kroniken
03.05.12, 11:51
Być może za wiarę odpowiedzialny jest fragment DNA nazwany VMAT2. Jeśli tak jest, to wiara religijna jest uwarunkowana genetycznie. Jest więc produktem ewolucji. Miliardy ludzi mają więc ten gen w mniej czy bardziej sposób aktywny. Jeśli skłonność do wiary jest efektem ewolucji, to znaczy, że jest to cecha w jakiś sposób przydatna. Może bardzo przydatna? Może kluczowa dla takiego gatunku, u którego rozwinęła się świadomość, skoro jest tak powszechna?
Oczywiście nie jest to argument za istnieniem Boga. To wskazuje jedynie, że być może ateiści, którzy uznają ewolucję za ważny, czy wręcz kluczowy element naukowego obrazu świata, a więc według nich najbliższego prawdy, walczą z ewolucją. Czy to nie śmieszne, że ci, którzy uznają, że najlepiej rozumieją ewolucję walczą z jej przejawami? Czy jest to naukowe - negowanie efektów ewolucji? Być może wiara jest jedną z cech kluczowych w ewolucji naszego gatunku, skoro jest tak powszechna? Są tacy, którzy mówią, że to "wirus". Ale czy nie jest to ideologiczne przekonanie? Bo nie ma żadnych dowodów na to, że to wirus jakiegokolwiek rodzaju, a sporo wskazuje na genetyczne uwarunkowania.
Więc ateiści kopią się z koniem, swoim ulubionym, czyli ewolucją. Mówią: nie wierzcie, jesteście idiotami. W świetle tego co wyżej, równie dobrze mogliby pisać: nie kopuluj, nie jedz, nie chroń swego potomstwa. Może użyteczność genu wiary, jest taka sama lub zbliżona, jak innych kluczowych genetycznie uwarunkowań?
Czyż nie jest więc prawdopodobne, że ateiści przyjmują dramatycznie nienaukową, ideologiczną postawę? Ateizm był obecny niemal "od zawsze", ale zawsze w znaczącej mniejszości. Może jest to wada genetyczna? Może ateizm to obrona zmutowanych, wadliwych jednostek przed wyeliminowaniem z toku ewolucji ich kodu genetycznego?