mamalgosia
07.02.04, 11:19
Moja przykaciółka straciła bliską osobę - śmierć w wypadku samochodowym. Nie
chcę opisywać, co ona przeżywa, myślę, ze każdy się domyśli.
Usłyszałam kiedyś od pewnego kawalera po 50tce, że zostało mu oszczędzone
wiele lęku: nie boi się o żonę, o dzieci: czy nie zachorują, czy im się coś
złego nie stanie...
Z kolei inna znajoma - panna lat 32 - powiedziała, ze ona by wolała
pocierpieć byle cokolwiek w życiu przeżyć.
Co myślicie na ten temat? Lepiej mieć bliskich: rodzinę, przyjaciół - i
ewentualnie cierpieć po ich stracie? Czy lepiej nie mieć nikogo i oszczędzić
sobie tego bólu?
Moim zdaniem jednak przyjaźń i miłośc są warte każdego cierpienia, co nie
zmienia postaci rzeczy, że martwię się o moich najbliższych.