Dodaj do ulubionych

Kim my jesteśmy?

17.04.10, 22:39
Z kosmicznego punktu widzenia jakimś migawkowym epizodem. Rodzimy się,
rozmnażamy, umieramy, tworzymy naukę, wiemy co nieco o wszechświecie, jego
historii, może przyszłości też, cząstkach elementarnych, przyszłych losach
naszego Słońca. Nasza wiedza rośnie ze stulecia na stulecie, mamy już globalną
komunikację.

Nędzne kawałki mięsa patrzące w gwiazdy - to nasze rozdarcie. Czy nawet jeżeli
Boga nie ma, to i tak musimy go sobie sami tworzyć, żeby po prostu nie
oszaleć? Że my w tym kosmosie mamy jakiś sens / cel / misję? Że cierpienie i
śmierć to jakaś przepustka gdzieś, gdzie będzie super, gdzie dostąpimy
wiecznej miłości i oświecenia?

Czy my mamy szansę kiedyś w ogóle pojąć, po co żyjemy?
Obserwuj wątek
    • wayout Re: Kim my jesteśmy? 18.04.10, 09:14
      Nie szukaj na zewnątrz, szukaj wewnątrz, szukaj w sobie. Wiadomo po
      co żyjemy, wiadomo jaki jest sens naszego życia. Wiadomo dlaczego tu
      jesteśmy. Oświecenie i miłość to nie jest coś co może zdarzyć się
      kiedyś. Oświecenie i miłość są cały czas obecne w Tobie. Gdy
      patrzysz na zewnątrz, na to co nazywasz kosmosem, wiedzą, itp., gdy
      tam szukasz oświecenia, nie jesteś w stanie dostrzec, że jest tuż
      przed Twoim nosem. Można zrozumieć wszystko, choć nie jest to
      tożsame z ostatecznym poznaniem, ale bardzo do niego zbliża. Ale
      można zrozumieć dosłownie wszystko co dotyczy tego świata, w pewnym
      momencie widzi się uogólnione prawa dotyczące wszytskiego co dzieje
      się na tym świecie, rozumie się każdy proces, wszystkie ludzkie
      zachowania. Wie się skąd się wziął świat i dokąd zmierza.
      To jest droga oświecania umysłu. To jest droga dostępna każdemu,
      dosłownie każdemu. Ale na pewno nie wtedy gdy prezentujesz postawę:
      o jaka ta góra wysoka, o jaki ja mały i nic nieznacący, o może
      kiedyś to wejdę, kiedyś, ale teraz to na pewno nie. Czy słyszałeś by
      ktokolwiek, gdziekolwiek, prezentujący taką postawę wobec
      jakiegokolwiek istotnego celu osiągnął go? Nie. Co więcej, Ty w
      istocie piszesz tak: czy ten cel to w ogóle istnieje? Może kiedyś to
      się okaże. To jakbyś mówił: ta góra (oświecenie) to jest mój
      wymarzony cel, ale czy ona w ogóle istnieje? Jak nie zaczniesz na
      nią wchodzić, to nigdy się nie dowiesz. Zacznij wchodzić, bywa
      trudno, bywa różnie, ale nie ma większej przygody, której można
      doświadczyć w tym życiu, nie ma piękniejszych widoków, nie ma nic
      wspanialszego. To też wiadomo: tylko ta droga Cię spełni, żadna inna
      nie. Bez tej drogi nie zrozumiesz kim jesteś, a jak nie wiesz kim
      jesteś, to nie wiesz co tak naprawdę dla Ciebie jest dobre, ciągle,
      zawsze będziesz odczuwał to okropne rozdarcie w sobie, to
      przpołowienie. I albo zrozumiesz siebie, albo będziesz musial gnać i
      gnać, pędzić za celami, których osiągnięcie nic nie daje. Dlaczego?
      Bo nikt nie jest w stanie patrzeć na to rozdarcie w sobie i nic nie
      robić z tym. Nikt nie jest w stanie patrzeć na to, ze tak naprawdę
      nie ma pojęcia kim jest i trwać w tym patrzeniu. Bo to przyprawia o
      szaleństwo. Albo więc musi dowiedzieć się, albo musi uciekać od
      widzenia tego rozdarcia. I niemal wszyscy ludzie robią to drugie. I
      dlatego świat zamieszkany przez nierozumiejące siebie istoty jest
      niezrozumiałym, dziwnym, frustrującym miejscem. Oto jedyny wybór
      jaki masz: albo poznasz siebie albo będziesz od tego uciekał.
      Ucieczka od samopoznania jest niewolą, choć niewola w tym świecie
      nazywana jest wolnością: "och, nie rozumiem może kim jestem, ale
      jestem wolny, mogę zmienić zawód, żonę, mogę jechać tu lub tam, mogę
      mieszkać w Afryce albo w Polsce......". Bo nikt nie widzi, że te
      wszystkie, niemal nieskończone możliwości wybierania, między 500
      modelami telefonów, między stylami zycia, itp. słuzy tylko jednemu:
      nie widzieć tego kim jest się naprawdę, służy tylko ucieczce od
      drogi samopoznania. Jeśli w to wątpisz, to spójrz tak: jaki cel w
      tym świecie, postawiony i zrealizowany dał Ci szczęście i
      spelnienie? Żaden, nigdy, nikomu. Co najwyżej zadowolenie, albo
      takie zagłaskiwanie poczucia bezsensu: o zrobiłem karierę, moje
      życie nie jest takie bez sensu, o jestem dobrą mamą, nie zmarnowalam
      życia, itd., itp. Więc taki jest Twój wybór: albo poznasz siebie,
      zrozumiesz sens swego bytu, albo będziesz od tego uciekał. Pierwsze
      da Ci spelnienie i szczęście, drugie będzie nużące, frustrujące i
      nigdy nie dające trwałego szczęścia (zresztą szczęście może być
      tylko trwałe, choć świat mówi, że szczęścia mogą być tylko chwile,
      ale jak zwykle słowa tego swiata to majaki szleńca: nietrwałe
      szczęście jest wewnętrzną sprzecznością, jak szczęście mogłoby być
      wewnętrznie sprzeczne?)Życzę Ci powodzenia. Osiągniesz je pod jednym
      prostym warunkiem: musisz być zdeterminowany, wystarczy niezłomność
      i determinacja do tego by się nie oszukiwać, determinacja w pytaniu
      się o sens bytu, w kwestionowaniu fałszywych odpowiedzi dawanych
      przez świat. Jeśli będziesz uczciwy i zdtereminowany, to reszta
      zostanie Ci "dostarczona". To też jest zadziwiający, z punktu
      widzenia naszego świata, aspekt drogi poznania. W pewnym momencie
      wszystko, dosłownie wszystko zaczyna sprzyjać poszukującemu, by jego
      poszuikawania powiodły się. UCZCIWIE poszukującemu.
      • szczurek3 Re: Kim my jesteśmy? 18.04.10, 11:21
        Bardzo dziękuję za ten post. Na spokojnie go niedługo przeczytam i przetrawię.
        Potrzebuję na to trochę czasu. Na gorąco powiem, że brzmi to trochę jak wstęp. W
        tym sensie, że w następnym rozdziale dowiem się, że:
        a) dzięki Jezusowi i Maryi dostąpisz...
        b) medytuj i stań się drugim Buddą
        c) Allach akbar
        d) Boga nie ma
        e) itp.

        Innymi słowy, niezależnie od tego, że pochylę się nad Twoimi słowami, chciałbym
        wiedzieć, mówiąc kolokwialnie, którą "klikę" reprezentujesz - a może żadną?
        • wayout Re: Kim my jesteśmy? 19.04.10, 08:12
          Drogę do samopoznania można wskazać chrześcijaninowi odwołując się
          do jego religii, buddyście, odnosząc się do systemu buddyjskiego i
          jego siatki pojęciowej, a agnostykowi i ateiście bazując na
          podstawowych założeniach paradygmatu naukowego i osiągnięciach
          niektórych nauk, itd. Nie neguję żadnej z tych ścieżek. Jednak droga
          do samopoznania w końcu przekracza wszystkie systemy, wszystkie
          słowa, wszystkie symbole. Bo słowa są tylko symbolami. Samopoznanie
          zaś nie jest symboliczne. Pytasz się kim jesteśmy i czy jest możliwe
          poznanie tego. Odpowiadam Ci, tak to jest możliwe. Wręcz odwróciłbym
          pytanie: czy to możliwe, że samoświadoma istota nie jest w stanie
          zrozumieć własnej tożsamości? Jeśli zaś chcesz być spełniony i żyć
          w świecie, który ma sens, a nie w takim, który nie ma żadnego sensu,
          bo każdy widzi ten sens gdzie indziej i w dodatku co chwila w innym
          miejscu, to musisz poznać odpowiedź na pytanie kim jesteś. Czy nie
          jest dziwne, że kilka miliardów ludzi uważa, że wie co jest dla
          nich dobre, wie co jest dla nich złe, ale nie wie kim jest? Czy to
          nie jest nonsens? To tak jakby ktoś mówił: nie wiem kim jestem, nie
          wiem jaki jest sens istnienia świata i mnie samego, nie wiem skąd
          wziął się świat, ale wiem, że dobre dla mnie jest to, to i to, a złe
          tamto i tamto. Ludzie tak nie mówią wprost, ale tak żyją, według
          tych słów. Czy to nie absurd? I chyba zgodzisz się w takim razie, że
          masz tylko ten wybór, o którym pisałem wcześniej: albo będziesz żył
          w takim absurdzie, w rozdarciu, o którym pisałeś, albo wejdziesz na
          ścieżkę samopoznania. Co masz do stracenia? Poczucie nonsensu? A co
          do Twojej odpowiedzi, to proszę nie czepiaj się swoich wyobrażen o
          świecie, nie mów, że prawdy nie ma w tej i w tej religii, albo w
          ateizmie, itp. Ten kto nie rozumie sensu swego istnienia i sensu
          bytu, ten nigdzie nie widzi prawdy. Jak może gdziekolwiek rozpoznać
          prawdę, skoro nie wie co o nim samym jest prawdą? Ten kto rozumie
          sens bytu, ten widzi prawdę wszędzie i nie musi z niczym walczyć.
          Moja odpowiedź dla Ciebie jest prosta: poznaj siebie. By to zrobić,
          patrz wewnątrz, a nie na zewnątrz. Gdzie jesteś? Na zewnątrz, czy
          jesteś sobą w sobie? Poznaj więc siebie.
    • jar.perseusz Re: Kim my jesteśmy? 18.04.10, 13:17
      szczurek3 napisał:

      > Czy my mamy szansę kiedyś w ogóle pojąć, po co żyjemy?

      *

      No można zawsze pogdybać :o)
      Wygląda na to, ze jesteśmy przede wszystkim
      przekaźnikami uczuć, bo chyba nie bankami pamięci masowej, tak ?
      No i nie wszyscy są Sokratesami, a przecież wszyscy umieją
      przekazywać wibracje, choć ich nawet do końca nie rozumiemy.

      pozdrawiam
      jar
    • jeepwdyzlu to pięknie szczurek że sie nad tym zastanawiasz 19.04.10, 13:00
      niemniej - Twoje rozterki są cokolwiek płytkie
      bez urazy - ale ten temat jest jednym z podstawowych zagadnień
      filozoficznych, napisano o tym morze książek, a ilu mędrców - tyle
      odpowiedzi..
      Jesli naprawdę (a nie dla potrzeb dyskusji na tym forum) nurtuje Cię
      te pytanie - sugeruję kupić podręcznik do filozofii dla szkół
      średnich..
      Serdeczne ukłony
      jeep
      • mam_serce Re: to pięknie szczurek że sie nad tym zastanawia 19.04.10, 13:28
        jeepwdyzlu napisał:

        > niemniej - Twoje rozterki są cokolwiek płytkie
        > bez urazy - ale ten temat jest jednym z podstawowych zagadnień
        > filozoficznych, napisano o tym morze książek, a ilu mędrców - tyle
        > odpowiedzi..
        > Jesli naprawdę (a nie dla potrzeb dyskusji na tym forum) nurtuje
        Cię
        > te pytanie - sugeruję kupić podręcznik do filozofii dla szkół
        > średnich..
        > Serdeczne ukłony
        > jeep

        Naprawdę po miłość chodzisz do biblioteki ?
        I szukasz jej na półkach ?

        To jest usprawiedliwione jedynie w takim
        wypadku, kiedy Twoja dziewczyna jest bibliotekarką :o)
        Naprawdę nie masz włąsnego serca, by za jego pomocą
        ocenić, co w życiu jest najważniejsze i co nadaje mu sens,
        rozmach i sprawia radość ?

        pozdrawiam
        mam_serce

        Ps. Naprawdę filozofowie potrzebni
        Ci są do szczęścia ?
        Do sypialni też ich zapraszasz ? :o)
        • jeepwdyzlu Re: to pięknie szczurek że sie nad tym zastanawia 19.04.10, 13:36
          nic o mnie nie wiesz więc po co ta ironia?
          dyskutuj z tezami nie dezawuując przeciwnika

          ta dyskusja jest płytka
          doceniam Twój wysiłek
          ale nie jest twórczy..
          to smutne ale to prawda
          jeep
          • mam_serce Re: to pięknie szczurek że sie nad tym zastanawia 19.04.10, 13:48
            jeepwdyzlu napisał:

            > nic o mnie nie wiesz więc po co ta ironia?
            > dyskutuj z tezami nie dezawuując przeciwnika

            &
            Przecież to Ty zrobiłeś w stosunku
            do adrestata postu.
            A mnie widocznie źle zrozumiałeś.

            > ta dyskusja jest płytka

            &
            Uważasz, ze Twoje uwagi
            były głębokie ?
            Nie sądzę, włąśnie wydały mi się
            niesamowicie płytkie, dlatego
            zareagowałem.


            > doceniam Twój wysiłek
            > ale nie jest twórczy..
            > to smutne ale to prawda
            > jeep

            Prawda jest taka, że nie podałeś żadnego
            argumentu, ale będziesz się nadal upierał,
            że filozofia i filozofowie są lepsi od miłości,
            którą w sumie każdy bez ich pomocy rozumie, tak ?

            No cóż, sk0oro wolisz prawdy skomplikowane,
            to rzeczywiśćie lepsi są filozofowie.

            pozdrawiam
            mam_serce
            • jeepwdyzlu Re: to pięknie szczurek że sie nad tym zastanawia 19.04.10, 14:07
              założyciel watku zadaje pytanie
              ja stwierdzam, że na to pytanie ludzkość próbuje znależć odpowiedź
              od poczatków istnienia cywilizacji..
              Co do tego ma miłość?
              I czy ja napisałem to:
              filozofia i filozofowie są lepsi od miłości,
              --------
              nie
              to Twoja - dość surowa interpretacja...
              szkoda
              jeep
              • wiciu.zip Re: to pięknie szczurek że sie nad tym zastanawia 28.04.10, 18:32
                jeepwdyzlu napisał:

                > założyciel watku zadaje pytanie
                > ja stwierdzam, że na to pytanie ludzkość próbuje znależć odpowiedź
                > od poczatków istnienia cywilizacji..
                > Co do tego ma miłość?
                > I czy ja napisałem to:
                > filozofia i filozofowie są lepsi od miłości,
                > --------
                > nie
                > to Twoja - dość surowa interpretacja...
                > szkoda
                > jeep

                Już raz odpowiedziałem,ale ktoś miły
                wykasował.

                Pytasz, co miłość ma do sensu istnienia,
                którego szukali filozofowie ?

                zdar
                wiciu

      • szczurek3 Re: to pięknie szczurek że sie nad tym zastanawia 19.04.10, 16:48
        Wyobraź sobie prawdopodobny scenariusz, że nastąpi globalny lub kosmiczny
        kataklizm, zanim - hipotetycznie - ludzkość opanuje podróże międzygwiezdne i
        zasiedli inne planety. Gatunek zginie. Jaki był sens jego istnienia?
        Twoje słowa, że moje rozterki są płytkie, rozumiem tylko w ten sposób, że jeżeli
        w życiu miałbym bardziej przesrane, to nie miałbym czasu ani ochoty się nad
        takimi sprawami zastanawiać. Przykładowo wyłbym z bólu w jakimś szpitalu (niebem
        dla mnie byłby chwilowy brak bólu) lub zapieprzał w nadgodzinach, żeby wyżywić
        piątkę dzieciaków (niebem dla mnie jest chwila, kiedy walę się do wyra spać) -
        przykłady można mnożyć.
        Ale na szczęście mam pracę, jestem zdrowy i mam czas myśleć o "pierdołach". Więc
        myślę, popijając herbatę. Po co my istniejemy - jako cały gatunek? Bo jakiś sens
        życia każdy pojedynczy egzemplarz sobie znajdzie. Ale w końcu umrze. I jego
        dzieci też. I dzieci tych dzieci też.
        A Bóg, który po śmierci będzie mnie jeszcze ciągał po jakichś sądach i ferował
        wyroki - co to za Bóg?

        • jeepwdyzlu Re: to pięknie szczurek że sie nad tym zastanawia 21.04.10, 14:31
          to, ze się zastanawiasz nad sensem życia - to piekne i godne
          podziwu..
          Niemniej - powtórzę - ludzkośc próbuje znaleźć odpowiedź na
          fundamentalne pytania od zarania dziejów..
          Bezskutecznie. Co człowiek, co religia, co epoka, co system
          filozoficzny - odpowiedzi są RÓŻNE.
          Nie pocieszę Cię jesli stwierdzę, że musisz SAM się z tym zmierzyć.
          I chyba nie oczekujesz odpowiedzi na tym forum..

          Sam podzielę się moim prywatnym zdaniem.
          Życie nie ma sensu. jest przypadkowym efektem chemicznej aktywności,
          kaprysem ewolucji..
          Pierwotniak ani meduza nie zadaje sobie pytań. Prawdopodobnie z
          powodu zbyt małego stopnia złożoności swojego ośrodka nerwowego.
          człowiek ma świadomość - która nie jest darem od boga, tylko
          ubocznym skutkiem ewolucji..
          Twoja czy moja śmierć jest dla ludzkości obojętna. Podobnie jak los
          naszego systemu słonecznego dla wszechświata.. Bóg jest wytworem
          naszej ułomnosci, naszej próby wyjasniania otaczającej nas materii..
          Pochodną nie rozumienia zjawisk fizycznych, mantalnych,
          atmosferycznych nawet..
          czy zatem życie ma sens?
          w sensie kosmologicznym - niestety nie...
          Pozdrawiam
          jeep
    • wiciu.zip Re: Kim my jesteśmy? 22.04.10, 18:30
      szczurek3 napisał:

      > Czy my mamy szansę kiedyś w ogóle pojąć, po co żyjemy?

      Może to właśnie wynika z tego, kim jesteśmy ?

      1. Zwierzętami
      2. Jednak szczególnymi, przynajmniej tak się wydaje
      3. Ograniczonymi do jednego życia, na to wychodzi,
      jeśli nie przyjmiemy jakiś fantastycznych założeń
      4. Musimy jeść, by żyć i gdzieś się schować przed mrozem i deszczem

      Może utrzymanie się jak najdłużej przy życiu,
      którego w większości jednak pragniemy ?

      pozdrawiam
      wiciu
    • szczurek3 Doszedłem do następujących wniosków 05.05.10, 22:01
      Nie ma znaczenia, czy Bóg jest czy go nie ma.
      Nie ma znaczenia, czy życie po śmierci istnieje czy nie.

      Sensem naszego życia jest triumf ducha nad materią.
      Tylko to daje nam ludziom, prawdziwe "czucie" życia.
      • nehsa Re: Doszedłem do następujących wniosków 06.05.10, 18:37
        Na postawione przez ciebie pytania, jednoznaczne, racjonalne
        odpowiedzi zawiera ponadreligijna, ponadpolityczna, a zatem
        świecka
        , i przy tym nieskończenie racjonalna Nauka
        Wszechmogącego Ojca-Boga, którą oznajmiał Syn-Bóg.


        Ps.
        Wykluczone jest istnienie jednego Boga.
      • wayout Re: Doszedłem do następujących wniosków 07.05.10, 02:29
        Do Szczurka3. Owszem ma ogromne znaczenie. Ma znaczenie czy jesteś
        chwilowym bytem, pzbawionym znaczenia sam w sobie, powstałym w wirze
        chaosu, bytem który za chwile zniknie, czy jesteś wiecznym bytem. Ma
        znaczenie czy zło, które Cię spotyka lub może spotkać, lub które
        może spotkać Twoich bliskich, jest czymś co obiektywnie się zdarza,
        ale nad czym nie masz kontroli i czego zrozumieć do końca nie
        możesz, albo co może jest wręcz konieczne i uzasadnione (np. dla
        funkcjonowania procesów ewolucyjnych), czy też zło jest
        wytłumaczalne i może zostać "pokonane". Ma znaczenie czy
        samoświadomość i miłość są wyłącznie produktem ewolucji, chwilowym
        narzędziem dla rozwoju populacji, która zresztą nie wiadomo po co
        się rozwija (jeden z najgłupszych wniosków będących konsekwencją
        wiary w teorię ewolucji, bez zrozumienia jaki jest cel i sens
        ewolucji, czego nie da się zrozumieć jeśli nie istnieje punkt
        odniesienia poza badanym zmkniętym systemem), czy też samoświadomość
        i miłość są sensem istnienia, zakrytym chmurami ignorancji. Ma
        znaczenie czy dobro ma byt czy jest tylko chimerą w Twoim umyśle.
        Jeśli nie ma żadnego punktu odniesienia poza materią, to o jakim
        duchu mówisz? Przecież wówczas należy przyjąć, według wyznawców
        teorii ewolucji (która działa jako pewien proces, ale która sama w
        sobie niczego nie objaśnia, czego pojąć jej wyznawcy nie są w
        stanie), że Twoja samoświadomość i Twój duch, to tylko narzędzia w
        niczemu nie służącym i do niczego nie zmierzającym procesie
        propagowania życia danej populacji. Z tego punktu widzenia mówienie
        o jakimś tryumfie ducha jest po prostu śmieszne, bo jeśli dla
        ewolucji będzie korzystniejsze, to za moment wszelki duch zniknie.
        To wszystko ma znaczenie ogromne, wręcz niewyobrażalne. Włączając w
        to kwestie etyczne. Jeśli dobro i altruizm są także tylko
        narzędziami ewolucji (co propagowane jest cały czas
        przez "naukowców"), to o jakim duchu mówisz? Bo może dziś to
        narzędzie jest użyteczne, ale jutro nie? Może udany zamach szalonego
        terrorysty w dużym mieście jest korzystny z punktu widzenia
        ewolucji, bo wyeliminowałby słabą część populacji, która wykazywała
        cechy (np. niechęć do rozmnażania się), zagrażające rozwojowi
        populacji? Jak to ocenisz? Może więc zamiast ścigać i potepiać
        zamchowca, należałoby mu zbudować pomnik, z podpisem "wdzięczny
        proces ewolucji". Twoje wnioski niczego nie wyjaśniają, nadal nie
        rozumiesz kim jesteś, nie rozumiesz własnej tożsamości. A przez to
        nie wiesz co jest dobre, a co złe (choćby jak w powyższym prostym
        przykładzie z zamachem), a więc nie wiesz nic. Twoje życie staje się
        tylko serią doznań zmysłów i ciągiem myśli, ale nie wiesz czy ma
        jakikolwiek sens samo w sobie czy nie. Nie wiesz w związku z tym czy
        ma jakiekolwiek znaczenie czy nie. Nie wiesz, czy jesteś efemerydą,
        chmurą atomów ułożoną mniej czy bardziej przypadkowo w taki a nie
        inny wzór, nie wiesz czy jesteś poddany chaosowi czy też istnieją
        jakieś sensowne prawa. Nie wiesz nic. Nie wiesz nawet czy masz byt.
        I to ma swoje ogromne konsekwencje. Bo ludzie nie wiedząc tego
        wszystkiego, czepiają się tego co mogą dotknąć, poczuć i zobaczyć.
        Czepiają się zmysłów i ciała. I to rodzi niekończący się łańcuch
        cierpienia. Gdy mówisz "nie wiem kim jestem, ale nie ma to
        znaczenia", poełniasz fundamentalny błąd. Jak może nie mieć
        znaczenia kim jesteś? Jak? Jeśli nie wiesz kim jesteś, to nie jesteś
        nawet w stanie sensownie wyjaśnić własnych słów, że liczy się triumf
        ducha nad materią. Bo jeśli nie wiesz tych rzeczy, o których
        napisałeś, że nie mają znaczenia, to nie wiesz i nie rozumiesz ani
        czym jest duch, ani czym jest materia. Ignorancja rodzi tylko
        ignorancję. Ale na szczęście jest tak, że to Kim naprawdę jesteś,
        gwarantuje, że w dowolnym momencie możesz podjąć decyzję o tym, że
        chcesz sobie przypomnieć kim jesteś (dokonuje się tego będąc w
        iluzji czasu, więc możesz mieć wrażenie, że przypominanie troche
        trwa) i uda Ci się to. I to jest tylko Twoim wyborem: albo nie
        zechcesz sobie przypomnieć Kim jesteś i będziesz doświadczał
        chaotycznego istnienia, którego sensu nie da się wyjaśnić (bo jest
        po to by sens zasłaniać), będziesz poddany wiecznym fluktuacjom, raz
        źle, raz dobrze, raz miło, raz niemiło, trochę radości, i na ogół
        więcej smutku, chwile szcęści i wieczny znój troszczenia się o swe
        życie. Jak bardzo Cię już to wszystko zmęczy, to wpadniesz w nałogi,
        albo zaczniesz chorować, albo po prostu zestarzejesz się i umrzesz.
        I tak w kółko (nie chodzi tu o żadną reinkarnację, to jest po prostu
        niekończąca się seria chaotycznych doznań umysłu, który postanowił
        nie widzień sensu, a nie widząc sensu jest poddany chaosowi, w który
        wierzy). Taki wybór to oczywiście nic złego. W pewnym momencie
        jednak zmęczy Cię życie w bezsensie, życie pozbawione celu, w końcu
        kiedyś wyczerpie Cię to tak bardzo, że spytasz się czy istnieje
        jakiś inny, lepszy sposób bycia,leszpy sposób życia. I tak
        rozpoczniesz proces przypominania sobie Kim jesteś. W istocie więc
        Twój wybór w dłuższej perspektywie jest pewny. Możesz oszczędzić
        sobie ogromnego zmęczenia, frustracji, doświadczania niepewności,
        nieustających trosk, nieprzewidywalności złych zdarzeń, chorób,
        rozstań, smutku i zamienić to wszystko na radość i szczęście, na
        pewność drogi, podejmując decyzję o tym, że chcesz poznać siebie juz
        teraz. Ale to Twój wybór.

        • bez_seller Re: Doszedłem do następujących wniosków 07.05.10, 12:09
          wayout napisał:

          I tak
          > rozpoczniesz proces przypominania sobie Kim jesteś. W istocie więc
          > Twój wybór w dłuższej perspektywie jest pewny. Możesz oszczędzić
          > sobie ogromnego zmęczenia, frustracji, doświadczania niepewności,
          > nieustających trosk, nieprzewidywalności złych zdarzeń, chorób,
          > rozstań, smutku i zamienić to wszystko na radość i szczęście, na
          > pewność drogi, podejmując decyzję o tym, że chcesz poznać siebie
          juz
          > teraz. Ale to Twój wybór.

          Jak poznaje sie siebie, gdzie daja na to recepte?
          Jezeli juz poznales siebie, to kim jestes i kim my wszyscy jestesmy?
          • coma.rar Re: Doszedłem do następujących wniosków 07.05.10, 12:12
            bez_seller napisała:

            > wayout napisał:
            >
            > I tak
            > > rozpoczniesz proces przypominania sobie Kim jesteś. W istocie więc
            > > Twój wybór w dłuższej perspektywie jest pewny. Możesz oszczędzić
            > > sobie ogromnego zmęczenia, frustracji, doświadczania niepewności,
            > > nieustających trosk, nieprzewidywalności złych zdarzeń, chorób,
            > > rozstań, smutku i zamienić to wszystko na radość i szczęście, na
            > > pewność drogi, podejmując decyzję o tym, że chcesz poznać siebie
            > juz
            > > teraz. Ale to Twój wybór.
            >
            > Jak poznaje sie siebie, gdzie daja na to recepte?
            > Jezeli juz poznales siebie, to kim jestes i kim my wszyscy jestesmy?


            Bogiem ? :o)

            zdar
            coma.rar
            • bez_seller Re: Doszedłem do następujących wniosków 07.05.10, 12:54
              coma.rar napisał:

              > Bogiem ? :o)

              To byloby dla mnie jedyne wytlumaczenie tego wokol bezsensu. Bog
              istniejacy we wszystkich posrednich formach - od chaosu po
              samoswiadoma istote, nie majacy na nic wpywu, nie wtracajacy sie w
              przebieg doswiadczenia, sam ciekaw co z tego wyniknie. Nie mozna
              zatem powiedziec, ze Bog cos wybiera np. ateistow jak chce
              Krytykantka, nie posyla Syna do zbawienia ludzkosci, nie zsyla dobra
              ani zla, nasze modlitwy, skargi, prosby i blagania nie docieraja do
              niego. Zrozumiale jest jego milczenie, bezsilnosc i niemozliwosc
              znalezienia bodajze sladu jego bytnosci we wszechswiecie . Jedyna co
              daloby sie okreslic jako jego istnienie, to materia, ruch, energia,
              my sami, zycie.
              • bez_seller Re: Doszedłem do następujących wniosków 07.05.10, 15:06
                bez_seller napisała:

                > coma.rar napisał:
                >
                > > Bogiem ? :o)
                >
                > To byloby dla mnie jedyne wytlumaczenie tego wokol bezsensu. [...]

                Tutaj podobnie Coma.rar, aby tylko klapnac szczeka, zadnej
                konsekwenji w prowadzeniu rozmowy.
                • krytykantka07 Re: Doszedłem do następujących wniosków 07.05.10, 15:26
                  bez_seller napisała:

                  > bez_seller napisała:
                  >
                  > > coma.rar napisał:
                  > >
                  > > > Bogiem ? :o)
                  > >
                  > > To byloby dla mnie jedyne wytlumaczenie tego wokol bezsensu.
                  [...]
                  >
                  > Tutaj podobnie Coma.rar, aby tylko klapnac szczeka, zadnej
                  > konsekwenji w prowadzeniu rozmowy.

                  A czyja to wina, że nie rozumiesz postów?
                  Zamiast krytykować po prostu zapytaj.
                • coma.rar Re: Doszedłem do następujących wniosków 07.05.10, 15:40
                  bez_seller napisała:

                  > bez_seller napisała:
                  >
                  > > coma.rar napisał:
                  > >
                  > > > Bogiem ? :o)
                  > >
                  > > To byloby dla mnie jedyne wytlumaczenie tego wokol bezsensu. [...]
                  >
                  > Tutaj podobnie Coma.rar, aby tylko klapnac szczeka, zadnej
                  > konsekwenji w prowadzeniu rozmowy.

                  Tak pięknie napisałaś do mnie, a teraz tak
                  nieładnie kończysz... :o/

                  W którym momencie widzisz ten brak konsekwencji konkretnie ?

                  zdar
                  coma.rar
                  • bez_seller Re: Doszedłem do następujących wniosków 07.05.10, 16:49
                    coma.rar napisał:

                    > > Tutaj podobnie Coma.rar, aby tylko klapnac szczeka, zadnej
                    > > konsekwenji w prowadzeniu rozmowy.
                    >
                    > Tak pięknie napisałaś do mnie, a teraz tak
                    > nieładnie kończysz... :o/

                    Co jest nieladnego w tym co napisalam? Wyrzucasz z siebie duzo
                    niepotrzebnych slow. Trudno sie zorientowac, czy zarujesz czy mowisz
                    powaznie, niewiadomo, czy Ci odpowiadac, czy olac itd.
                    >
                    > W którym momencie widzisz ten brak konsekwencji konkretnie ?
                    >
                    > zdar
                    > coma.rar

                    Rzuciles slowem "Bogiem ?" po czym nie raczysz zajrzec co ci
                    odpisano, mimo, ze siedzisz w watku, tylko troche nizej. Moze tez
                    byc, ze jestes gapa. :)
                    Byc moze to ja sie niecierpliwie, bo czas mnie pogania.:))
              • coma.rar Re: Doszedłem do następujących wniosków 07.05.10, 15:38
                bez_seller napisała:

                > coma.rar napisał:
                >
                > > Bogiem ? :o)
                >
                > To byloby dla mnie jedyne wytlumaczenie tego wokol bezsensu.

                Może Bóg też czuje bezsens istnienia...,
                a nawet na pewno, jeśli jest w nas...


                > Bog
                > istniejacy we wszystkich posrednich formach - od chaosu po
                > samoswiadoma istote, nie majacy na nic wpywu, nie wtracajacy sie w
                > przebieg doswiadczenia, sam ciekaw co z tego wyniknie. Nie mozna
                > zatem powiedziec, ze Bog cos wybiera np. ateistow jak chce
                > Krytykantka, nie posyla Syna do zbawienia ludzkosci, nie zsyla dobra
                > ani zla, nasze modlitwy, skargi, prosby i blagania nie docieraja do
                > niego. Zrozumiale jest jego milczenie, bezsilnosc i niemozliwosc
                > znalezienia bodajze sladu jego bytnosci we wszechswiecie . Jedyna co
                > daloby sie okreslic jako jego istnienie, to materia, ruch, energia,
                > my sami, zycie.

                Ciepło, ciepło... się w sercu robi, kiedy widzę,
                że ktoś zaczyna mnie rozumieć :o)


                zdar
                coma.rar
                • bez_seller Re: Doszedłem do następujących wniosków 07.05.10, 16:39
                  coma.rar napisał:

                  > Ciepło, ciepło... się w sercu robi, kiedy widzę,
                  > że ktoś zaczyna mnie rozumieć :o)

                  Nie Ciebie rozumiem (jestes za bardzo rozchelstany, trudno sie
                  sledzi Twoje wypowiedzi, zmieniasz nicki itp.) Probuje zrozumiec
                  swiat. Z danych jakich dostrcza nauka, zycie, natura, wynika, ze
                  albo tego Super-bytu nie ma, albo jest wewnatrz wszystkiego co jest,
                  lub bardziej jeszcze mozliwe, ze jest tym wszystkim co jest i nie ma
                  sensu poszukiwac go na zewnatrz.
                  Czyli innymi slowy, zycie pierwotniaka lub czlowieka nie jest
                  prymitywnym istnieniem bialka, lecz boska emanacja, dosc przypadkowa
                  w formie. Materia byc moze placze sie w przypadkowe formy i faktury,
                  ale zalozeniem jest, ze wystepuje staly rozwoj tej przypadkowej
                  formy az do powstania samoswiadomosci i dalej, ktore to "dalej" dla
                  nas jest w tej chwili niewyobrazalne . Wyglada to raczej na
                  wewnetrzna boska energie-rzeke wypychajaca sama z siebie byty do
                  istnienia, niz spogladajacy z zewnatrz Super-Byt. Tak czy inaczej
                  jestesmy zdani tylko na siebie. Ciekawe tez , czy po smierci wracamy
                  do biotygla na przemial, czy jakas mikroczastka naszej swiadomosci
                  zostaje zwiazana na zawsze z Super-bytem. Byc moze tylko wielkie
                  umysly dolaczaja do Super-bytu, te skromne, skromnie koncza w
                  niebycie.
          • wayout Re: Doszedłem do następujących wniosków 07.05.10, 20:57
            bez_seller napisała:

            > wayout napisał:
            >
            > Jak poznaje sie siebie, gdzie daja na to recepte?
            > Jezeli juz poznales siebie, to kim jestes i kim my wszyscy
            jestesmy?

            Nie ma jednej „recepty”. Do celu prowadzić mogą różne drogi.
            Podstawą jest na ogół obserwacja własnego umysłu. To jest tak jakbyś
            umieściłaa obserwatora we własnym umyśle, który patrzy na wszystko z
            pewnym dystansem. Możesz wówczas zauważyć bardzo różne schematy,
            według których działa Twój umysł, możesz zaobserwować wewnętrzne
            sprzeczności. Bardzo wyraźna staje się niespójność pomiędzy
            myślami, słowami i czynami, sprzeczność pomiędzy stawianymi sobie
            celami. Zaobserwowanie schematów jest szokującym odkryciem, gdyż
            okazuje się, że pewne nasze postawy, pewne zachowania (ale uczciwie
            mówiąc to w zasadzie wszystkie), uznawane dotychczas za całkowicie
            naturalne, za wyraz nas samych, wynikają z wdrukowanych w nas
            schematów. Zauważa się wówczas, że to co myślimy wcale nas nie
            wyraża, że tak naprawdę wszystkie schematy nas zniewalają. Wówczas
            dochodzi do pierwszego istotnego „osiągnięcia” – zaprzestania
            utożsamiania siebie, swojego istnienia, z ciągiem myślowym, z
            wewnętrznym monologiem. Dojście do tego punktu rodzi chęć
            uwolnienia się od wszelkich zapisanych w nas „programów” myślenia i
            wynikających z nich zautomatyzowanych sposobów działania,
            reagowania. Schematy wdrukowane są bardzo głęboko. Może powstać
            uczucie dyskomfortu, gdyż najczęściej jest taki etap, w którym
            człowiek chce uwolnić się od nich, ale obserwuje, że wciąż jego
            reakcje na zdarzenia, ludzi, itd., są niemal automatyczne. Jeśli
            jest się uczciwym wobec siebie, to powstaje jednak nieodparta chęć
            dalszej pracy. Jest to po prostu chęć bycia wolnym. Najtrudniejszy
            jest początek. Na ogół możliwe są tylko chwile samoświadomej
            obserwacji własnego umysłu. Potem wir automatyzmów, wewnętrznego
            monologu, niemal wsysa. Jeśli jednak jest się konsekwentnym, to
            coraz częstsze są chwile jasnego widzenia siebie. Można na przykład
            widzieć swoje działanie w danym momencie, widzieć dokładnie motywy,
            które stoją za nim i przerwać je lub dalej podążać za „akcją”, cały
            czas zachowując wewnętrzny dystans. Na tym etapie sama już będziesz
            wiedziała co znaczy poznawanie siebie, choć wcale nie oznacza, że
            będziesz się znała. Pomocna jest obserwacja świata. Uczciwa i
            uważna, najbardziej jak to możliwe wolna od oceny, od osądu. Wówczas
            zaczyna być wyraźnie widoczne, że wszystkie mechanizmy działania
            postrzeganego przez nas świata, są odzwierciedleniem sposobu
            działania osoby pozbawionej samoświadomości, tzn. widać jak świat
            działa według zakodowanych schematów, jak wbrew pozorom jest mało
            twórczy, jak tylko mieli nieskończoność form, przy braku treści.
            Widać jałowość wszelkich działań świata. Warto także obserwować
            ludzi wokół, ale także z możliwie największym dystansem, bez
            oceniania. W pewnym momencie, to nie jest przyjemne, widać że
            ogromna większość ludzi działa tak jak zaprogramowane maszyny, bez
            żadnej świadomości. To uczy obserwatora o nim samym. Pomocna może
            być lektura. Wielu ludzi we wszystkich czasach próbowało zrozumieć
            sens tego wszystkiego. Nie chodzi o to by czytać i stawać się
            wyznawcą czegokolwiek, ale by uczyć się z doświadczenia innych.
            Odnoś doświadczenia i wnioski różnych autorów do siebie, do tego co
            sam myślisz, do swoich doświadczeń. Jeśli nie zgadzasz się z nimi,
            to sama sobie odpowiadaj dlaczego i czy Twoje własne odpowiedzi Cię
            przekonują. Dla każdego inna lektura może być
            pomocna, „otwierająca”. Jeśli musiałbym coś polecać, to polecałbym
            starożytnych greckich i rzymskich filozofów, refleksje i badania
            najbardziej twórczych fizyków ( tych z dwudziestego wieku, który
            odkrycia kładły podwaliny pod nowoczesną fizykę, którzy byli często
            bardzo, bardzo blisko zrozumienia, którzy mieli też ogromny dystans
            do siebie i swoich odkryć), dawnych chińskich mistrzów zen (ale bez
            anegdot, koanów, itp., czego studiowanie nie ma na ogół większego
            sensu), trochę buddyzmu mahajany, chrześcijańskich mistyków,
            Krishnamurtiego, H.D. Thoreau, eseje R.W. Emersona, a w przerwach
            dla relaksu najlepsze powieści Dicka i polskiego, niedocenianego
            Snerga (czytałem go sto lat temu, ale pamiętam, że niezatarte
            wrażenie wywarł na mnie „Świat według łotra”). Jednak dla Ciebie
            może inne lektury będą pomocne. Jeśli wejdziesz na tę drogę i na
            niej trochę wytrwasz, to w końcu tylko ona stanie się ważna.
            Zacznij, bądź wytrwała i zobaczysz, że cały Wszechświat będzie Ci
            sprzyjać w tej drodze. Podsunie Ci ludzi, zdarzenia, książki,
            wszystko co na danym etapie będzie najlepsze dla Ciebie. Sama
            zrozumiesz dlaczego. A tak ze „światowego” punktu widzenia nie ma
            większej przygody niż poznanie siebie.


            Mogę Ci objaśnić na bardzo wiele sposobów kim jesteśmy i w różnych
            kategoriach, religijnych, psychologicznych, itd. Ale to nie ma
            sensu. Część wyjaśnień mogłaby Cię przestraszyć (i w związku z tym
            nie wzięłabyś ich na poważnie), część wydać się szalona, część może
            byś odrzuciła automatycznie jako niezgodną z Twoimi dotychczasowymi
            przekonaniami. Poznanie siebie prowadzi do doświadczeń, pojawiają
            się one na różnych etapach drogi i im bliżej końca drogi, tym
            jaśniejsze się staje, że poznanie siebie jest doświadczeniem, a nie
            słowami, nie intelektualnym rozumowaniem. Doświadczenie to z
            założenia jest sprzeczne z wszelkimi doświadczeniami świata, gdyż
            celem świata jest ukrycie naszej tożsamości. Nie ma więc za dużego
            sensu prowadzić na ten temat rozważań. Najkrócej można zaś
            powiedzieć tak: jesteśmy miłością, nieskończonością, wiecznością,
            radością, jednością, jedyną rzeczywistością jest samoświadomy byt,
            który jest całkowicie niematerialny. Dlatego zrozumienie bytu i
            całkowita samoświadomość jest zrozumieniem rzeczywistości.
            Powodzenia.
            • bez_seller Re: Doszlam do następujących wniosków 08.05.10, 14:48
              > Mogę Ci objaśnić na bardzo wiele sposobów kim jesteśmy i w różnych
              > kategoriach, religijnych, psychologicznych, itd. Ale to nie ma
              > sensu. Część wyjaśnień mogłaby Cię przestraszyć (i w związku z tym
              > nie wzięłabyś ich na poważnie), część wydać się szalona, część
              może
              > byś odrzuciła automatycznie jako niezgodną z Twoimi
              dotychczasowymi
              > przekonaniami. Poznanie siebie prowadzi do doświadczeń, pojawiają
              > się one na różnych etapach drogi i im bliżej końca drogi, tym
              > jaśniejsze się staje, że poznanie siebie jest doświadczeniem, a
              nie
              > słowami, nie intelektualnym rozumowaniem. Doświadczenie to z
              > założenia jest sprzeczne z wszelkimi doświadczeniami świata, gdyż
              > celem świata jest ukrycie naszej tożsamości. Nie ma więc za dużego
              > sensu prowadzić na ten temat rozważań. Najkrócej można zaś
              > powiedzieć tak: jesteśmy miłością, nieskończonością, wiecznością,
              > radością, jednością, jedyną rzeczywistością jest samoświadomy byt,
              > który jest całkowicie niematerialny. Dlatego zrozumienie bytu i
              > całkowita samoświadomość jest zrozumieniem rzeczywistości.


              Nie istnieje zadna sila, ktora trzymalaby nas w jedni, nie istnieja
              zadne odgorne zasady, ktore porzadkowalby nasze istnienie. Nie ma
              niczego, czego moznaby bylo sie uchwycic i trzymajac wiedziec, ze
              podaza sie w dobrym kierunku. Caly sens naszego istnienia jest tylko
              taki, jaki my mu nadamy. Jestesmy jednodniowymi jetkami zyjacymi
              niewiadomopoco. Przeszlam wiele drog i sciezek, szukalam jakiejs
              malej chocby zasady, malego, najmniejszego sladu porzadku. Zasada
              przyczyny i skutku odnosi sie tylko do swiata fizycznego, do
              wewnetrznego swiata czlowieka nie odnosi sie wcale, przychodzi fala
              tsunami i w ciagu paru chwil zmywa cwierc miliona istnien w taki sam
              sposob jak zmywa miliony robakow, insektow, roslin. Swiat nie ma
              pojecia o naszym ani swoim istnieniu, wiec w jaki sposob ukrywa
              przed nami nasza tozsamosc? Twoje sposoby na odkrywanie tozsamosci
              sa dobre, rozwijaja swiadomosc. Ta rozwinieta swiadomosc moze nawet
              wykreowac jakies swiaty, ale jesli chcesz byc uczciwy wobec siebie,
              musisz przyznac, ze niczego, nawet w tej podwyzszonej swiadomosci
              nie ma, nawet jesli zdarzy sie jakas chwilowa swiadomosciowa
              anomalia, ktora przyspiesza bicie serca i wrecz kaze myslec o
              oswieceniu. Nadal jestesmy bezradni, poddani kaprysom innych,
              kaprysom natury i tak naprwde, dalej nic nie wiemy.
              • krytykantka07 Re: Doszlam do następujących wniosków 08.05.10, 15:12
                bez_seller napisała:

                > Nie istnieje zadna sila, ktora trzymalaby nas w jedni, nie
                istnieja > zadne odgorne zasady, ktore porzadkowalby nasze
                istnienie. Nie ma > niczego, czego moznaby bylo sie uchwycic i
                trzymajac wiedziec, ze > podaza sie w dobrym kierunku.

                Owszem jest: rozsądek.

                Caly sens naszego istnienia jest tylko > taki, jaki my mu nadamy.
                Jestesmy jednodniowymi jetkami zyjacymi > niewiadomopoco.

                A może to nie tak.
                Może przez walki o władzę, które wywołują prymitywni ludzie świat
                stracił szansę poznania bo ci, co mogliby coś zrobić zginęli.
                Może dlatego wciąż czeka na to, aby móc stworzyć to, co przez ludzi
                kiedyś sie nie udało.
                Może straciliśmy ludzi, którzy wymyśliliby lek na całe zło? ;).
                Skąd wiadomo, co straciliśmy, skoro nas nie interesowało, że czasami
                odnosimy pyrrusowe zwycięstwa.

                Przeszlam wiele drog i sciezek, szukalam jakiejs > malej chocby
                zasady, malego, najmniejszego sladu porzadku. Zasada > przyczyny i
                skutku odnosi sie tylko do swiata fizycznego, do > wewnetrznego
                swiata czlowieka nie odnosi sie wcale, przychodzi fala > tsunami i w
                ciagu paru chwil zmywa cwierc miliona istnien w taki sam > sposob
                jak zmywa miliony robakow, insektow, roslin. Swiat nie ma > pojecia
                o naszym ani swoim istnieniu, wiec w jaki sposob ukrywa > przed nami
                nasza tozsamosc?

                A może straciliśmy szansę na to aby ujarzmić tsunami czy inne
                żywioły przez pozorantów, którzy tylko pozorują pracę i powołują się
                na różnych bogów, albo chcą kontrolować wszystko i wszystkich aby
                ukryć swoją ignorancję.
                Może czas na uczciwość opartą na miłości i odpowiedzialności za
                świat?

                Twoje sposoby na odkrywanie tozsamosci > sa dobre, rozwijaja
                swiadomosc. Ta rozwinieta swiadomosc moze nawet > wykreowac jakies
                swiaty, ale jesli chcesz byc uczciwy wobec siebie, > musisz
                przyznac, ze niczego, nawet w tej podwyzszonej swiadomosci
                > nie ma, nawet jesli zdarzy sie jakas chwilowa swiadomosciowa
                > anomalia, ktora przyspiesza bicie serca i wrecz kaze myslec o
                > oswieceniu. Nadal jestesmy bezradni, poddani kaprysom innych,
                > kaprysom natury i tak naprwde, dalej nic nie wiemy.

                Dlatego mówię, że Bóg wybrał ateistów ;).
                Ateiści rozsądni i wierzący, którzy rozumieją naukę Jezusa zmienią
                ten świat i wszystko nabierze sensu...
                • krytykantka07 i jeszcze coś... 08.05.10, 15:28
                  Odwołam się do mobbingu w zakładzie pracy.
                  Wydaje mi się, że świat można porównać do takiej ogromnej fabryki ;).
                  Każdy wie, że mobbing dotyka tych najzdolniejszych, a mobberami są
                  przede wszystkim psychopaci.
                  Dzięki mobbingowi zakład pracy traci najlepszych pracowników i
                  czasami trzeba długo czekać, aby pojawił się ktoś kto zastąpi
                  tamtych, których wyrzucono, aby pozoranci mogli dalej pozorować
                  pracę.
                  Czasami zakład pracy idzie na dno i nie wiadomo dlaczego.
                  Otóż dlatego, że zbyt długo nie pojawi się ktoś, kto mógłby
                  kontynuować dzieło najlepszych pracowników, no chyba, że zmieni się
                  właściciel albo szef, albo choćby ich wizja.
                  I nagle staną sie uczciwi.
                  Tak chyba jest ze światem...
                  Dlatego potrzeba uczciwości wobec samych siebie.
        • jeepwdyzlu wayout dziękuję 07.05.10, 12:24
          Bardzo to pieknie napisałeś, naprawdę..
          I mądrze.
          Niemniej - skąd pewność, że w ogóle mozna dokonac wyboru?
          Skąd pewność, ż WIARA w cel pomoze uporządkować życie?
          Moze Tobie tak.
          Jestem pewny - ze można sięgnąć absolutu, bez wiary w uproszczone
          modele, które proponuja rózne religie.. Choćby patrząc na wschód
          słońca, podziwiając lot ptaka, czy dotykajć faktury skóry Twojej
          ukochanej...
          I być dobrym człowiekiem bez poczucia pewnosci jaki daje Ci wiara.
          Nawet nie w Jezusa czy mahometa, ale w PEWNOŚĆ drogi - jak to
          pięknie ująłeś..
          Ja - jestem elemntem chaosu.
          Ale nie jestem nieszczęśliwy. Wręcz przeciwnie.
          Najserdeczniej pozdrawiam
          jeep
          • wayout Re: wayout dziękuję 07.05.10, 21:45
            jeepwdyzlu napisał:


            > Ja - jestem elemntem chaosu.
            > Ale nie jestem nieszczęśliwy. Wręcz przeciwnie.

            Wiem. Dlatego nie dyskutuję. Nie mam żadnej potrzeby przekonywania
            kogokolwiek. Dyskutują i mają wątpliwości ci, którzy nie wiedzą. Na
            marginesie tylko wskażę, że nie pisałem o żadnej religii. Jesteś
            szczęśliwy i ja z tego cieszę się. To nie jest ironia, ani żart. Ani
            to, że troszczę się o Ciebie. I dlatego chciałbym by Twe szczęście
            nigdy się nie skończyło. Nie żartuję, nie jest to żaden zabieg
            erystyczny. Być może nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jak bardzo
            poważnie to piszę. I z tych powodów, a nie z chęci przekonywania
            Cię, czy dyskutowania z Tobą, mam do Ciebie osobistą prośbę.
            Wiadomo, że możesz ją zignorować. Zastanów się nad następującą
            kwestią, ale dla siebie. Nie odpowiadaj mi, nie ma takiej potrzeby.
            Jeśli wierzysz w istnienie chaosu, to rozumiesz, że chaos polega na
            nieprzewidywalności, na wiecznej zmienności. Nie wiesz co , gdzie,
            kiedy i dlaczego może się stać. Możesz coś racjonalnie planować i
            przy określonych założeniach plany spełnią się. Ale zawsze pozostaje
            nieoznaczony, niemożliwy do zmierzenia, margines
            nieprzewidywalności. Jeśli tak, to rozumiesz, że może przyjść do
            Ciebie chaos i pokazać swe destrukcyjne oblicze. Co będzie wówczas z
            Twoim szczęściem? Czy może liczysz na to, że w krótkiej jednostce
            Twego życia (krótkiej wobec niezmierzoności procesów chaosu) uda Ci
            się i nie doznasz zmienności chaosu i jego także destrukcyjnego
            działania? Na tym budujesz swe Zycie? Na hazardzie? W absolucie nie
            ma chaosu i absolut nie jest chaosem. To tyle.
            • jeepwdyzlu Re: wayout dziękuję 08.05.10, 16:26
              Czy może liczysz na to, że w krótkiej jednostce
              Twego życia (krótkiej wobec niezmierzoności procesów chaosu) uda Ci
              się i nie doznasz zmienności chaosu i jego także destrukcyjnego
              działania? Na tym budujesz swe Zycie? Na hazardzie? W absolucie nie
              ma chaosu i absolut nie jest chaosem. To tyle.
              -----------
              nie
              nie jestem naiwny
              wiem, że trzeba cieszyć się chwilą..
              Tak - buduję swoje życie na wszystkim na czym mogę.. Ale bez złudzeń, bo w
              istnienie absolutu nie wierzę... W żadnym wymiarze, również czy przede wszystkim
              transcendentalnym
              Pozdrawiam
              jeep
        • krytykantka07 za dużo słów za mało treści 07.05.10, 13:13
          Szczurek ma rację.
          To nie ma znaczenia.
          To tylko problemy zastępcze lub urojone, które tak lubią rozwiązywać
          ci, co nie chcą być odpowiedzialni za świat.
          Wierzący w Jezusa i rozsądny ateista to to samo.
          I razem spotkają sie po śmierci w niebie, jeśli ono istnieje, a
          wcześniej ziemię uczynią niebem...
          Wierzący w JHWH czyli wypaczony obraz Boga i w Chrystusa, czyli
          wypaczony obraz Jezusa oraz nierozsądny ateista gotowali i gotują
          ludziom piekło na ziemi.
          ---

          " są umysły, które rozumieją same przez się i te są wyborne, są
          umysły, które rozumieją co się do nich mówi i te są pożyteczne i są
          umysły, które ani nie rozumieją same przez się, ani nie rozumieją co
          się do nich mówi i te są bezużyteczne "
          Z tymi ostatnimi poradzili sobie manipulatorzy, robiąc z nich
          umysły, które rozumieją co się do nich mówi, dlatego są marionetkami
          w ich ręku...
          • coma.rar Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 14:02
            krytykantka07 napisała:

            > Szczurek ma rację.
            > To nie ma znaczenia.
            > To tylko problemy zastępcze lub urojone, które tak lubią rozwiązywać
            > ci, co nie chcą być odpowiedzialni za świat.
            > Wierzący w Jezusa i rozsądny ateista to to samo.

            Niezupełnie, rozsądek nigdy nie zastąpi miłości :o)

            > I razem spotkają sie po śmierci w niebie, jeśli ono istnieje, a
            > wcześniej ziemię uczynią niebem...
            > Wierzący w JHWH czyli wypaczony obraz Boga i w Chrystusa, czyli
            > wypaczony obraz Jezusa oraz nierozsądny ateista gotowali i gotują
            > ludziom piekło na ziemi.

            Zgoda.

            > ---
            >
            > " są umysły, które rozumieją same przez się i te są wyborne, są
            > umysły, które rozumieją co się do nich mówi i te są pożyteczne i są
            > umysły, które ani nie rozumieją same przez się, ani nie rozumieją co
            > się do nich mówi i te są bezużyteczne "

            Niezupełnie, jeśli potrafią kochać.
            Miłość zakrywa wiele niedoskonałości :o)


            > Z tymi ostatnimi poradzili sobie manipulatorzy, robiąc z nich
            > umysły, które rozumieją co się do nich mówi, dlatego są marionetkami
            > w ich ręku...

            Niestety.

            zdar
            coma.rar
            • nehsa Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 14:20
              coma.rar napisał:
              "Niezupełnie, rozsądek nigdy nie zastąpi miłości :o)"

              **Im bardziej miłujemy, tym rozsądniej, rozumniej wobec bliźnich
              postępujemy.
              Miłość, jest przyczyną rozumu, rozsądku, który jest pochodną miłości.
              Może zrozumiesz, ale wątpie kocurze.
              • coma.rar Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 14:30
                nehsa napisał:

                > coma.rar napisał:
                > "Niezupełnie, rozsądek nigdy nie zastąpi miłości :o)"
                >
                > **Im bardziej miłujemy, tym rozsądniej, rozumniej wobec bliźnich
                > postępujemy.
                > Miłość, jest przyczyną rozumu, rozsądku, który jest pochodną miłości.
                > Może zrozumiesz, ale wątpie kocurze.

                No, teraz mówisz składniej, a przede wszystkim krócej. :o)

                zdar
                coma.rar
                • krytykantka07 Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 14:36
                  coma.rar napisał:

                  > No, teraz mówisz składniej, a przede wszystkim krócej. :o)

                  I na tym polega Nehsy błąd.
                  Wychodząc od fałszywych założeń może je ukryć zaciemniając obraz i
                  licząc na snobizm intelektualny rozmówcy.
                  Wypowiadając się krótko już niczego nie jest w stanie ukryć.
                  • coma.rar Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 14:46
                    krytykantka07 napisała:

                    > coma.rar napisał:
                    >
                    > > No, teraz mówisz składniej, a przede wszystkim krócej. :o)
                    >
                    > I na tym polega Nehsy błąd.
                    > Wychodząc od fałszywych założeń może je ukryć zaciemniając obraz i
                    > licząc na snobizm intelektualny rozmówcy.
                    > Wypowiadając się krótko już niczego nie jest w stanie ukryć.

                    W tym wypadku tego, że w sumie powtórzył Twoje odkrycie :o)

                    zdar
                    coma.rar
                    • krytykantka07 Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 14:52
                      coma.rar napisał:

                      > W tym wypadku tego, że w sumie powtórzył Twoje odkrycie :o)

                      To nie jest moje odkrycie.
                      Ja mam inne zdanie w tej kwestii.
                      To rozsądek prowadzi do miłości, a nie miłość do rozsądku.
                      Rozsądek ateistów ma zaprowadzić ludzi do Jezusa.
                      • coma.rar Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 14:58
                        krytykantka07 napisała:

                        > coma.rar napisał:
                        >
                        > > W tym wypadku tego, że w sumie powtórzył Twoje odkrycie :o)
                        >
                        > To nie jest moje odkrycie.

                        Twoje, twoje, chyba że udowodnisz,że ktoś tak jasno
                        sformułował I Przykazanie Miłości :o)

                        > Ja mam inne zdanie w tej kwestii.
                        > To rozsądek prowadzi do miłości, a nie miłość do rozsądku.
                        > Rozsądek ateistów ma zaprowadzić ludzi do Jezusa.

                        Rozsądek ateistów zaszczepi ludzi chipami,
                        zacznie się od niepokornych, a potem zaszczepi się
                        wszystkich.

                        I wiesz co, mógłbym zniszczyć Stany Zjednoczone,
                        ale po co, kiedy ludzie i tak nie zmądrzeją
                        od tego ani nie nabiorą miłości do serca.

                        zdar
                        coma.rar
                        • krytykantka07 Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 15:10
                          coma.rar napisał:

                          > Twoje, twoje, chyba że udowodnisz,że ktoś tak jasno
                          > sformułował I Przykazanie Miłości :o)

                          Owszem. Jezus.

                          > Rozsądek ateistów zaszczepi ludzi chipami,
                          > zacznie się od niepokornych, a potem zaszczepi się
                          > wszystkich.

                          To nie rozsądek ateistów tylko ich pogarda dla ludzi.
                          To ich żądza kontrolowania ludzi prowadzi do takich pomysłów.
                          Rozsądni ateiści tak nie postępują.

                          > I wiesz co, mógłbym zniszczyć Stany Zjednoczone, > ale po co,
                          kiedy ludzie i tak nie zmądrzeją > od tego ani nie nabiorą miłości
                          do serca.

                          Właśnie.
                          Lepiej naucz ateistów myśleć rozsądnie ;).
                          Wtedy nie będą głupot wymyślać.
                          • coma.rar Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 15:14
                            krytykantka07 napisała:

                            > coma.rar napisał:
                            >
                            > > Twoje, twoje, chyba że udowodnisz,że ktoś tak jasno
                            > > sformułował I Przykazanie Miłości :o)
                            >
                            > Owszem. Jezus.

                            Pokaż palcem, bo nie uwierzę, jakem tomasz :o)


                            > > Rozsądek ateistów zaszczepi ludzi chipami,
                            > > zacznie się od niepokornych, a potem zaszczepi się
                            > > wszystkich.
                            >
                            > To nie rozsądek ateistów tylko ich pogarda dla ludzi.
                            > To ich żądza kontrolowania ludzi prowadzi do takich pomysłów.
                            > Rozsądni ateiści tak nie postępują.

                            Owszem, to rozsądek pozbawiony miłości.
                            Szatan jest wbrew pozorom bardzo rozsądny.


                            > > I wiesz co, mógłbym zniszczyć Stany Zjednoczone, > ale po co,
                            > kiedy ludzie i tak nie zmądrzeją > od tego ani nie nabiorą miłości
                            > do serca.
                            >
                            > Właśnie.
                            > Lepiej naucz ateistów myśleć rozsądnie ;).
                            > Wtedy nie będą głupot wymyślać.

                            Nie potrafię sam myśleć specjalnie rozsądnie,
                            a miłości zdaje się nie da się kogoś nauczyć,
                            chyba tylko siebie samego.

                            zdar
                            coma.rar
              • krytykantka07 Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 14:32
                nehsa napisał:

                > **Im bardziej miłujemy, tym rozsądniej, rozumniej wobec bliźnich
                > postępujemy.

                Pewnie, bo odgadujemy ich życzenia ;)

                > Miłość, jest przyczyną rozumu, rozsądku, który jest pochodną
                miłości.

                Tak zwłąszcza ślepa miłość ;).

                Rozsądek jest związany z odpowiedzialnością, czyli jest przyczyną
                miłości.

                -
                • coma.rar Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 14:37
                  krytykantka07 napisała:

                  > Tak zwłąszcza ślepa miłość ;).

                  Nie miałaś nigdy ślepego kochanka ?
                  Jestem gotów sobie wyłupić oczy :o)
                  Zresztą sam Jezus ponoć do tego zachęcał.


                  > Rozsądek jest związany z odpowiedzialnością, czyli jest przyczyną
                  > miłości.

                  Tu pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą, Miła :o)
                  Może najlepiej nie mieszajmy ze sobą tych rzeczy
                  albo i zmieszajmy... przyjemne z pożytecznym :o)

                  zdar
                  coma.rar


                  > -
                  • krytykantka07 Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 15:04
                    coma.rar napisał:

                    > Jestem gotów sobie wyłupić oczy :o)
                    > Zresztą sam Jezus ponoć do tego zachęcał.

                    Jezus zachęcał do wyłupienia sobie oczu, lub odcięcia ręki jeśli
                    jest przyczyną grzechu.
                    Ty co najwyżej musiałbyś wyrzucić komputer ;).
                    Ale pociesz się, Jezus tych słów nie powiedział.
                    Nie musiał.
                    Chciał inaczej zdobyć ludzkie serca, czyli ludzi, którzy sami
                    chcieli iść za Nim.
                    Im nie były wtedy potrzebne zakazy ani nakazy.
                    • coma.rar Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 15:08
                      krytykantka07 napisała:

                      > coma.rar napisał:
                      >
                      > > Jestem gotów sobie wyłupić oczy :o)
                      > > Zresztą sam Jezus ponoć do tego zachęcał.
                      >
                      > Jezus zachęcał do wyłupienia sobie oczu, lub odcięcia ręki jeśli
                      > jest przyczyną grzechu.

                      No tak, a ja tylko chciałem popatrzeć
                      na Twoje zdjęcie :o) ale nie jak miałaś roczek :o/

                      > Ty co najwyżej musiałbyś wyrzucić komputer ;).

                      :o)
                      Zgoda.

                      > Ale pociesz się, Jezus tych słów nie powiedział.

                      Wiem, wiem, przecież sam nie był ślepy - he, he.


                      > Nie musiał.
                      > Chciał inaczej zdobyć ludzkie serca, czyli ludzi, którzy sami
                      > chcieli iść za Nim.
                      > Im nie były wtedy potrzebne zakazy ani nakazy.

                      Czy ja wiem..., no trzeba mieć jakieś hamulce,
                      bo można się rozbić o Księżyc albo o Wenus :o)

                      zdar
                      coma.rar
                      • krytykantka07 Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 15:31
                        coma.rar napisał:

                        > krytykantka07 napisała:

                        > > Chciał inaczej zdobyć ludzkie serca, czyli ludzi, którzy sami
                        > > chcieli iść za Nim.
                        > > Im nie były wtedy potrzebne zakazy ani nakazy.
                        >
                        > Czy ja wiem..., no trzeba mieć jakieś hamulce,
                        > bo można się rozbić o Księżyc albo o Wenus :o)

                        W jaki sposób?
                        Iść za Jezusem oznaczało życiem dawać przykład rozumienia Jego
                        nauki ;).
                        Ale tylko dlatego, że samemu się chciało tak postępować.
                        • coma.rar Re: za dużo słów za mało treści 07.05.10, 19:58
                          krytykantka07 napisała:

                          > coma.rar napisał:
                          >
                          > > krytykantka07 napisała:
                          >
                          > > > Chciał inaczej zdobyć ludzkie serca, czyli ludzi, którzy sami
                          > > > chcieli iść za Nim.
                          > > > Im nie były wtedy potrzebne zakazy ani nakazy.
                          > >
                          > > Czy ja wiem..., no trzeba mieć jakieś hamulce,
                          > > bo można się rozbić o Księżyc albo o Wenus :o)
                          >
                          > W jaki sposób?

                          Po prostu - bach i kraksa :o/

                          > Iść za Jezusem oznaczało życiem dawać przykład rozumienia Jego
                          > nauki ;).
                          > Ale tylko dlatego, że samemu się chciało tak postępować.

                          Zgoda.

                          zdar
                          coma.tom
    • bez_seller Wszyscy 07.05.10, 14:43
      chrzanicie jak potluczeni, bez sensu i umiaru.
      • coma.rar Re: Wszyscy 07.05.10, 14:47
        bez_seller napisała:

        > chrzanicie jak potluczeni, bez sensu i umiaru.

        W takim razie oświeć nas -`@'-, o wiece szlachetny :o)

        zdar
        coma.rar
        • bez_seller Re: Wszyscy 07.05.10, 15:00
          coma.rar napisał:

          > W takim razie oświeć nas -`@'-, o wiece szlachetny :o)
          >
          Na poczatek pytanie?
          Po co wdajesz sie w rozmowy?
          Ani nie umiesz ich prowadzic, ani temat Cie nie interesuje. Lubisz
          klapac paluchami po klawiaturze, prowadzic jakies durne
          przekomarzanki. Po co?
          • tlenek_wegla Re: Wszyscy 07.05.10, 16:44
            To forma terapii, jak sadze...
            • nehsa Re: Wszyscy 07.05.10, 17:58
              tlenek_wegla napisał:
              "> To forma terapii, jak sadze..."

              **Wypada mi przyznać ci rację, ale ośmielam się przypuszczać, że
              nieskutecznej. Sewrdetrznie pozdrawiam!
              • krytykantka07 Re: Wszyscy 07.05.10, 18:02
                nehsa napisał:

                > tlenek_wegla napisał:
                > "> To forma terapii, jak sadze..."
                >
                > **Wypada mi przyznać ci rację, ale ośmielam się przypuszczać, że
                > nieskutecznej. Sewrdetrznie pozdrawiam!

                Nehso nie mów tak.
                Zgodnie z tym, co Tlenek powiedział jesteś mną!
                Zresztą Tlenek też ;).
                • nehsa Re: Wszyscy 07.05.10, 18:38
                  krytykantka07 napisała:
                  "nehsa napisał:
                  że, tlenek_wegla napisał:
                  "To forma terapii, jak sadze..."

                  i nehsący dopowiedziałem:
                  **Wypada mi przyznać ci rację, ale ośmielam się przypuszczać, że
                  nieskutecznej. Sewrdetrznie pozdrawiam!

                  W odpowiedzi Krytykantka07 napisała:
                  "Nehso nie mów tak.
                  Zgodnie z tym, co Tlenek powiedział jesteś mną!
                  Zresztą Tlenek też ;)."

                  *** PRZEPRASZAM! nehsa, (złośliwa gadzina)
                  • krytykantka07 Re: Wszyscy 07.05.10, 20:59
                    nehsa napisał:

                    > "nehsa napisał:
                    > że, tlenek_wegla napisał:
                    > "To forma terapii, jak sadze..."
                    >
                    > i nehsący dopowiedziałem:
                    > **Wypada mi przyznać ci rację, ale ośmielam się przypuszczać, że
                    > nieskutecznej. Sewrdetrznie pozdrawiam!
                    >
                    > W odpowiedzi Krytykantka07 napisała:
                    > "Nehso nie mów tak.
                    > Zgodnie z tym, co Tlenek powiedział jesteś mną!
                    > Zresztą Tlenek też ;)."
                    >
                    > *** PRZEPRASZAM! nehsa, (złośliwa gadzina)

                    Dzięki Nehso.
                    Wiedziałam, że masz poczucie humoru ;).
                • coma.rar Re: Wszyscy 07.05.10, 20:07
                  krytykantka07 napisała:

                  > nehsa napisał:
                  >
                  > > tlenek_wegla napisał:
                  > > "> To forma terapii, jak sadze..."
                  > >
                  > > **Wypada mi przyznać ci rację, ale ośmielam się przypuszczać, że
                  > > nieskutecznej. Sewrdetrznie pozdrawiam!
                  >
                  > Nehso nie mów tak.
                  > Zgodnie z tym, co Tlenek powiedział jesteś mną!
                  > Zresztą Tlenek też ;).

                  Bymsięzałamł, ale na szczęści wiem,
                  że to niemożliwe:o)

                  Tylko ja jestem Tobą :o)

                  zdar
                  com.tom
                • tlenek_wegla Re: Wszyscy 07.05.10, 22:57
                  > Nehso nie mów tak.
                  > Zgodnie z tym, co Tlenek powiedział jesteś mną!
                  > Zresztą Tlenek też ;).

                  Łżesz... Ale to nic nowego, niczego więcej po wiercy nie można się spodziewać.
                  • krytykantka07 Re: Wszyscy 07.05.10, 23:08
                    tlenek_wegla napisał:

                    > > Nehso nie mów tak.
                    > > Zgodnie z tym, co Tlenek powiedział jesteś mną!
                    > > Zresztą Tlenek też ;).
                    >
                    > Łżesz... Ale to nic nowego, niczego więcej po wiercy nie można się
                    spodziewać.

                    Co z Tobą przyjacielu?
                    Dlaczego Nehsa nie miałby być mną?
                    Jak to udowodnisz?
                    Juz ktoś mnie nazwał Nehsą bis ;).
                    No a Ty dlaczego nie mógłbyś być mną?
                    Tylko dlatego, że sie tego wypierasz?
                    Dowodów na to nie ma ;).
                    Skoro mną może być coma.rar to wszyscy inni tak samo.
                    No i to rozdwojenie jaźni...
                    To już świadczy o tym, że Ty możesz być mną.
                    Nie widzisz, że strzeliłeś sobie w piętę? ;).
                    Ale tak to jest gdy sie nie rozumie, że słońce jest potężniejsze od
                    wiatru...
                    Dzięki za wątek, który mi poświęciłeś już dawno się tak nie ubawiłam.
                    • tlenek_wegla Re: Wszyscy 08.05.10, 00:42
                      nadal lzesz.. nie napisalem nic o nehsie... ale jako wierca przeinaczylas moje
                      slowa i nadal imputujesz mi slowa, ktorych nie pisalem... typowe.
                      • krytykantka07 Re: Wszyscy 08.05.10, 01:01
                        tlenek_wegla napisał:

                        > nadal lzesz.. nie napisalem nic o nehsie... ale jako wierca
                        przeinaczylas moje > slowa i nadal imputujesz mi slowa, ktorych nie
                        pisalem... typowe.

                        Uspokój się przyjacielu, rozluźnij, pooddychaj głęboko i pomyśl.
                        Wiem, że to trudne, ale nie zniechęcaj się.
                        Napisałeś, że mam rozdwojenie jaźni, a więc pytam dlaczego nie mogę
                        być Nehsą?
                        Napisałam, że już ktoś ( czyli nie Ty ) nazwał mnie Nehsą bis.
                        Nehsa wypowiadał się w tym wątku i nie zaprzeczył, że nie jest mną,
                        czym zasłużył sobie na moją sympatię.
                        Stanął na wysokości zadania.
                        Wracając do Ciebie.
                        Nie mogę być Nehsą mimo, że mam rozdwojenie jaźni, bo Ty na to nie
                        wpadłeś?
                        Skąd wiesz jak u mnie wygląda rozdwojenie jaźni?
                        Zaprawdę powiadam Ci wygląda tak, że równie dobrze możesz być mną ;).
                        Zauważ przyjacielu, że wymyślając czym jest u mnie rozdwojenie
                        jaźni, chociaż pojęcia o tym nie masz ograniczasz moje możliwości
                        zupełnie jak wierzący ograniczają możliwości Boga, który wg. nich
                        jest wszechmocny.
                        Dlaczego?
                        Nie wierzą w to, że może dokonywać więcej jeśli sami lub ich kapłani
                        na to nie wpadli.
                        Dlatego nie wierzą, że Bóg stworzył zielone smoki i krasnoludki...
                        A wierzyć w to powinni ;).
    • szczurek3 Bóg, religie, felgi i kołpaki :) 08.05.10, 11:49
      Tak sobie jeszcze myślę, że Bóg - rzeczywisty lub urojony - jeżeli porównać Go
      do felgi, to religie świata są jak kołpaki.

      Wielu ludzi podziwia swoje samochodziki, jakie mają pikne felgi, podczas gdy
      często nawet sami nie wiedzą, że mówią tylko o kołpakach. Prawda wychodzi na
      jaw, jak plastik nie wytrzyma. A jak nawet wiedzą, to wygodniej im używać
      skrótów myślowych :)

      Co do Boga, mam dwie koncepcje:

      1. Dalej utrzymuję, że Bóg jest to odpowiedź na nasze zapotrzebowanie wynikające
      z trudnością pogodzenia się ze śmiercią nas lub bliskich, cierpieniem i
      niesprawiedliwością na świecie - przecież ta sprawiedliwość gdzieś być musi -
      tak sobie myślimy - przecież nie może być tak, że w życiu bardziej opłaca się
      być gnidą - vide stalinizm, SS, inne systemy totalitarne, współczesne kręgi
      władzy państwowej i korporacyjnej - tak sobie zwykły człowieczek myśli a kapłani
      wielu religii tylko zacierają ręce - są bodajże agentami najbardziej dochodowych
      firm ubezpieczeniowych !!! oferujących odszkodowanie - PO ŚMIERCI - zero
      wypłaty, same wpływy do kasy :)

      2. Jeszcze druga koncepcja - też ogólnie znana, jesteśmy bydłem, jak kurczaki w
      ubojniach. Jakaś wyższa cywilizacja, którą nazywamy Bogiem, "zasiała" nas i za
      jakiś czas "harvesterzy" pojawią się po to, co DO NICH NALEŻY, tak jak my
      wpieprzamy kurczaki i wołowinę.

      Tak czy inaczej, marnie to wygląda, więc dla zdrowego umysłu i sensu życia
      skłaniam się przyjąć tezę, że Bóg i Miłość to synonimy. Kochajmy się i wszystko
      będzie dobrze :)
      • krytykantka07 Re: Bóg, religie, felgi i kołpaki :) 08.05.10, 12:09
        szczurek3 napisał:

        > Tak sobie jeszcze myślę, że Bóg - rzeczywisty lub urojony - jeżeli
        porównać Go > do felgi, to religie świata są jak kołpaki.
        >
        > Wielu ludzi podziwia swoje samochodziki, jakie mają pikne felgi,
        podczas gdy > często nawet sami nie wiedzą, że mówią tylko o
        kołpakach. Prawda wychodzi na > jaw, jak plastik nie wytrzyma. A jak
        nawet wiedzą, to wygodniej im używać > skrótów myślowych :)

        Wiesz, że jesteś bardzo mądrym człowiekiem?
        Uczysz ludzi na sposób : " spójrz jakie to proste " a nie spójrz
        jaki ja jestem mądry ".
        To rzadka cecha i tak nauczał Jezus.
        Większość inteligentów na tym forum nie ma o niej pojęcia.

        > Co do Boga, mam dwie koncepcje:
        >
        > 1. Dalej utrzymuję, że Bóg jest to odpowiedź na nasze
        zapotrzebowanie wynikając> e > z trudnością pogodzenia się ze
        śmiercią nas lub bliskich, cierpieniem i > niesprawiedliwością na
        świecie.

        Tak, ale dlatego, że działają samospełniające się przepowiednie,
        których można uniknąć tylko poprzez uczciwość wobec samego siebie.

        > 2. Jeszcze druga koncepcja - też ogólnie znana, jesteśmy bydłem,
        jak kurczaki w > ubojniach. Jakaś wyższa cywilizacja, którą nazywamy
        Bogiem, "zasiała" nas i za > jakiś czas "harvesterzy" pojawią się po
        to, co DO NICH NALEŻY, tak jak my > wpieprzamy kurczaki i wołowinę.

        Podoba mi się ta koncepcja ;).
        Czyli dla wyższej cywilizacji jesteśmy tylko kurczakami lub wołowiną
        i co jakiś czas na chybił trafił pojawiają się po mięsko ;).
        A my im sami dostarczamy nie rozumiejąc, że gdyby nie te walki o
        niewiadomo co to przynajmniej do czasu odejścia moglibyśmy zaznać
        prawdziwego szczęścia, a przynajmniej spokoju...

        > > Tak czy inaczej, marnie to wygląda, więc dla zdrowego umysłu i
        sensu życia > skłaniam się przyjąć tezę, że Bóg i Miłość to
        synonimy. Kochajmy się i wszystko > będzie dobrze :)

        No i o to chodzi, a nie o tłumaczenie czegoś czego wyjaśnić się nie
        da...
        Sami możemy uczynić nasz los tak dobrym jak to możliwe na tej ziemi
        i do tego zadbać o przyszłe pokolenia.
        Ale potrzeba przy tym uczciwości wobec samych siebie.
        Każdy musi zrozumieć sam siebie i przestać się oszukiwać.
      • coma.rar Re: Bóg, religie, felgi i kołpaki :) 08.05.10, 22:35
        szczurek3 napisał:

        > Tak sobie jeszcze myślę, że Bóg - rzeczywisty lub urojony - jeżeli porównać Go
        > do felgi, to religie świata są jak kołpaki.
        >
        > Wielu ludzi podziwia swoje samochodziki, jakie mają pikne felgi, podczas gdy
        > często nawet sami nie wiedzą, że mówią tylko o kołpakach. Prawda wychodzi na
        > jaw, jak plastik nie wytrzyma. A jak nawet wiedzą, to wygodniej im używać
        > skrótów myślowych :)
        >
        > Co do Boga, mam dwie koncepcje:
        >
        > 1. Dalej utrzymuję, że Bóg jest to odpowiedź na nasze zapotrzebowanie wynikając
        > e
        > z trudnością pogodzenia się ze śmiercią nas lub bliskich, cierpieniem i
        > niesprawiedliwością na świecie -


        Kto wie, może to jest właśnie pytanie-odpowiedź
        Boga, czyli felgi... :o)


        >a kapłan
        > i
        > wielu religii tylko zacierają ręce - są bodajże agentami najbardziej dochodowyc
        > h
        > firm ubezpieczeniowych !!! oferujących odszkodowanie - PO ŚMIERCI - zero
        > wypłaty, same wpływy do kasy :)

        Niestety tak wygląda handelek kołpakami...
        :o)

        > 2. Jeszcze druga koncepcja - też ogólnie znana, jesteśmy bydłem, jak kurczaki w
        > ubojniach. Jakaś wyższa cywilizacja, którą nazywamy Bogiem, "zasiała" nas i za
        > jakiś czas "harvesterzy" pojawią się po to, co DO NICH NALEŻY, tak jak my
        > wpieprzamy kurczaki i wołowinę.


        Kto wie, to bardzo prawdopodobne..., niestety. :o/
        Ale jeśli tak, to może wśród "obcych" też są
        świadomości poszukujące prawdy i miłości :o)
        czyli w sumie dobrego Boga.


        > Tak czy inaczej, marnie to wygląda, więc dla zdrowego umysłu i sensu życia
        > skłaniam się przyjąć tezę, że Bóg i Miłość to synonimy. Kochajmy się i wszystko
        > będzie dobrze :)

        Kurcze, co tu się dzieje, jakiś najazd
        ludzi szczerych, myślących i serdecznych :o)
        Dzięki.

        zdar
        coma.rar

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka