Re: spadaj jajco b/t 18.11.09, 20:05
                            Ogolone_Jajka
                            > doszukiwałbym się ukrytego pod nickiem czcigodnej Crystyna.p i robiącego sobie
                            > z
                            > wielebnego Ryśka balona.
                            >

                            Jako że uczyniłeś wyjątek, i ja czynię.

                            Rysiek, wielebny czy nie, nie dał z siebie zrobić balona.
                • maitresse.d.un.francais dołączam się do lynxa 18.11.09, 17:27
                  spadaj jajco
                  • lis-a wyjaśnijcie, proszę 19.11.09, 09:33
                    Kannie, myślałam, że pijesz do Janka Husa, a tymczasem okazuje się,
                    ze do Jajka w przebraniu, jeśli to faktycznie on; co się w ogóle
                    kiedyś stało, że Jajko jest tak tu nielubiany - co i raz takie wątki
                    się tu pojawiają, jakieś problemy z nazwą forum też; pytam, bo dość
                    nowa jestem na tym forum i sąsiednim, więc miłoby mi mio, gdybyś
                    ktoś napisał, jak to było; nie muszę, a może muszę, dodawać, że póki
                    co mój stosunek do Jajka można nazwać sympatycznym, pisze głównie w
                    oparciu o wrażenia z postów z Kościół, religia
                    • maria421 Re: wyjaśnijcie, proszę 19.11.09, 09:43
                      Odpowiem za Kanna:

                      Kilka lat temu mila osoba o nicku "Oko Jeza" zalozyla forum Kosciol i Religia.
                      Ogolone Jajja zalozyl konkurencyjne "Kosciol i Religia bez katocenzury", potem,
                      korzystajac z jakiegos zamieszania, ukradl Oku Jeza nazwe forum, wiec Oko Jeza
                      musiala zmienic nazwe wlasnego forum na KiR.
                      Ogolone _Jajka na tym forum jest trollem , wielonickowcem piszacym pod coraz to
                      nowymi nickami, czasem sam z soba rozmawiajacy a najwieksza jego przyjemnoscia
                      jest prowokacja, dokuczanie i obrazanie innych.
                      • lis-a Re: wyjaśnijcie, proszę 19.11.09, 09:53
                        Mario, dzięki

                        ciekawe, czy Ogolone jajka się odezwie w tej sprawie?
                        • 0golone_jajka Re: wyjaśnijcie, proszę 19.11.09, 10:11
                          Jasne. Ja nie mam nic do ukrycia. Maria pisze mniej więcej prawdę.

                          Forum Kościół, religia bez KATOcenzury założyłem po tym, gdy zostałem z forum Kościół, religia wyrzucony. To miała być konkurencja, forum na którym nie ma cenzury i nie wyrzuca się rozmówców za to, że napiszą źle o bogu. Oficjalnym powodem wyrzucenia mnie z forum było obrażenie adminki poprzez nazwanie jej UWAGA..."smarkulą" - miała wówczas chyba niepełne 18 lat. Za to słowo tak się obraziła, że mnie wywaliła. No to zmieniłem nicka i wszedłęm ponownie głosząc swe nieco kontrowersyjne poglądy o Kościele, religii, ksieżach i bogach. Nie wszystkim to się podobało i forum zostało przekształcone na zamknięte, a potem niby przez przypadek na ukryte - przez to trzeba się było do niego zapisywać i zmiana nicka niewiele dawała, bo adminka miesiącami nie zaglądała na forum, poza tym niechętnie wpuszczała zupełnie nowych. Pewnego dnia, nie pamiętam czy to było przy okazji zmiany forum na ukryte czy kiedy indziej, adminka zmieniła nazwę forum. Tak więc nazwa Kościół, religia stała się wolna. Skasowałem wiec "bez KATOcenzury" z nazwy omjego forum. I w ten sposob "ukradłem" forum. Zrobiłem to dlatego, że w moim odczuciu zostałem niesłusznie wyrzucony, tylko dlatego, że śmiałem źle mówić o sacrum. Adminkę wielokrotnie publicznie przeprosiłem za "smarkulę", ale starzy bywalcy i tak zaprzeczą. Zresztą nikt nie czyta tu moich wpisów, wiec nie wiem czy ktokolwiek potwierdzi albo zaprzeczy mojej wersji. Ale może znajdzie się ktoś uczciwy.

                          Aha, nie mam nic wspólnego z krystyną, którą posadzacie o bycie mną. ALe kto mi uwierzy? Każdy kto się źle i w specyficzny sposób wypowiada o Kościele jest jajcem. W ustach kilku forumowych moherków. Reszta to ignoruje.

                          Mam nadzieję, że rzuciłem nieco światła na sprawę :)
                        • maitresse.d.un.francais A propos katocenzury 19.11.09, 14:54
                          to Oko, załozycielka i adminka poprzedniego forum, jest ewangeliczką augsburską.
                          • wkkr Re: A propos katocenzury 19.11.09, 18:06
                            maitresse.d.un.francais napisała:

                            > to Oko, załozycielka i adminka poprzedniego forum, jest
                            ewangeliczką augsburską
                            > .
                            ===========================
                            A to ewangelik (nawet augsburski) nie może stosować katocenzury?
                            • maitresse.d.un.francais Re: A propos katocenzury 19.11.09, 23:14

                              > A to ewangelik (nawet augsburski) nie może stosować katocenzury?

                              Dlaczego nawet? Ewangelik może stosować jedynie ewangelocenzurę i basta. ;-)

                              • wkkr Re: A propos katocenzury 20.11.09, 13:50
                                maitresse.d.un.francais napisała:

                                >
                                > > A to ewangelik (nawet augsburski) nie może stosować katocenzury?
                                >
                                > Dlaczego nawet? Ewangelik może stosować jedynie ewangelocenzurę i
                                basta. ;-)
                                >
                                =================
                                nie rozumiem dlaczego ograniczasz prawa ewangelików (nawet
                                augsburskich)? Może od czasu do czasu sobie taki ewangelik
                                pokatocenzuruje chocby dla sportu.
    • crystyna.p Re: Smutny los konkubin 19.11.09, 11:14
      Jest mi bardzo przykro, że mnie tak źle traktujecie. Tylko dlatego,
      że nie podoba wam się to, co piszę. Z żadnym Jajcem nie mam nic
      wspólnego! Myślę, że odrzucacie mnie, bo piszę prawdę, która wam nie
      pasuje. Myślałam, że są tu jacyś religijni ludzie, którzy mnie
      zrozumieją, ale widzę, że z was tacy „wierzący”, jak prawie wszyscy
      dookoła: niby katolik, a oburza się, gdy ktoś poważnie traktuje
      małżeństwo, sakramenty inne i życie w wierze.
      Cry
      • 0golone_jajka Re: Smutny los konkubin 19.11.09, 12:16
        Znam to dobrze z autopsij i współczuję. Niestety część forumowych moherów tak traktuje ludzi piszących PRAWDĘ.
      • wkkr Wybacz, ale 19.11.09, 18:09
        jesteś tak podobna do jajek że aż trudno uwierzyć że ty to nie jajka.
        PS
        Mamy tutaj stan zbiorowej psychozy na jego punkcie.
        • lynx.rufus Re: Wybacz, ale 19.11.09, 18:30
          wkkr napisał:

          > Mamy tutaj stan zbiorowej psychozy na jego punkcie.

          Jest chyba dokładnie na odwrót. To ten świr ciągle tu przychodzi w przebraniu.

          gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
          • wkkr Re: Wybacz, ale 19.11.09, 18:32
            lynx.rufus napisał:

            > wkkr napisał:
            >
            > > Mamy tutaj stan zbiorowej psychozy na jego punkcie.
            >
            > Jest chyba dokładnie na odwrót. To ten świr ciągle tu przychodzi w
            przebraniu.
            =================================
            Czasem tak, a czasem nie. Z tym, że mi nie chce się jemu stawiać
            diagnozy.
        • maria421 Re: Wybacz, ale 19.11.09, 19:07
          Wystarczy ignorowac wszystkie podejrzane nicki i Jajco bedzie rozmawial tylko
          sam z soba.
          • crystyna.p Re: Wybacz, ale 19.11.09, 21:26
            Więc osoba, która nie godzi się, że jej mąż żyje z inną
            jest „podejrzanym nickiem” – wszystko jasne! Ty jesteś kobietą? To
            straszne. Jak kobieta może tak myśleć i czuć? Nie chcę cię obrażać,
            ale może sama żyjesz z cudzym mężem i dlatego taką nienawiścią mnie
            darzysz.?
        • crystyna.p Re: Wybacz, ale 19.11.09, 21:18
          Nie mam pojęcia kim jest Jajko, czy Jajco, ale jeśli też opuścił ją,
          albo jego współmałżonek, czy współmałżonka to nie wiem dlaczego nie
          chcecie z ta osobą rozmawiać. Czy temat jest za trudny? Dlaczego
          mnie odrzucacie? Liczyłam na zrozumienie. Nie ma tu ludzi
          traktujących życie poważnie, nie tylko przez pryzmat przyjemności?
          Ja mam już dość. Ciągle słyszę, że mam zapomnieć i znaleźć kogoś
          innego! Jeśli piszę, ze nie chcę to zaraz trolluję. Co z wami
          jest ? Nie ma tu nikogo dla kogo to normalne?
          Cry
          • chickenshorts To wszystko robota diabła! 19.11.09, 21:28
            „Od porządku, ludkowie, jest Pambóg, on pilnuje, żeby wszystko szło
            jak szło, było jak było.

            A diabeł chce zmieniać, podpowiada: ulepszać. Słyszycie?
            Ulepszać! Już jemu mało, że krowa cieli sie, dzie tam: on chce, żeby
            sie źrebiła! O, do czego idzie! [...] Chłop z chłopem spać będzie,
            baba z babo, wilki latać, bociany pływać, słońce wzejdzie na
            zachodzie, zajdzie na wschodzie!

            Chybaż wiecie, że co noc jest taka chwilka, kiedy Pambóg musi
            odpocząć! Zamyka oczy i śpi, chwilkę, ale śpi. A natenczas wszystko
            co żywe ustaje: rzeki stajo i młyny nie obracajo sie! [...] I wtedy
            diabeł robi co chce: jednym palcem przewraca, przestawia,
            podmienia!

            A w miastach, co w miastach sie wyprawia! W dzień śpio, w nocy
            pracujo, w piątki nie poszczo, niedzielów nie świętujo!
            Sodomagomora!”
            Konopielka
          • kann2 Re: Wybacz, ale 19.11.09, 21:39
            Musiałbys jajco mocno popracowac nad stylem, być nie został
            rozpoznany.
            • wkkr a mnie jakoś nie bawi 19.11.09, 21:44
              poszukiwanie jajek.
              Chce, to niech sie przebiera.
              Ja jestem tolerancyjny - jajko może po forum paradować w sukience.
              • crystyna.p Re: a mnie jakoś nie bawi 19.11.09, 21:54
                Nie wiem o co wam chodzi, ale pewnie o to, o co takim jak „koledzy”
                mojego męża. Jeśli nie jest „nowoczesna” to głupia. Przykre, ale
                jakże powszechne dziś.
                • 0golone_jajka Re: a mnie jakoś nie bawi 20.11.09, 00:33
                  Nie masz szans. Stylem wypowiedzi przypominasz nieco mnie z wczesnych czasów forumowych, kiedy to waliłem bez pardonu po wszelkich świętościach. To budzi u ludzi odrazę, bo profanuje sacrum. I nie chcą gadać. Dla nich będziesz "jajcem". Myślą, że Twoje rzeczywiste problemy to moje wymysły, których jedynym celem jest wyśmianie wiary katolickiej. Oni tak mają. To cecha fanatyków religijnych.
                  • crystyna.p Oto moja historia 20.11.09, 08:24
                    Wydaje mi się, że ze mnie drwisz. Mam rozumieć, że poważne
                    traktowanie małżeństwa i życia przeze mnie budzi obrazę i profanuje
                    sacrum? Czy ty miałeś podobne problemy do moich i dlatego cię
                    odrzucono? Nic z tego nie rozumiem. Naruszam świętości ludzi
                    religijnych, bo postępuje zgodnie z religią i tego samego wymagam
                    od mojego męża? W jaki sposób? Chyba jacyś niedzielni „katolicy”
                    tu piszą, skoro to im coś profanuje. Będę walczyła o swojego męża i
                    o naszą rodzinę! Czy to się komuś podoba, czy nie. Ale po reakcjach
                    tutaj i twoich sugestiach rozumiem już o co chodzi. Poza internetem
                    nie mam z kim o tym wszystkim porozmawiać.
                    Moja rodzina, rodzeństwo, znajomi bardzo mi współczują, ale według
                    nich sprawa jest zamknięta, bo doszło do rozwodu i mój mąż
                    deklaruje, że już nie chce nigdy ze mną być. Siostra radziła mi
                    nawet, jak ktoś tutaj poszukać sobie innego mężczyzny. Nie chciała
                    mnie obrazić, ani mi dokuczyć. Wie, że bardzo chciałabym zostać
                    matką. Tylko, że ja chcę być matką dzieci mojego męża, a nie matką
                    dziecka spłodzonego z kimś przypadkowym, w dodatku w grzechu.
                    Mój proboszcz zna moją historię, nasze małżeństwo, był zaszokowany,
                    gdy mąż mnie zostawił, ale też mówi mi, żebym postarała się przejść
                    nad tym do porządku dziennego, wyciszyła się. Powiedz mi, jak ja mam
                    się wyciszyć? Jeszcze kiedy mój mąż, T. po prostu odszedł ale nie
                    miał tej baby, miałam nadzieję, że wróci do mnie i wszystko się
                    jakoś ułoży. Dzwoniłam do niego, pisałam, dwa razy byłam w jego
                    pracy porozmawiać ale mnie unikał. Byłam u dwóch terapeutów. Jedna
                    to była kobieta, taka zwyczajna psycholog. Ciężko to przeżyłam, bo
                    od razu mi powiedziała, że mąż mnie już nie chce i trzeba się z tym
                    pogodzić i iść dalej, oczywiście według niej, najlepiej z innym
                    mężczyzną. Załamałam się. Potem koleżanka mi wyszukała terapeutę,
                    który był wierzący. On bardziej mnie rozumiał, ale też nie umiał mi
                    nic poradzić, jak odzyskać męża, żeby do mnie wrócił. Kazał mi dać
                    mu spokój, nie narzucać się, nie dzwonić i czekać na gest z jego
                    strony. Żeby mi było łatwiej pojechałam na urlop z siostrą i
                    szwagrem i całe dwa tygodnie czekałam na jego telefon. Nie
                    zadzwonił, nawet się nie zainteresował, dlaczego nie dzwonię.
                    Tydzień po powrocie ja zadzwoniłam i powiedziałam mu, że się nawet
                    nie odezwał. Mąż mi powiedział, że się cieszy, że wypoczęłam i
                    nauczyłam się żyć bez niego. To było straszne. Przy okazji
                    powiedział, że złożył pozew o rozwód. Zupełna rozpacz. Rozmawiałam z
                    teściową, mąż wtedy u niej mieszkał. Ona też się starała skłonić go
                    do powrotu do domu, do normalności. Ale nie chciał jej słuchać.
                    Wtedy, jak rozmawiałyśmy mówiła, że mąż raczej z nikim się nie
                    spotyka, że większość czasu, w każdym razie noce, spędza w domu.
                    Potem mi się przyznała, że dwa, czy trzy razy ni było go w wekend na
                    noc. Mówił matce, że był u mnie, ale to nie jest prawda. W pozwie
                    napisał, że nie pasujemy do siebie mamy inne charaktery i
                    temperamenty i inne cele w życiu. Nic nie rozumiałam, jakie inne.
                    Kiedy się pobieraliśmy mieliśmy cel zbudować szczęśliwą rodzinę, w
                    miarę dostatnie życie, dzieci. Wszystko się nam układało. Ja po
                    dziadkach miałam mieszkanie, więc mieszkaliśmy sami od nocy
                    poślubnej. Wszystko mieliśmy, co do życia potrzebne. Mąż miał pracę,
                    ja też. Potem T. skończył studia, bo on się zaocznie uczył i znalazł
                    sobie nową pracę.
                    I wtedy się zaczęło. Oboje byliśmy głęboko wierzący, z takich też
                    rodzin pochodzimy. Nawet przez myśl nam nie przeszło, żeby mieszkać
                    razem przed ślubem, albo współżyć. Cieszyliśmy się każdym dniem
                    przybliżającym nas do nocy poślubnej. A potem sobą tak, jak powinno
                    małżeństwo. Z oddaniem, troską o drugie i godnością. Mąż był
                    szczęśliwy, mówił o tym. Ale właśnie do czasu kiedy znalazł tę nową
                    pracę. Najpierw był zaszokowany tym, jacy ludzie tam pracują, bo to
                    było i jest bagno. Pełno ludzi po rozwodach, w drugim, a nawet
                    trzecim „małżeństwie” (jedna taka osoba tam jest) , w konkubinatach,
                    tzw. single około 30-stki chodzący do klubów na „podryw”. Koszmar.
                    Mąż się zdecydował tam zostać w pracy, bo była dobrze płatna. Ale ta
                    firma przewiduje też „integrację pracowników” – imprezy, wyjazdy
                    wspólne, także bez żon, mężów. Nie chciałam się na to godzić, ale
                    mąż mnie przekonał, że jeśli nie będzie jeździć z nimi i chodzić na
                    te imprezy to szefostwo pomyśli, że jest nielojalny wobec
                    pracodawcy. Teraz wiem, że to był wykręt, on się po prostu chciał
                    bawić. Raz pojechał na jakąś imprezę na kajaki podobno. Przez pół
                    dnia nie odbierał telefonów, potem mi mówił, że zostawi w pokoju,
                    żeby mu nie wpadł do wody. Kiedy w końcu odebrał to powiedział, że
                    wychodzi na ognisko o tam nie ma zasięgu, więc zadzwoni rano.
                    Pytałam dlaczego rano, a nie po ognisku, ale powiedział, że pewnie
                    się późno skończy. Nie zadzwonił wiec ja zadzwoniłam. Był na
                    śniadaniu podobno i musiał odejść od stolika. Powiedział mi ostro,
                    że za dużo dzwonię i koledzy się z niego podśmiewają, że go żona
                    krótko trzyma. Odłożył słuchawkę i wyłączył telefon! Kiedy wrócił
                    pokłóciliśmy się o to wszystko. Powiedział mi, że jestem
                    nienowoczesna, zazdrosna i za bardzo go kontroluję. Jego koledzy też
                    maja żony, koleżanki mężów i nikt tak nie wydzwania. Przejrzałam
                    jego rzeczy, które brałam do prania po wyjeździe i telefon, ale nic
                    podejrzanego nie znalazłam. Niby było normalnie, ale dalej jeździł
                    na imprezy i wyłączał czasem telefon, bo jak mówił wstydzi się, że
                    dzwonię.

                    Lepiej staliśmy finansowo i zaczęłam mu mówić o dziecku, że już na
                    nie czas. Całkiem mnie zaskoczyła odpowiedź, ze trzeba poczekać
                    jeszcze. Po ślubie dużo mówiliśmy o potomstwie. Mąż od razu chciał
                    być ojcem, ale nie było nas wtedy stać, ja dopiero znalazłam pracę.
                    Teraz kiedy już moglibyśmy spokojnie mieć dziecko on nie chciał.
                    Mówił, ze musi dużo pracować i nie będzie mi mógł dużo pomóc przy
                    maleństwie, a ja sobie sama nie poradzę. To był wykręt, bo mama by
                    mi pomogła, teściowa tez na pewno.

                    Stosowaliśmy metody naturalne, nawet do głowy nam antykoncepcja nie
                    przyszła. Mąż mnie wspierał, ale mi ufał. To ja mówiłam kiedy możemy
                    współżyć, a on się dostosowywał i wcale nie narzekał. A wtedy zaczął
                    kontrolować moje zapiski, sam liczyć, jest matematykiem-
                    informatykiem. Unikał współżycia, że niby niepewne te wyliczenia.
                    Jak to niepewne, jak tyle czasu opierając się na nich byliśmy razem
                    i jakoś nie mamy dziecka?
                    W końcu zaproponował, żebyśmy stosowali prezerwatywę, a najlepiej
                    tabletki! Bo wtedy jak to określił będziemy mogli być razem bez
                    ryzyka i na luzie. Oczywiście się nie zgodziłam, podobnie, jak na
                    jego propozycje, żebym była bardziej „otwarta i spontaniczna” w
                    sypialni. Nie chcę się wdawać w szczegóły, bo to intymne sprawy, ale
                    nie poznawałam swojego męża, gdy mówił co przez to rozumie.

                    Powiedziałam to wszystko w sądzie na rozwodzie. Ale powiedziałam
                    też, że męża kocham, wybaczam mu i chcę ratować nasze małżeństwo i
                    na rozwód się nie godzę.
                    Miałam adwokatkę, porządną kobietę, która rozumiała, że dla mnie
                    rozwód to grzech i niewyobrażalne. Maż stał uparcie przy swoim, że
                    już nie chce być ze mną i basta.
                    Sędzina najpierw tak mi się zdawało chciała nas pogodzić. Mówiła
                    mężowi, żeby się zastanowił, że małżeństwa mają różne
                    problemy , „docierają się”, ale potem przeszła na jego stronę. Moja
                    adwokatka powiedziała, że to dlatego, że ja otwarcie powiedziałam na
                    rozprawie, że dla mnie małżeństwo to święty sakrament, a nie sprawa
                    sądu na Ziemi, bo jestem wierząca. Podobno w sądach tego nie
                    tolerują. Koniec końców po wielu upokorzeniach zgodziłam się na
                    rozwód, bo moja pani mecenas powiedziała, że nic się nie da zrobić.
                    Nie mieliśmy dzieci, które mogłyby ucierpieć przez rozwód.

                    Nadal jednak miałam nadzieję, że mąż wróci. Rozwód rozwodem, ale
                    zaczął być dla mnie po nim milszy.
                    • crystyna.p Re: Oto moja historia 20.11.09, 08:25
                      Odpowiadał na moje esemesy, odbierał telefony, przysłał mi kartkę na
                      urodziny nawet. Myślałam, że ten rozwód nim poruszył, zrozumiał to,
                      co mówiłam na sali rozpraw i pisałam w odpowiedziach na jego pisma.
                      Myliłam się, on się po prostu cieszył z wolności, która mu według
                      niego dałam w sądzie. Dowiedziałam się, że wynajął kawalerkę i
                      wyprowadził się od teściowej. Zadzwoniłam i zapytałam po co, skoro
                      ma dom, nasz dom. Zachowywał się jakby nie rozumiał co mówię.
                      Powiedział, że nie może wiecznie siedzieć u matki, bo nie jest
                      nastolatkiem, tylko dorosłym mężczyzną. Poza tym chce mieć
                      prywatność, móc przyjmować gości. Znów się załamałam, ale miałam
                      nadzieję dalej. Wiedziałam od znajomych, że mieszka sam i z nikim
                      się stale nie spotyka, tylko z gronem znajomych z pracy. Mieszanym
                      gronem, w tym były kobiety po rozwodach i tzw. „singielki”.

                      Dalej był dla mnie miły, odpisywał na esemesy, ale nie na wszystkie,
                      czasem nie odbierał telefonu, ale w większości tak. Nie chciał mnie
                      zaprosić do siebie, ale pomyślałam, ze nie jest jeszcze gotowy. Aż
                      się tu dowiaduję, że poznał jakąś kobietę. Podobno klientka tej
                      firmy. Ma 32 lata, tak, jak ja. Jest po rozwodzie, jej mąż podobno
                      jest w Irlandii. O niej i moim mężu mówią, ze to jest „wielka
                      miłość”!

                      Akurat. Po tej kobiecie widać o co jej chodzi. O pieniądze, seks i
                      przyjemności. Ubiera się wyzywająco: dekolty, spódniczki przed
                      kolana w tym wieku!, obcisłe dżinsy, wysokie obcasy, makijaż jak u
                      młodej dziewczyny. Rozmawiała ze mną grzecznie, ale tak jak już
                      pisałam: że jesteśmy po rozwodzie, więc ona nie wie, o co mi chodzi,
                      że nie jestem żoną, a ona mi małżeństwa nie rozbiła, tylko się
                      skończyło przed nią i że ona i T. mają prawo do szczęścia i chcą
                      mieć dziecko i „pobiorą się”. On chyba naprawdę tak myśli, mówi to
                      samo, zamienił mieszkanie na większe.
                      Najgorsze jest to, że nawet teściowa która obstawała za mną i
                      nakłaniała go do powrotu do domu teraz zmieniła front i przyznaje im
                      rację! Mówi, że jesteśmy po rozwodzie, on znalazł swoją „połówkę”,
                      ja też powinnam ułożyć sobie życie. Zamurowało mnie! Moja teściowa
                      to religijna kobieta. Mówiła mojemu T. przy mnie wcześniej, że ma
                      żonę, ślubował przed Bogiem, że jej nie opuści i odszedł, a teraz
                      już jakby mnie nie było! Teraz teściowa mówi, ze mamy prawo do
                      szczęścia bez siebie! Jakiego szczęścia? Z kim? Z kochanką i
                      kochankiem?
                      Nikt mnie nie rozumie, każdy im przyznaje prawo do bycia razem, do
                      szczęścia. Nawet koleżanka moja najbliższa, też wierząca osoba
                      powiedziała mi ostatnio, żebym „dała już spokój tym mrzonkom, on ma
                      inną, pewnie niedługo weźmie ślub i głową muru nie przebije”.

                      Czasem nachodzi mnie takie zwątpienie, że może rzeczywiście powinnam
                      dać spokój. Wszystkim i wszystkiemu. Jestem w rozpaczy. Mąż już nie
                      odpisuje na esemesy, telefonów nie odbiera. W pracy, jak do niego
                      dzwonię tam mówią, ze go nie ma, bo poznają mnie po głosie. Nie wiem
                      co mam robić. Może znasz jakiś sposób, żeby do niego dotrzeć? Jesteś
                      mężczyzną i jak rozumiem sam byłeś w takiej sytuacji. Jak sobie
                      poradziłeś? Czy twoja żona wróciła, zrozumiała?
                      Czekam tylko na dobre słowo. Proszę nie pisz mi, że mam dać mu
                      spokój.
                      Cry

                      • karafka_do_wina Re: Oto moja historia 20.11.09, 12:55
                        > Najgorsze jest to, że nawet teściowa która obstawała za mną i
                        > nakłaniała go do powrotu do domu teraz zmieniła front i przyznaje im
                        > rację! Mówi, że jesteśmy po rozwodzie, on znalazł swoją „połówkę”,
                        > ja też powinnam ułożyć sobie życie. Zamurowało mnie! Moja teściowa
                        > to religijna kobieta. Mówiła mojemu T. przy mnie wcześniej, że ma
                        > żonę, ślubował przed Bogiem, że jej nie opuści i odszedł, a teraz
                        > już jakby mnie nie było! Teraz teściowa mówi, ze mamy prawo do
                        > szczęścia bez siebie! Jakiego szczęścia? Z kim? Z kochanką i
                        > kochankiem?
                        > Nikt mnie nie rozumie, każdy im przyznaje prawo do bycia razem, do
                        > szczęścia. Nawet koleżanka moja najbliższa, też wierząca osoba
                        > powiedziała mi ostatnio, żebym „dała już spokój tym mrzonkom, on ma
                        > inną, pewnie niedługo weźmie ślub i głową muru nie przebije”.
                        >


                        Krystyno,
                        a moze sprobowalabys teraz zadbac troche o siebie? co robisz w zyciu poza praca?
                        moze zapisz sie na plywalnie czy na inne zajecia sportowe, czytaj ksiazki,
                        przejdz sie do kina, teatru, umawiaj sie z kolezankami na kawe, pojedz na
                        wycieczke, poznawaj swiat. znajdz sobie jakies zajecie, ktore wypelni ci zycie i
                        sprawi, ze poczujesz sie szczesliwsza.

                        jesli chcesz miec dziecko, mozesz zaczac starac sie o adopcje. osoby samotne tez
                        moga adoptowac dzieci.
                        • crystyna.p Re: Oto moja historia 20.11.09, 13:27
                          Karafka. Ja jestem zadbaną kobietą. To, że nie robię z siebie 20-
                          latki: nie farbuje włosów, nie noszę wydekoltowanych bluzek,
                          obcisłych rzeczy, krótkich spódnic, butów na szpilkach i sztucznych
                          pazurów to nie znaczy, że o siebie niedbam! To nie jest „dbanie”
                          tylko robienie z siebie widowiska, a nie kobiety z zasadami i klasą.
                          Pytasz co robię poza pracą? Dbam o siebie, dom. Hoduję w domu kwiaty
                          doniczkowe. Książki bardzo lubię, do kona czy teatru nie mam teraz z
                          kim pójść, pływać nie umiem, zresztą z kim pójdę? Z koleżanka i jej
                          rodziną? Czuła bym się nie swojo. Na „kawy” z koleżankami nie
                          chodzę. W pracy nie utrzymuje bliższych kontaktów, a te kobiety z
                          którymi się koleguję maja mężów, rodziny o po kawiarniach nie
                          chodzą. Zresztą po co tam mam iść? Szukać mężczyzn? Co można
                          pomyśleć o kobietach przesiadujących po kawiarniach? Że szukają tak
                          zwanej okazji! Gdzieś na wyjeździe, owszem, ale tak w domu, nie
                          wyobrażam sobie.

                          Wiem, ze osoba samotna może adoptować dziecko, ale ja nie chcę być
                          samotna! Chcę mieć swoje dziecko, ze swoim mężem! Kiedyś nawet
                          koleżanka mi mówiła, że gdyby tak doszło do tego, że on by się u
                          mnie zjawił. No w końcu rozwód nic tu nie zmienił, jesteśmy
                          małżeństwem. Ale on się nie zjawia, unika mnie. Gdybym spodziewała
                          się jego dziecka ta kobieta na pewno by go zostawiła. Jak myślisz?
                          • karafka_do_wina Re: Oto moja historia 20.11.09, 14:08
                            crystyna.p napisała:

                            > Karafka. Ja jestem zadbaną kobietą. To, że nie robię z siebie 20-
                            > latki: nie farbuje włosów, nie noszę wydekoltowanych bluzek,
                            > obcisłych rzeczy, krótkich spódnic, butów na szpilkach i sztucznych
                            > pazurów to nie znaczy, że o siebie niedbam! To nie jest „dbanie”
                            > tylko robienie z siebie widowiska, a nie kobiety z zasadami i klasą.


                            a malujesz sie? masz modne ubrania? to nie jest najwazniejsze, ale poprawia
                            samopoczucie :)


                            > Pytasz co robię poza pracą? Dbam o siebie, dom. Hoduję w domu kwiaty
                            > doniczkowe. Książki bardzo lubię, do kona czy teatru nie mam teraz z
                            > kim pójść,


                            mozez pojsc sama, w kinie towarzystwo nie jets potrzebne. idziesz tam tylko aby
                            obejrzec film. wiele osob chodzi sama do kina.



                            pływać nie umiem, zresztą z kim pójdę?

                            to wspaniale! zapisz sie na lekcje plywania! zrobisz cos dla siebie, a sport
                            jest zdrowy i poprawia samopoczucie. towarzystwo tu nie potrzebne, bedziesz miec
                            nauczyciele i innych uczacych sie za towarzystwo :)


                            Z koleżanka i jej
                            > rodziną? Czuła bym się nie swojo. Na „kawy” z koleżankami nie
                            > chodzę.

                            dlaczego? milo wyjsc z koleznaka i zjesc pyszne ciacho lub lody plus kawka :)


                            W pracy nie utrzymuje bliższych kontaktów, a te kobiety z
                            > którymi się koleguję maja mężów,


                            na pewno wychodza z domu rowniez bez mezow, zapytaj je.


                            rodziny o po kawiarniach nie
                            > chodzą. Zresztą po co tam mam iść? Szukać mężczyzn?


                            nie. zjesc pyszne lody z bita smietana, pogadac z kolezanka, posmiac sie.
                            oderwac sie od pracy i siedzenia w domu.


                            Co można
                            > pomyśleć o kobietach przesiadujących po kawiarniach? Że szukają tak
                            > zwanej okazji!

                            nie. w kawiarni pije sie kawe jak nazwa wskazuje, a nie szuka okazji.


                            Gdzieś na wyjeździe, owszem, ale tak w domu, nie
                            > wyobrażam sobie.
                            >

                            czas abys zmienila zdanie i uczynila swoje zycie bardziej pogodnym.


                            > Wiem, ze osoba samotna może adoptować dziecko, ale ja nie chcę być
                            > samotna! Chcę mieć swoje dziecko, ze swoim mężem!

                            ale sama wiesz, ze to niemozliwe w tej chwili. adopcja to jedyne rozsadne
                            rozwiazanie.


                            Kiedyś nawet
                            > koleżanka mi mówiła, że gdyby tak doszło do tego, że on by się u
                            > mnie zjawił. No w końcu rozwód nic tu nie zmienił, jesteśmy
                            > małżeństwem. Ale on się nie zjawia, unika mnie. Gdybym spodziewała
                            > się jego dziecka ta kobieta na pewno by go zostawiła. Jak myślisz?


                            mysle ze nie. maz placilby ci alimenty i byl niedzielnym ojcem nadal zyjac ze
                            swoja kobieta.
                            • crystyna.p Re: Oto moja historia 20.11.09, 14:26
                              karafka_do_wina napisała:
                              > a malujesz sie? masz modne ubrania? to nie jest najwazniejsze, ale
                              poprawia
                              > samopoczucie :)

                              na codzień się nie maluję, tylko na okazję - oczy tuszem, puder i
                              błyszczyk.
                              Nie sądzę, by makijaż poprawiał samopoczucie. Nie chcę się zmieniać
                              na siłę.

                              > mozez pojsc sama, w kinie towarzystwo nie jets potrzebne. idziesz
                              tam tylko aby
                              > obejrzec film. wiele osob chodzi sama do kina.

                              Może ty poszłabyś sama do kina, ale ja napewno nie. Wstydziła bym
                              się tak samej iść po prostu.
                              >
                              > to wspaniale! zapisz sie na lekcje plywania! zrobisz cos dla
                              siebie, a sport
                              > jest zdrowy i poprawia samopoczucie. towarzystwo tu nie potrzebne,
                              bedziesz mie
                              > c
                              > nauczyciele i innych uczacych sie za towarzystwo :)

                              No nie wiem. Stara baba na naukę pływania? To raczej dla młodzieży.
                              >
                              > dlaczego? milo wyjsc z koleznaka i zjesc pyszne ciacho lub lody
                              plus kawka :)

                              Czasem się zapraszamy z najbliższą koleżanką do siebie na kawę, ale
                              do domu. Do kawiarni chodziłyśmy, ale z mężami razem. Samej było by
                              mi nijako.
                              >
                              >
                              > na pewno wychodza z domu rowniez bez mezow, zapytaj je.

                              raczej nie. po co?
                              >
                              > nie. w kawiarni pije sie kawe jak nazwa wskazuje, a nie szuka
                              okazji.

                              tak piszesz, jakbyś na tym świecie nie żyła Karafka. Miałam taką
                              znajomą, co to po kawiarniach "kawę" piła. Okazało się, że ma romans
                              z żonatym! Daj spokój z takimi propozycjami. Kawy się napić i
                              ciastko zjeść mozna w domu przecież. Po co przyzwoite kobiety
                              miałyby same do kawiarni chodzić?
                              > >
                              >
                              > czas abys zmienila zdanie i uczynila swoje zycie bardziej pogodnym.

                              Uważasz, że jak bym widziała, że inni się na mnie patrzą ze
                              zgorszeniem to byłabym pogodna?
                              Po kawiarniach pełno par tych małżeńskich i niemałżeńskich. Tam
                              miejsca dla samych kobiet nie ma. Zaraz są skojarzenia, że szukają
                              męskiego towarzystwa, a ja nie szukam!
                              >
                              > ale sama wiesz, ze to niemozliwe w tej chwili. adopcja to jedyne
                              rozsadne
                              > rozwiazanie.

                              Dobijasz mnie, chociaż pewnie chcesz dobrze. Ja wierzę, że miedzy
                              mną a T. się ułoży. Jesli zaczne starać się o adopcję to bedzie dla
                              niego znak, że "odpuściłam" i napewno już nie wróci. Nie chcę sama
                              wychowywać dziecka poza tym. Chcę mieć swoje i chować je z nim.
                              >
                              >
                              > mysle ze nie. maz placilby ci alimenty i byl niedzielnym ojcem
                              nadal zyjac ze
                              > swoja kobieta.

                              To nie jest jego kobieta! To zona innego mezczyzny, a on ma swoją
                              żonę - mnie!
                              Jakby musiał płacić alimenty na pewno by go zostawiła, widać po
                              niej, że jest chytra na pieniądze. Myślałam, że jakby T. stracił tę
                              pracę to by ona go zostawiła, ale nie ma na to widoków. On tam
                              odnosi sukcesy, a to, że żyje z cudzą żoną a swoją zostawił nie robi
                              na szefostwie wrażenia, bo jak pisałam, tam samo bagno jest i
                              wszyscy tak robią.
              • maria421 Re: a mnie jakoś nie bawi 19.11.09, 22:44
                wkkr napisał:

                > poszukiwanie jajek.
                > Chce, to niech sie przebiera.
                > Ja jestem tolerancyjny - jajko może po forum paradować w sukience.

                Nie bylby to pierwszy przypadek traswestytyzmu Jajca.
          • diabollo Re: Wybacz, ale 20.11.09, 08:00
            crystyna.p napisała:

            > Nie mam pojęcia kim jest Jajko, czy Jajco, ale jeśli też opuścił ją,
            > albo jego współmałżonek, czy współmałżonka to nie wiem dlaczego nie
            > chcecie z ta osobą rozmawiać. Czy temat jest za trudny? Dlaczego
            > mnie odrzucacie? Liczyłam na zrozumienie. Nie ma tu ludzi
            > traktujących życie poważnie, nie tylko przez pryzmat przyjemności?
            > Ja mam już dość. Ciągle słyszę, że mam zapomnieć i znaleźć kogoś
            > innego! Jeśli piszę, ze nie chcę to zaraz trolluję. Co z wami
            > jest ? Nie ma tu nikogo dla kogo to normalne?
            > Cry

            Jest, jest, ja Cię przepraszam, czcigodna Crystyno.p, za moje sugestie, że Ty to
            nie Ty.
            Przepraszam też czcigodnego Ogolone_Jajka.

            Brak zaufania do bliźnich to fatalna postawa.

            Kłaniam się nisko.
            • crystyna.p Re: Wybacz, ale 20.11.09, 08:31
              Nie wiem dlaczego nikt mi nie wierzy! Nie znam tego Jajka, ale
              zrozumiałam, że też miał podobne kłopoty do moich, tak? I dlatego
              jest niemile widziany? Na jednym forum jeszcze dawniej paru ludzi mi
              napisało, ze przynudzam i piszę w kółko to samo, a nie stosuję się
              do rad. Tylko, że te rady były bezsensowne: daj mężowi spokój, sam
              zatęskni wtedy, nie narzucaj się. Próbowałam, „zyskałam” na tym
              pozew o rozwód! Jeśli teraz dam mu spokój i nie znajdę sposobu, żeby
              wrócił on naprawdę zostanie z tą kobietą!
              Cry
              • diabollo Re: Wybacz, ale 21.11.09, 10:22
                crystyna.p napisała:

                > Nie wiem dlaczego nikt mi nie wierzy!
                > Cry

                Bo wszyscy, łącznie ze mną są przekonani, że zmyślasz.
                Niemniej to Ty, czcigodna Crystyna.p odpowiadasz za to co piszesz, przegięciem
                jest sugerowanie, że stoi za tym ktoś inny.

                Poza tym, wiązanie czcigodnego Ogolone_Jajka z każdym prowokatorem to już
                obrzydlistwo.

                Kłaniam się nisko.
                • marcinlet Re: Wybacz, ale 26.11.09, 19:19
                  diabollo napisał:
                  > Poza tym, wiązanie czcigodnego Ogolone_Jajka z każdym prowokatorem to już
                  > obrzydlistwo.

                  Bo to może być Kann albo Lynx Rufus udający Jajka udającego Crystynę P.
                  • gaika Re: Wybacz, ale 28.11.09, 00:02
                    marcinlet napisał:

                    > diabollo napisał:
                    > > Poza tym, wiązanie czcigodnego Ogolone_Jajka z każdym
                    prowokatorem to już
                    > > obrzydlistwo.
                    >
                    > Bo to może być Kann albo Lynx Rufus udający Jajka udającego
                    Crystynę P.

                    Kann nie używa różnych nicków, tylko różnych autokreacji.
                  • lynx.rufus Re: Wybacz, ale 29.11.09, 09:46
                    marcinlet napisał:

                    > diabollo napisał:
                    > > Poza tym, wiązanie czcigodnego Ogolone_Jajka z każdym prowokatorem to już
                    > > obrzydlistwo.
                    >
                    > Bo to może być Kann albo Lynx Rufus udający Jajka udającego Crystynę P.

                    Weź sobie nie wycieraj gęby moim imieniem. Jak koniecznie chcesz postać w
                    towarzystwie kogoś wielkiego, idź pod pomnik Kopernika.

                    gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                    • marcinlet Re: Wybacz, ale 29.11.09, 10:27
                      lynx.rufus napisał:

                      > > Bo to może być Kann albo Lynx Rufus udający Jajka udającego Crystynę P.
                      >
                      > Weź sobie nie wycieraj gęby moim imieniem.

                      Masz na imię Lynx Rufus????
                      • lynx.rufus Re: Wybacz, ale 29.11.09, 13:29
                        marcinlet napisał:

                        > lynx.rufus napisał:
                        >
                        > > > Bo to może być Kann albo Lynx Rufus udający Jajka udającego Crystyn
                        > ę P.
                        > >
                        > > Weź sobie nie wycieraj gęby moim imieniem.
                        >
                        > Masz na imię Lynx Rufus????

                        Mówiłem, idź pod pomnik.

                        gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                        • marcinlet Re: Wybacz, ale 29.11.09, 14:05
                          lynx.rufus napisał:

                          > Mówiłem, idź pod pomnik.
                          Ha, czyli, że jednak ta cała Crystyna to ty, boś się wkurzył.
                          • lynx.rufus Re: Wybacz, ale 29.11.09, 17:43
                            marcinlet napisał:

                            > lynx.rufus napisał:
                            >
                            > > Mówiłem, idź pod pomnik.
                            > Ha, czyli, że jednak ta cała Crystyna to ty, boś się wkurzył.

                            I w takim przekonaniu żyj sobie. Bylebyś przestał się ciągle na mój temat
                            ślinić, to reszta mnie nie interesuje.

                            gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
              • douglas.beauty Dlatego droga Krysiu nikt Ci nie wierzy: 24.11.09, 16:33
                karafka_do_wina napisała:
                > a malujesz sie? masz modne ubrania? to nie jest najwazniejsze, ale
                poprawia
                > samopoczucie

                na codzień się nie maluję, tylko na okazję - oczy tuszem, puder i
                błyszczyk.
                Nie sądzę, by makijaż poprawiał samopoczucie. Nie chcę się zmieniać
                na siłę.

                > mozez pojsc sama, w kinie towarzystwo nie jets potrzebne. idziesz
                tam tylko aby
                > obejrzec film. wiele osob chodzi sama do kina.

                Może ty poszłabyś sama do kina, ale ja napewno nie. Wstydziła bym
                się tak samej iść po prostu.
                >
                > to wspaniale! zapisz sie na lekcje plywania! zrobisz cos dla
                siebie, a sport
                > jest zdrowy i poprawia samopoczucie. towarzystwo tu nie potrzebne,
                bedziesz mie
                > c
                > nauczyciele i innych uczacych sie za towarzystwo

                No nie wiem. Stara baba na naukę pływania? To raczej dla
                młodzieży.
                >

                > dlaczego? milo wyjsc z koleznaka i zjesc pyszne ciacho lub lody
                plus kawka

                Czasem się zapraszamy z najbliższą koleżanką do siebie na kawę,
                ale
                do domu. Do kawiarni chodziłyśmy, ale z mężami razem. Samej było by
                mi nijako.
                >
                >
                > na pewno wychodza z domu rowniez bez mezow, zapytaj je.

                raczej nie. po co?
                >
                > nie. w kawiarni pije sie kawe jak nazwa wskazuje, a nie szuka
                okazji.

                tak piszesz, jakbyś na tym świecie nie żyła Karafka. Miałam taką
                znajomą, co to po kawiarniach "kawę" piła. Okazało się, że ma romans
                z żonatym! Daj spokój z takimi propozycjami. Kawy się napić i
                ciastko zjeść mozna w domu przecież. Po co przyzwoite kobiety
                miałyby same do kawiarni chodzić?
                > >

                No, w tych odpowiedziach na post Karafki przegielas. Ale talent
                masz - przyznaje!
    • kann2 Smutny los dzieci konkubentów 25.11.09, 17:51
      www.tvn24.pl/-1,1630455,0,1,matka-i-konkubent-aresztowani-za-czyny-lubiezne,wiadomosc.html

      33-letnia kobieta usłyszała zarzut popełnienia czynów lubieżnych
      wobec trójki własnych dzieci w wieku od 4 do 9 lat. Podobne zarzuty
      usłyszał jej 29-letni konkubent. Oboje zostali aresztowani.
      • lis-a Re: Smutny los dzieci konkubentów 26.11.09, 17:21
        a ty swoje...
        to po co te wszystkie posty powyżej, jak i w innym wątku,
        pokazujące, że w konkubinaty nie różnią się od małżeństw - pisane
        przecież przez ludzi, którzy albo znają rodziny gdzie rodzice nie
        brali ślubu albo sami sa w takich związkach; po co w ogóle
        wywołujesz dyskusję, skoro nie chcesz przyjąć argumentów,
        tylko "wiesz swoje"?
        • kann2 Re: Smutny los dzieci konkubentów 26.11.09, 17:48
          To znaczy, że jak ktoś napisze, to ja mam obowiązek przyjąć? Czemu
          nikt nie chce przyjąć, jak ja napiszę?
          • karafka_do_wina Re: Smutny los dzieci konkubentów 26.11.09, 21:07
            bo ty probujesz wmowic wszystkim, ze istnieje zwiazek przyczynowo-skutkowy
            miedzy wzieciem slubu, a oslabieniem checi molestowania/katowania/wyrzucania
            przez okno dzieci ;)
            • kann2 Re: Smutny los dzieci konkubentów 26.11.09, 21:34
              karafka_do_wina napisała:

              > bo ty probujesz wmowic wszystkim, ze istnieje zwiazek przyczynowo-
              skutkowy
              > miedzy wzieciem slubu, a oslabieniem checi
              molestowania/katowania/wyrzucania
              > przez okno dzieci ;)

              Nie. Ale zostało stwierdzone, że w konkubinatach przemoc domowa ma
              miejsce częściej aniżeli w małżeństwach.
              • maitresse.d.un.francais Re: Smutny los dzieci konkubentów 26.11.09, 22:05


                > Nie. Ale zostało stwierdzone, że w konkubinatach przemoc domowa ma
                > miejsce częściej aniżeli w małżeństwach.

                Bo są środowiska, które z zasady małżeństw nie zawierają - menele, margines
                społeczny. To oni robią to "częściej".

                A kannuchna świadomie i stale manipuluje.
              • karafka_do_wina Re: Smutny los dzieci konkubentów 26.11.09, 23:49
                > Nie. Ale zostało stwierdzone, że w konkubinatach przemoc domowa ma
                > miejsce częściej aniżeli w małżeństwach.

                nadal nie odrozniasz korelacji od zwiazku przyczynowo-skutkowego.
            • gumpel Re: Smutny los dzieci konkubentów 26.11.09, 21:50
              Ha ! Bo po mojemu Kann myśli o treści, ale pisze o formie :-) Małżeństwo
              faktycznie dawało większą rękojmię przyzwoitości, ale pod warunkiem, że wiązało
              się z całym obudowującym je dobrodziejstwem inwentarza tradycyjnych więzów
              społecznych. I to tez nie zawsze, ale jednak. Jak w domu mieszkała cała
              wielopokoleniowa rodzina i każdy krok śledziło wielu oczu, jak ocena
              przyzwoitości zachowania dokonywana przez "towarzystwo" mogła zdecydować o
              propozycji kontraktu, honoru czy stanowiska, jak klatka z prętów strachu przed
              karą doczesną i wieczną, pychy wynikająca z pozycji społecznej i interesów
              ekonomicznych pilnowała by zwierzę nie wylazło na zewnątrz to szanse na
              powstrzymanie od bezeceństw była spora. Choć rzecz jasna gwarantowana nie była
              nigdy. A teraz ? Teraz to już całkiem inna inkszość. Bo czym się różni
              współczesne małżeństwo od konkubinatu ? Częstokroć tylko białą suknią i wspólnym
              PITem. I schluss. Tylko siła wewnętrzna i kręgosłup moralny powstrzyma zboka
              przed niegodziwością. A tych włożenie obrączki na palec nie zapewni ...

              G.



              G.
          • maitresse.d.un.francais Re: Smutny los dzieci konkubentów 26.11.09, 21:20
            kann2 napisał:

            > To znaczy, że jak ktoś napisze, to ja mam obowiązek przyjąć? Czemu
            > nikt nie chce przyjąć, jak ja napiszę?

            Bo chrzanisz głupoty, delikatnie mówiąc.
        • maitresse.d.un.francais Re: Smutny los dzieci konkubentów 26.11.09, 21:20

          > tylko "wiesz swoje"?

          A to proste.

          Systemem wiecznego wiercenia dziury w brzuchu, pracowicie dobranych przykładów,
          stałego manipulowania oraz nieustającego zanudzania i zawracania d...y kannuchna
          usiłuje innych też przekonać do swoich poglądów.
          • lis-a Re: Smutny los dzieci konkubentów 28.11.09, 20:23
            Uff, a już myślałam, że tylko ja na tym forum, nielicząc kilku osób
            z sąsiedniego forum, myśli inaczej niż Kann, wielkie uff!
            • maitresse.d.un.francais Re: Smutny los dzieci konkubentów 28.11.09, 22:15
              lis-a napisał:

              > Uff, a już myślałam, że tylko ja na tym forum, nielicząc kilku osób
              > z sąsiedniego forum

              Sąsiedniego, czyli jakiego?

              I na jakiej podstawie tak myślałaś, bo wydajesz się nam sugerować ogólne
              zberecenie? To obraźliwe.
              • lis-a Re: Smutny los dzieci konkubentów 29.11.09, 18:37
                jestem tu dość nowa i dopiero się poznajemy, nie znam jeszcze za
                dobrze poglądów poszczegolnych osób, nie miałam zamiaru nikogo
                obrażać, zastanawiałam się tylko, czy ktoś mnie poprze, stąd moja
                reakcja, bo poparcie bardzo mnie to ucieszyło i uspokoiło;

                czy oczekujesz przeprosin ode mnie?

                co do sąsiedniego forum to mam na myśli "Kościół, religia" - co i
                raz pojawiają w postach odnośniki do tamtego forum, tu i tam piszą
                te same osoby (nbiektóre), rozegrała sią jakaś batalia o nazwę, stąd
                nabrałam przekonania, że te fora są sąsiednimi

                • maitresse.d.un.francais Re: Smutny los dzieci konkubentów 29.11.09, 19:00
                  lis-a napisał:

                  > jestem tu dość nowa i dopiero się poznajemy, nie znam jeszcze za
                  > dobrze poglądów poszczegolnych osób

                  i ponieważ dobrze nas nie znasz, sądziłaś, że jesteśmy identyczni z kannem w
                  poglądach?

                  dziwna logika...
                  • lis-a Re: Smutny los dzieci konkubentów 29.11.09, 19:14
                    no dobrze, zareagowałam zbyt entuzjastycznie, ciesząc się, że
                    znalazłam tu, właśnie tu, zrozumienie, tym bardziej ze jkiś czs temu
                    odpierałam samotnie ataki kanna i ismy, nikt sie nie odezwał ani
                    słowem;

                    przepraszam, jeśli cię uraziłam

                    • maitresse.d.un.francais Re: Smutny los dzieci konkubentów 29.11.09, 19:23
                      lis-a napisał:

                      > no dobrze, zareagowałam zbyt entuzjastycznie, ciesząc się, że
                      > znalazłam tu, właśnie tu, zrozumienie

                      Tak, zwłaszcza uwaga "sądziłam, że wszyscy jesteście jak kann" świadczyła o tym
                      entuzjazmie.

                      Poza tym to nie wyjaśnia sprawy.

                      "Znalazłam tu, właśnie tu, zrozumienie". Takie ogólnoduchowe? Pod każdym względem?
                      • lis-a Re: Smutny los dzieci konkubentów 29.11.09, 19:27
                        maitresse.d.un.francais napisała:

                        > lis-a napisał:
                        >
                        > > no dobrze, zareagowałam zbyt entuzjastycznie, ciesząc się, że
                        > > znalazłam tu, właśnie tu, zrozumienie
                        >
                        > Tak, zwłaszcza uwaga "sądziłam, że wszyscy jesteście jak kann"
                        świadczyła o tym
                        > entuzjazmie.
                        >
                        > Poza tym to nie wyjaśnia sprawy. CO MAM CI JESZCZE WYJAŚNIĆ???
                        >
                        > "Znalazłam tu, właśnie tu, zrozumienie". Takie ogólnoduchowe? Pod
                        każdym względ
                        > em? NIE OGÓLNODUCHOWE, TYLKO W KONKRETNEJ SPRAWIE KONKUBINATÓW
                        PORUSZONEJ PRZEZ KANNA; czy ty się nie czepiasz? pytam serio, nie
                        rozumiem, o co ci chodzi

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka