szczurek3
17.04.10, 22:39
Z kosmicznego punktu widzenia jakimś migawkowym epizodem. Rodzimy się,
rozmnażamy, umieramy, tworzymy naukę, wiemy co nieco o wszechświecie, jego
historii, może przyszłości też, cząstkach elementarnych, przyszłych losach
naszego Słońca. Nasza wiedza rośnie ze stulecia na stulecie, mamy już globalną
komunikację.
Nędzne kawałki mięsa patrzące w gwiazdy - to nasze rozdarcie. Czy nawet jeżeli
Boga nie ma, to i tak musimy go sobie sami tworzyć, żeby po prostu nie
oszaleć? Że my w tym kosmosie mamy jakiś sens / cel / misję? Że cierpienie i
śmierć to jakaś przepustka gdzieś, gdzie będzie super, gdzie dostąpimy
wiecznej miłości i oświecenia?
Czy my mamy szansę kiedyś w ogóle pojąć, po co żyjemy?