gumpel
16.02.11, 14:18
Fragment artykułu z dzisiejszej Wyborczej:
"Berlusconi, który w swym salonie bunga-bunga ma obmacywać nocami młode kobiety zrzucające przebrania policjantek oraz pielęgniarek podczas tańców przy rurze ("Teraz ja! Ja!" - mają potem krzyczeć w kolejce do jego sypialni), za dnia nadal uchodzi za obrońcę chrześcijańskich wartości, sojusznika Kościoła oraz strażnika włoskiej europejskości.
- Lepszy jest polityk dziwkarz, który stanowi dobre prawo, niż szlachetny katolik promujący ustawy sprzeczne z nauczaniem Kościoła - tak Vittorio Messori, katolicki publicysta i autor wywiadu z Janem Pawłem II, tłumaczył swe niezmienne poparcie dla Berlusconiego.
Centroprawicowa koalicja Berlusconiego istotnie twardo blokuje ustawę o związkach partnerskich (w tym gejowskich), strzeże rygorystycznych przepisów o in vitro oraz kościelnych przywilejów podatkowych. - Tak wiele od nas dostają. Dlaczego mieliby się od nas odwrócić? - mówił niedawno "Gazecie" jeden z włoskich ministrów."
Całość tutaj:
m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,9114004,Kobiety_osadza_Berlusconiego.html
ale zaciekawił mnie ten właśnie fragment. Chodzi mi zwłaszcza o słowa Vittorio Messoriego (dlatego je wyboldowałem). Czy cudzołóstwo to rzeczywiście tak mało istotny grzech, że można na niego przymknąć oko? Przecież jest w dekalogu ... Co o tym sądzicie?
G.