Dodaj do ulubionych

Platforma Obłudników

14.01.06, 11:52
Przedruk z Naszego Dziennika

"W tekście tym zawarłem wiele szokujących dawniejszych wyznań polityków
Platformy Obywatelskiej. Przytaczane przeze mnie wypowiedzi czy fragmenty
życiorysów czołowych platformersów są wymowną ilustracją podstawowych cech
ludzi PO: skłonności do postawy kameleona, hipokryzji i obłudy, ciągłego
przebierania się w nowe szatki polityczne, w zależności od koniunktury, by
przypomnieć choćby ataki furii, z jaką jeden z dzisiejszych liderów PO Stefan
Niesiołowski dokładał partii w 2001 r., starannie i pracowicie mieszając ją z
błotem, czy mało eleganckie wyznanie Jana Rokity z 2000 r.: "Chamem jestem
generalnie".
Chcę przypomnieć różne przemilczane dziś fakty, gdyż zbyt często nasi
politycy żerują na braku pamięci o wielu sprawach, przez lata pomijanych w
najgłośniejszych "przekaziorach". Tak robili przez wiele lat postkomuniści,
starając się maksymalnie przesłonić swoje wyczyny w PRL-u, i tak robią
dziś "przebierańcy" z PO, dążąc do zapomnienia ich "wyczynów" w Unii
Demokratycznej, Kongresie Liberalno-Demokratycznym, Unii Wolności. Gros
dziennikarzy, zwłaszcza z liberalnych mediów, nader chętnie zapomina słabości
i przekręty swych lewicowo-liberalnych idoli. Tym bardziej więc jestem
wdzięczny "Naszemu Dziennikowi" za możliwość przypomnienia wielkiej porcji
faktów, częstokroć świadomie przemilczanych. Mam nadzieję, że mój tekst
jeszcze bardziej pomoże w uprzytomnieniu sobie przez nas wszystkich, jakim
szczęściem stało się dla Polski uratowanie jej przed rządami PO i Donalda
Tuska. Możemy dzięki temu rozpocząć nowy rok w atmosferze wielkich nadziei, w
skali niespotykanej od czerwca 1989 r. Obyśmy nie zmarnowali tych nowych
szans!

Donald Wiarołomca
W "Naszym Dzienniku" z 18 października 2005 r. pisałem już o rozlicznych
przykładach kłamliwości Donalda Tuska. Od tego czasu wyszła jednak na jaw
historia jego świeżego, szczególnie niegodziwego wiarołomstwa, popełnionego
wobec własnego kolegi, współprzywódcy PO - Jana Rokity. Okazało się, że Tusk
oszukał go z zimną krwią, robiąc to wyjątkowo cynicznie. Poszło o dobór
kandydatów na listy wyborcze. Rokita, obciążony pracami programowymi, naiwnie
zgodził się, żeby cały ostateczny kształt listy wyborczej kandydatów PO do
Sejmu i Senatu ustalił Tusk. Z jednym tylko zasadniczym warunkiem: żeby
przestrzegał przy tym zasady fifty-fifty - połowa dla zwolenników Tuska,
połowa dla zwolenników Rokity. Tusk zaakceptował warunek, ale zrealizował go
tak, jak robili Sowieci w przeróżnych starych dowcipach, tj. "po bratersku".
Z pomocą swego wiernego pomagiera - sekretarza generalnego PO Grzegorza
Schetyny - po prostu "wykolegował" Rokitę i jego zwolenników. I to do tego
stopnia, że ostatecznie w Sejmie znalazło się od 10 do 30 zwolenników Rokity
i aż od 70 do 90 zwolenników Tuska i Schetyny (wg "Gazety Polskiej" z 16
listopada 2005 r.). O tym, że cała sprawa wycięcia ludzi Rokity z listy
wyborczej PO jest całkowicie pewna, może przekonać fakt, iż pisano o niej
nawet w tak życzliwych dla PO gazetach, jak "Newsweek" czy "Gazeta Wyborcza"
(w numerach z 16 listopada i 7 grudnia 2005 r.).
Nasuwa się pytanie: jeśli Tusk tak bezczelnie oszukał swego bliskiego kolegę
z partii, jej współprzywódcę, to jak można było w ogóle liczyć na jego
jakąkolwiek lojalność w rozmowach koalicyjnych z PiS?

Przegrało germanofilstwo!
Przegrana wyborcza Tuska to przede wszystkim uratowanie Polski przed
triumfem "stronnictwa pruskiego" i germanofilstwa. Małe znaczenie miało to,
czy dziadek Tuska służył w Wehrmachcie czy nie. Chodziło o postawę samego
Tuska na dziś, jego wyraźny brak chęci do twardego, jednoznacznego stawiania
naszych interesów w rozmowach z wielkim sąsiadem zachodnim. Sąsiadem, który
od lat prowadzi wobec nas nieczystą grę, wykorzystując służalstwo dużej
części naszych elit politycznych. Aż nadto wiele faktów, ze sławetnym
gazociągiem na dnie Bałtyku, dowodzi, że coraz wyraźniej mamy do czynienia
z "kiczem pojednania" zamiast tak opiewanego przez Geremka i Kwaśniewskiego
rzekomego "cudu pojednania". W tym kontekście od dawna szczególny niepokój
budziło lizusowskie germanofilstwo Donalda Tuska. Ciekawe, że zwrócił na to
uwagę nawet publicysta sprzyjającego PO tygodnika "Wprost", Maciej Rybiński.
W numerze z 2005 r. ukazał się jego tekst ubolewający nad postawą Tuska,
gotowego do "przytulenia każdego" i wychodzącego z "programem uległości
powszechnej" w sprawach zagranicznych, gotowości do rozmawiania nawet z
takimi naszymi wrogami jak Erika Steinbach. Z kolei Janusz Korwin-Mikke
przypomniał w "Najwyższym Czasie" z 22 października 2005 r., że "poprzednia
partia p. Tuska, Kongres Liberalno-Demokratyczny, była przez Niemców
popierana, a kwartalnik 'środowiska gdańskich literałów', czyli 'Przegląd
Polityczny' był po prostu przez nich finansowany! Dwie fundacje niemieckie -
Eberta i Adenauera - popierają niemieccy politycy! Przy tym wcale nie musi to
oznaczać, że p. Tusk jest jakimś agentem BND czy agentem wpływu RFN. Nie - to
może oznaczać tylko tyle, że Niemcy czują, iż jest to polityk miękki w
stosunku do Niemiec, sympatyzuje z Niemcami, więc forują go po cichu, ale
konsekwentnie".
Niedawno w "Naszym Dzienniku" przypomniano żarliwość, z jaką Tusk gardłował w
1992 r. na temat potrzeby autonomii kaszubskiej, rozwijając szkodliwe wizje
regionalizacji Polski. Ciekawe, ile mu z tych marzeń o Polsce regionów
pozostało? Tusk powoływał się wielokrotnie na swe przywiązanie do
kaszubskości. Na przykład w "Polityce" z 3 sierpnia 2002 r. akcentował: "Moi
przodkowie i po mieczu, i kądzieli pochodzą z Kaszub. Świadczy o tym także
nazwisko. Na Kaszubach jest bardzo dużo Tusków, chociaż mniej ludzi, a więcej
psów. Tak nazywano małe kundle używane do pilnowania owiec". Tyle że
kaszubskość Tuska, o dziwo, jakoś łączyła się u niego z niechęcią do
polskości (np. zdanie "Polskość to nienormalność"). I to właśnie go różniło
od postawy większości Kaszubów, którzy woleli powtarzać słynne słowa: "Nie ma
Kaszub bez Polski i Polski bez Kaszub", identyfikując się z odrzucaną przez
Tuska polskością.

Na przekór Kościołowi
Hasło "Bóg, Honor i Ojczyzna" od wieków integruje wszystkich Polaków.
Zastanówmy się w tym kontekście nad postawą Donalda Tuska. Czy można mówić o
honorze kogoś, kto okazał się takim zdradzieckim wiarołomcą nawet wobec
współprzywódcy własnej partii? Jak ocenić stosunek do Ojczyzny kogoś, kto
nazwał polskość nienormalnością i kto nawet dziś jest aż nadto usłużny wobec
zagranicznych zakusów? I jak wreszcie ocenić stosunek do Pana Boga u
człowieka, który przez wiele lat był odwrócony od Kościoła, a bywało, że go
nawet wyraźnie zwalczał? Chciałbym przypomnieć fakt zapomniany i niestety
nieprzypomniany w ostatnich miesiącach kampanii wyborczej. A szkoda... Oto,
co znalazłem, robiąc przedświąteczne porządki, w wycinku z
działu "Rozmaitości" katolickiego tygodnika "Niedziela" z 29 września 1992
r.: "W 24 godzinach" (nr 177) udzielił wywiadu p. Donald Tusk, przewodniczący
Zarządu Kongresu Liberalno-Demokratycznego. (...) P. Tusk odpowiada na
pytanie redaktora prowadzącego wywiad, dotyczące stosunku premiera
Bieleckiego do prymasa Glempa. Czytamy: 'Naprawdę nie wiem, co mogłoby być
obiektem konsultacji między szefem gabinetu a głową jednego z Kościołów w
Polsce'". Oto, jak lekceważąco potraktował Tusk postać Prymasa Polski -
kraju, gdzie ogromna część ludności wyznaje katolicyzm. Można nie lubić
Kościoła katolickiego, można nawet, jeśli się jest ateistą, wściekać się z
powodu jego wpływów w Polsce. Trudno jednak zrozumieć, jak można mówić o
Kościele katolickim tylko jako o jednym z wielu Kościołów, nie dostrzegając,
że jego wyznawcy stanowią ogromną większość Narodu Polskiego. Tusk "popisał
się" więc tylko ogromną nierzetelnością ocen.
Inna sprawa, że nawet w 1993 r. tak niechętny Kościołowi Donald Tusk nie
omieszkał
Obserwuj wątek
    • dubitando Platforma Obłudników część 2 14.01.06, 11:53
      Inna sprawa, że nawet w 1993 r. tak niechętny Kościołowi Donald Tusk nie
      omieszkał w pewnym momencie pójść w imię doraźnych interesów politycznych na
      herbatkę do ks. abp. Tadeusza Gocłowskiego. Dziennikarze "Życia Warszawy" (nr z
      26 lipca 1993 r.) ze zdziwieniem zapytywali: "Co taki integralny liberał jak
      pan robił na herbatce u arcybiskupa Gocłowskiego?". Tusk odpowiedział, że ks.
      abp Gocłowski "nie obrazi się chyba, jeśli powiem, że Churchill był gotów
      paktować z diabłem, żeby pokonać Hitlera. Ja pójdę choćby do arcybiskupa, jeśli
      miałoby to pomóc w stabilizacji politycznej po wyborach. Oczywiście ani ja nie
      jestem Churchillem, ani arcybiskup diabłem".

      Niedoszły "Kwaśniewski prawicy"
      W wielu tekstach zwracano uwagę na eksponowaną przeze mnie już w
      październikowym "Naszym Dzienniku" groźbę, że Tusk miał w zamierzeniu stać
      się "głównym hamulcowym" przemian. Wskazywano, że ludzie powiązani ze starymi,
      skompromitowanymi układami widzą w Tusku najważniejszą szansę na utrzymanie
      nienaruszonych pozycji - ba, swego rodzaju ciągłość starych porządków! Nazwano
      go już nawet "Kwaśniewskim prawicy".
      Ostatnie miesiące przyniosły obnażenie hipokryzji Donalda Tuska. Ileż to razy
      gromko zapewniał on, że jest tym, który łączy Polaków, w przeciwieństwie do
      rzekomo dzielącego ich Lecha Kaczyńskiego. I oto on właśnie popisał się
      niechlubnym wyrażeniem, dzielącym Polaków na "lepszych" i "gorszych", perorując
      w Sejmie o "moherowej koalicji".

      Ucieleśnienie "człowieka bez właściwości"
      Przywódca liberałów z PO coraz wyraźniej rysuje się jako idealny model mdłego i
      nijakiego "człowieka bez właściwości", wypranego z własnych poglądów, poza
      tymi, które mogą mu przynieść aktualną korzystną koniunkturę. Powie ktoś, że
      przesadzam z pozycji wyzłośliwiającego się na temat Tuska zajadłego
      prawicowca, "narodowca", "fundamentalisty" etc. To może przyjrzyjmy się
      niektórym co trzeźwiejszym ocenom sylwetki Tuska z liberalno-lewicowej czy
      lewicowej strony? Natrafimy tam na rzeczy wprost szokujące. Oto np. Władysław
      Frasyniuk, szef słabiutkiej Partii Demokratycznej, dziś wyraźnie marzącej o
      współdziałaniu z PO, zarzucił w pewnym momencie Platformie, że "przegrała, bo
      Tuskowi brakowało konsekwencji, uporu, wiary i woli walki. Miał strach w
      oczach. Kaczyński miał wiarę w to, co mówił. Wielu ludzi zmieniło poglądy i
      poparło Kaczyńskiego po jego debatach z Tuskiem. Nawet jeśli nie do końca się z
      nim zgadzali, wiedzieli, że o coś mu chodzi. Tuskowi nie chodziło o nic.
      Uwierzył we wszechmocny marketing, w moc gładkich sformułowań. (...) Ludzie
      tego nie lubią" (cyt. za wywiadem W. Frasyniuka dla
      postkomunistycznej "Trybuny" z 26 października 2005 r.). Profesor Jerzy Szacki,
      znany liberał, dość swoiście skomplementował Tuska powiedzeniem: "Atutem Tuska
      jest pewna jego nijakość" ("Przegląd" z 9 października 2005 r.).
      Można się zastanowić, jak do szło do wyboru przez PO kogoś tak nijakiego jak
      Tusk na kandydata do prezydentury? Są sugestie, że wybór padł na Tuska,
      ponieważ różne osoby z zaplecza PO uznały go za najłatwiejszego do sterowania.
      Tego zaś na pewno nie można powiedzieć o Rokicie!

      "Twardziel" aparatczyk
      Prawą ręką Tuska i jego głównym narzędziem w dominowaniu nad PO jest sekretarz
      generalny Platformy Grzegorz Schetyna. Powszechnie uważany jest on za mistrza
      intryg, różnych gabinetowych gier i gierek. Nazywany "twardzielem" polityk z
      Wrocławia znany jest z bezwzględnej brutalności wobec przeciwników i rywali.
      Towarzyszy temu skrajne upodobanie do mocnych słów, rzucania wiązanek z
      przekleństw. "Gazeta Wyborcza" z 7 grudnia 2005 r. opisywała: "Gdy mu
      [Schetynie - JRN] nie udaje się postawić na swoim, nie przebiera w
      słowach. 'K..., zniszczę cię' miał powiedzieć w 2001 r. do Jacka Protasiewicza,
      kiedy ten nie zgadzał się, żeby to Schetyna otwierał listę wrocławskich
      kandydatów do parlamentu. (...) Wściekły Schetyna odebrał to jako zdradę".
      Wspomniana "Gazeta Wyborcza" przytacza opinię anonimowego samorządowca z PO o
      Schetynie: "Ludzie boją się jego brutalnych reakcji, krzyku, grożenia". Pisze o
      ogromnej podejrzliwości Schetyny, podsycanej jeszcze silniej przez jego żonę,
      wciąż wietrzącą spiski.

      Łowcy "martwych dusz"
      Pierwszy raz prawdziwie głośno zrobiło się wokół Schetyny w 1999 r., gdy
      rozpoczął on zajadłą walkę personalną z Władysławem Frasyniukiem o wpływy we
      wrocławskiej Unii Wolności. Walka koncentrowała się przede wszystkim na
      rywalizacji w kołach UW, poprzedzającej regionalny zjazd partii. Chodziło o to,
      by zapewnić sobie poparcie jak najliczniejszych kół, ponieważ od liczby ich
      członków zależała odpowiednia liczba delegatów wspierających Frasyniuka lub
      Schetynę. W walce o koła i członków nie przebierano w środkach. Według tekstu
      R. Grochali i A. Kondzińskiej o Schetynie w "Gazecie Wyborczej" z 7 grudnia
      2005 r.: "Ludzie Schetyny wciągali na (...) listy zupełnie nieświadome osoby. W
      kole UW przy wrocławskiej PWST, gdzie zanotowano przyrost o ponad 1000 proc.,
      znalazły się m.in. emerytki z Krakowa, uczennice liceum z Górnego Śląska,
      inżynierowie z Rybnika. Po kontroli zawieszono 11 kół na Dolnym Śląsku. To
      wtedy miało dojść do słynnej we Wrocławiu wymiany słów. 'Załatwię cię' - miał
      powiedzieć porywczy Frasyniuk. 'Zobaczymy, kto kogo' - miał zimno odpowiedzieć
      Schetyna. (...) Frasyniuk do dziś nie lubi Schetyny. 'Był arogancki i chamski.
      Uważał, że ludzi trzeba trzymać za mordę. To pompowanie liczby członków
      najlepiej oddaje jego styl uprawiania polityki'".
      Zastanawiające są też różne zakulisowe działania Schetyny, umacniające jego
      wpływ w sferach pozapolitycznych, m.in. jako szefa rady nadzorczej Radia Eska
      we Wrocławiu czy jako sponsora słynnego koszykarskiego klubu Śląsk Wrocław.
      Kilka miesięcy temu "Newsweek" oskarżył Schetynę o różne nieuczciwe działania
      na tym tle - sprawa jest w sądzie.
      Rzecz znamienna - bezwzględny intrygant i brutal, "twardziel" Schetyna jest
      dziś w praktyce najpotężniejszym politykiem w Platformie, człowiekiem, który ma
      wpływ na przeważającą część przetasowań personalnych. Tak dzieje się w partii,
      której liderzy tak ochoczo perorują w mediach o rzekomych ideałach i
      wartościach, którymi kierują się na co dzień. Właśnie działalność Schetyny
      przesądziła o tym, że w PO przegrał nurt na rzecz związania się z PiS i budowy
      IV Rzeczypospolitej, nurt popierający raczej wartości konserwatywne niż
      liberalne. Schetynę dość powszechnie obwinia się o porażkę PO w wyborach
      parlamentarnych. Część polityków PO chciała go rozliczyć za to i za różne
      biznesowe układy, ale napotkała zdecydowaną ripostę Tuska. Ten ostatni aż nadto
      potrzebuje pomocy pracowitego "twardziela" Schetyny w swych wysiłkach dla
      zdominowania partii i jej derokityzacji. Toteż zrobił wszystko, by zablokować
      próbę wystąpienia w sprawie wotum zaufania dla Schetyny podczas posiedzenia
      klubu parlamentarnego PO 8 grudnia 2005 r. Doszło tam do całkowitego umocnienia
      ludzi Tuska i Schetyny w wybranym wówczas pełnym składzie zarządu klubu.
      Zupełnie zabrakło w nim ludzi Rokity i jego samego.
      • dubitando Re: Platforma Obłudników część 3 14.01.06, 11:54
        Wędrowiec polityczny
        Jan Rokita może z całą słusznością być uważany za wzorcowy typ "wędrowca
        politycznego". Zdążył już zaliczyć działalność w NZS (1980), w anarchicznym
        Ruchu Wolność i Pokój (1984), w Komitecie Obywatelskim przy Lechu Wałęsie
        (1988), w lewicowym ROAD - Ruchu Obywatelskim Akcja Demokratyczna (1990), Unii
        Demokratycznej (1991), Unii Wolności (1994), Inicjatywie Trzy Czwarte (1995),
        Stronnictwie Konserwatywno-Ludowym (1997) i AWS (1997), wreszcie w Platformie
        Obywatelskiej (2001). Po tylu zmianach barw partyjnych Rokicie jak ulał
        pasowała nazwa "Jasio Wędrowniczek". Nawet redaktorzy tak przychylnego dla
        liberałów katolewicowego "Tygodnika Powszechnego" zapytali w pewnym momencie
        Rokitę: "Jak Pan chce realizować swoje pomysły, nie mając silnego zaplecza
        politycznego? Co więcej: Pan dość skutecznie pracował, zmieniając partie niczym
        rękawiczki, by takie zaplecze nigdy nie powstało" ("Tygodnik Powszechny" z 27
        kwietnia 2003 r.). Redaktorzy przypomnieli Rokicie m.in., jak to jeszcze na dwa
        tygodnie przed wstąpieniem do PO zapewniał, że AWS jest najlepszą formacją i w
        żadnym razie nie zamierza jej opuścić.
        Umiejętności przebierania się i maskowania bardzo pomogły Rokicie tuż po
        wprowadzeniu stanu wojennego. Jak sam wspominał, początkowo umknął esbekom
        dzięki przebraniu go przez matkę w suknię i perukę i wyprowadzeniu z
        obstawionej przez patrole kamienicy. W styczniu 1982 r. uwięziono go jednak na
        pół roku. Potem studiował i działał w podziemiu, aż w końcu w 1984 r.
        przystąpił do pacyfistycznego Ruchu Wolność i Pokój. Była to organizacja
        specjalizująca się głównie w organizowaniu anarchistycznych zadym. Zarzucano
        Rokicie, że potraktował pacyfistyczny, wręcz hippisowski ruch instrumentalnie,
        wykorzystując go jako dźwignię do przyspieszenia swojej kariery, gdyż sam w
        rzeczywistości miał zupełnie inne od WiP-u, skrajnie propaństwowe poglądy (wg
        tekstu M. Janickiego w "Polityce" z 12 kwietnia 2003 r.). Sam Rokita wspominał
        w "Magazynie Rzeczpospolitej" z 4 maja 2001 roku: "Nie znosiłem zadym (...).
        Ale były skuteczne, więc stawałem na czele (...)". Już w tym jednym zwrocie
        mamy zawartą swoistą kwintesencję postępowania "wędrownika" Rokity: nieważne,
        czy coś się naprawdę lubi, ważne, by to było "skuteczne".
        Z zadymiarskich czasów Ruchu Wolność i Pokój, gdy Rokita był bardzo często
        zamykany w areszcie, pozostała mu jakaś wyraźna pobłażliwość także dla więźniów
        niepolitycznych, nawet z tak zwanego "elementu". To Rokita w 1990 r. "wsławił
        się" jako poseł zgłoszeniem niefortunnego wniosku o amnestię, który doprowadził
        do wyjścia na wolność tysięcy więźniów, w tym wielu niepoprawnych recydywistów
        (por. P. Siergiejczyk, Unia Wolności bis, "Nasza Polska" z 12 sierpnia 1998 r.).
        Za swego prawdziwego mistrza politycznego w Sejmie uważał Bronisława Geremka -
        był jego zastępcą w OKP. Z Geremkiem łączyło go mocno również to, że od
        lat "był całym sercem po stronie KOR-owców, przeciw 'prawdziwym Polakom'"
        (por. "Alfabet Rokity", rozmawiali M. Karnowski i P. Zaremba, Kraków 2004, s.
        107). W 1992 r. jako wiceprzewodniczący klubu poselskiego UD zajadle
        przeciwstawiał się lustracji (po latach, w 2004 r., uznał to za swój błąd).
        W początkach czerwca 1992 r. Rokita odegrał bardzo niechlubną rolę w obaleniu
        rządu Jana Olszewskiego. To on w imieniu UD, KLD i PPG składał wniosek o wotum
        nieufności dla premiera Olszewskiego. Znany publicysta katolicki, były poseł, a
        dziś senator Czesław Ryszka przypomniał w "Niedzieli" z 2 października 2005
        r: "Co by nie powiedzieć, Donald Tusk i Jan Maria Rokita aktywnie uczestniczyli
        w tej koalicji strachu, obalającej gabinet Olszewskiego w obawie przed
        ujawnieniem agentury. Z tego powodu tkwi nad nami ponury cień byłych tajnych
        współpracowników komunistycznych służb bezpieczeństwa".

        Zwolennik pałowania
        Jak sam wyznaje w "Alfabecie Rokity" (s. 117), to on pierwszy wpadł na pomysł
        powołania Hanny Suchockiej na premiera rządu latem 1992 r. Jako minister - szef
        URM-u - stał się w tym gabinecie faktycznie szarą eminencją, wywierając ogromny
        wpływ na niemającą pojęcia o bardzo wielu sprawach panią premier. Rokita był
        zwolennikiem jak najtwardszego, wręcz brutalnego rozprawiania się z opozycją
        prawicową. Już w 1992 r. w różnych wywiadach (m.in. na łamach "Trybuny", "Życia
        Warszawy" i "Przekroju") atakował partie opozycyjne jako siły rzekomo groźne
        dla państwa i opowiadał się za "zaostrzeniem instrumentów karnych wobec ludzi
        uczestniczących w życiu politycznym". Nader znamienna pod tym względem była
        wypowiedź Rokity dla postkomunistycznej "Trybuny" z 20 lipca 1992 roku: "Nie
        mogą jej [tj. poważniejszej roli w życiu politycznym - przyp. JRN] natomiast
        odgrywać środowiska skupione wokół Jana Olszewskiego, które należy politycznie
        izolować. Ich działalność bowiem, sprowadzająca się ostatnio do kłamstw,
        oszczerstw i szantażu, staje się coraz częściej czynnikiem szkodzącym interesom
        państwa polskiego, grupy Olszewskiego działają już na granicy prawa. Jeżeli ją
        przekroczą, państwo ze swoją siłą powinno im się przeciwstawić".
        Na próżno poseł Ruchu dla Rzeczypospolitej Piotr Wójcik protestował w zapytaniu
        sejmowym skierowanym do ministra Rokity, żądając podania przykładów kłamstw,
        oszczerstw i szantażu, jakimi rzekomo posługiwało się ugrupowanie Olszewskiego.
        Poseł Wójcik akcentował: "Jeżeli minister Rokita nie przedstawi dowodów,
        powinien przeprosić posłów RdR za wypowiedź 'fałszywą, wprowadzającą w błąd
        opinię publiczną, lżącą posłów Ruchu, naruszającą ich godność i dobre imię'.
        Odnosząc się do pogróżek Rokity, zapowiadających ewentualne przeciwstawienie
        grupom Olszewskiego siły państwa, poseł Wójcik zapytywał: 'Czy ostatnie zdanie
        opublikowane, jak rozumiem, w organie sojuszniczej partii Pana Ministra oznacza
        groźbę stosowania metod terroru państwowego wobec antykomunistycznej
        opozycji?'" (cyt. za tekstem "Rokita musi przeprosić", "Nowy Świat" z 28 lipca
        1992 r.).
        Brutalne ataki Rokity na "grupy Olszewskiego" były dość szokujące w zestawieniu
        z faktem, że to właśnie Jan Olszewski jako opozycyjny adwokat prowadził w PRL-u
        upartą, acz bezskuteczną walkę o dopuszczenie Rokity na listę aplikantów
        adwokackich. Były premier Olszewski ze szczególnym oburzeniem wspominał fakt,
        że to właśnie Rokita "w rządzie Hanny Suchockiej stworzył teorię, iż mój Ruch
        dla Rzeczypospolitej jest antypaństwowy, że trzeba go inwigilować"
        (wg "Magazynu Rzeczpospolitej" z 4 maja 2001 r.).
        To Rokita zadecydował o posłaniu policji 4 czerwca 1993 r. w celu bezwzględnego
        rozbicia manifestacji w rocznicę obalenia rządu Olszewskiego. Uczestniczące w
        manifestacjach antywałęsowskich partie polityczne (zwolenników Kaczyńskiego,
        Olszewskiego i Parysa) Rokita nazwał siłami antypaństwowymi i "niekonstruktywną
        opozycją".
        Rokita "wsławił się" m.in. wystąpieniem do MON-u, aby drukarnia wojskowa
        zaprzestała drukowania opozycyjnego dziennika "Nowy Świat".
        Bezwzględność "państwowca" Rokity wobec sił opozycyjnych sprowokowała
        wystąpienie 33 posłów z wnioskiem o odwołanie go ze stanowiska szefa URM-u.
        Niejednokrotnie zarzucano Rokicie współodpowiedzialność za inwigilację opozycji
        w dobie rządu Suchockiej. Stanowczo temu zaprzeczał, całą winę zrzucając
        na "nadgorliwość" byłego esbeka kpt. Lesiaka.

        Rokita: "Chamem jestem generalnie"
        Antoni Lenkiewicz pisał na łamach "Wrocławskiej Gazety Polskiej" z listopada
        2000 r. o roli odgrywanej przez Rokitę jako ministra szefa URM-u w rządzie H.
        Suchockiej. "W dość powszechnych ocenach, rząd H. Suchockiej zaliczany jest do
        najbardziej oszukańczych 'rządów solidarnościowych'. Jest raczej oczywiste, że
        inwigilacje, prowokacje i rozbijackie działania wobec ugrupowań
        niepodległościowych były wówczas realizowane nie tylko za wiedzą, ale również
        za aprobatą pani premier i jej 'szarej eminencji' w osobie Rokity". Lenkiewicz
        przypomniał przy tej okazji komentarz
        • dubitando Re: Platforma Obłudników część 4 14.01.06, 11:55
          Rokita: "Chamem jestem generalnie"
          Antoni Lenkiewicz pisał na łamach "Wrocławskiej Gazety Polskiej" z listopada
          2000 r. o roli odgrywanej przez Rokitę jako ministra szefa URM-u w rządzie H.
          Suchockiej. "W dość powszechnych ocenach, rząd H. Suchockiej zaliczany jest do
          najbardziej oszukańczych 'rządów solidarnościowych'. Jest raczej oczywiste, że
          inwigilacje, prowokacje i rozbijackie działania wobec ugrupowań
          niepodległościowych były wówczas realizowane nie tylko za wiedzą, ale również
          za aprobatą pani premier i jej 'szarej eminencji' w osobie Rokity". Lenkiewicz
          przypomniał przy tej okazji komentarz posła Jacka Maziarskiego z PC na temat
          zachowania Rokity jako szefa URM-u w 1993 r., stwierdzający: "Jest czymś
          niespotykanym w praktyce parlamentarnej, żeby minister w trakcie interpelacji i
          zapytań poselskich po prostu odmówił odpowiedzi. Jest to sprzeczne z
          regulaminem Sejmu posiadającym moc ustawy i sądzę, że nastąpiło w tym przypadku
          naruszenie prawa".
          Buta i arogancja Rokity stały się wręcz przysłowiowe. Ciekawe, że sam Jan
          Rokita nie próbował nawet zaprzeczać skrajnie negatywnym opiniom wypowiadanym
          na temat jego stylu zachowania. Oto, co jakże szczerze wyznawał w wywiadzie na
          łamach "Nowego Państwa" 19 maja 2000 r., odpowiadając na zarzuty o
          zarozumiałość i arogancję: "Arogancki? A tak, chamem jestem generalnie.
          Przynajmniej bywam od czasu do czasu. Zwłaszcza wtedy, gdy jestem przekonany,
          że mam rację". Ciekawa postawa niedoszłego premiera z tak wykwintnego Krakowa -
          poczucie własnej racji upoważnia mnie do bycia chamem! Szkoda tylko, że to
          jakże szczere wyznanie Rokity na długo utonęło w niepamięci.
          Nader często oskarżano Rokitę o wyniosłość i lekceważenie podwładnych i
          kolegów. Henryk Wujec zarzucał mu: "Nie szanował jednak swoich współpracowników
          z klubu ani działaczy z terenu, którzy przyjeżdżali do Warszawy w związku z
          pracami nad samorządową reformą. Ci ludzie czekali godzinami w sekretariacie
          Rokity na przyjęcie. Mówiono mi, że kazał nawet usunąć krzesła, aby ludzie nie
          przesiadywali tam w oczekiwaniu. Przyjeżdżających traktował jak natrętów" (wg
          tekstu M. Janickiego w "Polityce" z 12 kwietnia 2003 r.).

          Na tle nijakości innych z PO
          Przedstawiając różne ujemne strony Rokity, nie chciałbym zacierać prawdy o
          pełnej jego osobowości. Są w niej cechy, którymi lider PO może naprawdę
          imponować: dynamizm działań, wyraźnie przebijająca z "Alfabetu Rokity"
          wielostronność zainteresowań intelektualnych, umiejętność celnego skrótowego
          syntetyzowania. Dodajmy do tego jakże kontrastujący z leserstwem Tuska rokitowy
          styl "pracusia". Jego harowanie na stanowisku szefa URM-u przeszło do wielu
          anegdot. Według jednej z opowieści, "wszyscy wspominali, że pracowali dzień i
          noc. Rokita ponoć spać nie musi. Był jednak troskliwy: na nocne narady zamawiał
          w bufecie URM kanapki. (...) Pod koniec pierwszego miesiąca Rokita odkrył, że
          kanapki nie są za darmo i że poszła na nie prawie cała jego pensja, był
          poruszony" (wg tekstu K. Leskiego w "Magazynie Rzeczpospolitej" z 4 maja 2001
          r.). Faktem jest, że bez iście gwiazdorskiej roli Rokity w komisji Rywina, jego
          pracowitości, wnikliwości i błyskotliwości PO prawdopodobnie coraz bardziej
          traciłaby wpływy (tak jak to się zaznaczyło już w wyborach samorządowych 2002
          r.).
          Daleki jestem od idealizowania postaci Rokity, choćby z powodu roli odgrywanej
          przez niego w tłamszeniu opozycji przeciw rządowi Suchockiej w latach 1992-
          1993. Trzeba jednak powiedzieć, że na tle nijakiej, wypranej z oryginalnych
          poglądów większości liderów PO Rokita prezentuje się stosunkowo najciekawiej.
          Ten człowiek czegoś naprawdę chce, coś reprezentuje, jest konsekwentny w
          niektórych sprawach, nawet pomimo wędrownictwa politycznego, które tyle razy
          demonstrował. Fakt, że dzisiaj totalnie przegrywa w różnych wewnątrzpartyjnych
          potyczkach z dużo mniej inteligentnymi od niego aparatczykami, jak najgorzej
          świadczy o mechanizmach rządzących Platformą.
          prof. Jerzy Robert Nowak"
          • Gość: Figo Re: Platforma Obłudników część 4 IP: *.opusnet.pl / 217.97.226.* 14.01.06, 13:51
            W sumie bardzo ciekawe, PO nie lubię, ale myślałem, że Rokita to porządny gość,
            a tu takie kwiatki.
            Widać wszyscy liberalni z tej samej gliny (gów..a) ulepieni :(
      • Gość: Katolik To nie chrześcijanie- to śmieci !!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.06, 23:56
        "Bóg, Honor i Ojczyzna" to nie dotyczy pseudo katolików z pod znaku Radia Ma
        Ryja czy "Naszego Dziennika". Jad i nienawiść nie charakteryzuje katolików i
        chrześcian. Autorom tekstów pełnych nienawiści bliżej do Hitlera czy Stalina
        niż do przesłań głoszonych przez Chrystusa.
    • Gość: H. Grański Re: Platforma Obłudników IP: cache1.rps* / *.140.7.209.rtc5.illinois.net 14.01.06, 13:25
      Świetnie zebrane fakty! PO to banda przebierańców. Forsa, władza i wpływy za
      wszelką cenę. Ogólny brak zasad bezpłciowość i nieuprawniona poza inteligentów.
      Obecnie pokazują ile są warci - NIC.
    • Gość: beatka Re: Platforma Obłudników IP: 62.216.253.* 14.01.06, 13:29
      Uups, duzo czytania ale przebrnelam. Nic dodac nic ujac. PO zebrala zgnilizne
      ludkow bez zasad, ktorzy wszystko zrobia dla wladzy. Ja tam nigdy na nich nie
      glosowalam, takze nie mam wyrzutow sumienia, ale oszukanym wspolczuje.
    • Gość: Gregory Re: Platforma Obłudników IP: *.barracudanetworks.com / *.bytel.net.uk 14.01.06, 14:18
      Mocny i prawdziwy tekst. Polscy politycy mi się z honorem nie kojarza, ale te
      scierwa z PO to juz szczyty. I jeszcze smia sie porownywac do liberalow
      brytyjskich, bezczelnosc.
      Jeszcze sobie gabinet cieni zalozyli, doslownie komedianci. Gabinet niedorajdow
      powinni to nazwac:)))
    • Gość: lew Re: Platforma Obłudników IP: *.riednet.wh.tu / *.hrz.tu-darmstadt.de 14.01.06, 14:27
      Przeczytalem i zbiera mnie na wymioty. Jakos nigdy nie poskladalem tych faktow
      razem. Takie podsumowanie robi kolosalne wrazenie, od lat rzadza nami ci sami
      przekreciarze tylko w roznych ubrankach, teraz POwskim:(
    • Gość: Michał Re: Platforma Obłudników IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 14.01.06, 15:23
      Hehehe. Profesor platformy nie lubi, no ale kto ich lubi.
      • Gość: Oleś Re: Platforma Obłudników IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.06, 15:43
        25% Polaków durniu!!!!!!!!!!!!
    • Gość: miki Re: Platforma Obłudników IP: *.zgora.dialog.net.pl 14.01.06, 15:56
      przecież od 1992r. boja się ujawnienia TW ! wszystko jasne !!!Tusk w "Nocnej
      zmianie" do Wałęsy : policzmy głosy !!! coś mu z Rokita to liczenie nie
      idzie !!!
      • Gość: platformers Re: Pajac Czesio doszedł do głosu IP: *.zgora.dialog.net.pl 14.01.06, 18:22
        przerażają wypowiedzi fiedorowicza w dzisiejszej lubuskiej, który będąc w
        polityce tyle lat nic nie zrobił dla zjednoczenia prawej strony, a teraz kiedy
        powtórnie ma okazję naprawić swoje błędy dalej skłóca prawą stronę i jeszcze
        przedstawia jako skłóconą Platformę. Wszystko robi jak na zamówienie
        czerwonych.Ten pan przecież nawet nie jest szefem koła w PO!!!

        PS W innym artykule Gazety Lubuskiej Czesio się wypowiada ze tylko on był za
        naszym stadionem na Komitecie Sterującym. Nieprawda!! Również 2 inne osoby
        głosowały za naszym projektem.
    • Gość: vts nasz dziennik - krynica prawdy rydzykowej IP: *.ztpnet.pl 14.01.06, 18:39
      wiarygodne źródło sobie znalazłeś
      • dubitando Re: nasz dziennik - krynica prawdy rydzykowej 14.01.06, 20:56
        W GWybiórczej by tego artykułu nie wydrukowali.
        A w tekście są same fakty.
        • Gość: Zastal Re: nasz dziennik - krynica prawdy rydzykowej IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.01.06, 10:07
          Zapewne Fakty Autentyczne:P Nie ufam Rydzykowi a tym bardziej ND. Dla mnie to
          nic innego jak Moherowa Trybuna... a glosowac na PiSs i tak nie bede...
        • pawel.zary Re: prof. J.R.Nowak - jedna baba drugiej babie 15.01.06, 10:36
          dubitando napisała:

          > W GWybiórczej by tego artykułu nie wydrukowali.
          > A w tekście są same fakty.



          No pewnie :-)) Prof. Nowak to przepraszam, na jakie czasopisma sie powołuje w
          swoich tekstach? Jakie artykuły cytuje? Zauważyłem Trybunę, Przeglad, GW,
          Politykę,Życie Warszawy - wymieniam tylko te po pobieżnym oglądzie.
          Czyli jak jakiś fragment artykułu z tych pism pasuje do jakiejś tezy prof.
          Nowaka to jest to "wiarygodne źródło", a jak nie pasuje, to jest to "liberalna"
          lub "komunistyczna" lub "wroga i nieprzychylna Polsce" prasa??? :-)))
          Jeżeli chodzi o fakty, to bardzo "podobają mi się" fakty - coś w
          rodzaju "Frasyniuk powiedział, że Tusk jest taki jakiś nijaki" :-))))
          lub "Schetyna miał powiedzieć w złości - "zniszczę cię" :-)))
          A ja powiem więcej - "jedna pani w maglu to powiedziała o prof. Nowaku ..."
          :-)))
          Nowaka mało kto i gdzie chce drukować, słuchać lub pokazywać (oprócz Radia
          Maryja i tv TRWAM). Nawet pisma narodowców tego nie robią, a wręcz go
          nazywają "masonem wysokiego stopnia" i człowiekiem, który "pisał w PRL-u
          książki szkalujące Kościół katolicki, Polskę i Polaków". Piszą też o nim, że
          jest "osobą mściwą" (taki sam fakt jak w przypadku Tuska i Schetyny?) :-)))
          • pawel.zary Re: prof. J.R.Nowak - jedna baba drugiej babie 15.01.06, 10:39
            pawel.zary napisał:

            > Jeżeli chodzi o fakty, to bardzo "podobają mi się" fakty - coś w
            > rodzaju "Frasyniuk powiedział, że Tusk jest taki jakiś nijaki" :-))))


            Przepraszam, nie Frasyniuk, a prof. Szacki.

    • Gość: grzesiek234 A dubitando swoje ;) IP: *.zgora.dialog.net.pl 15.01.06, 13:26
      Nie kompromituj się chłopie przytaczaniem artykułów z ND. Poziomem
      i "faktami"(??? można ten szmatławiec porównać z innym- Tygodnikiem "Nie". Tu i
      tu piszą "jedyną prawdę" ludzie głęboko zakorzenieni w PRL- owskich służbach
      specjalnych lub SB. Taki J R Nowak. Przecież to szuja pierwszej wody. Pisał
      paszkwile na Kościół i Solidarność w PRL. Kumpel Jaruzela. Podobnie jak Kapera
      i Giertych senior. Zawsze przy korycie, u żłobu. Zmieniły się czasy, zmienili
      poglądy. I takie zera(!), śmią oceniać innych.
      Druga sprawa- Rydzyk. Popierany przez szmalcownika Kobylańskiego. Rydzyk
      pojawił się "znikąd". Początkowo płacił "pieniędzmi z walizek". Potem
      zwyczajnie ukradł pieniądze z cegiełek na Stocznię Gdańską. A cały czas trwa
      wyłudzanie pieniędzy od osób starszych. Czy ktoś kontroluje z Urzędu Skarbowego
      Radio i TV Trwam? Pytanie myślę retoryczne. Rydzyk to wtyka SB-cji. Pojawił się
      niewiadomo skąd z pieniędzmi. I nikt nie może prześwietlić radyjka i Rydzyka.
      Jest ponad prawem i to jest bulwersujące.
      Po trzecie. W tak skompromitowanym, głoszącym treści antysemickie radiu, radiu
      etykietującym ludzi, wzywającym do nienawiści i nietolerancji, goszczą (!)
      ludzie rządzący Polską i ....maksymalnie podlizują się RYDZYKOWI!!!
      I na koniec. Kaczyńscy, zawdzięczają wszystko Wałęsie a potem Buzkowi. Są ze
      wszystkimi skłóceni i swoje kompleksy i agresję wyładowują na innych. Jakie to
      malutkie. Takie prawdziwe chomiki z Polskiegoi ZOO i takimi pozostaną. A
      Prezydent Kaczyński? Przecież on nie istnieje bez brata. Ani u nas ani na
      arenie międzynarodowej. Szkoda mi dalej pisać o Kaczuchach, Rydzykach i inyych
      jedynie sprawiedliwych. Kilka aferek w życiu PC i PIS było... ale belki w swoim
      oku nie widzą.
      • dubitando Re: A dubitando swoje ;) 15.01.06, 20:47
        Fajny wykład o Rydzyku (musisz go dużo słuchać), SB (wiadomości z pierwszej
        ręki??) i kilka paszkwili opartych na fałszywych stereotypach o Kaczyńskich.
        Ale co to ma do rzeczy, nie zrozumiełeś tematu wątka??
        Artykuł podaje fakty o Platformie Obłudników, masz jakieś argumenty, że jakaś
        wiadomość jest nieprawdziwa? Coś jest zafałszowane?
        Nie rozumiesz tekstu pisanego???
        • Gość: lexus Kacza Piana IP: 87.250.160.* 15.01.06, 21:48
          Wywody tego calego dubitandaczy jak mutam to typowy kaczy kociokwik-skladajacy
          się z wyrwanych z kontekstu wpowiedzi pomieszanych z ocenami.Całyten tekst jest
          obrazem szaleństwa nienawiści w jakim znajduje się PiSuar i jego
          poplecznicy .Zwłaszcza,że ostatnio nie udalo im sie wziąć za pysk poslów przy
          pomocy feldmarszałka Jurka .
          Definicja Kaczokracji- system rządów w którym władze sprawują dwaj blizniacy -
          jeden jest prezydentem,głową państwa i wpływa na władze wykonawczą ustawodawczą
          i sadowniczą .Drugi brat blizniak jest szefem (a właściwie wodzem) największej
          partii w parlamencie i faktycznie kontroluje parlament.Jednoczesnie dominuje i
          kieruje swym bratem prezydentem.Sam nie sprawując żadnych funkcji państwowych
          rządzi wszystkimi nie będąc zwiazany żadnymi przepisami ani nie ponosząc
          odpowiedzialnosci konstytucyjnej.
          • Gość: lexus POwska frustracja IP: *.gala.net.pl 15.01.06, 21:57
            Po przemyśleniu sprawy, przyznaję, że coś w tym musi być!
            POwskie gnojki, zmieniający partyjki co cztery lata rządzą nami bez przerwy od
            kilku kadencji. Rokity, Tuski i inne Niesiołowskie mają na uwadze jesynie swoje
            pełne kieszonki i kieszonki mocodawców z zagranicy, na rzecz których
            wysprzedają nasz majątek za bezcen, trzęsąc się jak galaretki z obaey przed
            ujawnieniem teczek.
            Może rzeczywiście Kaczyńscy, nie związani z układem, są jedynymi ludźmi
            mogącymi coś zmienić!
            • Gość: riposta Re: PiSowska frustracja IP: *.zgora.dialog.net.pl 15.01.06, 22:24
              Kaczyńscy nie muszą być związani z żadnym układem, bo oni tworzą swój układ :-)
              Taki układ na zasadzie "michnik inaczej" :-)))
            • Gość: OkO Re: POwska frustracja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.06, 23:46
              Lexus ty durniu co ty pleciesz? Kto tu zmienia partyjki? Zobacz na te mordy
              PiSowskie. Jak widze Piłkę czy Kamińskiego i innych obszczajmurków z ZHNu
              Porozumienia Centrum czy iinych śmieciarskich i skompromitowanych partii to
              niewiem czy się śmiać czy płakać. Kto tu się na chapał będąc przy korycie?
              Przypomnę ci że Kaczor był juz ministrem a Marcinkiewicz wiceministrem itd,
              Reszta to frustraci którzy wcześniej nie moli sie nigdzie załapać i teraz przy
              PiSiorach wypłyneli z gnoju. Ty na te zgrane płyty chcesz postawić?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka