Gość: Anka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.11.11, 12:45
Przyznać muszę, ze mało bywam w kawiarniach, ale ostatnio zdarzyło mi się kilka spotkań z koleżankami przy kawie. Kiedy za pierwszym razem przyniesiono mi zamówiony sernik ciepły, myślałam, ze trafił mi się tak świeży wypiek, że nie zdążył wystygnąć. Nie smakował mi, był jakiś taki luźny, rozwarstwiał się. Koleżanka uświadomiła mnie, że oni ten sernik wkładają na chwilę do mikrofali, szarlotkę zresztą też. O ile rozumiem podgrzewanie szarlotki, szczególnie jak podaje się ją z lodami waniliowymi, to grzanie sernika jest dla mnie profanacją. Wszystkie przepisy na serniki, i te pieczone klasycznie, i te w kąpieli wodnej, nakazują ciasto po upieczeniu schłodzić, aby stężało.
Przy kolejnej wizycie w innej kawiarni, znów zamówiłam sernik, ale przytomnie spytałam się kelnerki, czy podają go na ciepło. "Oczywiście!" - brzmiała odpowiedź. Poprosiłam na zimno.
Więc powiedzcie mi, proszę, czy to jakaś durna moda, czy ja jestem niedoinformowana, bądź mam wypaczony gust, bo lubię jeść sernik zimny, no - najwyżej w temperaturze pokojowej.