Gość: giezik
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
11.03.04, 15:00
planowałem zrobić wczoraj gnocchi ze szpinaku i ricotty. Ponieważ wpadli
niezapowiedziani goście, skończyło się na tarcie szpinakowej (ricotta stoi w
lodówce), bo po pierwsze mogło być za mało, a poza tym to miał byc debiut z
gnocchi.
No więc dziś zrobiłem klasyczne gnocchi ziemniaczane. Przy czym słow
zrobiłem, nie jest do końca na miejscu.
Zabrałem się do wszystkiego z uczuciem i pewnością siebie, ponieważ w
większości zaleceń pisało, że ciasto ma być delikatne i lekkie i żeby nie
przesadzić z mąką, to nie przesadziłem. W rezultacie z pierwszej partii
wyszło puree a'la gnocchi lub tez gnocchi a'la puree. W dużej ilości wody.
Zjadłem to co miało więcej niż kilka milimetrów, wode z gotowania wylałem do
zlewu, a do reszty ciasta dodałem więcej mąki.
Uff, wyszło. Syn powiedział, że jest w porzadku
Na szczęście to była próba generalna przed przyjściem do domu drugiej połowy.
jak przyjdzie będę mógł powiedzieć luzacko, że wszystko wyszło jak trzeba :)
Aha do tego był sos śmietanowo-serowy