grgkh
15.09.08, 17:56
Koleżanka opornik napisała o sobie:
"Naleze do tych nielicznych jeszcze osob,ktorym sie CHCE poprawiac
ten porabany Swiat."
Z reguły nie wtrącam się w prywatność innych. Piszący na forum są
dla mnie poglądami, które prezentują, a nie ludźmi, w któych
poglądach chciałbym grzebać. Ale taka prezentacja, to rezygnacja z
pewnej strefy prywatnosci, a więc potraktujmy kilka poglądów
opornika jako całość. Na początek powyższy cytat.
Mam pytania dodatkowe. Co to znaczy:
1) co znaczy "nieliczna grupa osób"?
2) w jaki sposób wolno zmieniać świat tak, by nie krzywdzić osób,
które powinny się zmienić wraz z planowaną zmianą świata? A być może
tego sobie nie życzą.
3) na jakich zasadach wolno nam kwalifikować coś do zmiany
na "lepsze", uznając jednocześnie, że coś innego jest gorsze?
4) co znaczy "porąbany świat"? Bo przecież NIGDY dotąd nie był on
inny niż porąbany i NIGDY dotąd nikomu takie zmienianie na
nieporąbany się nie udało.
5) dlaczego zmienianie świata na inny NA PEWNO jest zmianą z
porąbanego na nieporąbany? A może jest odwrotnie niż to się wydaje
przemądrzałemu zmieniającemu?
6) dlaczego zmienianie świata polegające na podporządkowaniu go
systemowi, który się nie sprawdził od tysięcy lat, właśnie teraz i
dopiero teraz ma przynieść pożądany, pozytywny skutek?
I tak dalej...
Nie musi być opornik, może mówić kto chce, ale niech mi opornik
odpowie na te pytania także.
P.S. A pytania są jak najbardziej na to forum, bo - o czym wiedzą
stali bywalcy tego forum - opornik jest bardzo aktywna prokatolicko.
I nadarza się świetna okazja, żeby przyjrzeć się, skąd w niektóych
katolikach bierze się tak zawzięta potrzeba szerzenia religii jako
absolutnego dobra, choć jest ona absolutnym złem.