kroniken
07.05.12, 14:47
Ateiści, między innymi na tym forum, twierdzenia na temat tego czym nauka nie zajmuje się - Boga, uznają za ostateczna prawdę, gdy są wypowiadane przez nich. Za idiotyzm zaś, gdy przez wierzących. Każdy kto jest wierzącym, to według ateistów osioł, oszołom, osoba wymagająca leczenia z urojeń, w najlepszym przypadku ofiara kleru.
Według ateistów, teiści są zbyt mało inteligentni by zrozumieć ateizm. Wskazałem już, że w takim razie człowiek o niewątpliwie genialnym umyśle, co najmniej tej klasy co Hawking, Penrose jest idiotą, gdy tworzy byty ponad konieczność, twierdząc, że istnieją platońskie, niematerialne światy idei. Więc Penrose, gdy wypowiada te sądy, staje się fantastą i idiotą - według ateistów.
A co z wiarą Plancka i Heisenberga? To główni współtwórcy współczesnej fizyki kwantowej. Pewnie też byli idiotami, skoro deklarowali wiarę. Pewnie tak, bo tylko ateista ma monopol na prawdę.
W wielu opracowaniach nie przeczytacie, że np. dany noblista z chemii, czy fizyki był wierzący. Ale gdy tylko pojawiają się ludzie przebijający się z tezami niezgodnymi z polityczną poprawnością, podważającymi materialistyczny światopogląd, wówczas jeśli to tylko możliwe, przypisuje się danej osobie religianctwo, wskazuje, że np. urodziła się w biednej, religijnej rodzinie, albo ignoruje, ignoruje i jeszcze raz ignoruje. Ta manipulacja odbywa się w mediach głównego nurtu, w nauce głównego nurtu na ogromną skalę.
Zinstytucjonalizowane religie doprowadziły do okropnych nadużyć, z Bogiem na ustach. To fakt. I dlatego ludzie, którzy nigdy nie zgłębili wiary, odprawiali tylko bezsensowne obrzędy, stają się ateistami. Tak samo bezmyślnymi, jak bezmyślnymi byli wierzącymi.
Doświadczenie religijne, doznanie Boga jest faktem. Ludzie poprzez całą historię, we wszystkich miejscach na Ziemi, opisywali doświadczenia i rozumienie, które choć często ubrane w różne słowa, w różne pojęcia, właściwe ich czasom i kulturze, mówiły o tym samym. Od Upaniszad, poprzez buddyzm, Plotyna, mistyków chrześcijańskich, aż po Kurs cudów, mamy ten sam przekaz. Wszyscy, którzy byli wykształceni i mieli odpowiedni aparat pojęciowy pisali o tym, że ISTOTĄ tego doświadczenia jest pojęciowa niewyjaśnialność, gdyż jest to bezpośrednie DOŚWIADCZENIE, pojęcia są zaś tylko symbolami, niezwykle niedoskonałymi pośrednikami (z czego zdają sobie sprawę wybitni naukowcy, jak np. Heisenberg - zob. jego praca Fizyka a filozofia, a czego np. grgkh, wykulturalniały przez ostatnie lata, ale megalomańsko nadęty do granic możliwości, nie pojmuje, odwołując się nieustannie do definicji pojęć jako ostatecznej instancji).
Bóg to inny świat, inna klasa rzeczywistości. Nie można jej poznać, jeśli dokona się jej wyeliminowania a priori. Nauka nie ma pojęcia czym jest świadomość. Gdy pojawiają się niepokojące informacje, jak te na wskazywanej już przeze mnie stronie noosphere.princeton.edu, media głównego nurtu zignorują je lu zdezinterpretują, do czego autorzy strony zresztą odnoszą się. Ateiści nie rozumieją tego, co wykracza poza szkiełko i oko. Psychonauci, np. po dużych dawkach LSD, wkraczają w świadomość innych osób, które nie są pod wpływem jakichkolwiek substancji. Ma miejsce doświadczenie bezpośredniego kontaktu świadomości ze świadomością. Nauka NIC o tym nie wie, a badania nad odmiennymi stanami są dość systematycznie blokowane, a nawet gdy dopuszcza się ich prowadzenie, to musi to być dokonane według pewnego szablonu, co opisuje autor badań nad świadomością po DMT (zob. DMT - molekuła duszy). Pewnych tez w nauce nie wolno stawiać, ani badać, gdyż zostanie się zmarginalizowanym i odsuniętym od badań.
O tym wszystkim i nauka i ateiści nie mają pojęcia. Nie mają pojęcia o niesamowitym świecie, wielowymiarowym, przekraczającym wszystkie prymitywne rojenia o naukowej ostateczności poznania, który nie daje się zamknąć w naukowym opisie.
Są jak koń z klapkami na oczach, który twierdzi, że świat poza tym co przed nim nie istnieje. I będą zaklinać rzeczywistość, by tak było. Na darmo.
Oczywiście obraz osobowego Boga, osądzającego staruszka, jest infantylny i absurdalny. Zawsze znajdą się Ci, którzy nie rozumieją, teiści wypaczający w karykaturę ideę Boga, i ateiści przykrawający istotę nauki do obrony ideologicznych tez.
Jednak nie dokonuje się żadna ewolucja poglądów teistycznych. Zawsze byli tacy, którzy rozumieli, że Bóg wykracza poza wszystkie pojęcia, i dostępny jest tylko intuicyjnemu poznaniu, doświadczeniu, że nie jest ani osobowy, ani nieosobowy. Boga nie można zrozumieć poprzez intelektualne rozważania, ale można go poznać. I o tym są Upaniszady, o tym pisali mistrzowie zen, i o tym pisał Plotyn. Wiedziało to wielu genialnych ludzi nauki, bez których nie byłoby w ogóle obecnych osiągnięć naukowych.
Religijny teizm, jak i ateizm, próbują zamknąć ludzkość w prymitywnych ubogich światach jedynie słusznych prawd. To się na szczęście nie uda.