feminasapiens
23.01.08, 09:23
Do napisania tego postu skłonił mnie artykuł:
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4860641.html
Jest on jednym z wielu stanowisk, gdzie największy nacisk kładzie
się na "grzech" związany ze sferą seksualną.
Grzechem są:
- seks pozamałżeński
- masturbacja
- aborcja
- antykoncepcja w każdej postaci
- pornografia, nawet w formie light, bardziej erotyczna niż
seksualna; zwykła modelka w bieliźnie na billboardzie wzbudza wśród
ortodoksów katolickich obrzydzenie
- inne niż coitus formy seksu (np. petting)
- zapłodnienie in-vitro
- celibat wśród kleru
- również różne elementy seksualności, takie jak np. określony
sposób ubierania się (i nie chodzi o ekstremalnie niesmaczny
typ "dody" - już krótka spódniczka i dekolt jest niemile widziany)
- w poprzednich wiekach nawet współżycie nie prowadzące do poczęcia
było grzeszne
Praktycznie w każdej sferze zbliżonej do seksualności obowiązują
jakieś obostrzenia.
Zastanawiam się dlaczego takiego nacisku nie kładzie się w przypadku
np.:
- grzechu pijaństwa (który bardzo często doprowadza do ofiar
śmiertelnych na drogach, nieszczęść w rodzinie, destrukcji
człowieczeństwa)
- grzechu p-ko przykazaniu "nie kradnij", który zwłaszcza w naszym
postPRLowskim społeczeństwie jest jeszcze bardzo rozpowszechniony
Uważam że są to o wiele poważniejsze problemy niż to że np. kobieta
zażywa tabletki antykoncepcyjne (przypomnę że jest to
zakwalifikowane jako grzech ciężki, tak samo jak sex przedmałżeński,
nawet kochającej się pary w stałym związku).
Nie zauważyłam aby z takim naciskiem walczono z innymi
niż "seksualne" grzechami.
Nie przypominam sobie zmasowanej kampanii kościelnej nt. walki np. z
bardzo szkodliwym nałogiem tytoniowym.
Zastanawia mnie to dlaczego akurat seksualność tak bardzo zajmuje
teologów katolickich? Z czym to się wiąże.
Proszę o poważne wypowiedzi, nie dyskutuję z zasadnością tego czy
akurat takie traktowanie przejawów seksualności jest zasadne czy nie.
Tylko dlaczego akurat ta sfera życia jest poddana takim wielkim
obostrzeniom.