tomasz_456
01.01.14, 22:19
Zainspirowała mnie ta krótka wymiana zdań:
>> > Dlaczego więc ci katolicy tak nie przestrzegają przykazań?
>> Bo są grzeszni .
> Jeśli religia nie ogranicza grzeszności, to po ona nam?
> Żeby w spowiedzi wyprać sumienie pijaka, który na gazie siadł za kierownicą i żeby spokojnie mógł powtarzać swoje zachowanie?
Jak sądzicie, kto stoi za ostania wypowiedzią? Osoba deklarująca nieustannie żądająca dowodu na istnienie Boga?
Pierwsze zdanie i warta zauważenie jest "nam".
Drugie zdanie za to obnaża przekonanie, iż wyznanie księdzu swoich złych czynów powinno magicznie zmienić człowieka, i nie powinien już popełniać tych samych złych czynów.
Magicznie, bo przecież znanym i dowiedzionym faktem jest, iż nawet kara więzienia nie zmienia każdego człowieka, i bardzo często po wyjściu z więzienia następuje recydywa. A przecież więzienie to teoretycznie lata pracy.
Znaczy człowiek nie wierzący w Boga, jednocześnie oczekuje jakiegoś cudu, lub uznaje, iż kilka minut wyznania win powinno natychmiast przynieść efekt zmiany człowieka.
> Tak, nie tylko ale czy duchowni nie powinni świecić przykładem? Czy nie uczy się ich samokontroli oraz tego czego powinni ludzi uczyć?
I kolejny problem, kasta wyjątkowych ludzi, duchownych, którym odmawia się prawa do czynienia złą. Na jakiej podstawie? 6 lat studiów?
I na koniec, skoro samemu nie uznaje się pojęcia wiara, wręcz uznając ja za pozbawiona logiki, to dlaczego jednocześnie domaga się, aby człowiek postępował zgodnie ze swoja wiarą?