9rgkh
04.04.15, 23:02
Czy mężczyzna nazywany Jezusem z Nazaretu rzeczywiście stąpał po ziemi? Są powody, by stawiać sobie takie pytanie wobec skąpych źródeł historycznych.
Dyskusje na temat tego, czy postać znana jako ”historyczny Jezus” naprawdę istniała, odzwierciedlają przede wszystkim spory wśród ateistów. Wierzący, którzy wyznają przekonanie o prawdziwości mało prawdopodobnego i łatwiejszego do obalenia ”Chrystusa wiary” (boskiego Jezusa, który chodził po wodzie), nie powinni się w nie mieszać.
Wielu świeckich uczonych przedstawiło własne wersje tak zwanego ”Jezusa historycznego” – i większość z nich świadczy, jak ujął to biblista J.D. Crossan, o ”zakłopotaniu naukowców”. Od wizji Crossana ukazującej Jezusa jako roztropnego mędrca po Jezusa rewolucjonistę Roberta Eisenmana i apokaliptycznego proroka Barta Ehrmana niemal jedynym faktem, co do którego badacze Nowego Testamentu zdają się zgadzać, jest historyczne istnienie Jezusa. Czy jednak nawet ono nie może być przedmiotem wątpliwości?
Pierwszym problemem, na który natrafiamy usiłując dowiedzieć się więcej o historycznym Jezusie, jest brak dawnych źródeł. Najwcześniejsze odnoszą się jedynie do ewidentnie fikcyjnego Chrystusa wiary. Źródła te, skompilowane dziesiątki lat po domniemanych wydarzeniach, wywodzą się od autorów chrześcijańskich pragnących krzewić chrześcijaństwo – co daje nam podstawy do ich kwestionowania. Autorzy Ewangelii nie podają swoich nazwisk, nie przedstawiają własnych kwalifikacji ani też nie wykazują żadnego krytycyzmu wobec swoich podstawowych źródeł, których także nie wymieniają. Ewangelie, pełne informacji mitycznych i niehistorycznych, a także poważnie przeredagowane na przestrzeni dziejów, z pewnością nie powinny dawać krytykom podstaw do zawierzania nawet najbardziej przyziemnym twierdzeniom, jakie w nich zawarto.
Metody, tradycyjnie stosowane do wyłuskiwania z Ewangelii nielicznych ziaren prawdy, są wątpliwe. Kryterium zawstydzenia głosi, że jeśli jakiś fragment byłby zawstydzający dla autora, to najprawdopodobniej jest prawdziwy. Niestety wobec rozmaitości ówczesnych nurtów chrześcijaństwa i judaizmu (co do dziś wcale się zanadto nie zmieniło) oraz anonimowości autorów nie sposób określić, co byłoby rzeczywiście żenujące albo sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, a cóż dopiero, czy nie mogło służyć celom ewangelizacyjnym.
Mało pomocne jest również kryterium aramejskiego kontekstu. Jezus i jego najbliżsi zwolennicy na pewno nie byli jedynymi osobami mówiącymi po aramejsku w Judei w I wieku naszej ery. Trudno też odpowiednio zastosować w tym przypadku kryterium wielu niezależnych potwierdzeń, gdyż źródła wyraźnie nie są niezależne.
Listy apostolskie Pawła, napisane wcześniej niż Ewangelie, nie dają nam podstaw, by dogmatycznie ogłosić, że Jezus musiał istnieć. Paweł opisuje jednie swego ”Boskiego Jezusa”, omijając ziemskie wydarzenia z jego udziałem i jego nauki, choćby mogły one wzmocnić tezy Pawła. Nawet gdy omawia to, co wydaje się zmartwychwstaniem, i ostatnią wieczerzę, jako źródła wymienia jedynie bezpośrednie objawienie boskie oraz pośrednie objawienia ze Starego Testamentu. W gruncie rzeczy Paweł właściwie wyklucza źródła ludzkie (zobacz list do Galatów 1:11-12).
Brak źródeł, brak świadków
Istotne są również źródła, których nie mamy. Brak istniejących świadków lub współczesnych Jezusowi relacji na jego temat. Dysponujemy tylko późniejszymi opisami wydarzeń z życia Jezusa autorstwa osób, które nie były ich naocznymi świadkami i które przeważnie są w sposób oczywisty stronnicze.
(...)
Krótko mówiąc, istnieją poważne powody, by wątpić w historyczne istnienie Jezusa – jeśli nie wręcz uznać je za zupełnie nieprawdopodobne.
Raphael Lataster jest wykładowcą nauk religijnych na Uniwersytecie w Sydney. Napisał książkę ”There Was No Jesus, There Is No God” (Jezusa nie było, Boga nie ma).
To, co cytuję powyżej, to głos sceptyka. Szukał prawdy. A czy człowiek powinien wierzyć, czy wiara ma sens? Co dobrego może wyniknąć z wiary?